Tristan i Izolda Akt 3.txt

(19 KB) Pobierz
00:09:07:Hej, Gorwenal!
00:09:09:Słuchaj, Gorwenal...
00:09:12:Słuchaj, przyjacielu...
00:09:16:Nie budzi się?
00:09:32:Obudzi się...
00:09:42:ale tylko po to,|by odejć na zawsze.
00:10:06:Chyba że wczeniej zjawi się|uzdrowicielka.
00:10:15:Tylko ona może go uratować.
00:10:35:Nic tam nie widać?
00:10:41:Nic nie płynie po morzu?
00:10:52:Usłyszałby innš melodię:|najbardziej radosnš, jakš znam.
00:11:03:Powiedz mi szczerze,|stary przyjacielu...
00:11:09:Na co cierpi nasz pan?
00:11:17:Lepiej o to nie pytaj.
00:11:27:Nigdy tego nie zrozumiesz.
00:11:32:Wypatruj uważnie statku.
00:11:39:Graj radonie,|gdy tylko się pojawi.
00:12:08:Morze jest puste!
00:13:28:Ta stara melodia...
00:13:35:Dlaczego mnie budzi?
00:13:42:Gdzie jestem?
00:13:45:Och, ten głos! Jego głos.
00:13:51:Tristanie! Panie!
00:13:54:Mój bohaterze! Mój Tristanie!
00:14:02:- Kto mnie woła?|- Nareszcie!
00:14:05:Nareszcie! Życie... życie...
00:14:09:Słodkie życie...
00:14:13:nareszcie przywrócone|mojemu Tristanowi.
00:14:21:Gorwenal... To ty?
00:14:27:Gdzie byłem?
00:14:32:Gdzie jestem?
00:14:40:Gdzie jeste?
00:14:42:Wolny i bezpieczny... spokojny.
00:14:47:To Kareol, panie.
00:14:52:Nie poznajesz twierdzy|swoich przodków?
00:14:58:Moich przodków?
00:15:03:Rozejrzyj się dookoła.
00:15:07:Co tak gra?
00:15:15:Usłyszałe ponownie|pień pasterza.
00:15:23:Pilnuje twojego stada|na pastwiskach.
00:15:32:Mojego stada?
00:15:38:Oczywicie, panie.
00:15:41:To twój dom, twój dziedziniec,|twój zamek!
00:15:46:Lud, wierny swemu panu,
00:15:52:dbałjak najlepiej umiał|o twój dom i posiadłoć.
00:16:00:Kiedy mój bohater|wyjeżdżał w dalekie krainy,
00:16:04:ofiarował całš swojš ojcowiznę
00:16:08:swoim poddanym,|swojemu ludowi.
00:16:19:Do jakich krain?
00:16:25:Do Kornwalii.
00:16:29:Tam mój bohater Tristan,|odważny i radosny,
00:16:38:szlachetnymi czynami|zdobył sławę i fortunę.
00:16:51:Jestem w Kornwalii?
00:16:57:Nie: w Kareol!
00:17:10:Jak się tu dostałem?
00:17:14:Jak? Jak się dostałe?
00:17:18:Na pewno nie przyjechałe konno.
00:17:21:Przypłynšłe statkiem.
00:17:26:Niosłem cię na tych ramionach:|sš doć szerokie.
00:17:31:Przeniosłem cię przez plażę.
00:17:40:Teraz jeste w swoim domu,|na swojej ziemi.
00:17:51:Na prawdziwej swojej ziemi!
00:17:56:W swojej ojczynie,|wród cudownych łšk,
00:18:02:w promieniach słonecznych.
00:18:07:Tu wyleczysz rany
00:18:13:i unikniesz mierci.
00:18:45:Tak mylisz?
00:18:50:Ja wiem co innego,
00:18:56:lecz nie mogę ci powiedzieć.
00:19:10:Tam, gdzie się obudziłem,
00:19:20:nie istniałem już.
00:19:28:Lecz nie mogę ci powiedzieć,
00:19:38:gdzie byłem.
00:19:48:Nie widziałem słońca,
00:19:56:ani ziemi, ani ludu...
00:20:08:Nie mogę także ci powiedzieć,
00:20:17:co ujrzałem.
00:20:29:Byłem tam,
00:20:36:gdzie zawsze istniałem;
00:20:45:tam, dokšd powrócę na zawsze.
00:20:53:W wielkim królestwie|nocy wszechwiata.
00:21:08:Tam znane nam jest tylko jedno:
00:21:23:boski absolut,|wieczne zapomnienie.
00:21:47:Jakże ta wiedza|mogła mi umknšć?
00:21:57:Przywołane pragnienia:
00:22:04:czy to one mnie sprowadziły|ponownie w wiatło dnia?
00:22:21:Jedyna rzecz,|jaka we mnie pozostała,
00:22:28:to goršca, pełna pasji miłoć.
00:22:35:Ona mnie wygnała|z ekstatycznych objęć mierci,
00:22:42:bym znowu ujrzał wiatło.
00:22:47:To wiatło,|zdradzieckie i olepiajšce,
00:22:53:znowu mieni się dla ciebie,|lzoldo!
00:23:00:lzolda jest ponownie|w królestwie wiatła.
00:23:10:lzolda pozostaje w blasku dnia.
00:23:20:Jak wielkie jest pragnienie...
00:23:24:Jak wielki jest niepokój.
00:23:27:Pragnienie ujrzenia jej!
00:23:34:Usłyszałem, jak brama mierci
00:23:39:z hukiem się za mnš zamyka.
00:23:44:Teraz stoi znowu otworem,
00:23:49:gdyż wyłamały jš promienie słońca.
00:23:54:Muszę wyrwać się z nocy,
00:24:00:z oczyma szeroko otwartymi|na wiatło.
00:24:05:By szukać jej... ujrzeć jš...|odnaleć...
00:24:11:Tylko w niej mogę się zatracić,|mogę zniknšć!
00:24:19:Tristan będzie mógł|zgasnšć i odejć.
00:24:27:Całego mnie ogarnia|szalony niepokój dnia,
00:24:34:blady i przerażajšcy.
00:24:38:Jego błyszczšca i mylšca gwiazda
00:24:43:popycha mój umysł|do kłamstwa i urojeń.
00:24:50:Bšd przeklęty, dniu,|ze swoim wiatłem.
00:25:00:Czy zawsze będziesz czuwać,|by mnie nękać?
00:25:08:Czy zawsze płonšć będzie|ta pochodnia,
00:25:15:która nawet nocš|trzyma mnie z dala od niej?
00:25:21:Ach, lzoldo!
00:25:24:Słodka lzoldo!
00:25:28:Kiedy wreszcie...|powiedz... kiedy...
00:25:37:zgasisz pochodnię,|by zapowiedzieć szczęcie?
00:25:45:Kiedy zganie wiatło?
00:26:13:Kiedy w tym domu|zapadnie zmierzch?
00:26:27:Czekam teraz wraz z tobš|na kobietę,
00:26:32:której kiedy rzuciłem wyzwanie,|będšc twoim wiernym towarzyszem.
00:26:38:Uwierz mi: dzi ujrzysz jš tu.
00:26:43:Mogę cię w taki sposób pocieszyć,
00:26:52:o ile ona nadal żyje...
00:27:03:wiatło jeszcze nie zgasło.
00:27:16:Nie zapadła jeszcze noc.
00:27:24:lzolda żyje...
00:27:33:i czuwa,
00:27:37:gdyż to ona wywołała mnie z nocy.
00:27:49:Skoro ona żyje, to pozwól mi|przywrócić ci nadzieję!
00:27:56:Nawet jeżeli Gorwenal|wydaje się głupcem,
00:28:00:nie powiniene|skarżyć się dzi na niego.
00:28:09:Leżałe bez życia od dnia,
00:28:13:w którym przeklęty Melot cię zranił.
00:28:22:Jak wyleczyć tak okropnš ranę?
00:28:28:Mimo iż jestem|prostym człowiekiem,
00:28:32:pomylałem,|że ta, która pewnego dnia
00:28:39:zaleczyła rany|zadane ci przez Morolda,
00:28:43:łatwo wyleczy rany|od miecza Melota.
00:28:50:Szybko znalazłem najlepszš|uzdrowicielkę.
00:28:56:Posłałem do Kornwalii|zaufanego człowieka,
00:29:02:by lzoldę przywiózł tu do ciebie.
00:29:16:lzolda płynie!
00:29:28:O, wiernoci!
00:29:32:Szlachetna wiernoci!
00:29:51:Gorwenal, mój drogi przyjacielu.
00:29:56:Niezłomny i wierny przyjacielu.|Jak mam ci dziękować?
00:30:02:Byłe mi tarczš i strażnikiem,|w bitwie i każdej walce.
00:30:07:Na dobre i na złe...|Zawsze gotów u mego boku.
00:30:13:Nienawidziłe tych,|których ja odrzucałem...
00:30:21:Kochałe tych,|którzy byli mi bliscy.
00:30:31:Kiedy wiernie służyłem Markowi,
00:30:37:byłe dla niego cenniejszy niż złoto.
00:30:47:Gdy musiałem zdradzić|szlachetnego pana,
00:30:51:chętnie wypowiedziałe mu służbę.
00:30:54:Nie należałe nigdy do siebie,|lecz do mnie.
00:31:01:Cierpisz wraz z moim cierpieniem.
00:31:09:Lecz nie możesz teraz odczuwać
00:31:16:tego, na co cierpię.
00:31:22:Okropne pragnienie,|które spala mš duszę.
00:31:27:Niszczycielski ogień,|który mnie trawi!
00:31:31:Poznałby go,|gdybym umiał to nazwać.
00:31:35:Gdyby to zrozumiał,|pobiegłby na wieżę
00:31:42:i niecierpliwie przeszukiwał|wzrokiem horyzont.
00:31:48:To miejsce, gdzie pojawiš się|napięte żagle prowadzšce jš do mnie.
00:31:53:Miejsce, gdzie płynie do mnie lzolda|płonšca z wielkiej miłoci.
00:32:05:Nadpływa!|Przypływa dumnie i szybko.
00:32:10:Bandera łopocze na maszcie.
00:32:13:Okręt! Okręt!
00:32:17:Przemyka między rafami...|Nie widzisz go?
00:32:24:Gorwenal!
00:32:28:Nie widzisz go?
00:33:00:Nie widać żadnego statku.
00:33:36:Czy muszę cię słuchać,
00:33:46:stara, uroczysta melodio?
00:33:57:Nuto pełna lamentu?
00:34:16:Pewnego wieczoru, powietrze|przeszywały takie same dwięki,
00:34:29:gdy powiadamiała syna|o mierci ojca...
00:34:46:W dziwnej i surowej|szaroci poranka
00:35:00:zawiadomiła syna o losie matki.
00:35:20:Ojciec poczšł mnie i zmarł,
00:35:29:matka za umarła,|wydajšc mnie na wiat.
00:35:41:Ta sama żałobna nuta|starej pieni
00:35:51:rozbrzmiewała dla nich w powietrzu.
00:36:02:Wówczas pytała mnie...
00:36:06:i pyta nadal:
00:36:10:jaki los mi przypisano|w chwili narodzin?
00:36:22:Jaki los?
00:36:34:Ta stara melodia powtarza|to pytanie:
00:36:50:pragnienie...
00:37:03:...i mierć.
00:37:14:Nie! Nie! To nie tak!
00:37:21:Pragnienie... pożšdanie!
00:37:28:Umrzeć z pożšdania,
00:37:34:a nie pożšdać mierci!
00:38:08:Niemiertelna melodia
00:38:15:wzywa obecnie uzdrowicielkę,
00:38:24:by zapewniła jej pokój mierci.
00:38:48:Gdy leżałem milczšco|i bez tchu w łodzi,
00:38:56:z truciznš z rany|okalajšcš moje serce,
00:39:03:zabrzmiała płaczliwie|ta sama melodia.
00:39:12:Wiatr wypełnił żagle,
00:39:19:kierujšc mnie do córki lrlandii.
00:39:35:Ranę, która sama wyleczyła,
00:39:40:chciała mieczem ponownie|rozpłatać...
00:39:45:Lecz miecz wypadł z jej dłoni.
00:39:51:Podała mi do wypicia trujšcy napój.
00:39:55:Mylałem,|że będę całkiem uleczony,
00:40:00:lecz los rzucił mi najgorsze wyzwanie:
00:40:07:nigdy nie umrę,
00:40:15:lecz będę cierpiał|wieczne katusze.
00:40:25:Napój! Magiczny napój!|Okrutny napój!
00:40:35:Z serca przedostał się|brutalnie do umysłu.
00:40:40:Nie ma nań leku, a słodka mierć
00:40:44:nigdy nie wybawi mnie|z bolesnego pożšdania.
00:40:52:Nie zaznam nigdy spokoju,|w żadnym miejscu.
00:40:57:Noc mnie odrzuca|i odsyła do dnia,
00:41:02:by słońce mogło upajać się|mojš mękš.
00:41:18:O, palšce promienie słoneczne!
00:41:23:Jak mocno wasz ogień|trawi mój umysł.
00:41:30:Nie ma cienia,|który dałby mi schronienie
00:41:38:przed niszczycielskim goršcem.
00:41:43:Jaki balsam dałby mi ukojenie
00:41:47:przy tak okropnych cierpieniach?
00:41:52:Ten napój magiczny,|który skazał mnie na cierpienia...
00:41:58:ja sam...|ja sam go przygotowałem!
00:42:11:Niepokój mojego ojca...
00:42:15:Cierpienie mojej matki...
00:42:22:Łzy miłoci...
00:42:26:Wieczny miech i płacz...
00:42:30:Pożšdanie i rany...
00:42:36:Oto trujšce składniki|magicznego napoju!
00:42:43:Napoju, który sam przyrzšdziłem|i który został mi podany.
00:42:50:Pewnego dnia wypiłem go|małymi łyczkami.
00:43:00:Niech będzie przeklęty|ten okropny napój!
00:43:22:Przeklęty ten, kto go przyrzšdził!
00:43:30:Panie mój! Tristanie!|Przerażajšce zauroc...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin