Smith_Guy_N._-_Trzesawisko_2_Wedrujaca_Smierc.pdf

(400 KB) Pobierz
4997793 UNPDF
G UY N. S MITH
TRZ ESAWISKO 2
W EDRUJ ACA
SMIER C
SPIS TRE SCI
SPIS TRE SCI . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2
ROZDZIAŁ PIERWSZY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
3
ROZDZIAŁ DRUGI . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
12
ROZDZIAŁ TRZECI . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
20
ROZDZIAŁ CZWARTY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
27
ROZDZIAŁ PI ATY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
45
ROZDZIAŁ SZÓSTY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
51
ROZDZIAŁ SIÓDMY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
58
ROZDZIAŁ ÓSMY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
81
ROZDZIAŁ DZIEWI ATY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
89
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Ralph Grafton przypatrywał sie dwu koparkom systematycznie rozkopuj acym
ziemie. Zaginiona maszyna była w dole. Jej kierowca musiał sie tam równiez
znajdowac, pogrzebany zywcem.
Rozległ sie zgrzyt metalu, posypały sie kawałki ziemi i skał; pogiete resztki
koparki Micka Treadmana zostały wreszcie wydobyte na powierzchnie.
Trzeba było przecinac stal specjalnymi nozycami, by dostac sie do kabiny.
W ko ncu ciało Treadmana zostało wyci agniete i połozone na nierównym gruncie.
Wydawało sie, ze odniósł jedynie powierzchowne i niegrozne obrazenia, ale jego
twarz była purpurowa i obrzmiała.
— Szybko, spójrzcie na dół! — Krzykn ał nerwowo jeden z ratowników, sto-
j acy na nierównej krawedzi wykopu.
Na głebokosci prawie dwudziestu stóp kłebiła sie mieszanina kamieni i czar-
nego, sluzowatego mułu, wydzielaj acego przyprawiaj acy o mdłosci odór. Trzesa-
wisko zaczynało sie juz wypełniac cuchn ac a wod a.
SS ACY DÓŁ O ZYŁ!
*
*
*
Kiedys rósł tu las. Teraz była to brzydka, jałowa pustynia, doskonały przykład
na to, ze nowoczesny człowiek nie ustaje w swych wysiłkach zmierzaj acych do
obrabowania Natury z jej piekna.
Jad acy główn a drog a rdzawy subaru zwolnił, jakby kierowca wahał sie, czy
zjechac na szeroki pas pobocza. Wreszcie zatrzymał sie pomiedzy małymi kop-
cami piasku i zwiru. Były to pozostałosci po wyeksploatowanych zwirowniach.
Wkrótce i one miały znikn ac. Potem nie bedzie tu juz nic. Jeden z najpiekniej-
szych niegdys zak atków był opuszczony.
Kierowca denerwował sie. Jego ciało było napiete do ostatnich granic, usta
zaciskały sie w cienk a, bezkrwist a linie, niebieskie oczy ogarniały wszystko roz-
bieganym spojrzeniem. Mezczyzna kurczowo trzymał kierownice. Chciał uciec
jak najdalej st ad i zapomniec, ze kiedykolwiek tu był.
3
Kilkakrotnie wyci agał reke w kierunku drzwi, ale zaraz cofał j a z obaw a. Mu-
siał sie w ko ncu zdecydowac. Jakis wewnetrzny głos ostrzegał go, by nie wysiadał.
To miejsce wi azało sie ze zbyt wieloma złymi wspomnieniami, powracaj acymi do
niego w nocnych koszmarach. Budził sie zlany potem, widział w ciemnosciach ich
twarze, jakby oni ci agle zyli i przychodziliby dokonac na nim straszliwej zemsty.
Zapalał gor aczkowo swiatło, ale zjawy nie znikały. Widział je zawsze i wszedzie.
Diabły w ludzkiej postaci, które wci az go przesladowały, choc usiłował dowiesc
sobie, ze nie istniej a.
Były tez i przyjemniejsze wspomnienia. Dlatego tutaj wrócił. Nacisn ał wresz-
cie klamke i drzwi uchyliły sie. Słodki zapach majowego powietrza wtargn ał do
wnetrza samochodu. Oczy na moment zaszły mu mgł a. Wysun ac nogi na ze-
wn atrz.
Ruch uliczny oszołomił go swoim hałasem. Wyprostował sie i zatrzasn ał drzwi
pojazdu. Czekaj ac na dogodn a chwile, by przejsc na drug a strone drogi, miał ab-
surdaln a nadzieje, ze sznur pedz acych samochodów nigdy sie nie sko nczy, i ze
bedzie musiał zrezygnowac ze swoich planów. Mógłby sobie wtedy powiedziec,
ze zrobił co mógł. Ale sumienie i tak kazałoby mu wrócic tu ponownie.
Przebiegł droge, stan ał przed zniszczon a bram a. Zostały z niej tylko dwa dłu-
gie, przegniłe słupy. Rozgl adaj ac sie uwaznie, dostrzegł połaman a tabliczke lez a-
c a w trawie. Litery były ledwie czytelne, ale przeciez znał te słowa na pamiec.
„UWAGA — ZŁY PIES” — tablice przybijał kiedys własnymi rekami. Dotarł do
Lady Walk. Zabawne, jak bardzo bolesne bywaj a wspomnienia. Odnalazł piasz-
czyst a sciezke, jedyn a droge prowadz ac a do zak atka, który był kiedys Lasem Ho-
pwas. Było to ulubione miejsce spotka n zakochanych. Przyjezdzali tu, bo stało sie
to juz swoist a tradycj a.
Szedł jak automat, patrz ac na dokonane tu spustoszenia. „Moze tak jest najle-
piej, moze całe to miejsce powinno zostac zniszczone, starte z powierzchni ziemi,
jakby nigdy nie istniało” — zastanawiał sie, zdumiony otaczaj acym go widokiem.
Kilkaset jardów dalej zatrzymał sie. Niesmiały usmiech pojawił sie na jego
ustach. Kiedys ta ziemia stanowiła jego własnosc. Za piaszczystym wzniesieniem,
ukryty za pasem wysokich sosen, których wierzchołki były widoczne, powinien
stac duzy dom.
Był to wielki, ponury budynek, ale przezył w nim kilka szczesliwych lat. Je-
dynie te wspomnienia chciał zachowac, mimo ze wci az jeszcze przynosiły ból.
Obrazy z przeszłosci napłyneły gwałtown a fal a; Clive Rowlands i Jenny Lawson,
ofiary starozytnego zła, które emanowało ze Ss acego Dołu!. . .
Nigdy nie zdołał wyrzucic tego z pamieci. Znowu poczuł gwałtown a chec
ucieczki. Opanował sie z wysiłkiem. Musiał przekonac sie na własne oczy, ze roz-
kopano to okropne bagno, które dziesiec lat temu zostało pogrzebane pod setkami
ton skalnych odłamków.
4
Zgłoś jeśli naruszono regulamin