Moen Bruce - 04 - Podróż do Ojca Ciekawości.pdf

(2481 KB) Pobierz
Raymond A
Tytuł oryginału
Voyage to Curiosity's Father
Copyright © by Hampton Roads Publishing Company, New York 2001
Copyright © for the Polish edition by MANAWA, Wrocław 2007
Copyright © for the Polish translation by Joanna Mądrzak Wrocław 2007
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana ani rozpowszechniana
w jakiejkolwiek postaci bez pisemnej zgody właścicieli praw.
Projekt okładki Jacek Kujda
Grafika na okładce Zbyszek Mrugała
Redakcja Katarzyna Szroeder-Dowjat
Korekta Aleksander Dowjat
Tłumaczyła Joanna Mądrzak
Zamówienia przyjmuje:
MANAWA
ul. Bolesława Prusa 71/4
50-316 Wrocław
tel. 695 09 05 71
www.manawa.com.pl
e-mail: manawa@manawa.com.pl
Skład i łamanie: VOGAR
www.vogar.pl
Druk i oprawa: WZDZ - Drukarnia „LEGA"
45-301 Opole, ul. Małopolska 18
www.lega.opole.pl
ISBN 978-83-925906-0-6
www.AstralWeb.blo.pl
Czystej Bezwarunkowej Miłości
wiążącej
świadomość wszystkich istot
we wszystkich wymiarach
w Jedno
1
www.AstralWeb.blo.pl
Prolog
Rozkoszujący się słodką, delikatną trawą na otoczonej lasem łące jeleń wcale nie
uświadamia sobie, że jest bacznie obserwowany. Nie dostrzega myśliwego, który wraz z
przewodnikiem tubylcem skrył się w pobliżu za drzewami. Niskim, miękkim głosem
tubylec zachęca myśliwego, żeby nauczył się tubylczych sztuczek, i bierze do ręki mały
kamyk. Jeleń rozgląda się dookoła, przeżuwając słodkie liście. Po chwili opuszcza głowę,
żeby skubnąć trawę, a wtedy przewodnik szybko rusza w jego kierunku i natychmiast za-
styga w bezruchu, gdy tylko jeleń znów uniesie głowę. Zwierzę nie dostrzega
przewodnika stojącego nieruchomo nie dalej niż sześćdziesiąt metrów w prostej linii od
niego. Za każdym razem, gdy jeleń się pochyla, przewodnik wykorzystuje ten moment i
podchodzi jeszcze bliżej, zatrzymując się tylko w momentach, kiedy zwierzę się rozgląda.
W ten sposób tubylec zbliżył się do swojego celu na wyciągnięcie dłoni. Delikatnie rzuca
kamykiem, który nie wyrządzając żadnej szkody, odbija się od głowy rogacza.
Przestraszony jeleń skacze wysoko i pędzi w głąb lasu w poszukiwaniu schronienia.
Gdy badałem istnienie człowieka poza światem fizycznym i gromadziłem materiał
zawarty w tej książce, cały czas czułem, że znam już historię, którą chcę opowiedzieć.
Jednak dopiero na samym końcu coś, co zbliżało się do mnie nieustannie, nagle ujawniło
swoją obecność.
Ukończywszy pracę nad moją drugą książką, Podróżą poza wszelkie wątpliwości,
obawiałem się, że nie mam wystarczająco dużo materiału, żeby napisać trzecią - Podróże
do życia po śmierci. Pewnego dnia siedziałem przy komputerze i zmartwiony usiłowałem
zebrać myśli. Wena mnie opuściła, zapadłem w odrętwienie. Nagle uświadomiłem sobie
czyjąś znajomą obecność. Był to zmarły półtora roku wcześniej Bob Monroe.
Od chwili swojej śmierci odwiedzał mnie dość często. Gdy tak siedziałem pogrążony w
rozmyślaniach, głos Boba zaczął dryfować pośród moich własnych myśli.
- Twoje bezsensowne zamartwianie się przeszkadza temu, nad czym pracujesz, Bruce
- poczułem jego słowa.
- Bezsensowne zamartwianie się? - odpowiedziałem mu w myślach. - Nie jestem
pewien, czy materiał, który zebrałem, wystarczy mi na całą książkę. Nie wiem, co zrobić.
- Na początek przestań się tym martwić - odpowiedział.
- Ale jak sobie z tym poradzić?
- Przestań się martwić, bo to przeszkadza sprawom, o których piszesz.
- Co mam więc zrobić, żeby zgromadzić więcej materiału?
- Po prostu skończ drugą książkę - odpowiedział Bob stanowczo. - Nie będziesz miał
problemu z zebraniem materiału do kolejnej.
- Świetnie! - warknąłem na niego mentalnie. - Ja się przecież martwię o moją
sytuację finansową. Od pięciu miesięcy, odkąd bez reszty poświęciłem się pisaniu, nie
jestem nigdzie zatrudniony i nic nie zarabiam. Owszem, dostałem zaliczkę na poczet
honorarium, mam jeszcze jakieś oszczędności, ale to nie wystarczy na długo. Boję się, że
będę musiał podjąć regularną pracę. Jak wówczas znajdę czas, żeby pisać?
- O to też się nie martw! - ripostował Bob. - Wiem, jak temu zaradzić.
- Naprawdę? Co się ma wydarzyć?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Czy mogę zrobić coś, co zapewni mi jakikolwiek dochód? -zapytałem, zdając sobie
sprawę, że Bob nie lubi odkrywać kart przed rozdaniem.
- Tak, jest coś, co możesz zrobić - odpowiedział. - Możesz przestać się zamartwiać o
wszystko i skończyć wreszcie drugą książkę - rzucił na pożegnanie.
Po chwili przestałem odczuwać w myślach obecność Boba. Siedziałem nad klawiaturą,
wciąż się zadręczając. W niecałe cztery miesiące od tej chwili otrzymałem
niespodziewany podarunek, dzięki któremu wziąłem udział w drugim programie
Exploration 2 7 1 , podczas którego zgromadziłem więcej niż wystarczającą ilość materiału,
żeby napisać trzecią książkę.
1 Exploration 27 - program badań w Focusie 27 (patrz Słowniczek zamieszczony na końcu książki).
2
 
www.AstralWeb.blo.pl
Zupełnie znienacka, w trzy dni po wizycie Boba, otrzymałem maił od Denise, którą
poznałem pół roku wcześniej, podczas pierwszego programu Exploration 27 w Instytucie
Monroe'a. Od tamtej pory nie utrzymywaliśmy kontaktu. Ci z was, którzy czytali moją
trzecią książkę, Podróże do życia po śmierci, już znają Denise. Piszę o niej w kilku
rozdziałach. Napisała, że jest zainteresowana bardziej zaawansowanymi eksploracjami w
Focusie 27 1 . Pytała, czy nie zechciałbym do niej dołączyć. Był to początek przygody,
dzięki której zgromadziłem materiał na kolejną książkę. Właśnie trzymacie ją w ręku.
Technika, która pozwoliła mi wraz z Denise paść się na łące ludzkiej egzystencji
wykraczającej poza obszary fizyczne, nosi nazwę eksploracji partnerskich. Nauczyłem się
jej od Rebeki, mojej przyjaciółki i nauczycielki z czasów, gdy zaczynałem eksploracje.
Jest to zaawansowana technika. Co najmniej dwie fizycznie żywe osoby umawiają się na
niefizyczne spotkanie i wspólne badania. Po powrocie do rzeczywistości fizycznej każdy z
partnerów zapisuje wszystko, co zapamiętał z tego doświadczenia. Następnie wymieniają
się notatkami, aby przekonać się, czy ich doświadczenie ma swoje odbicie w notatkach
partnera. Na tym właśnie polega siła wspólnych eksploracji: pozwalają nie tylko
gromadzić informacje i doskonalić swoje możliwości, ale także je weryfikować. Jeśli
odnajdziemy swoje własne doświadczenia w opisie partnera, pozwoli to nam się upewnić
co do ich prawdziwości. Zdobywanie weryfikacji to najlepszy sposób, żeby zostać dobrym
badaczem.
Eksploracje partnerskie są trochę jak wysyłanie dwóch detektywów na miejsce
zbrodni. Każdy z nich obserwuje scenę, dysponując własnymi oczekiwaniami,
umiejętnościami, przekonaniami, słownictwem, ideałami oraz uprzedzeniami. Jeżeli obaj
detektywi sporządzą swoje raporty oddzielnie, wówczas każdy, kto je będzie czytał, bez
wątpienia odnajdzie między nimi i podobieństwa, i różnice w opisach sceny czy też w
protokołach z przesłuchań świadków. Podobieństwa wskazują na jaśniejszy obraz prawdy,
podczas gdy różnice są odbiciem indywidualnych tendencji każdego z detektywów. Tak
właśnie jest z partnerskimi eksploracjami rzeczywistości niefizycznych.
Jedno z pierwszych podobieństw w naszych partnerskich eksploracjach było dla Denise
dużym zaskoczeniem. Bob Monroe brał udział w każdej sesji. W późnych latach
pięćdziesiątych Monroe zaczął nieoczekiwanie spontanicznie wychodzić z ciała (OBE 2 ) .
Towarzyszące temu doznania początkowo go przerażały. Myślał, że traci rozum lub odczuwa
nadchodzącą śmierć. Z czasem jego obawy zmalały, górę nad nimi wzięła ciekawość. Bob zaczął
więc penetrować obszary niefizyczne, do których uzyskał dostęp. Swoje doświadczenia opisał w
trzech książkach. Ostatnią z nich była Najdalsza podróż. Bob Monroe zmarł półtora roku przedtem,
zanim Denise i ja rozpoczęliśmy nasze partnerskie eksploracje. Jego obecność miała ogromny
wpływ na nasze sesje. Będąc już rezydentem po tamtej stronie, uzyskał o wiele większy dostęp do
informacji niż za życia fizycznego. Został więc dla mnie i Denise kimś w rodzaju tubylca
przewodnika, jak Sacajawea 3 dla ekspedycji, które prowadzili Lewis i Clark. Bob był dobrze
obeznany z obszarami niefizycznymi i ich mieszkańcami. Prowadził nas wszędzie tam, gdzie można
było uzyskać odpowiedzi na nasze pytania. Przygotowywaliśmy je przed każdą z sesji, które
nazywaliśmy wypadami.
W opisanych tutaj wypadach czasami uczestniczy aż pięć fizycznie żyjących osób. Wszyscy
mieszkamy daleko od siebie, dzieli nas wiele stref czasowych, dlatego notatki ze swoich podróży
porównywaliśmy za pośrednictwem poczty internetowej lub przez telefon. Podróż do Ojca
Ciekawości to historia, na którą złożyły się doświadczenia i historie wszystkich pięciorga
poszukujących partnerów. Część z nich życzyła sobie pozostać anonimowa, więc ich imiona zostały
zmienione. Książka jest wierną relacją z moich nieustających poszukiwań i badań ludzkiej
egzystencji poza światem fizycznym, czwartą z serii opisującej badania obszarów niefizycznych.
1 Focus 27 - na tym poziomie świadomości znajduje się Centrum Przyjęć w rzeczywistości niefizycznej. Zob.
Słowniczek (przyp. red.).
2 OBE lub OOBE (ang. Out of Body Experience) - doświadczenia poza ciałem (przyp. red.).
3 Kobieta Ptak, Indianka z plemienia Szoszonów (ok.1780-1884). Była tłumaczką i przewodniczką podróżników i
odkrywców, kpt. Williama Clarka i Meriwethera Lewisa, w ich ekspedycji badawczej przez kontynent
północnoamerykański, ze wschodu na zachód i z powrotem, którą odbyli w latach 1804-1806 (przyp. tłum.).
3
 
 
 
www.AstralWeb.blo.pl
Rozdział 1
Wizja Dysku
Wizję Dysku oraz historię Ciekawości (która wyjaśnia moje rozumienie wizji
przedstawionych również w tej książce) opisałem już w Podróżach w nieznane, pierwszej
pozycji z serii badań obszarów niefizycznych. Przytaczam je tutaj ponownie, ponieważ są
istotne dla treści, które chcę przekazać.
Moja pierwsza wizja miała miejsce wiosną 1975 roku. Pomagałem wtedy przyjacielowi
odzyskać stal z wraków samochodów. Byłem zmęczony, położyłem się więc na toboganie,
na którym holowałem stal do przyczepy. Chciałem odpocząć w promieniach słońca. Gdy
tylko zamknąłem oczy, ujrzałem scenę, która pochłonęła mnie całkowicie na kilkanaście
minut.
Obraz był bardzo wyraźny i trójwymiarowy. W powietrzu przede mną unosiła się
ludzka postać promieniująca jasnym, złotawym światłem, które kontrastowało z
otaczającą przestrzenią w kolorze głębokiego błękitu.
Na plecach, między łopatkami, postać miała podłączone coś, co wyglądało jak
półprzeźroczysty przewód z włókna optycznego o średnicy około dwóch i pół centymetra.
To „coś" jarzyło się niesamowitym, zielonkawożółtym światłem, było bardzo długie i
ciągnęło się dalej, niż mogłem dojrzeć. Byłem ciekaw, dokąd prowadzi połączenie i co
znajduje się na drugim końcu światłowodu. Ruszyłem więc wzdłuż niego. Zauważyłem, że
jasnobłękitne niebo zamieniło się nagle w wypełnioną gwiazdami czarną przestrzeń.
Przewód dzielił się stopniowo, najpierw na kilka, a potem wiele, coraz więcej cieńszych
włókien. Przypominał wielowłóknisty kabel. Dostrzegłem, że jest on połączony z wielkim
czarnym dyskiem.
Na dysku widniały, ułożone w koncentryczne kręgi, małe żółte punkty. To w ich
kierunku rozbiegały się półkoliście włókna przewodu. Wybrałem na chybił trafił jedno z
nich i zacząłem podążać w stronę dysku. Żółte punkty stawały się coraz większe. Mogłem
już dojrzeć znajdujące się na nich karykatury ludzkich twarzy. Każda z nich była inna i
wydawała się reprezentować tożsamość osoby z określonymi cechami osobowości.
Końcówka cienkiego włókna, które mnie prowadziło, była połączona z jednym z małych
żółtych kół z twarzą Snidely Whiplasha, czarnego charakteru z kreskówki Rocky and
Bullwinkłe, mojego ulubionego serialu z dzieciństwa. Twarz ta była ożywiona, drżały jej
brwi i wąsy. W jakiś sposób wiedziałem, że Snidely Whiplash chce mi dać do zrozumienia,
żebym nacisnął mały czerwony guzik znajdujący się obok miejsca, w którym
przymocowane było świetliste włókno.
Kiedy to uczyniłem, włókno zaczęło się wypełniać zielonkawo-żółtym światłem, które
widziałem już przedtem. Puściłem guzik. Dopływ światła ustał. Jednak impuls wywołany
przyciśnięciem guzika trwał i przesuwał się wewnątrz włókna. Podążając jego śladem, z
powrotem w kierunku, z którego przybyłem, zauważyłem podobne impulsy w innych
włóknach. Każde włókno było bez wątpienia połączone z żółtym kołem na dysku.
Poruszając się z prędkością równą impulsom światła, dotarłem z powrotem do ludzkiej
postaci na drugim końcu przewodu. Gdy impuls Snidely'ego dostał się do jej wnętrza,
wiedziałem już, że wszystko, cokolwiek dotarło w tym momencie do jej świadomości,
było doświadczeniem Whiplasha, było odbierane i oceniane z jego punktu widzenia.
Przez następne szesnaście lat zastanawiałem się nad znaczeniem tej niespodziewanej
wizji. W żaden sposób nie udało mi się zrozumieć jej przesłania. W 1991 roku, jeszcze za
życia Roberta Monroe'a, wziąłem udział w Gateway Voyage (Podróży przez Bramę),
pierwszym z serii programów oferowanych przez Instytut Monroe'a. Podczas wieczornej
dyskusji z uczestnikami kursu Robert wspomniał o swoim odkryciu podczas jednego z
doświadczeń poza ciałem. Nazwał to „Ja Tam". To, co opisywał, przypominało moją wizję
Dysku sprzed szesnastu lat i w rezultacie sprawiło, że zmieniłem całkowicie pojmowanie
tego, kim jestem.
4
Zgłoś jeśli naruszono regulamin