Mahabharata.doc

(756 KB) Pobierz
Mahabharata



Mahabharata

Opowieść I:

Rytualna masakra wężów króla Dźanamedźaja

 

opowiada

 

Barbara Mikołajewska

 

na podstawie fragmentów Mahabharata,

1. The Book of the Beginning

(1.3. Pausja, 1.4. Puloman, 1.5. Astika),

w angielskim tłumaczeniu z sanskrytu J.A.B. van Buitenen,

The University of Chicago Press.

 

 

The Lintons’ Video Press

New Haven 

2003

 

Copyright © 2003 by B. Mikołajewska

Wszelkie prawa zastrzeżone

Porada techniczna i edytorska: F.E.J. Linton

 

Wydane w USA, 2003, przez

The Lintons’ Video Press

New Haven, CT 

06511-2208 USA

 

e-mail inquiries: tlvpress@yahoo.com

 

Wydanie I internetowe

 

 

 

 

O bramini, wypowiedzcie się, abym mógł wystąpić przeciw złemu wężowi Takśakowi, który zabił mojego ojca. Czy znacie rytuał, dzięki któremu mógłbym wrzucić węża Takśaka i jego krewnych do płonącego Ognia? Ponieważ spalił on mojego ojca w Ogniu swego jadu, chcę spalić tego zbrodniczego węża w Ogniu Ofiarnym.

(Mahabharata, 1(5) Astika, 47.1, 5)

 

1. Przekleństwo suki Saramy

 

              Pewnego dnia, gdy król rodu Kuru Dźanamedźaja uczestniczył wraz z trójką swych braci w przeciągającym się ofiarniczym rytuale na polach Kurukszetry, pojawił się tam pies, syn suki Saramy, wysłanniczki króla bogów Indry, którego trzej bracia króla Dźanamedźaja złapali i brutalnie pobili. Pobity pies, boleśnie skowycząc, pobiegł do swej matki, lamentując, że został pobity, choć nie zbliżył się do ofiarnego zwierzęcia i tym bardziej go nie polizał. Został ukarany zanim złamał Prawo i popełnił przestępstwo. Słysząc to, suka Sarama udała się na pola Kurukszetry, gdzie rytuał ofiarniczy jeszcze się nie skończył, i zwracając się gniewnie do króla Dźanamedźaja, rzuciła nań przekleństwo, mówiąc: “Ponieważ mój syn został pobity, choć nie zrobił nic złego, przeto i tobie, o królu, przytrafi się nieszczęście bez przyczyny”.

              Po zakończeniu ofiarniczego rytuału, król Dźanamedźaja, zaniepokojony przekleństwem suki Saramy, wrócił do Hastinapura i zajął się poszukiwaniem duchownego, który przy pomocy swych mocy duchowych potrafiłby przeciwdziałać skutkom popełnionego przez niego zła. I znalazł go w samotnej pustelni proroka Śrutaśrawasa, gdzie pewnego dnia dotarł, polując w swych lasach na jelenia. Zobaczył tam bowiem proroka Somaśwarasa, syna proroka Śrutaśrawasa i zapragnął mieć go za swego duchownego.

              Zwrócił się więc z uprzejmą prośbą do proroka Śrutaśrawasa, aby zgodził się na oddanie mu swego syna na nauczyciela, na co prorok odpowiedział, iż nie ma nic przeciw temu, jeżeli król zaakceptuje fakt, że syn ten został poczęty dzięki sile jego ascetyzmu i narodził się z węża, który wchłonął jego nasienie. Jako pół-wąż i pół-człowiek syn ten posiada ogromne moce duchowe i potrafi zneutralizować skutki wszelkiego zła za wyjątkiem grzechu przeciw Najwyższemu Bogowi. Poza tym syn ten złożył przysięgę, że odda braminom wszystko, co jest w jego posiadaniu, jeżeli zostanie o to poproszony.

              Król bez wahania wszystko to zaakceptował i powierzył prorokowi Somaśwarasowi funkcję swego nauczyciela, o czym też natychmiast poinformował swoich trzech braci Śrutasenę, Ugrasenę i Bhimasenę. Nakazawszy swym braciom, aby byli posłuszni wszystkiemu, co jego nowo wybrany duchowny nakaże, król sam udał się na podbój Takszasila.

 

2. Bramin Utanka szuka zemsty na królu wężów Takśaku

 

              Gdy król Dźanamedźaja wrócił do Hastinapura z udanego podboju Takszasila i siedział w otoczeniu swych doradców, na dwór przybył bramin Utanka, aby prosić króla o pomoc w realizacji swej zemsty na królu wężów Takśaku.

              Utanka był uczniem proroka Wedy, który był również nauczycielem wojowników (kszatryjów), takich jak król Dźanamedźaja i król Pausja. Zwykle bramińscy nauczyciele poddawali swych bramińskich uczniów ciężkim próbom, ćwicząc ich w całkowitym posłuszeństwie nawet za cenę samo-poświęcenia. Jednakże bramin Weda, choć sam musiał przejść ciężką próbę, aby otrzymać od swego nauczyciela dar pełnej wiedzy, był dla swych uczniów litościwy i nigdy nie zwracał się do nich ze słowami nakazującymi posłuszeństwo.

              Pewnego dnia, gdy bramin Weda wybierał się z wizytą do pałacu jednego ze swych królewskich uczniów i opiekunów, rzekł do swego ucznia bramina Utanki: „O uczniu, powierzam ci opiekę nad moim domem. Dbaj więc o to, aby niczego w nim nie zabrakło”.

              Gdy nieobecność Wedy się przedłużała, żona Wedy zwróciła się do Utanki z prośbą o zastąpienie Wedy w jego małżeńskich obowiązkach. Utanka jednakże odmówił, twierdząc, że takie zachowanie byłoby przestępstwem. Jego nauczyciel zalecił mu opiekę nad jego domem, ale nie za cenę przestępstwa. Po swym powrocie Weda pochwalił swego ucznia Utankę i będąc z niego zadowolony, rzekł: „O uczniu, byłeś mi posłuszny w granicach zgodnych z Prawem. W rezultacie twego zachowania zawiązała się między nami nić sympatii. Uznaję, że zakończyłeś swoją naukę i możesz odejść, licząc w życiu na całkowite powodzenie”.

              Słysząc to, Utanka zapytał swego nauczyciela, zgodnie ze zwyczajem, jakiej zapłaty życzy on sobie za daną mu wiedzę. Weda jednakże sam nie potrafił sformułować swego życzenia i odesłał Utankę do swej żony, która poprosiła go o udanie się do pałacu króla Pausji i przyniesienie jej kolczyków, które nosi króla Pausji żona, aby mogły zdobić jej uszy, gdy za cztery dni będzie gościła braminów w związku ze zbliżającą się uroczystością.

              W drodze do króla Pausji Utanka spotkał olbrzymiego byka, na którym siedział olbrzymi człowiek. Był to naprawdę król wężów Airawata, wąż demon, który przybrał formę byka ujeżdżany przez samego króla bogów Indrę. Indra nakazał Utance jeść łajno byka, i gdy Utanka odmówił, Indra nakazał Utance podążać śladem swego nauczyciela, mówiąc, że w swoim czasie jego nauczyciel Weda jadł łajno. Słowa te przekonały Utankę i zjadł on łajno byka, które, jak się potem okazało, było naprawdę eliksirem nieśmiertelności.

              Gdy Utanka spotkał wreszcie króla Pausję, wyjaśnił, że przychodzi do niego jak żebrak, aby prosić go o kolczyki jego żony, gdyż chce je oddać żonie swego nauczyciela bramina Wedy i w ten sposób zapłacić braminowi za otrzymaną wiedzę. Słysząc to, król Pausja wysłał Utankę do kwater kobiet z poleceniem, aby sam poprosił jego żonę o kolczyki.

              Utanka udał się więc do kwater kobiet, lecz nie mógł nigdzie znaleźć żony króla. Gdy go o tym poinformował, Pausja rzekł: „O braminie, musisz być zanieczyszczony, gdyż tylko ci, którzy są oczyszczeni mogą widzieć moją wierną żonę”. Utanka rzekł: „O królu, to prawda jestem zanieczyszczony, gdyż spacerując po jedzeniu, popijałem”. Pausja rzekł: „O braminie, nie należy popijać, gdy się spaceruje lub stoi”.

              Utanka wykonał więc oczyszczający rytuał i gdy ponownie wkroczył do damskich kwater, udało mu się dostrzec żonę króla Pausji, która zgodziła się oddać mu swe kolczyki, lecz ostrzegła go, że król wężów Takśaka chce mieć te kolczyki, a więc Utanka powinien być bardzo ostrożny, niosąc je dla żony swego nauczyciela. Utanka uspokoił ją, zapewniając, że Takśaka nie jest w stanie go pokonać.

              Utanka był gotów wyruszyć w drogę powrotną, lecz król Pausja zatrzymał go, chcąc go uhonorować uroczystym posiłkiem, odprawiając ceremonię poświęconą umarłym przodkom (śraddha). Utanka jednakże odpowiedział, że wolałby zostać nakarmiony szybko sporządzonym posiłkiem, gdyż zależy mu na tym, by wrócić do swego nauczyciela na czas i król Pausja przychylił się do jego prośby.

              Gdy przyniesiono mu posiłek, Utanka stwierdził, że zaoferowane mu jedzenie jest zanieczyszczone i zimne i urażony rzucił na króla klątwę oślepnięcia. Król, słysząc to, rozgniewał się i rzekł, że Utanka sam zanieczyścił oczyszczone jedzenie i rzucił na Utankę klątwę bezpłodności. Jednakże chwilę później po dokładnym zbadaniu jedzenia, król Pausja doszedł do wniosku, że faktycznie posiłek był zanieczyszczony przez włos jego kucharki. Po przyznaniu się do błędu poprosił Utankę o wycofanie klątwy. Bramin jednakże nie chciał klątwy wycofać, lecz ją zneutralizował obietnicą, że król odzyska wzrok i poprosił w zamian, aby król wycofał swoją klątwę. Król Pausja nie chciał się zgodzić i wówczas Utanka odkrył, że klątwa Pausji była nieważna, gdyż dotyczyła oskarżenia Utanki o zanieczyszczenie jedzenia, a tymczasem Pausja sam stwierdził, że jedzenie było zanieczyszczone przez jego kucharkę. Rzekłszy to bramin Utanka zabrał kolczyki i wyruszył w drogę powrotną.

              Po drodze Utanka zobaczył pojawiającego się i znikającego nagiego żebraka. Ponieważ widok ten zanieczyszczał Utankę, położył on kolczyki na ziemi i zanurzył się w oczyszczającej go wodzie. W tym momencie zobaczył jak żebrak porwał leżące na ziemi kolczyki. Gdy Utanka uchwycił żebraka, żebrak przybrał swą prawdziwą postać węża Takśaka i zniknął wraz z kolczykami w szczelinie, która nagle otworzyła się w ziemi i prowadziła do królestwa wężów.

              Utanka pobiegł za Takśakiem i choć wygłosił przed wejściem-szczeliną hymn sławiący węże, to jednak Takśaka nie zwrócił mu w zamian kolczyków. Utanka zobaczył wówczas dwie kobiety, jedną zwaną Ta-Która-Umieszcza i drugą zwaną Ta-Która-Układa, które przędły materiał rozciągnięty na warsztacie tkackim, w który wplecione były czarne i białe nitki znaczące noc i dzień. Zobaczył też koło z dwunastoma szprychami obracane przez sześciu chłopców, które oznaczało sześć pór na kole roku. I wreszcie zobaczył bardzo przystojnego mężczyznę, którym był sam bóg deszczu Indra. Widząc ich wszystkich Utanka rozpoczął wychwalanie ich w swej pieśni.

              Indra rzekł: „O braminie, bardzo jestem z twej pieśni zadowolony. Wypowiedz więc swe życzenie, które obiecuję ci spełnić”. Utanka powiedział: „O Indro, daj mi władzę nad wężami”. Indra odpowiedział: „O braminie, dmuchaj w to końskie siedzenie”. Utanka dmuchnął w końskie siedzenie, i z nadętego konia wszystkimi otworami wybuchły ogniste płomienie i tymi płomieniami spalił on świat wężów. Koń był faktycznie bogiem Ogniem. Takśaka, oszalały i śmiertelnie przerażony siłą Ognia uciekł z podziemia i oddał braminowi Utance ukradzione kolczyki, mówiąc: „O Panie, proszę Cię, weź z powrotem te kolczyki.” I tak dzięki pomocy Indry Utanka nie poniósł śmierci w świecie zamieszkałym przez węże. Jak się potem dowiedział Indra udzielił mu swej pomocy na prośbę jego nauczyciela.

              Odzyskawszy kolczyki Utanka zaniepokoił się, czy uda mu się na czas zanieść kolczyki żonie swego nauczyciela. Widząc jego niepokój Indra użyczył mu konia, który zabrał Utankę do domu jego nauczyciela w jednej chwili. Ucieszona żona bramina Wedy rzekła: „O Utanka, przybywasz w czas, bo właśnie byłam gotowa cię przekląć”.

              Gdy Utanka stawił się przed swym nauczycielem bramin Weda zapytał: „O Utanka, cóż zajęło ci tak wiele czasu?” Utanka rzekł: „O nauczycielu, to Takśaka, król wężów zwabił mnie do świata wężów, z którego cudem udało mi się uciec z życiem”. Bramin Weda rzekł: „O Utanka, Indra jest moim przyjacielem i to dzięki jego łasce udało ci się nie ulec światowi wężów i wrócić tutaj z kolczykami. Po tych słowach bramin Weda, życząc Utance szczęścia, pozwolił mu odejść, uznając jego edukację za zakończoną.

 

3. Śmierć króla Parikszita

 

              Utanka, żywiąc w sercu urazę i chęć zemsty na Takśaku, udał się króla Dźanamedźaja, aby zaapelować do jego królewskiego obowiązku zemsty na Takśaku. Poinformował króla, że to ukąszenie Takśaka było przyczyną śmierci jego ojca króla Parikszita i że król wężów Takśaka dokonał zamachu na Parikszita pławiąc się w bucie swej władzy. Utanka wezwał króla Dźanamedźaja do przeprowadzenia Ofiary Węża, wyjaśniając, że w ten sposób król zemści się na Takśaku i jego rodzie i odda wielką przysługę jemu Utance, udzielając pomocy w zrealizowaniu jego własnej zemsty na Takśaku. Mowa Utanki rozpaliła w sercu króla nienawiść do Takśaka i poprosił swoich radnych o wyjaśnienie okoliczności śmierci swego ojca. Od swych radnych dowiedział się, co następuje.

              Pewnego dnia stary już król Parikszit udał się do dżungli, polować na jelenie i zraniwszy jelenia podążył za nim głęboko w dżunglę. Była to zapowiedź śmierci króla, gdyż dotychczas mu się nie zdarzyło, aby ustrzelony przez niego jeleń pozostał przy życiu. Gdy zwodzony przez jelenia, zmęczony i spragniony znalazł się głęboko w dżungli, zobaczył siedzącego nieruchomo pustelnika, i nie wiedząc o tym, że pustelnik ten ślubował milczenie, zapytał go, czy widział rannego jelenia. Gdy pustelnik nie odpowiadał, król rozgniewał się, i przy pomocy swego łuku podniósł z ziemi martwego węża, i zawinął go na szyi pustelnika. Pustelnik jednak nie wyrzekł ani słowa. Króla gniew szybko się rozładował i gdy udał się w drogę powrotną do miasta, pozostawiając nieruchomego, milczącego pustelnika z martwym wężem wokół jego szyi, bardzo się wstydził własnego czynu.

              Pustelnik ten miał syna o imieniu Śringin, który szybko rozpalał się gniewem i nie potrafił wybaczać. Pewnego dnia jego przyjaciel zakpił sobie z niego, mówiąc: „Jesteś taki zapalony i pełen władzy, a tymczasem twój ojciec nosi trupa na swych ramionach. Nie bądź więc taki nadęty w stosunku do nas; my też jesteśmy synami pustelników, i tak jak ty jesteśmy pełni wiedzy i uprawiajmy umartwienia. Cóż stanie się z twoją arogancją i pyszałkowatymi mowami, gdy zobaczysz swojego ojca ozdobionego trupem”. I gdy przyjaciel wyjaśnił Śringinowi, że to król Parikszit zawinął martwego węża wokół szyi jego ojca, choć jego ojciec nie popełnił żadnego przestępstwa, zapałał on strasznym gniewem i rzucił klątwę na króla Parikszita, mówiąc, że w przeciągu siedmiu najbliższych dni król spłonie od jadowitego ukąszenia króla wężów Takśaka.

              Śringin udał się do pustelni swego ojca i gdy zobaczył go upokorzonego z martwym wężem na ramionach, rozgniewał się jeszcze bardziej. Jego gniew i klątwa rzucona na króla Parikszita nie ucieszyły jednak jego ojca, który rzekł, że bramin nie powinien mścić się na królu. Choć król popełnił przestępstwo, wkładając na jego ramiona martwego węża, to jednak król ten, w którego królestwie bramini żyją, ochrania ich zgodnie z Prawem i umożliwia im ich duchowe praktyki; dlatego bramini powinni zawsze wybaczać królowi. Łamanie Prawa zawsze odpłaci łamaniem Prawa. Jeżeli król przestanie ochraniać braminów, nie będą oni mogli żyć tak, jak tego pragną.

              Śringin nie chciał jednak podważać wartości swych słów i wycofać swej klątwy, co jego ojciec zaakceptował, lecz poradził synowi, aby w przyszłości albo nauczył się powstrzymywać swój gniew, albo porzucił ład bramiński. Gniew ascetyka zabija wszelkie jego zasługi z trudem zdobyte dzięki ascezie. Spokój i wybaczanie powinny być zasadą bramina i ascetyka. Opanowanie własnych zmysłów i wybaczenie pozwoli osiągnąć światy wyższe od nieba Brahmy. Poinformował on też swego syna, że wyśle posłannika, aby ostrzegł króla przed klątwą, dając mu szansę na poszukiwanie antidotum.

              Dowiedziawszy się o klątwie, prawy król Parikszit bardzo się zasmucił, lecz nie tyle martwiła go przewidywana bliska śmierć, co jego zły uczynek. Po naradzie ze swoimi doradcami zadecydował, że spróbuje uniknąć skutków klątwy, budując dla siebie platformę i umieszczając ją na wysokiej wąskiej kolumnie, która będzie ściśle strzeżona przez lekarzy, magiczne zioła i braminów, i z której przez siedem najbliższych dni będzie zarządzał królestwem.

              Siódmego dnia mędrzec Kaśjapa ruszył w kierunku Hastinapura, aby przy pomocy swych potężnych mocy leczniczych uleczyć króla, gdyby został on ukąszony przez Takśaka i w tej sposób otrzymać od króla bogactwo, jak i zabrać potrzebne mu zasługi. Gdy wąż Takśaka zobaczył idącego i skupionego na swym celu Kaśjapę, przybrał postać starego bramina i zapytał Kaśjapę o cel jego podróży. Gdy Kaśjapa wyjaśnił, że celem jego podróży jest ugaszenie Ognia trucizny, którą wąż Takśaka chce króla dziś zabić, wąż Takśaka przybrał swą prawdziwą postać i rzucił Kaśjapie wyzwanie, zamieniając w proch przy pomocy żaru swej trucizny ogromne drzewo. Kaśjapa jednakże przemienił popiół z powrotem w drzewo, dowodząc swej mocy zdobytej dzięki wiedzy. Widząc to Takśaka, zapytał Kaśjapę, dlaczego chce uleczyć króla z jego ukąszenia, i gdy dowiedział się, że Kaśjapa chce w ten sposób zdobyć bogactwo, Takśaka zaoferował Kaśjapie większe bogactwo. Kaśjapa, wiedząc, że śmierć króla jest nieuchronna i zdecydowana przez los, zgodził się na propozycję węża Takśaka i zawrócił z drogi.

              Tymczasem Takśaka idąc w kierunku Hastinapura, dowiedział się o różnych środkach ostrożności przedsięwziętych w celu ochrony króla i postanowił użyć podstępu, co widział i zaakceptował król bogów, Indra. Takśaka zmieniwszy się w małego robaczka żywiącego się owocami, wysłał do króla kilka wężów, które przybrały postać braminów, z darem owoców, trawy darbha i wody. Król Parikszit zaakceptował dar i zaprosił swych ministrów do wspólnego posiłku. Gdy wziął do ręki jeden z owoców, zauważył w nim małego robaczka o miedzianym kolorze i czarnych oczach. Pokazując na robaka rzekł ze śmiechem do swych ministrów: „Słońce właśnie zachodzi, co oznacza, że przechytrzyłem Takśaka i nie mam już powodu, aby obawiać się jego ukąszenia. Niech ten robak ukąsi mnie, bo tylko w ten sposób mogłaby się spełnić klątwa zapalczywego bramina”. Doradcy króla przyłączyli się do jego śmiechu, szczególnie że król położył sobie robaczka na szyi, i udając utratę zmysłów, wybuchnął gromkim śmiechem.

              Król jeszcze nie przestał się śmiać, gdy robak przybrał swą prawdziwą postać węża Takśaka i zacisnął pętlę wokół królewskiej szyi. Pobladli ministrowie zobaczyli króla wężów Takśaka przecinającego niebo jak błyskawica i płomienie ogarniające miejsce, gdzie stał król, którego trucizna węża spaliła jak błyskawica. Widząc to pobladli ministrowie zaczęli uciekać w panice we wszystkich kierunkach. Gdy król płonął w płomieniach trucizny, domowy duchowny odprawiał należne ryty, kontynuowane przez ministrów.

 

4. Król Dźanamedźaja zarządza Ofiarę Węża

 

              Po wysłuchaniu opowieści swoich doradców o śmierci swego starego ojca i wspaniałego króla Parikszita, król Dżanamedźaja zadecydował, że to zły król wężów Takśaka jest winny śmierci jego ojca, gdyż on spowodował, że klątwa młodego i łatwo popadającego w gniew bramina spełniła się. On spalił swą trucizną jego ojca i przeciw niemu powinny zostać poczynione odpowiednie kroki. Gdyby nie wąż Takśaka, król Parikszit żyłby nadal, i co więcej wąż Takáka nie poniósłby żadnej straty z tego powodu, gdyż Parikszit był bardzo prawym królem. To ślepota i duma węża Takśaka nakazała mu powstrzymać Kaśjapę, który zmierzał w kierunku Hastanipura z intencją odczynienia klątwy i wyleczenia króla w przypadku, gdyby Takśaka go ukąsił. Jest wielkim przestępstwem Takśaka, że przekupił bramina, aby nie wrócił życia królowi.

              Król Dżanamedźaja zadecydował, iż aby zadowolić bramina Utankę, samego siebie i wszystkich pozostałych, pomści śmierć swego ojca. Zwołał swoich domowych duchownych, znających wszelkie tajniki składania ofiar, i celem zapewnienia rytuałowi powodzenia zwrócił się do nich uroczyście z następującymi słowy: „O bramini, wypowiedzcie się, abym mógł wystąpić przeciw złemu wężowi Takśakowi, który zabił mojego ojca. Czy znacie rytuał, dzięki któremu mógłbym wrzucić węża Takśaka i jego krewnych do płonącego Ognia? Ponieważ spalił on mojego ojca w Ogniu swego jadu, chcę spalić tego zbrodniczego węża w Ogniu Ofiarnym”. Domowi duchowni odpowiedzieli: „O królu, istnieje taki rytuał, który bogowie obmyślili specjalnie dla ciebie. W świętych pismach opisuje się go jako Sesję Wężów. Nikt inny tylko ty, suweren i zwierzchnik rządzący ludźmi, możesz być w tej Sesji składającym ofiarę. My z kolei władamy tym rytem”. Podczas tej Ofiarniczej Sesji wąż Takśaka sam wejdzie w płomienie Ofiarnego Ognia gotowego do pożarcia wszystkich wężów.

              Usłyszawszy to król Dżanamedźaja przystąpił do przygotowań potrzebnych do należytego przeprowadzenia Ofiary Węża, mającej na celu wyniszczenie wszystkich wężów aż do kilku pokoleń. Ta masakra wężów i jej przebieg były od dawna zdeterminowane przez różne klątwy i zdarzenia, które wydarzyły się w odległej przeszłości.

 

5. Mędrzec Bhrigu rzuca klątwę na Ogień Ofiarny

 

              Dawno temu, zanim król Dżanamedźaja się narodził, Ogień Ofiarny został przeklęty przez bramina Bhrigu, który rzekł do Ognia: „Będziesz nienasycony i będziesz pożerał wszystko”. Ogień rozgniewał bramina tym, że pod jego nieobecność, gdy udał się on do królewskiego pałacu na uroczystą koronację, Ogień zdradził demonowi rakszasowi Pulomanowi, że Puloma jest jego żoną. Rakszasa ów wędrując po lesie, zaszedł do należącej do Bhrigu pustelni i zobaczywszy Pulomę całkowicie stracił głowę. Czując nieodpartą żądzę, zaczął podejrzewać że ta kobieta witająca go z szacunkiem leśnymi owocami jest jego dawną wybranką Pulomą, którą jej ojciec zdecydował się oddać jego rywalowi braminowi Bhrigu. W holu zobaczył płonący Ogień Ofiarny o siedmiu językach i wiedząc, że Ogień nie kłamie, zaczął go wielokrotnie zaklinać, aby powiedział mu prawdę, czy kobieta, której tak silnie pożąda, jest faktycznie żoną bramina Bhrigu, uczciwie zaznaczając, że jeżeli jest to prawda, wówczas nie zawaha się, by ją uprowadzić, gdyż serce jego płonie zazdrością, że bramin czerpie radość z bycia mężem jego pięknej wybranki Pulomy.

              Prośba ta przeraziła Ogień, który wyszeptał do siebie, że równie silnie obawia się powiedzieć prawdę, jak skłamać. Ogień Ofiarny nie kłamie, ale jeżeli powie prawdę zostanie z całą pewnością przez bramina Bhrigu przeklęty. Usłyszawszy szept Ognia rakszasa, przybrał postać dzikiego knura i zawładnął Pulomą z szybkością wiatru. W tej samej chwili z jej łona wypadł na ziemię zagniewany syn Bhrigu nazwany Cjawana Bhargawa, i gdy rakszasa spojrzał na promieniującego jak słońce chłopca, spalił się na popiół, uwalniając Pulomę ze swych uścisków. Puloma podniosła z ziemi nowonarodzonego syna i mdlejąc z bólu zaczęła uciekać, lecz zobaczył to Brahma, dziadek wszechświata, i uspokoił ją. Z jej łez powstała kręta rzeka, znacząc miejsca jej ucieczki, na której brzegu wyrosła pustelnia jej syna Cjawana.

              W pustelni tej znalazł ją po swym powrocie mędrzec Bhrigu i zaczął ją wypytywać, kto zdradził rakszasowi, że jest ona jego żoną, i gdy dowiedział się, że był to Ogień Ofiarny, nie mógł powstrzymać swego gniewu i rzucił nań klątwę. Ogień rozgniewał się na bramina, twierdząc, że bramin nie miał prawa go przekląć, gdyż nie popełnił żadnego przestępstwa. Prawo nakazuje, aby zapytany mówił prawdę o faktach, które zna, gdyż fałszywe zeznania zabijają zarówno przodków jak i potomków aż do siódmego pokolenia. Ogień Ofiarny, który był dobrym Ogniem i podążał ścieżką Prawa, rzekł: „O braminie, ja też mógłbym cię przekląć, ale tego nie zrobię, gdyż muszę szanować braminów. Przypomnę ci jednak fakty o mnie, które zresztą znakomicie znasz”. I Ogień wyjaśnił, że dzięki swej własnej mocy dzieli się na wiele części i rezyduje w wielu rytuałach i ceremoniach. Bogowie i przodkowie są zadowoleni, gdy ofiara zgodnie z przepisami Wed jest złożona do Ognia Ofiarnego. Ogień jest ustami bogów i przodków. W te usta składają oni ofiarę i tymi ustami jedzą składaną ofiarę. Ogień zapytał: „Jak więc te usta mogą stać się nienasycone i wszystkożerne?”

              Nie mogąc znaleźć odpowiedzi na to pytanie i nie mogąc zaakceptować wynikającej z klątwy własnej obrzydliwości, Ogień Ofiarny wycofał się z wszystkich wielkich i drobnych ofiarniczych rytuałów prowadzonych przez braminów. Bez Ognia wszelkie żywe istoty zostały pozbawione świętego recytowania mantr, płaczu towarzyszącego składaniu ofiar i uczty ofiarowanej przodkom; ich życie stało się nędzne i nieszczęśliwe. Prorocy udali się do bogów, skarżąc się, że tracąc Ogień Ofiarny wszystkie trzy światy straciły swoje rytuały i swoją drogę życia i zwrócili się do nich z prośbą o wskazanie, co należy zrobić, aby odzyskać Ogień Ofiarny.

              Bogowie, nie potrafiąc udzielić prorokom odpowiedzi na to pytanie, zabrali ich do Brahmy, Stwórcy Świata, informując go, że bez żadnego powodu Ogień Ofiarny spożywający dotychczas jedynie najlepszą część składanej ofiary, został przeklęty, że będzie pożerał wszystko i przerażony wycofał się z rytuałów.

              Brahma zawezwał Ogień przed swe oblicze i łagodnym głosem powiedział: „O Ogniu, jesteś zarówno twórcą jak i niszczycielem wszystkich światów. Ty również dostarczasz pożywienia wszystkim trzem światom i jesteś podporą rytów. Zachowuj się więc tak, aby ryty przetrwały. O wszechwładny Ogniu, jak to możliwe, abyś ty był skonfundowany, skoro jesteś czyścicielem tego świata i jesteś obecny w każdej żywej istocie?

              Nie będziesz nienasycony w całym swym ciele, i tylko niektóre z twoich siedmiu ognistych języków będą pożerać wszystko. Poza tym wszystko, co zostanie spalone przez twoje płomienie będzie oczyszczone.

              O Ogniu, jesteś porywczą siłą, która ma swój początek w swej własnej mocy. Zgódź się więc na to, aby klątwa bramina się zrealizowała. Zaakceptuj zarówno porcje należne bogom, jak i należne tobie, gdy są ofiarowane w twoje usta”.

              Słowa Brahmy oczyściły Ogień Ofiarny z jego poczucia winy i napełniony szczęściem wrócił do rytuałów, przynosząc tym radość wszystkim żywym istotom. Od tego czasu jednak sam Ogień musiał być karmiony i dlatego czasami niszczył wszystko, aby zaspokoić swój własny głód.

 

6. Bramin Ruru syn Pramatiego uwalnia bramina Ruru o tysiącu stóp od klątwy bycia jaszczurką

 

              Zemsta na wężach należy do obowiązków wojownika, do obowiązków bramina należy jednak obrona wężów przed tą zemstą. Prawdy tej nauczył się bramin Ruru, syn Pramatiego potomek w trzecim pokoleniu Cjawany, syna Bhrigu, który mścił się na wężach za to, że jeden z nich zabił swą trucizną jego ukochaną Pramadwarę.

              Pramadwara zrodziła się ze związku dwóch boskich istot unoszących się w przestworzach, króla gandharwów i pięknej apsary Menaki, która porzuciła swą nowo narodzoną córkę na brzegu rzeki, niedaleko pustelni potężnego proroka Sthulakeśa. Prorok ten znalazł porzucone niemowlę, przygarnął je i wychował jak własną córkę. Pewnego dnia, gdy Pramadwara wyrosła na piękną młodą kobietę, zobaczył ją młody prorok Ruru i choć praktykował powstrzymywanie nasienia i samokontrolę, nieprzytomnie się w niej zakochał i zapragnął pojąć ją za żonę. Na kilka dni przed ślubem, podczas zabawy z przyjaciółmi, Pramadwara nie zauważyła śpiącego węża i gdy na niego nastąpiła, ukąsił ją, powodując jej śmierć.

              Zrozpaczony Ruru udał się daleko w las, gdzie wyliczając swoje zasługi, takie, jak praktyki ascetyczne, szacunek dla starszych, samokontrolę, przysięgi, poświęcanie się dla dobra wszystkich żywych istot, modlił się do bogów, aby zwrócili życie jego ukochanej Pramadwarze w zamian za jego zasługi. Wówczas przed jego obliczem ukazał się wysłannik bogów i rzekł, że jego prośby są daremne, gdyż nie można wrócić życia istocie śmiertelnej. Od tej reguły jest jednak wyjątek. Pramadwara może wrócić na pewien czas do życia, jeżeli odda on jej połowę czasu własnego życia. Ruru zgodził się, lecz odzyskawszy swą ukochaną za tak wysoką cenę, przysiągł, że póki mu starczy życia, będzie mścił się na wężach. I faktyczne, jak tylko zobaczył węża, natychmiast go zabijał przy pomocy grubego kija.

              Pewnego dnia, spacerując po lesie, zobaczył odpoczywającą na słońcu jaszczurkę i mocno się zamachnąwszy, uderzył ją kijem. Jaszczurka powiedziała: “Nie zrobiłam nic złego, dlaczego więc dajesz upust swej wściekłości i uderzasz mnie?” Ruru powiedział: „O gadzie, zaraz cię zabiję, gdyż ślubowałem zabijać wszystkie węże w zemście za to, że jeden z nich ukąsił moją ukochaną”. Jaszczurka odpowiedziała: „Ja wcale nie jestem wężem; jestem jaszczurką i wyłącznie z powodu mojego podobieństwo do węża spotyka mnie ten okrutny los! O braminie, który znasz Prawo, nie zabijaj niewinnej jaszczurki!”

              Słysząc te słowa Ruru nie zabił jaszczurki, gdyż jej słowa napełniły go strachem, że jest ona jakimś prorokiem, który przybrał jej formę. Chcąc złagodzić jej ewentualny gniew, Ruru poprosił ją o kontynuowanie swej mowy i ujawnienie swej prawdziwej tożsamości. Jaszczurka odpowiedziała: „Byłam kiedyś prorokiem Ruru o tysiącu stóp, ale przekleństwo pewnego bramina zredukowało mnie do bycia gadem”.

              Ruru rzekł: „O najznakomitszy gadzie, za co zostałeś przeklęty i czy znasz sposób, w jaki można cię od klątwy uwolnić?”

              Przemieniony w jaszczurkę bramin Ruru odpowiedział, że klątwę rzucił na niego jego przyjaciel Khagama, gdy raz dla żartu postraszył go podczas wykonywania rytuału zrobionym z trawy wężem. Przyjaciel przeklął go byciem gadem pozbawionym trującej mocy i w tym podobnym do węża z trawy, którym Ruru go przestraszył. Na prośbę Ruru klątwę tę później załagodził, mówiąc, że Ruru zostanie od tej klątwy uwolniony, gdy w przyszłości spotka na swej drodze proroka Ruru, syna Pramati.

              Powiedziawszy to, zamieniony w jaszczurkę Ruru o tysiącu stóp spojrzał na stojącego przed nim Ruru, syna Pramatiego, i rzekł: „O braminie, oto jesteś tutaj i stoisz przede mną i dzięki temu mogę wrócić do mojej dawnej formy. W zamian za oddaną mi przysługę, zdradzę ci pewien sekret, którego znajomość przyniesie ci duże korzyści, Otóż bramin nie powinien zabijać żadnej żywej istoty, gdyż non-violence jest najwyższą zasadą wszystkich żywych istot. Pisma święte mówią, że bramin powinien znać Wedy, być przyjazny i zawsze gotowy do zagwarantowania bezpieczeństwa każdej żywej istocie. Nie zadawanie bólu, mówienie prawdy i wybaczanie są dla bramina Prawem nawet ważniejszym od ochrony Wed. Władanie kijem, budzenie strachu i obrona przed wrogiem są natomiast Prawem wojowników. Do wojowników należy zatem zemsta na wężach, a do bramina niedopuszczenie do ich całkowitej masakry, gdyż zemsta ma tendencje ciągnienia się w nieskończoność”.

 

7. Ubijanie oceanu i eliksir nieśmiertelności

 

              ...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin