Miłujcie sie 2004-4.pdf
(
6687 KB
)
Pobierz
12466671 UNPDF
świadectwo
„Dlatego musiał się
upodobnić pod każdym
względem do
braci
,
aby stał się miłosiernym
i wiernym arcykapłanem
wobec
Boga
dla
przebłagania za grzechy
ludu” (Hbr 2, 17)
opis zdjęcia
fot. Miłujcie się!
świadectwo
W numerze:
Kochani Czytelnicy!
3
7
Przedsmak piekła i nieba
„Postanowione ludziom raz umrzeć,
a potem sąd” (Hbr 9,27)
Tam jest najwięcej dusz,
które nie dowierzały, że jest piekło
Naglące wezwanie: pomóc umierającym
Czy piekło jest puste?
Pismo św. i Magisterium Kościoła
o wieczności piekła
Do zobaczenia, mój kapitanie!
Radosny odlot
Grzech przeciwko Duchowi Świętemu
Iszo z Kanak
Pod rządami półksiężyca (1)
O dialogu z islamem
Opowieść o wędrowcach
Zginąć za wiarę
Jezu, któryś zamknął się w Hostii...
Apostoł Bożego miłosierdzia
Dziękuję Bogu i Maryi za ten wielki cud
Dom wielkiego serca
Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela (2)
Pan Bóg dał mi jeszcze jedną szansę
Bóg najlepiej zna odpowiedni czas
Miłość narzeczeńska
Dlaczego NPR?
Pornografia jak narkotyk
Do czego prowadzi pornografia
Samogwałt zabił we mnie wolność
Nasza droga do świętości
Wspólnota RCS
Sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie
duchowym centrum Ruchu Czystych Serc!
Stać się człowiekiem z charakterem
Ojciec Święty podczas IV pielgrzymki do Polski apelował do
naszych sumień:
Nie daj się uwikłać wszystkim tym siłom pożądania,
które drzemią w tobie jako „zarzewie grzechu”. Nie daj się opano-
wać „człowiekowi cielesnemu” (por. 1 Kor 3, 3). „Jeżeli będziecie żyli
wedle ciała – pisze Apostoł – czeka was śmierć” (Rz 8, 13). Ciało samo
nie ma innej perspektywy – tylko duch ją ma”. Jeżeli zaś przy pomocy
Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała – będziecie żyli” (Rz 8, 13). A
siły ducha są w człowieku. I działa też w sercach ludzkich miłość, która
jest z Ducha Świętego. A zatem – podjąć to, co każdy z nas ma w sobie
z ducha i z Ducha Świętego. Nie dać się też uwikłać całej tej cywilizacji
pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie nazwę
europejskości, panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków
przekazu i uwodzenia. Czy jest to cywilizacja – czy raczej antycywiliza-
cja? Kultura – czy raczej antykultura? Tu trzeba wrócić do elementar-
nych rozróżnień. Przecież kulturą jest to, co czyni człowieka bardziej
człowiekiem. Nie to, co tylko „zużywa” jego człowieczeństwo (…). Nie
jest przywracaniem wartości człowiekowi spychanie go do tego wszyst-
kiego, co zmysłowe, do tych wszystkich rodzajów pożądania, do tych
wszystkich ułatwień w dziedzinie zmysłów, w dziedzinie życia seksual-
nego, w dziedzinie używania. Nie jest dźwiganiem człowieka, nie jest
miarą kultury, nie jest miarą europejskości
(Włocławek, 7.06.1991).
9
10
12
14
16
17
18
19
22
25
26
27
28
30
31
32
36
38
39
41
43
44
45
47
48
50
52
W encyklice
Evangelium vitae
Ojciec Święty wyraźnie stwierdza,
że stoimy wobec nadludzkiego, dramatycznego zmagania między złem
i dobrem, między śmiercią i życiem, między „kulturą śmierci” i „kultu-
rą życia” (nr 28). Moce zła wszelkimi sposobami nieustannie sączą jad
demoralizacji, bo to jest najskuteczniejszy sposób oddzielania ludzi od
Boga i wprowadzanie ich na drogę prowadzącą do zguby wiecznej.
W obliczu tak wielkiego zagrożenia ludzie wierzący nie mogą
stać bezczynnie. Jan Paweł II uświadamia nam, że sam Pan Jezus poka-
zał nam, iż
modlitwa i post to najważniejsza i najskuteczniejsza broń
przeciw mocom zła (por. Mt 4, 1-11) i pouczył swoich uczniów, że nie-
które złe duchy można wypędzić tylko w ten sposób (por. Mk 9, 29).
Zdobądźmy się zatem na pokorę i odwagę modlitwy i postu, aby spro-
wadzić moc z Wysoka, która obali mury oszustwa i kłamstwa
… (
Evan-
gelium vitae
, 100).
53
Kochani Czytelnicy, zobowiążmy się do codziennej modlitwy
różańcowej i koronki do Bożego Miłosierdzia w intencji tych naszych
braci i sióstr, którzy są na drogach odstępstwa od Boga i Jego przy-
kazań. Propagujcie „Miłujcie się!” w swoich środowiskach, aby świa-
tło i prawda Ewangelii mogły docierać do ludzkich serc pogrążonych w
ciemnościach niewiary i kłamstwie grzechu.
Miłujcie się! – Katolicki Dwumiesięcznik Społecznej Krucjaty Miłości
Imprimatur: Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego,
ks. Tadeusz Winnicki, 10.09.2004.
Redaguje zespół: Redaktor naczelny: ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Redakcja: Daniel Biedrzycki, br. Mieczysław Chmiel TChr, Marie Cofta, Katarzyna
Cwojdzińska, Lilla Danilecka, Agata Dąbek, Agnieszka Dzieduszycka, Tadeusz Figiel,
Paweł Fiszer, ks. Edward Janikowski TChr, Dariusz Janów, Tomasz Kaźmierczak, Grzegorz
Kucharczyk, o. Wojciech Mainka OFM, Jarosław Matecki, Emilia Pantofel, Katarzyna
Pilarska, Robert Pilarski, Jacek Pulikowski, Mariusz Sonnak, Agata Suszczyk, ks. Andrzej
Trojanowski TChr, Tomasz Tuchowski, Teresa Tyszkiewicz, Eugenia i Julian Umławscy,
Maria Zboralska. Opracowanie graficzne: Wojciech Walasiak.
Zapewniamy o naszej codziennej modlitwie w Waszych inten-
cjach. Cała Redakcja o godz. 7 rano odmawia cząstkę różańca, o godz.
15 koronkę do Bożego Miłosierdzia. Natomiast raz w tygodniu jest
sprawowana Msza św. w intencji wszystkich naszych czytelników, kol-
porterów i dobrodziejów. Niech Duch Święty napełni Was darami rado-
ści i pokoju, abyście byli czytelnymi świadkami Zmartwychwstania Chry-
stusa.
Adres Redakcji: Czasopismo „Miłujcie się!”, ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań,
tel./fax. (61) 8523282, tel. (61) 6472686, (61)6472100
www.tchr.org/milujcie, e-mail: milujcie@tchr.org
Wydawca: Wydawnictwo Agape, 60-962 Poznań, ul. Panny Marii 4, tel. (61) 8523282.
Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów i zmian w tekstach.
Zdjęcia osób zamieszczone w sąsiedztwie świadectw i artykułów
są całkowicie przypadkowe.
Ks. M. Piotrowski TChr z Zespołem Redakcyjnym
UWAGA! NOWY NUMER KONTA: 26 1240 1750 1111 0000 1905 0362
Przedsmak
piekła i nieba
Howard Storm urodził się
w 1946 r. w stanie Massachusetts.
Przez 20 lat był profesorem
sztuki na Uniwersytecie
Northern Kentucky. Jako ateista
był przekonany, że śmierć jest
definitywnym końcem istnienia
człowieka. Jego ateizm prysł jak
bańka mydlana po doświadczeniu
ciężkiej choroby i śmierci klinicznej
podczas wakacyjnego pobytu
w Paryżu w 1985 r. Największa
telewizja katolicka na świecie
EWTN wiosną 2003 r. wielokrotnie
powtarzała wywiad z prof.
Howardem Stormem.
Było to dla nich jedno z najważniejszych
wydarzeń podczas europejskiej podró-
ży. Następnego dnia rano Howard Storm
poczuł przeszywający ból żołądka, jakby
został ugodzony pociskiem. Było to tak
wielkie cierpienie, że nie mógł powstrzy-
mać się i dosłownie wył z bólu. Wezwa-
ny lekarz stwierdził przebicie dwunast-
nicy, dał zastrzyk mori ny w celu uśmie-
rzenia bólu i skierował na natychmiasto-
wą operację.
Po przewiezieniu do szpitala prze-
świetlenie wykazało, że w dwunastnicy
jest duży otwór spowodowany najpraw-
dopodobniej przez wrzody. Aby zapobiec
śmierci, konieczna była natychmiastowa
operacja. W miarę upływu czasu mori na
przestawała działać. Oczekując na opera-
cję, prof. Storm intuicyjnie czuł, że są to
ostatnie chwile jego życia. Rozpaczliwie
prosił o pomoc personel szpitala. Ponie-
waż był to czas wakacji i wielu lekarzy
przebywało na urlopach, Storm musiał
czekać na operację kilkanaście godzin. W
doświadczeniu porażającego bólu minu-
ty wydawały mu się tak długie jak godzi-
ny. Był zrozpaczony brakiem zaintereso-
wania i obojętnością personelu. Stawiał
sobie pytania, co stanie się z jego żoną i
dwójką dzieci, z jego obrazami, domem,
ogrodem i wszystkimi drogimi mu rze-
czami, jeżeli umrze. Myśl o śmierci prze-
rażała go, miał dopiero 38 lat i był dobrze
zapowiadającym się artystą. Za wszel-
ką cenę chciał żyć, ale gwałtownie tracił
siły, z wielkim trudem mógł oddychać,
podnieść głowę i coś powiedzieć. Po 10
godzinach pobytu w szpitalu pielęgniar-
ka powiadomiła go, że chirurg poszedł do
domu i operacja może się odbyć dopiero
następnego dnia rano. Ta informacja była
dla Storma jak wyrok śmierci. Wiedział,
że do tego czasu nie przeżyje. Ze łzami
w oczach pożegnał się ze swoją żoną,
mówiąc, że bardzo ją kocha. Objęła go
swoimi ramionami i szlochając, całowa-
ła. Storm był pewny, że śmierć jest koń-
cem świadomości i istnienia człowieka.
Nie wierzył w istnienie Boga, a tym bar-
dziej w niebo, czyściec i piekło.
Przedsmak śmierci
Zmiażdżony ogromem cierpienia,
Storm zamknął oczy i powoli zaczę-
ła ogarniać go przerażająca ciemność;
czuł, że zapada się w otchłań unice-
stwienia. W pewnym momencie ze zdzi-
wieniem stwierdził, że jednak dalej żyje
i posiada wyjątkowo klarowną samo-
świadomość oraz percepcję otaczającej
go rzeczywistości. Był świadomy swo-
ich problemów z żołądkiem, jednak nie
odczuwał już bólu, miał tylko żywą o
nim pamięć. Ze zdziwieniem zoriento-
wał się, że stoi obok swojego łóżka w
sali szpitalnej i widzi leżące nieruchomo
własne ciało. Obok siedziała z pochylo-
ną głową jego żona, Beverly. Pragnął za
wszelką cenę skomunikować się z nią,
W obliczu cierpienia i śmierci
Latem 1985 r. prof. Howard Storm
razem ze swoją żoną i grupą studentów
przebywał w Europie, zwiedzając najważ-
niejsze centra sztuki. Ostatnim etapem ich
podróży był Paryż. W przeddzień odlotu
do USA zwiedzali wystawę sztuki współ-
czesnej w centrum Georges’a Pompidou.
nr 4-2004 •
3
jednak bezskutecznie, gdyż w ogóle nie
reagowała, tylko siedziała nieruchomo,
wpatrując się w podłogę. Sala szpitalna
wydawała mu się jaskrawo oświetlona,
wszystko widział w najdrobniejszych
szczegółach i jak nigdy dotąd, niezwy-
kle ostro i jasno. Był bardzo zirytowany,
że nie mógł nawiązać kontaktu ze swoją
żoną. W pewnym momencie usłyszał
głosy:
Wyjdź stąd natychmiast. Pospiesz
się. Czekamy tu na ciebie od dawna, aby
ci pomóc
. Czuł, że jeśli opuści ten pokój,
to nigdy już do niego nie wróci. Tajem-
nicze głosy nalegały:
Nie będziemy w
stanie ci pomóc, jeżeli stąd nie wyj-
dziesz
. Postanowił ich posłuchać. Miał
wrażenie, że znalazł się w czymś na
podobieństwo ogromnego zamglonego
holu, który podświadomie budził lęk.
Nie widział szczegółów, ale wydawa-
ło mu się, że przemierza jakąś tajemni-
czą przestrzeń. Zobaczył w dużej odle-
głości niewyraźne postacie przypomi-
nające ludzi. Byli bladzi, a ich ubrania
miały szary kolor. Pragnął zbliżyć się
do nich, ale okazało to się niemożliwe,
gdyż nieustannie oddalali się od niego.
