ROZDZIAŁ 2.doc

(59 KB) Pobierz
ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 2

 

Bar okazał się dość przytulny. Cicha, niedrażniąca wyczulonego ucha muzyka. Drewniane meble i zdobienia na ścianach. Zapach jedzenia, perfum i wody kolońskiej, zmieszany z potem. Katherine cieszyła się, że będąc wampirem nie przeszkadza jej ani wysoka, ani niska temperatura i tym samym jej organizm na nią nie reaguje. Już nawet nie pamiętała, jak się to czuje. Teraz zamiast wrażliwego, zmieniającego się ciała, posiadała nieskazitelną, niepodatną, wręcz martwą powłokę. Może i była piękna, ale nic poza tym.

Na szczęście potrafiła wykorzystać to, co miała w głowie. Przez tyle lat wiele przeszła, dzięki czemu nabrała doświadczenia i dużo się nauczyła. Wiedziała, że tego nikt jej nigdy nie zabierze.

-          Wszystko w porządku? – spytał Matt, zwinnie manewrując między stolikami. – Wydajesz się jakaś nieobecna.

-          Nie, wszystko dobrze. Naprawdę – odparła, ganiąc się w myślach za to, że nie trzyma się na baczności.

-          Skoro tak mówisz... Rozmawiałaś z Bonnie? Przyjdzie?

Wystarczyła krótka wymiana zdań, by Katherine poczuła niechęć do tego chłopaka. Po co te wszystkie pytania? Nie umie spokojnie udać się do celu, nie mówiąc przy tym ani słowa?

-          Powiedziała, że się zastanowi – odpowiedziała po chwili i jeszcze chciała coś dodać, lecz głos uwiązł jej w gardle.

Dochodzili właśnie do stołu bilardowego, nad którym pochylał się nie kto inny, jak Stefan. Właśnie przymierzał się do wbicia czarnej bili. Wampirzyca doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że mógłby to zrobić od ręki, lecz on jak zwykle starał się zachowywać pozory normalności. Nie dziwiło ją również to, że blondynka stojąca obok, nie mogła oderwać od niego wzroku. Nawet gdy jej chłopak pojawił się na horyzoncie. Z tego co zdążyła się zorientować, Caroline Forbes i Matt Donovan spotykali się ze sobą. Nie układało im się jednak dobrze i kwestią czasu pozostało ich rozstanie.

Katherine zatrzymała się po drugiej stronie stołu, by dokładnie przyjrzeć się młodszemu z braci Salvatore. Błękitna koszula z kołnierzykiem i guzikami opinała się delikatnie na jego klatce piersiowej i plecach, a podwinięte rękawy ukazywały silne przedramiona. Trzymał kij pewnie i z wyczuciem. Wampirzyca zdziwiła się, że po tylu latach pozostały jej wspomnienia wspólnie spędzonych chwil, kiedy te smukłe palce błądziły po jej ciele, próbując je rozgrzać. Włosy niegdyś porządnie ułożone, pozostawały teraz w kontrolowanym nieładzie, co dodawało mu chłopięcego uroku. Przemknęła wzrokiem po mocno zaznaczonej szczęce i pełnych usta, a potem zatrzymała się na oczach. Wbił właśnie bilę, wygrał grę, podniósł się i spojrzał na nią.

 

Chwila prawdy.

 

Uśmiechnęła się lekko i rzekła:

-          Cześć! Udało mi się wcześniej wyrwać.

Stefan podał kij Mattowi i podszedł do Katherine, która napięła mięśnie, czekając na to, co się stanie. Ten nieodgadniony błysk w jego oczach ją rozpraszał. Nie wiedziała, co oznacza i czy powinna się nim przejmować.

Popatrzył na nią uważnie, po czym szepnął, zatrzymując się tuż przed nią:

-          Stęskniłem się.

Ujął jej twarz w dłonie i zanim się zorientowała, pocałował ją. Nie spodziewała się tego, lecz i tak odruchowo odwzajemniła pieszczotę. Przerażało ją jednak to, jak jego dotyk działał na jej psychikę. Pojawił się kolejne wyrzuty sumienia i uczuć z nim związanymi.

 

-          O czym myślisz?

Katherine spojrzała na swojego towarzystwa. Leżał na plecach, oparty o stos miękkich poduszek.

-          O tobie – odpowiedziała po chwili.

Przyłożył do swojej szyi, gdzie widniał ślad po ugryzieniu. Na palcach zostało mu parę kropel krwi. Wampirzyca chwyciła jego dłoń i ją oblizała. Przecież nic nie powinno się zmarnować. Znów na nią spojrzał. W jego oczach dostrzegła coś smutnego. Wiedział, że jego ukochana kłamie. Nie myślała o nim, tylko o tym, jak wymknąć się do Damona, który już się zapewne niecierpliwił. Obaj bracia utrzymywali, że ją kochają. Obaj pragnęli jej na wyłączność, ale póki co nie żądali od niej, by wybrała. A na pewno nie wypowiedzieli tego na głos.

Czyżby się bali? Jej reakcji. Tego, że odejdzie i nie zostanie z żadnym z nich.

Zbliżyła się do Stefana i go pocałowała. Czuła jak jego serce zaczęło bić mocniej, tłocząc szybciej krew do całego organizmu. Pomimo tego, że już się nim pożywiła, wzmogło to jej apetyt. Wiedziała jednak, że nie powinna już dziś go wykorzystywać, bo zanadto osłabnie.

Przecież miała jeszcze Damona.

Odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Uśmiechnęła się i szepnęła:

-          Teraz zaśniesz i obudzisz się dopiero rano, przekonany, że byłam przy tobie całą noc. Słodkich snów, Stefanie.

Powieki chłopaka opadły i nie minęło nawet pięć minut, a usnął. Zawsze dziwiło ją, jak łatwo można kogoś oczarować, gdy ma się ku temu odpowiednie skłonności.

Podniosła się i szybko wyszła z pokoju, minęła kilka zamkniętych drzwi, aż w końcu otworzyła te na końcu korytarza.

Damon siedział w fotelu w rozpiętej, białej koszuli. Zerknął na nią i zerwał się na równe nogi.

-          Gdzie ty tak długo byłaś? – spytał.

-          Uwierz, nie chcesz znać odpowiedzi.

 

 

Stefan odgarnął włosy z jej twarzy i zapytał:

-          Napijesz się czegoś?

-          Nie, dziękuję. Może później – odparła, lekko oszołomiona pocałunkiem i wspomnieniami.

-          Eleno, wybrałaś w końcu temat na historię? – odezwała się nagle Caroline. – Jutro trzeba zrobić listę dla pana Saltzmana.

 

Czy oni naprawdę nie mają ciekawszych spraw do roboty, niż ciągłe pytania o głupoty? Niech lepiej zajmie się swoimi sprawami. Ciekawe, czy Elena też taka jest.

 

-          Nie, jeszcze się zastanawiam – odrzekła swobodnie Katherine. – Do jutra jeszcze dużo czasu.

Stefan objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Po chwili powiedział:

-          Myślałem, że zdecydowałaś się na opisanie historii miasta. Zaczęłaś już przecież zbierać materiały.

 

No to pięknie.

 

Poczuła, że Caroline, Stefana i Matt wbijają w nią wzrok. Obawiała się, że zaraz zauważą, że dziwnie się zachowuje. Chyba że Elena często też miewa takie odchyły.

-          A o to chodzi! Wszystko mi się pomyliło. Jestem dziś rozkojarzona, przepraszam – zaśmiała się.

-          Od razu mówiłem, że coś z tobą nie tak – zażartował Matt, ustawiając bile do kolejnej rozgrywki. – Kto gra?

Caroline pospiesznie chwyciła kij i wyszczerzyła się do chłopaka. Katherine chwyciła Stefana za rękę i pociągnęła w stronę stolika. Usiedli naprzeciwko siebie.

-          Stało się coś? – zapytał, nie odrywając od niej oczu. – Wyglądasz na spiętą.

-          Nie, naprawdę wszystko w porządku.

-          Widziałaś się z Damonem?

-          Nie, a czemu pytasz?

-          Podejrzewa, że w mieście jest inny wampir. Odbyło się spotkanie Rady Założycieli. Znaleziono kilka spalonych ciał. Nie są do końca pewni, ale nie chcą ryzykować kolejnej napaści, więc zamierzają urządzić polowanie.

Katherine powstrzymała się od wybałuszenia oczu ze zdziwienia. Damon i założyciele? Przecież to ogromne ryzyko!

 

Kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje.

 

No tak. Kolejna rzecz, której się od niej nauczył. Wiedziała, że miała na niego duży wpływ, ale nie spodziewała się, że aż taki.

-          To straszne – odparła w końcu. – Domyślacie się kto to może być?

-          Nie, ale zbadamy to.

Wampirzyca zaśmiała się w duchu, wyobrażając sobie ich małe śledztwa i to, jak oskarżaliby wszystkich wkoło, nie biorąc pod uwagę prawdziwego sprawcy. Jej.

-          Nie martw się. Nic ci nie grozi – rzekł Stefan i chwycił ją za rękę.

Na jego palcu lśnił znany jej pierścień z kamieniem lapis lazuli. Identyczny wisiał na jej szyi. Trzeci pewnie znajdował się u Damona.

-          Wiem – odrzekła, ściskając jego dłoń. – Słuchaj, ty u Damon rozmawialiście ze sobą? Tak bez przelewu krwi?

Stefan zmarszczył czoło i ze zdziwieniem odparł:

-          Przecież codziennie z nim rozmawiam. Faktycznie parę razy doszło do poważnych spięć, ale wiesz jak to z nim jest. Dziś akurat poszło bez problemu.

Westchnęła. Czyli wszystko wygląda jeszcze inaczej niż sądziła. Myślała, że w żadnej kwestii nie mogą dojść do porozumienia i że nie rozmawiają ze sobą, nie wszczynając kłótni. Jednak stojąc z boku, nie da się tego prawidłowo ocenić.

-          Wiesz, że pięknie wyglądasz? – spytał.

-          Wiem – zaśmiała się, przypominając sobie, ze kiedyś już tak na nią patrzył. Zupełnie na początku ich znajomości, gdy jeszcze nie wiedział, że jest wampirem. Spoglądał wtedy na nią z fascynacją, pożądaniem i uczuciem.

Jednak teraz spojrzenie to przeznaczone było dla Eleny. Nie dla Katherine.

-          Mam prośbę – zaczęła, a gdy skinął głową, kontynuowała – Czy moglibyśmy się wybrać do miejsca, w którym kiedyś mieszkałeś?

-          Po co? Przecież już tam byliśmy.

-          Chciałabym je zobaczyć raz jeszcze.

Stefan zamyślił się na chwilę. Katherine doszła do wniosku, że może to byłoby odpowiednie miejsce na wyznanie prawdy. Na dodatek łatwiej porozmawiać wpierw z samym Stefanem, a potem z Damonem.

-          Kiedy? – spytał.

-          Teraz.

-          No dobrze.

Salvatore zaczął podnosić się z krzesła, lecz wtedy rozległ się radosny, dziewczęcy głos.

-          Cześć! Już jestem.

Do stolika właśnie dotarła szczupła murzynka o dużych oczach.

Bonnie. Przyjaciółka Eleny.

Nim Katherine zdążyła się zorientować, dziewczyna objęła ją na powitanie. Wtedy przez ich ciała przeszedł dziwny prąd. Odskoczyły od siebie jak oparzone. Bonnie spojrzała na nią podejrzliwie, ale nic nie powiedziała.

-          Właśnie wychodzimy – oznajmił Stefan. – Ale tam są Matt i Caroline.

Katherine ich nie słuchała, gdyż właśnie drzwi baru się otworzyły i stanęła w nich Elena. Wampirzyca wiedziała, że musi działać bardzo szybko.

Ruszyła w stronę łazienki, mając nadzieję, że jest tam jakieś okno.

-          Gdzie idziesz? – spytał Salvatore.

-          Zaraz wrócę – odparła i zniknęła za drzwiami toalety.

Na szczęście, tak jak przypuszczała, odnalazła tam okno. Otworzyła je, wyskoczyła na zewnątrz i pędem puściła się przed siebie.

 

 

***

 

 

Idąc leśną ścieżką, Katherine zastanawiała się, co ją czeka. Doszła do wniosku, że może uznać swój plan za udany. Dobrze, że Elena się pojawiła, bo dzięki temu Stefan być może domyśli się, z kim wcześniej rozmawiał i uniknie tym samym przekonywania go do swojej tożsamości. Wątpiła, że nie skojarzy faktów. Wiedziała, że ani Stefan, ani Damon nie są głupi. Gdyby tak uważała, nie zwróciłaby na nich uwagi.

Teraz pozostawało jej czekać.

Zwolniła, gdy drzewa zaczęły się przerzedzać.

Była na miejscu.

Coś ścisnęło jej gardło. Coś nieokreślonego, czego od dawna nie czuła. Nie mogła przypasować go do konkretnego wydarzenia z przeszłości, ale na pewno już kiedyś go doświadczyła. Teraz dotarła do miejsca, którego obawiała się zobaczyć.

Rezydencja rodziny Salvatore, a raczej jej ruiny. Fragmenty pomników, fontann, kolumn, ławek i murów. Wszystko to oplatał zielony bluszcz. Zupełnie jakby chciał go zasłonić, by już nigdy nic nie przypominało o tamtych strasznych  wydarzeniach i o ich uczestnikach. Ale przecież nie da się o tym zapomnieć. Starała się wyrzucić je z umysłu, zepchnąć w jego najciemniejszy kąt, by nie zamęczał jej obrazami. Wszystkie starania poszły na marne.

Demony przeszłości nie dały o sobie zapomnieć.

 

 

Strzał. Jeden. Drugi.

Upadła w błoto obok ciał Damona i Stefana. Ich białe koszule właśnie nasiąkały krwią. Chciała im pomóc. Uratować zarówno ich, jak i siebie. Nie mogła się jednak poruszyć. Po całym organizmie rozprzestrzeniła się werbena, co odebrał jej całe siły.

Bracia Salvatore. Zawsze pełni młodzieńczej werwy i energii, leżeli teraz bezwładnie, wydając ostatnie tchnienie. Nagle Katherine poczuła na swoich skrępowanych dłoniach słaby dotyk. Zwróciła oczy ku Damonowi. Wbijał w nią zdezorientowany i wystraszony wzrok.

Bał się.

Umierał.

Myślał, że to koniec. Nie wiedział, że to, co go teraz czeka, może się okazać gorsze od śmierci. Zarówno on, jak i Stefan spożyli wcześniej jej krew, więc zaczną się przemieniać. Wtedy będą musieli dokonać wyboru. Albo się nie pożywią i naprawdę zginą. Albo też odwrotnie – wybiorą wieczne życie. Jeśli zdecydują się na drugą opcję, wiedziała, że Emily się nimi zajmie. Pomoże im. Oby tylko nikt się nie zorientował, że może dojść do tego, że i oni staną się wampirami. Wtedy założyciele na pewno dopilnowaliby, żeby się tak nie stało.

Wiedziała, że bracia będą mogli jeszcze walczyć. Że jeszcze mają szansę. Jednak kto uratuje ją? Czy dla niej jest jeszcze nadzieja?

Zdawała sobie sprawę z tego, że wyraz twarzy Damona i widok jego oczu, będzie ją prześladował do śmierci. Obojętnie czy nastąpi ona teraz, czy za setki lat.

Nagle ktoś chwycił ją brutalnie za ramiona i wrzucił do powozu. Drzwi się zatrzasnęły i nastała całkowita ciemność.

 

 

Dotknęła zabrudzonego marmuru, który był kiedyś częścią kolumny, podtrzymującej dach domu. Zupełnie jakby sądziła, że wyczyta z niego jakieś informacje lub wspomnienia. Niby wiedziała, co się działo po tamtej nocy, ale może okazałoby się, że jest coś , o czym nie miała pojęcia.

Nie doznała jednak żadnego olśnienia.

 

Przecież to tylko kamień.

 

Katherine wiedziała, że nie powinna myśleć w taki sposób. Wiele razy już zdziwiło ją, że z pozoru zwykłe rzeczy, mogą okazać się magiczne.

Nie powinna mówić tylko kamień, a aż kamień.

Nie tylko wspomnienia, a aż wspomnienia.

Nie tylko przebaczenie, a aż przebaczenie.

Ale dlaczego jej, Katherine Pierce, tak bardzo na tym zależało? Czemu pragnęła rozgrzeszenia od Stefana i Damona? Dlaczego tak bardzo ją to męczyło, że nie mogła myśleć o niczym innym?

Przysiadła na wyszczerbionej, kamiennej ławce pod jednym z potężnych drzew.

 

Co się z tobą dzieje? Kiedyś taka nie byłaś. Nie martwiłaś się o innych. Przejmowałaś się tylko swoim losem. A teraz co? Zależy ci na tym, żeby to się skończyło. Żeby ten dziwny ciężar, spoczywający na twoich barkach stał się mniej odczuwalny albo najlepiej, żeby zniknął całkowicie. Czemu potrafiłaś wytrzymać z tym tyle lat, a teraz musiałaś tu przyjechać? Co cię do tego skłoniło?

No tak. Właśnie to. Tyle czasu się męczyłaś, aż w końcu coś w tobie pękło.

Każdy ma swoje granice wytrzymałości. Nawet ty, Katherine.

 

Przetarła oczy i wytężyła słuch. Wiedziała, że Stefan się zjawi. Na tyle go znała. Nie odpuści sobie takiej okazji. Za długo na to czekał, by teraz ją zmarnować. Jednak nic nie usłyszała. Nic poza muzyką lasu. Szumem liści poruszanych przez wiatr. Pluskiem płynącej rzeki oraz dźwiękami wydawanymi przez zwierzęta. Nic, co mogłoby świadczyć o obecności innego wampira, czy też nawet człowieka.

Była całkiem sama.

Przymknęła powieki. Czuła się zmęczona. Zapewne ludzie zdziwiliby się, gdyby to usłyszeli, ale tak naprawdę czuła. Znużenie, rozbicie i niepewność. Zaśmiała się cicho. Coraz bardziej siebie zaskakiwała. A myślała, że to niemożliwe. Nie sądziła, że kiedyś zabraknie jej sił i pewności siebie.

 

To się źle skończy.

 

Katherine drgnęła niespokojnie, a potem zamarła. Do jej uszu dotarły jakieś niewyraźne głosy, które z każdą sekundą robiły się coraz głośniejsze i klarowniejsze. Podniosła się i schowała za potężnym pniem drzewa. Przylgnęła do niego tak bardzo, jakby się chciała w nim schować. A wszystko to przez to, że zbliżały się do niej dwie osoby.

Stefan i Damon.

Miała nadzieję, że młodszy Salvatore zdecyduje się przybyć sam, a nie z bratem, który stara się zatruć mu życie.

-          Dziwię się Elenie, że nie potraktowała cię porządną dawką werbeny za to, że nie rozróżniasz jej od innej dziewczyny.

-          Damonie, przestań.

-          Ale niby czemu? Przecież taka prawda. Rozmawiałeś, całowałeś się z nią i nie zorientowałeś się, że to nie ona?

-          Wiesz, że Elena wygląda jak Katherine.

-          Ale Katherine tutaj nie ma.

-          To kto to był?

-          Nie wiem, ale to co opowiadasz jest bardziej naciągane niż niejeden telewizyjny tasiemiec.

-          Jeśli mi nie wierzysz, to po co przyszedłeś ze mną?

-          Żeby mieć powód, by sprać ci skórę, jeśli przyszedłem tu na marne. Uwierz, że tym razem nie będę miał żadnych skrupułów.

-          Ty nawet nie wiesz, co to skrupuły.

-          Ja chociaż rozróżniam od siebie ludzi. No i co? Gdzie masz pseudoElenoKatherine?

 

Katherine wychyliła się lekko za drzewa. Bracia stali kilkanaście metrów dalej. Rozglądali się wkoło. Przez chwilę wydawało się jej, że coś zabiło jej w piersi na widok Damona. Ale przecież to niemożliwe. Jej serce jest martwe. Nigdy nie biło. Nawet przed przemianą. Jednak teraz działo się z nią coś dziwnego. Patrząc na wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę o jasnych oczach i ciemnych, niesfornych włosach, ubranego w dopasowane spodnie i skórzaną kurtkę, czuła jakby coś w niej pękało. Znów przypomniała sobie wyraz jego twarzy przed śmiercią. Był wtedy taki wystraszony. Teraz nie dało się w nim doszukać nawet krzty obawy. Jego wzrok wydawał się pewny, stanowczy, wręcz prowokujący.

-          Mogę już szukać kołka na ciebie? – spytał Stefana, który z niepokojem przyglądał się otoczeniu. – Nie chcę tracić więcej czasu. Długo wytrzymywałem twoje melancholijno-sentymentalne odchyły. Nawet mnie to bawiło, ale teraz już przegiąłeś.

Katherine pragnęła cofnąć czas i nie wchodzić do Mystic Grill, nie podawać się za Elenę. Teraz nie musiała stawiać im czoła.

-          To była Katherine – rzekł stanowczo młodszy z braci.

-          Katherine nie żyje. Nie wiem, jak dla ciebie, ale dla mnie zmarła po tym jak okazało się, że nie ma jej w grobowcu.

Zabolało. Nie wiedziała, że słowa mogą ranić. Nigdy tego nie doświadczyła, choć chodziła już tyle lat po świecie.

Nie miała wyjścia. W końcu nadszedł odpowiedni moment. Wyszła zza drzewa i rzekła:

- Bracia Salvatore! Co za niespodzianka!

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin