Wilde Lori - Cudowne przebudzenie.pdf

(544 KB) Pobierz
untitled
Lori Wilde
Cudowne przebudzenie
Rozdział pierwszy
Cienkie, czarne, obcisłe. Wyglądały jak druga skóra
na tych wyjątkowo zgrabnych nogach. Założyła nogę
na nogę, a rajstopy cicho zaszeleściły. Niech Bóg ma
w opiece duszę mężczyzny z Alaski! W rodzinnym
mieście Bear Creek Quinn Scofield jeszcze nigdy nie
widział czegoś równie cudownego. Siedziała na fotelu
1B w pierwszej klasie, na ukos od jego miejsca 2C.
Znalazła się na pokładzie samolotu podczas między-
lądowania na O’Hare i zapewne zmierzała na lotnisko
Kennedy’ego. Przez ostatnich trzydzieści minut stuka-
ła w klawiaturę swojego laptopa.
Ta dziewczyna była stanowczo za dobra jak na jego
wymagania, a co gorsza, zdawała sobie z tego sprawę.
Wymuskana, pełna klasy, miała zdecydowanie wielko-
miejskie upodobania i na pewno nie takiej kobiety
potrzebował.
Quinn miał słabość do brązowookich blondynek.
Jego twarz rozjaśniła najlepsza imitacja uśmiechu
George’a Clooneya, na jaką go było stać. Nie zareago-
wała.
– Cześć – przywitał się odważnie. – Jak tam?
Rozchyliła usta, szeroko otworzyła oczy ze zdumie-
nia. Na jej obliczu pojawiła się nuta rozbawienia.
No dalej, słonko, poddaj się!
Bez słowa odwróciła głowę, jakby interesował ją
w tym samym stopniu, co natrętna mucha. Znowu
skoncentrowała się na swoim laptopie.
Co za upokorzenie!
Quinn usiłował się skupić na swoim czasopiśmie,
lecz wszystkie próby okazywały się bezskuteczne.
W końcu jego spojrzenie ponownie przeniosło się na te
nieprawdopodobne nogi. Półtora roku bez kobiecego
towarzystwa zrobiło swoje.
Właśnie tyle czasu minęło od chwili, gdy Heather
odrzuciła jego oświadczyny, stwierdzając, że bez
względu na to, jak bardzo go kocha, nie jest w stanie
wytrzymać surowych alaskańskich zim.
Błagała go, aby przeprowadził się do Cleveland, lecz
Quinn doszedł do wniosku, że jednak nie kocha jej tak
bardzo, jak mu się zdawało. Jedni przyjaciele uznali, że
nie powinien doprowadzać do sytuacji, w której miłość
do Alaski dominuje nad innymi uczuciami, drudzy
gratulowali mu konsekwencji. Rzecz w tym, że w Bear
Creek mieszkało dziesięć razy więcej mężczyzn niż
kobiet.
Po ukończeniu trzydziestu dwóch lat Quinn uznał,
że jest gotowy do założenia rodziny, lecz doskonale
wiedział, że tylko wyjątkowa kobieta zachce osiedlić
się w Bear Creek. Elegantki w wymyślnych rajstopach
i fryzurą za sto dolarów nie poradziłyby sobie na
Alasce. Potrzebował kogoś twardszego i bardziej wy-
trzymałego. Najlepiej, gdyby wybranka przypominała
jego młodszą siostrę, Meggie, sprzed wyjazdu do
Seattle z mężem Jessem Drummondem.
Ze swojego miejsca Quinn dostrzegał wyłącznie
profil dziewczyny i jej wypielęgnowane dłonie, ener-
gicznie poruszające się nad klawiaturą. Miała doskona-
le wymodelowany nos, ani za duży, ani za mały, ani
zbyt spiczasty, ani zbyt tępy. Po prostu idealny.
A usta... Pełne, lecz nie przesadnie obfite, jak u hol-
lywoodzkich aktorek, które wstrzykiwały sobie hur-
towe ilości kolagenu. Wargi zdobiła gustowna, droga
szminka.
Zamknęła laptopa i wsunęła go pod fotel. Nie
zauważyła, że spadł jej na ziemię ołówek.
Quinn momentalnie skorzystał z okazji. Pochylił się
i lekko postukał towarzyszkę podróży w ramię.
– Proszę pani?
Gwałtownie odwróciła głowę. Bez wątpienia była
przyzwyczajona do nagabywania przez obcych, gdyż
od razu zademonstrowała wyraziste spojrzenie typu
,,łapy przy sobie’’.
– Upuściła pani ołówek. – Wskazał palcem.
Kąciki jej ust lekko się uniosły.
– Dziękuję – szepnęła.
Gdy schyliła się po ołówek, lekko uniosła nogi,
a wówczas jej spódnica przesunęła się wyżej na udzie.
Quinn niemal się zakrztusił. Udało mu się dostrzec
fragment czarnej koronki. Z ołówkiem w ręce sięgnęła
do rąbka spódnicy, aby ją obciągnąć na zgrabnych
udach. Zareagowała jednak zbyt późno. Zdążył poznać
jej tajemnicę.
Nie nosiła rajstop.
Miała na sobie pas i parę pończoch!
Kay Freemont nonszalanckim gestem wyciągnęła
z torebki puderniczkę.
No dobrze, może nie do końca nonszalanckim.
Właściwie chciała jeszcze raz zerknąć na tego alaskań-
skiego drwala-wielkoluda, nie odwracając się i nie
sygnalizując, że jest nim zainteresowana.
Udała, że korzysta z lusterka w puderniczce do
poprawienia perfekcyjnej fryzury, lecz w rzeczywisto-
ści nachyliła je pod takim kątem, aby ujrzeć oblicze
nieznajomego. W skrytości zawsze interesowała się
misiowatymi, silnymi mężczyznami. Rzecz jasna,
świetnie zdawała sobie sprawę, że jej chłopak Lloyd
jest szczupłym intelektualistą, pacyfistą i wegetariani-
nem, który nawet nie kupił sobie samochodu, nie
wspominając już o tym, że nie miał pojęcia o naprawie
uszkodzonego auta. Fakt, że Kay marzyła o twardych
mężczyznach, nie oznaczał, że chciała się związać
z jednym z nich. Wystarczało jej, że ich widywała
w fantazjach seksualnych.
Zresztą życie nie sprowadza się do seksu. Tylko
czyja to wina, że Lloyd nigdy nie zaspokajał jej
w łóżku?
Zgłoś jeśli naruszono regulamin