Zdawał sobie sprawę, że natychmiast
musi się poddać operacji i że ci ludzie
są dla niego jedyną nadzieją. Nieustan-
nie powtarzali oni, że jeżeli pójdzie z
nimi, to wtedy znikną wszystkie jego
problemy. W miarę upływu czasu ciem-
ności pogłębiały się, a liczba krążących
wokół niego złowrogich postaci była
coraz większa. Ich obecność napełniała
go rosnącym przerażeniem, gdyż ema-
nowały nienawiścią, podstępem i kłam-
stwem. Storm, oglądając się za sie-
bie, widział w odległości jakby kilku
mil swoje ciało leżące na łóżku szpi-
talnym i siedzącą obok żonę. Odniósł
dziwne wrażenie, że dla niego czas
się skończył, a to, czego doświadcza,
nie jest jakimś koszmarnym snem, lecz
pełną grozy rzeczywistością. Tajemni-
cze postacie, które go otaczały i pro-
wadziły do nieznanego mu celu, zaczę-
ły wypowiadać straszne przekleństwa
i obelgi pod jego adresem. Mówiły z
szyderczym uśmiechem, że już niedłu-
go dotrą na miejsce. Howard zoriento-
wał się, że przebywa w przerażającym,
pełnym grozy otoczeniu. Uświadomił
sobie beznadziejność sytuacji, w jakiej
się znalazł. Postacie z bliska miały
straszny wygląd. Stawały się coraz bar-
dziej agresywne, wśród bluźnierstw i
przekleństw poddawały go najrozma-
itszym torturom. Istoty te były całko-
wicie pozbawione współczucia, opano-
wane żądzą nienawiści i nieokiełznane-
go okrucieństwa. Storm zrozumiał, że
to są ludzie potępieni, którzy w cza-
sie życia na ziemi odrzucili i zniena-
widzili Boga, stając się stuprocentowy-
mi egoistami. Bezskutecznie próbował
przed nimi się bronić, ale wywoływało
to z ich strony jeszcze większą agresję
i szyderstwa. Dla Storma była to sytu-
acja makabrycznego wprost cierpienia i
przerażającej beznadziei, jakich jesz-
cze nigdy dotąd nie doświadczył. W
pewnym momencie usłyszał wewnętrz-
ny głos, wzywający go do modlitwy,
do prośby do Boga o pomoc. Począt-
kowo odrzucał tę myśl, ale wezwanie
do modlitwy stawało się coraz bardziej
naglące. Storm nie modlił się przez całe
swoje dorosłe życie i dlatego nie wie-
dział, jak to się robi. Przypomniał sobie
jednak fragmenty modlitwy
Ojcze nasz
oraz inne proste formuły z czasów dzie-
ciństwa i zaczął je powtarzać. Ku swo-
jemu zdziwieniu zauważył, że gdy nie-
poradnie próbował się modlić, odraża-
jące postacie zaczęły w popłochu ucie-
kać. Krzyczały z wielką wściekłością,
że niepotrzebnie się modli, bo i tak
go nikt nie usłyszy, gdyż Bóg nie ist-
nieje. Straszyły, że dopiero teraz się
z nim rozprawią, wypowiadając przy
tym straszne bluźnierstwa pod adresem
Boga i Matki Najświętszej. Storm nie-
ustannie powtarzał słowa modlitwy i
doświadczał jej wielkiej mocy, widząc,
z jaką wściekłością złe duchy w popło-
chu uciekały od niego. Zrozumiał, że
gdyby przestał zwracać się do Jezu-
sa, natychmiast by wróciły i wtedy na
nowo rozpocząłby się koszmar ducho-
wej męczarni, która w swoim okrucień-
stwie była tak straszna, że w porówna-
niu z nią cierpienie fizyczne, jakiego
doświadczył w szpitalu, było nikłe.
4
• nr 4-2004
Sąd nad sobą
sytuacji i rzeczy, których nie mógł kon-
trolować. Teraz był całkowicie bezrad-
ny i bezsilny. Zrozumiał, że niewiele już
mu brakowało, aby stać się stuprocento-
wym egoistą, tak jak ci zionący nienawi-
ścią potępieńcy, i dołączyć na całą wiecz-
ność do ich grona.
„
Miłosierdzie Boże
dosięga nieraz grzesznika
w ostatniej chwili, w sposób
dziwny i tajemniczy. (...)
Dusza, oświecona
promieniem silnej łaski Bożej
ostatecznej, zwraca się do
Boga w ostatnim momencie
z taką siłą miłości, że w jednej
chwili otrzymuje od Boga
przebaczenie win i kar.
O, jak niezbadane jest
miłosierdzie Boże...”
(Dz 1698)
Kiedy Storm powtarzał słowa modli-
twy, ujrzał siebie w prawdzie i ocenił, co
w minionym życiu było dobre, a co złe.
Uświadomił sobie, że przez całe ziemskie
życie stawiał pomnik największemu boż-
kowi, jakim był jego egoizm. Całkowi-
cie skoncentrowany na sobie, za wszelką
cenę chciał stać się sławny i pragnął, aby
jego obrazy były oglądane i podziwiane
przez ludzi na całym świecie. Teraz zro-
zumiał, że jego stosunek do rzeźb, obra-
zów, które posiadał w swojej kolekcji, a
także do rodziny, domu był niewłaściwy i
że cały system wartości, którym kierował
się w życiu, był tylko przedłużeniem jego
egoizmu. To właśnie skoncentrowanie na
sobie upodabniało go do tych odrażają-
cych istot, które wprowadziły go w rze-
czywistość niewyobrażalnego cierpienia.
Wszystko to, co do tej pory tak bardzo
cenił i co nadawało sens jego życiu, teraz
nie miało już żadnego znaczenia. Ogar-
nął go wielki wstyd i żal za dotychczaso-
wy stosunek do Boga i ludzi. Wprawdzie
nie był złodziejem, nikogo nie zamordo-
wał, respektował prawo i niepisane regu-
ły cywilizowanego życia, ale to było za
mało, aby żyć życiem godnym człowie-
ka. Jego religią i normą życia był egoizm i
bezwzględny indywidualizm, a współczu-
cie dla innych znakiem słabości. Uświa-
domił sobie także, że przez całe życie
nosił ukrytą złość i niechęć do przeba-
czenia własnemu ojcu oraz wrogość do
Światło nadziei
Świadomość zmarnowanego życia
spowodowała, że Howarda ogarnął przej-
mujący żal z powodu tego wszystkie-
go, co z własnej woli złego myślał i czy-
nił, a co wynikało z jego egoizmu i jesz-
cze bardziej go pogłębiało. I właśnie
wtedy usłyszał swój śpiew z czasów dzie-
ciństwa. Był to nieustannie powtarzany
refren:
Jezus mnie kocha… da, da, da
.
Jako dziecko śpiewał tak często podczas
zajęć w szkółce niedzielnej. W tej przera-
żającej ciemności, która go teraz otacza-
ła, bardzo pragnął obecności kogoś, kto
bezwarunkowo go kocha i zatroszczy się
o niego. Śpiew
Jezus mnie kocha
stawał
się jego modlitwą i największym pragnie-
niem całej jego istoty. Całym sobą czuł, że
w tej beznadziejnej sytuacji miłość Jezusa
jest dla niego jedynym ratunkiem i wyba-
wieniem. Dzięki tej modlitwie zaczęło
budzić się w nim światło nadziei. Po raz
pierwszy w swoim dorosłym życiu pra-
gnął gorąco, aby okazało się prawdą, że
Jezus go kocha, i dlatego zaczął całym
sobą wołać:
Wybaw mnie, Jezu!
W pew-
nym momencie zauważył w otaczającej
go ciemności maleńkie światełko, jakby
ledwie widocznej gwiazdy, która powo-
li stawała się coraz jaśniejsza i większa.
Sprawiała wrażenie, że zbliża się do niego
z wielką prędkością. Zafascynowany jej
blaskiem nie mógł od niej oderwać wzro-
ku. Światło to było jaśniejsze od słoń-
ca czy błyskawicy i piękniejsze od cze-
gokolwiek, co do tej pory widział. Kiedy
do niego dotarło, zorientował się, że nie
jest to żadna gwiazda, tylko żywa Osoba,
która emanuje niesamowitym światłem
nr 4-2004 •
5
Plik z chomika:
Carleyss
Inne pliki z tego folderu:
3_2007.pdf
(7395 KB)
2_2007.pdf
(6624 KB)
1_2007.pdf
(6296 KB)
Miłujcie się 5 2006.pdf
(7196 KB)
5_2006.pdf
(7196 KB)
Inne foldery tego chomika:
21 wiek
Factor X
Gazety wojenne
Gwiezdne wojny
Historia świata
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin