sytuacja-na-slasku-i-w-zaglebiu-dabrowskim-latem-1980r.pdf

(118 KB) Pobierz
Artykuł do Śląska
Jarosław Neja
Niepokój przed wybuchem – lato 1980 r. w Katowickiem (tekst opublikowany:
Zapalne lato, „Śląsk” 2005, nr 8, s. 9 – 13)
Mija właśnie ćwierć wieku od wydarzeń „polskiego lata” 1980 r. Tamten czas na
Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim, umiejscowiony w ogólnopolskim kontekście
ówczesnych wydarzeń, z perspektywy dwudziestu pięciu lat sprowadzany jest zazwyczaj do
kilku faktów. Przede wszystkim chodzi o sierpniowo-wrześniową falę strajków oraz
utworzenie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Jastrzębiu, który zawarł
porozumienie społeczne z władzami – trzecie po szczecińskim i gdańskim. Można więc
odnieść wrażenie, że społeczne poruszenie w 1980 r. rozpoczęło się w Katowickiem nagle, a
do tego dopiero pod koniec sierpnia i tak, jak tłumaczyło to wówczas w jednym z raportów
kierownictwo katowickiej SB, tutejsze załogi podjęły akcje strajkowe przede wszystkim „w
obawie, iż mogą zostać pominięte w przyznawaniu ewentualnych podwyżek płac,
rozszerzeniu świadczeń socjalnych itp. oraz, że w przypadku zakończenia strajków na
Wybrzeżu utracą moralną podstawę do korzystania z wywalczonych praw”.
Tak jednak do końca nie było, a przywołana powyżej ocena funkcjonariuszy jest
jedynie niewielką cząstką niezwykle interesujących i zróżnicowanych informacji, zawartych
w przechowywanych w Archiwum Oddziału IPN w Katowicach dokumentach SB. Mają one
kapitalne znaczenie, m.in. jako źródło pomocne przy odtwarzaniu faktografii wydarzeń
tamtego pamiętnego lata. Dzięki nim możemy się przekonać, że górnośląski i zagłębiowski
„Sierpień” zaczął się o wiele wcześniej niż wskazywałby na to kalendarz, a tutejsi robotnicy
przystępując do protestów nie kierowali się bynajmniej sugerowaną przez oficerów SB
kalkulacją ewentualnych zysków i strat czy czystym wyrachowaniem.
Andrzej Żabiński, który w drugiej połowie września 1980 r. zastąpił
„zdetronizowanego” Zdzisława Grudnia na stanowisku I sekretarza PZPR w Katowicach
określił Sierpień 1980 r. jako największy kryzys polityczny w historii PRL. W swym
wystąpieniu podczas spotkania z kierowniczym aktywem MO i SB województwa
katowickiego 26 września 1980 r. stwierdził m.in., że „po prostu zbuntowała się klasa
robotnicza, która jest bazą naszego ustroju – bazą naszej partii”, a to spowodowało, że
„zostały zachwiane w pewnym sensie podstawy ideowo-ustrojowe naszego socjalistycznego
państwa”.
Użyta przez Żabińskiego terminologia wskazuje, że ów robotniczy bunt, jak każde
tego typu zjawisko, musiał mieć swoją dynamikę i przechodzić przez poszczególne fazy. W
przypadku województwa katowickiego, sierpniowo-wrześniowe strajki stanowiły zwieńczenie
rozłożonego w czasie procesu dojrzewania tutejszych środowisk robotniczych do otwartego
protestu w obronie swych praw. Były one „dopiero” jednym z ostatnich środków nacisku na
władze, zastosowanym w sprzyjających okolicznościach, ale też po wykorzystaniu i
wyczerpaniu innych, mniej radykalnych i skutecznych sposobów dochodzenia swoich racji.
To, że w lipcu 1980 r. po wprowadzeniu przez rząd podwyżki cen niektórych
gatunków mięsa i wędlin nie doszło w Katowickiem (jak to miało miejsce w innych regionach
kraju) do otwartych strajków, nie oznaczało wcale, że tutejsze społeczeństwo przyjęło zmianę
cen z obojętnością czy wyrozumiałością dla tych, którzy o niej zdecydowali. Jeszcze w
czerwcu SB zwracała Grudniowi uwagę na fakt, że wśród mieszkańców regionu utrzymywał
się pewien „stan napięcia”, spowodowany stale pogarszającym się zaopatrzeniem placówek
handlowych, wprowadzeniem podwyżek na niektóre towary o wysokim standardzie, wreszcie
zapowiadanymi przez rząd działaniami mającymi rzekomo przywrócić w kraju równowagę
rynkową. Planowany proces „regulacji cen” oraz zapowiadane ograniczenia oszczędnościowe
odczytywano jako zapowiedź dalszych podwyżek i wzrostu kosztów utrzymania. Ludzie
obawiali się o spadek wielkości dotychczasowych zarobków. Doszło do tego, że w większości
środowisk zawodowych i społecznych województwa trwała swoista licytacja. Próbowano
odgadnąć, które towary obejmie następna podwyżka i kiedy zostanie ona wprowadzona w
życie. Stawiano przede wszystkim na alkohol, kawę, herbatę i benzynę. Tak więc, kiedy z
dniem 1 lipca podniesiono ceny wędlin i mięsa znaczna część mieszkańców regionu była nie
tyle zaskoczona samym faktem wprowadzenia tej operacji (z tym mimo wszystko liczono się
od pewnego czasu), co objętym podwyżką asortymentem towarów i samą jej wysokością.
Według esbeckich źródeł dyskutowano o tym zazwyczaj bardzo krytycznie,
aczkolwiek bez specjalnego podniecenia. Podwyżki uważano za formę „»dokręcania śruby«
służącą wyciągnięciu pieniędzy od ludności. W podniesieniu cen mięsa przy jednoczesnym
braku jego podaży dopatrywano się celowego zabiegu władz mającemu służyć ograniczeniu
spożycia”. Część osób zauważała ironicznie, że „poprzez równanie w górę zlikwidowano
drażliwy problem sklepów komercyjnych”. Inni twierdzili, że rząd dąży do tego, by
„społeczeństwo spożywało posiłki w stołówkach przyzakładowych, szkolnych i
jadłodajniach” i w ten sposób próbuje rozwiązać trudności w zaopatrzeniu rynku. Pojawiły się
głosy podważające sens pracy w godzinach nadliczbowych, skoro „niedługo na obiad będzie
można kupować tylko dorsza, jeżeli i on nie podrożeje”. Zdarzali się jednak także
niepoprawni optymiści, którzy łudzili siebie i innych twierdzeniami, jakoby podwyżki cen
wpłynąć miały na poprawę jakości wyrobów mięsnych, a przede wszystkim przyczynić się do
ich większej niż dotychczas dostępności w sklepach.
W kontekście lipcowej podwyżki szczególnej ostrości nabierały wcześniejsze bolączki
i problemy, z którymi borykały się górnośląskie i zagłębiowskie załogi. Podniesienie cen
katalizowało proces ich dojrzewania do wystąpień w obronie praw pracowniczych i
obywatelskich. Problemów było wiele i przyczyn większości z nich należałoby szukać grubo
przed rokiem 1980. Już w drugiej połowie lat siedemdziesiątych coraz częściej dawało o
sobie bowiem znać społeczne niezadowolenie. Było ono wywołane różnymi czynnikami
związanymi z narastającym w kraju kryzysem gospodarczym: zakłóceniami w realizacji
niektórych inwestycji i planów produkcyjnych, brakiem surowców, skutkami ograniczeń
energetycznych, zakłóceniami w kooperacji przedsiębiorstw, w transporcie, eksporcie i
imporcie, niepełnym zaopatrzeniem rynku, czy wreszcie podwyżkami cen na niektóre towary
i usługi. Wszystko to łączyło się z kolei z podejmowaniem przez administrację gospodarczą i
kierownictwa zakładów niepopularnych wśród załóg decyzji, że wspomnimy chociażby o
ograniczeniach funduszów płac, zmian płac, norm i warunków pracy, redukcji etatów.
Konflikty wybuchały też z powodu niewłaściwego załatwiania spraw socjalno-bytowych
pracowników. Tylko w 1978 r. SB odnotowała w zakładach i przedsiębiorstwach
województwa czternaście poważnych „sytuacji konfliktowych”. Rok później wcale nie było
lepiej, skoro zarejestrowano dwanaście takich zdarzeń, m.in. w hutach: „Kościuszko”,
„Katowice” czy kilku kopalniach Rybnickiego Okręgu Węglowego. Na początku 1980 r.
przypadek taki miał miejsce w Zakładzie Nr 2 Fabryki Samochodów Małolitrażowych w
Tychach. W maju napięta sytuacja, wywołana podniesieniem norm pracy przy jednoczesnym
obniżaniu płac, panowała w Fabryce Zmechanizowanych Obudów Ścianowych „Fazos” w
Tarnowskich Górach. Znamienne, że wymienione konflikty miały miejsce w zakładach, które
latem 1980 r. staną się głównymi ośrodkami strajkowymi w regionie, jak chociażby huta
„Katowice” czy należące do ROW kopalnie jastrzębskie.
Jeśli idzie o górnictwo, to właśnie pracownicy tej branży, ukazywani w oficjalnej
propagandzie jako najbardziej wierna partii grupa zawodowa wśród robotników, niejako jądro
klasy robotniczej, mieli bodajże najwięcej powodów do narzekań i niezadowolenia.
Zwiększanie planów wydobycia węgla – podstawowego źródła energii dla „rozkręconej”
wielkimi inwestycjami gospodarki, ale także surowca, którym spłacano zaciągnięte kredyty
zagraniczne – powodowało, że nie liczono się z bezpieczeństwem pracy załóg dołowych, ich
prawem do wypoczynku, wreszcie ze zwykłą ludzką godnością szeregowych pracowników
kopalń. W 1978 r. w tych ostatnich zaczęto wprowadzać nowy system pracy zwany
czterobrygadówką. Do sierpnia 1980 r. objęto nim 29 spośród 66 działających wówczas w
Polsce kopalń węgla kamiennego. System opierał się na podziale załogi danej kopalni na
cztery jednakowe zespoły. Trzy z nich pracowały po osiem godzin na zmianę w ciągu doby,
podczas gdy pracownicy czwartej wypoczywali. Wydobycie odbywało się również w
niedziele i święta. W ten sposób, przy ruchu ciągłym kopalni, wolne od pracy płatne dni
wypadały często w środku tygodnia. To z kolei kompletnie dezorganizowało życie prywatne
górników i ich najbliższych. Rodziny zazwyczaj tylko raz w miesiącu mogły spędzić ze sobą
całą niedzielę. Nic więc dziwnego, że już 1978 r. doszło do pierwszych poważnych protestów
przeciwko czterobrygadówce. W niedzielę 15 czerwca część załóg jastrzębskich kopalń
„Moszczenica” i „Jastrzębie” po prostu nie stawiła się na swoich zmianach. W efekcie w
pierwszej z wymienionych kopalń zwolniono z pracy trzy osoby, a w KWK „Jastrzębie”
planowano wyrzucić 41 następnych. Ostatecznie zrezygnowano z tego, a zwolnionych
przywrócono do pracy. Stało się tak dzięki interwencji proboszcza parafii Najświętszej Maryi
Panny Matki Kościoła w Jastrzębiu, ks. Bernarda Czerneckiego. Walczył on, podobnie zresztą
jak inni duchowni, o poszanowanie przez władze niedzieli czy przywrócenia właściwego
etosu i wartości pracy górników. Bp Herbert Bednorz jako zwierzchnik katowickiego
Kościoła w jednej z rozmów z Grudniem ostrzegał I sekretarza, że społeczne niezadowolenie
może w końcu przerodzić się w większe niepokoje tak, „że nikt ich nie zahamuje”.
W lipcu 1980 r. wystąpiły wyraźne symptomy tych niepokojów. W połowie miesiąca
górnicy kopalń „Brzeszcze” w Brzeszczach i „Andaluzja” w Piekarach Śląskich oburzeni
zmniejszeniem wynagrodzeń (jakoby z powodu niewykonania przez nich w czerwcu
planowych zadań) zagrozili, że przerwą pracę, a ponadto nie będą jej podejmować w wolne
soboty. Niezadowoleni z obniżenia zarobków byli także górnicy z kopalń „Kazimierz-
Juliusz” w Sosnowcu i „Sośnica” w Gliwicach. Według jednych i drugich zmniejszenie
wynagrodzeń związane było z wprowadzeniem systemu czterobrygadowego. Bytomscy
górnicy z „Dymitrowa” i „Szombierek” otwarcie krytykowali czterobrygadówkę twierdząc,
że wprowadzono ją w sposób nieprzemyślany, co wywołało wzrost kosztów wydobycia. Poza
górnictwem ostre konflikty na tle płacowym SB odnotowała także w elektrowniach „Siersza”
i „Rybnik”, Fabryce Obudów Cieplnych „Ponar-Zawiercie” w Zawierciu, Węźle PKP w
Łazach, Zakładach Chemicznych „Azot” w Jaworznie, czy Zakładach Terenowych „Prodryn”
w Chorzowie. Ponieważ w każdym przypadku istniało duże prawdopodobieństwo wybuchu
strajku, dyrekcje i kierownictwa uznawały zazwyczaj roszczenia wzburzonych załóg i
obiecywały im, że w „najbliższym” czasie dokonane zostaną odpowiednie korekty w
wysokości płac i przyznawanych premii. Wystawiało to nadwerężoną cierpliwość i zaufanie
robotników do władz na kolejną próbę, ale wciąż jeszcze godzili się oni na proponowane
rozwiązania.
Pozorna łatwość z jaką udało się w lipcu rozładować napięcia w środowiskach
pracowniczych spowodowała, że na początku następnego miesiąca kierownictwo
wojewódzkie SB określało ogólną sytuację w regionie jako dobrą. Brało się to
najprawdopodobniej również i stąd, że w porównaniu z dotychczasowym przebiegiem
wydarzeń w innych regionach kraju to, co działo się w Katowickiem, nie sprawiało wrażenia
aż tak poważnego kryzysu. Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie wciąż jawiły się jako teren
wolny od większych niepokojów. Warto w tym miejscu wspomnieć, że nie gdzie indziej, jak
właśnie na tym terenie władzom udało się nie dopuścić do powstania i rozwoju
poważniejszych struktur i środowisk związanych z takimi ośrodkami opozycji
demokratycznej jak KOR czy ROPCiO. Utworzone zaś przez Kazimierza Świtonia i wąski
krąg związanych z nim osób w lutym 1978 r. w Katowicach de facto pierwsze w kraju Wolne
Związki Zawodowe nie rozwinęły szerszej działalności. Na ich założyciela i działaczy spadły
poważne represje. W takich warunkach wspomniane wyżej „incydenty” w zakładach pracy
mimo wszystko nie sprawiały wrażenia groźnych, tym bardziej, że nie były bezpośrednio
spowodowane głównymi falami protestów ogarniających kraj, pozostając niejako poza ich
głównym nurtem. Stąd też ocena sytuacji i stanu nastrojów społecznych w województwie nie
uległa zmianie nawet pomimo tego, że 1 sierpnia doszło do strajku w Zakładach Tworzyw
Sztucznych „Erg” w Bieruniu Starym. Ich załoga domagała się uregulowania spraw
płacowych oraz rozwiązania palących problemów socjalnych. Władze zastosowały
sprawdzoną wcześniej metodę. Na rozmowy do Bierunia udał się dyrektor zjednoczenia,
któremu podlegały zakłady, a także wiceprzewodniczący Zarządu Głównego Związku
Zawodowego Chemików. Obaj obiecali spełnienie postulatów socjalnych, natomiast podjęcie
ostatecznej decyzji w kwestiach płacowych miały rzekomo poprzedzić dyskusje „na wyższym
szczeblu”. Okazało się, że i tym razem wystarczyły obietnice, chociaż pracownicy z „Erga”
zapowiedzieli, że „będą konsekwentnie interweniować u różnych władz w sprawie spełnienia
ich postulatów”.
Zapoznając się z informacjami katowickiej SB z pierwszej połowy sierpnia 1980 r.
można odnieść wrażenie, że oto ma się do czynienia z opisem dwóch różnych rzeczywistości.
Z jednej strony odnajdujemy tam zwięzłe zapewnienia (ich odbiorcą był Grudzień), że w
gruncie rzeczy wszystko pozostaje pod kontrolą i nie ma się czym specjalnie przejmować.
Jednocześnie jednak na tych samych kartach czytamy o coraz to nowych przypadkach
wystąpień kolejnych załóg. Między 14 a 18 sierpnia odnotowano wystąpienia pracowników
Zgłoś jeśli naruszono regulamin