Pamietnik BrzydUli.pdf
(
609 KB
)
Pobierz
177672266 UNPDF
Brzy
d
Ula
Rozdział pierwszy - Przeprosiny.
Przepraszam. - Ula wyskoczyła z samochodu jak
oparzona i pobiegła do domu zatrzaskując za sobą drzwi.
"Co ja zrobiłam? Pocałowałam Marka. Gorzej,
pocałowałam szefa! Jeszcze gorzej, pocałowałam szefa,
który ma narzeczoną! Co on sobie o mnie pomyśli?
Uzna, że jestem kolejną asystentką, która się na niego
rzuca jak jakaś głupia. Muszę mu to wyjaśnić! „
Podeszła do okna i zobaczyła, że Marek wysiada z
samochodu i idzie w stronę furtki.
"O kurde blaszka, tylko co ja mu powiem? Zaraz,
przecież sama chciałaś z nim porozmawiać. Teraz masz
okazję. Ula, dasz radę. Idziesz."
Marek był tym wszystkim nie mniej zaskoczony niż Ula.
„Moja przyjaciółka, moja asystentka, Ula! Ula mnie
pocałowała. Nigdy w życiu bym się tego nie spodziewał.
Nie sądziłem, że ona jest mną zainteresowana. Nigdy nie
dała mi żadnego sygnału… Ale niby dlaczego miałaby to
robić? Przecież wie, że mam narzeczoną… Zaraz, ale TO
wcale nie znaczy, że ona jest mną zainteresowana.
Przecież TO wyszło przypadkiem, a zresztą, ja też ją
całowałem! Nie, muszę z nią TO wyjaśnić.
Natychmiast.‖
Spotkali się oboje w połowie drogi.
- Marek, ja nie wiem co we mnie wstąpiło. Przepraszam.
Naprawdę, ja...
- Ula, to przecież nic nie znaczy. To był przypadek. "To
przecież nie znaczy, że ty mnie... Powiedz, że to nie
znaczy, że... Nie chcę kolejny raz zwalniać asystentki!"
- No właśnie. To nic nie znaczy. "Może dla ciebie..."
Zapomnijmy o tym.
Marek w duchu odetchnął z ulgą. "Na całe szczęście. A ja
już myślałem, że ona... Na całe szczęście."
- No cóż, do zobaczenia po świętach.
- Taaaaak, do zobaczenia.
Marek wsiadł do samochodu i wrócił do Pauliny. Ale po
drodze myślał o Uli.
"A jeśli nie powiedziała mi prawdy, żeby mi nie
utrudniać? A jeśli tak naprawdę coś do mnie czuje, a ja ją
zraniłem? A jeśli…".
Od tych rozmyślań rozbolała go głowa, skutkiem czego
przez całą wigilię miał minę, jakby ktoś go ciężko
obraził. Paulina raz po raz pytała go, czy coś mu nie jest,
ale zbywał ją. Natomiast Aleks był w świetnym humorze,
sądząc najwyraźniej, że Marek martwi się złą sytuacją
firmy.
Tuż po świętach wszyscy byli zawaleni robotą po nos,
jakby to powiedziała Wioletta. Ula prawie nie
wychodziła z firmy, podobnie jak Marek. Pracowali nad
nowym kontraktem. Mieli jeszcze mnóstwo spraw do
załatwienia i mnóstwo spotkań do odbębnienia. Tylko
Wioletta nie przejmowała się tym wszystkim,
stwierdzając, że "Ja muszę zostać w firmie, w końcu ktoś
musi zostać na komisariacie, prawda?" No więc
pracowali, pracowali i dla odmiany znowu pracowali, aż
tu nagle pewnego dnia...
Minął tydzień od świąt. Ula pracowała nad zestawieniami
dla Marka za ostatni miesiąc. Właśnie miała otwarty
dokument, już kończyła... Nagle zrobiło się ciemno.
Wszędzie.
"Co się stało, kurde blaszka? Moje zestawienie! Już
prawie skończyłam! A teraz pewnie będę musiała robić
od początku! O ile znowu włączą prąd! Kurde blaszka!"
Nagła przerwa w dostawie prądu zastała Marka przy
pracy nad analizami zysków za ostatni kwartał. Nie
wiedział, czy ma wyjść, czy czekać aż wszystko wróci do
normy. Ostatecznie postanowił wyjść i sprawdzić, czy nic
nikomu się nie stało. "Chociaż o tej porze to pewnie
nikogo już nie ma, jest już późno..." Nagle usłyszał jakiś
hałas, jakby ktoś przewrócił coś ciężkiego. Pobiegł w
tamtą stronę, uderzając po drodze w drzwi. Nic nie
widział, ale po omacku uderzył jeszcze w coś, chyba w
biurko Uli, które było po prawej stronie. Nagle poczuł, że
„coś‖ na niego upada. Poczuł czyjś oddech na swojej szyi
i okulary na policzku...
„Okulary? Zaraz, przecież to Ula!‖
Ula wyszła zza swojego biurka chcąc pójść do Marka i
spytać, co robić. Właśnie walnęła się w łydkę zahaczając
za kant swojego biurka, gdy poczuła, że traci równowagę
i ktoś ją przytrzymuje. Przez chwilę była przytulona do
tej osoby, ale zdała sobie sprawę, że to Marek!
„Zaraz, ja przytulam się do Marka!‖
Chciała natychmiast wyrwać się z jego objęć, ale
poczuła, że on jej nie puszcza. Przytrzymał ją i zbliżył
swoją twarz do jej twarzy i… pocałował ją.
„Kurde blaszka!‖ To była w tym momencie jedyna myśl,
która przyszła jej do głowy.
Marek sam nie wiedział, dlaczego to zrobił. Po prostu
poczuł, że musi to zrobić. A co gorsza, poczuł też, że
chce to zrobić! Co gorsza? A może co lepsza? Sam nie
wiedział, co o tym myśleć…
I nagle… stała się światłość. Ula i Marek odskoczyli od
siebie jak oparzeni. Marek spojrzał jakoś dziwnie na Ulę,
jakby ją przepraszał, a Ula… Ula nie wiedziała, co ma o
tym myśleć. Zdołała za to zobaczyć wielkiego siniaka na
policzku Marka.
- Marek, co ci się stało? Masz wielkiego siniaka na
twarzy!
- Naprawdę? Chyba wpadłem na drzwi w tych
ciemnościach…
Ula niespodziewanie wybuchnęła śmiechem. Śmiechem
tak niepohamowanym i tak zaraźliwym, że Marek też
zaczął się śmiać. Rechotali na całego przez dobre dwie
minuty i … zobaczyli Paulinę, która stała tuż przed nimi
ze zdegustowaną miną.
- Dobrze się czujecie?
- Świetnie – wykrztusił Marek, usiłując przestać się
śmiać.
Nie wiedzieli, że wygląda to tak, jakby Ula pobiła Marka,
a teraz oboje śmieją się z tego, że trafiła nie tam gdzie
trzeba.
- Na pewno? Chyba coś ci się stało…
- Drobiazg. Zaraz zrobię sobie zimny okład i prawie nie
będzie śladu.
Plik z chomika:
rebel88
Inne pliki z tego folderu:
Pamietnik BrzydUli.pdf
(609 KB)
Pamiętnik BrzydUli całość TVN.zip
(1316 KB)
Inne foldery tego chomika:
Filip Bobek
Muzyka
Violetta - Teksty
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin