00:00:01:movie info: XVID 576x432 23.976fps 349.8 MB|/SubEdit b.4043 (http://subedit.prv.pl)/ 00:00:39:Mamo. 00:00:40:Nie. 00:00:41: Umieramy z glodu. 00:00:42: Czekamy na twojego ojca. 00:00:44:-Wystygnie nam. | - Czekamy na twojego ojca. 00:00:46: Czekamy wiecznie. 00:00:47: Wcale nie wiecznie. 00:00:48:Wiecznie. Godot wlasnie tu byl. 00:00:50:Powiedzial �nie bede czekal na Richarda�, wzial bulke i wyszedl. To juz trwa wieki. 00:00:53:Kiedy zbieramy sie jako rodzina, jemy jak rodzina. 00:00:55:Nie jemy na zmiany � wiesz o tym i Richard tez na pewno o tym wie. 00:00:58: Kiedy w ogole kupil ten stary samochod? 00:01:00: Kilka okropnych tygodni temu. 00:01:02: A co sie stalo z jego pasja malowania farba olejna? 00:01:04: Ach, znasz ojca. Kiedy nie mogl pokonac Cezanne�a, przestal sie tym interesowac i kupil ten samochod. Lorelai! 00:01:10: Mamo, to nie kolacja, tylko moje prywatne zasoby. 00:01:12:To jedzenie, a my nie jemy. 00:01:15: Wiesz, jestes powiazana Konwencja Genewska, matko, jak kazdy inny. 00:01:19:Hej, nikt mi nie powiedzial, ze to piatek na luzie. 00:01:21: Witam wszystkich. Nie zaczeliscie jeszcze? 00:01:22: Oczywiscie ze nie, czekamy na ciebie. Myslalam, ze juz prawie konczyles. 00:01:25: No tak, ale ten samochod rzadzi sie swoimi prawami. Kiedy juz mialem isc, zaczal sikac na mnie czyms zielonym. 00:01:30: Fuj. 00:01:31: Wlasnie, fuj. No, zaczynajcie. 00:01:33: Nie ma sensu na mnie czekac. 00:01:34: Super! 00:01:35:- Stoj! | - Gomer powiedzial! 00:01:36: Zaczekamy na ciebie, Richard. Przez trzydziesci piec lat nie zaczelam kolacji bez ciebie, chyba ze nie bylo cie w miescie albo byles powaznie chory. 00:01:42:Elsa, zabierz wszystko i podgrzewaj! A teraz prosze idz na gore i przygotuj sie, zebysmy mogli sie cieszyc mila rodzinna kolacja...razem. 00:01:50: Zaraz wracam. 00:01:51: Zaraz, tato, czyli zaraz. 00:01:53: Wlasciwie przebieraj sie w drodze na gore. 00:01:55:I wez prysznic wojskowy � szybkie namydlenie, szybkie splukanie, bez pozowania! Glodne. 00:01:58: Gilmore Girls odc. 2.18 00:02:01: BACK IN THE SADDLE AGAIN 00:02:59:Hej. Gdziekolwiek? 00:03:00: Gdzie chcecie. 00:03:04: Moze sie pan przeniesc? 00:03:05:Slucham? 00:03:06: Gdzie chcecie, ale gdzie nie ma ludzi. 00:03:07: Och, jakbym czytala w myslach. 00:03:09:Zartowalam. Hmm, zabawne. 00:03:12: Co? 00:03:13: Cos tu sie zmienilo, cos jest inne. 00:03:16: Niemozliwe. 00:03:17: Nie, przysiegam, cos sie zmienilo. 00:03:19: Wiesz, bardzo by mnie zawiodla zmiana tutaj. 00:03:21:Czemu jestes tak przeciwna zmianom? 00:03:23: Bo wiekszosc z nich jest do kitu. 00:03:24:Prawda. 00:03:25: Uch! Tablica! 00:03:26: Co z nia? 00:03:27: Specjalny omlet Luke�a. To nowe. 00:03:30:Nowa specjalnosc? Odkad sie urodzilam byl nia czterokawalkowy tost francuski! 00:03:35: Musisz pozwolic mu odejsc, kochanie. 00:03:36: Co wam podac? 00:03:37: Masz nowa specjalnosc. 00:03:38: Mam. 00:03:39: Fajnie. Co to za omlet? 00:03:41:- Nie spodoba ci sie. | - Skad wiesz? 00:03:42: Bo jesz tu od lat i wiem, co lubisz, a tego nie polubisz. 00:03:44:: Mozesz mi chociaz powiedziec co to jest? 00:03:45: Dobra. Trzy jajka z kawalkami bekonu. 00:03:47: Lubie bekon. 00:03:48:- Pomidorami w kostke. | - Brzmi niezle. 00:03:49: Serem szwajcarskim i szczypta oregano. 00:03:51: A wiec szczypta. 00:03:52: Mam jeszcze innych klientow. 00:03:53: Poprosze specjalny omlet. 00:03:55: Z bekonem z boku. 00:03:56: Bekon jest w omlecie. 00:03:57:- Och, wiec pominmy go. | - Bekon z boku? 00:03:58:Bekon w omlecie. 00:03:59: Bez bekonu. 00:04:00: Moge prosic o ser Jack? 00:04:01:- Z boku? | - Zamiast szwajcarskiego, szwajcarski jest taki zylasty. 00:04:03: Dobra, ser Jack. 00:04:05: I chyba mam uczulenie na oregano, wiec tez bez tego i kawe prosze. 00:04:08: Wiec tylko jajka, pomidory i ser Jack. 00:04:11: Nie za duzo pomidorow. 00:04:12:- Malo pomidorow. | - Bardzo malo, tylko odrobinke, prawie wcale. 00:04:16: Pomijam pomidory. Omlet z serem Jack. 00:04:18:Idealnie. 00:04:19:- Zrobilas to celowo. | - Co? 00:04:20: Dla mnie francuski tost. 00:04:24: To bylo okrutne. 00:04:25: Wiem. 00:04:26:Patrz jak ciezko pracowal nad tym znakiem i wszystkim. 00:04:29:Patrz na pismo, takie precyzyjne, pelne determinacji. Skupiony Luke. 00:04:34: To pismo Jessa. 00:04:35: Powaznie? Skad znasz jego pismo? 00:04:37: Och, no, raz pozyczylam mu ksiazke a on cos w niej napisal. 00:04:40: Zniszczyl twoja ksiazke? 00:04:42:Nie, nie zniszczyl. Pisal na marginesach, mysli i takie tam. 00:04:45: Jakie, zagraj w kosza, zjedz kanapke � takie cos? 00:04:48: Nie, takie marginesowe mysli. Ludzie jak Mark Twain pisali na marginesach. 00:04:53: Poplyn lodka parowa, napisz Huckleberry Finna? 00:04:55: Niewazne. 00:04:56: Nie, nie, pisanie na marginesach jest na pewno bardzo powszechne. 00:04:59:Och, hej, nie mowilas, ze Dean bedzie jadl z nami. 00:05:00: Dean? 00:05:01: Czesc. 00:05:04: Co tu robisz? 00:05:05: Wpadlem sie przywitac. 00:05:06: Skad wiedziales, ze tu jestesmy? 00:05:07: Zawsze tu jestescie. 00:05:08: Nie zawsze. 00:05:10: Uch, zjesz z nami, Dean? 00:05:13:- Co? | - Moge? 00:05:14: Tak. Och, tak, nie musisz pytac. 00:05:20: Hej, jest nas troje. 00:05:21: Umiem liczyc. Zjesz cos? 00:05:22:Jasne, tak, chyba poprosze omlet specjalny. 00:05:25: Namowilas go na to? 00:05:26: Nie! 00:05:27: Jasne. Nawet nie wiesz, co w nim jest. 00:05:29: Nie jestem wybredny. 00:05:30:- Wiec odeslesz go, kiedy go zrobie? | - Nie. 00:05:31: Jasne. Wroce, kiedy bede mial na to czas. 00:05:35: O co chodzi? 00:05:36: To chyba twoje zachowanie, koles. 00:05:42: Wszyscy zrozumieli material? 00:05:44: Chyba tak. 00:05:45: Och, mielismy to czytac? 00:05:47:Tak, to dlatego siedzielismy cicho przez ostatnie dziesiec minut. 00:05:50: Myslalam, ze to czas na modlitwe czy cos. 00:05:52: Niezle. 00:05:53: Ja wciaz czytam. 00:05:54:Co? 00:05:55: Czytam powoli, zeby nic nie przegapic. 00:05:56:To nie Bhagavad Gita, Madeline. To proste instrukcje na temat targow biznesu. 00:06:00: Ktos nie mysli milo o Elbie. 00:06:02: Co to ma znaczyc? 00:06:03: To, ze to Rory przewodzi ta grupa, Napoleonie, nie ty. 00:06:06: Przepraszam przywodco? Chcesz przewodzic, bo my tu mamy anarchie. 00:06:09: Po prostu dobrze sie bawie. 00:06:10: Czesc, to chyba moja grupa. 00:06:12: Brad, hej. 00:06:14: Och, pamietasz mnie. 00:06:15: Jasne ze tak. 00:06:16:Fajnie. 00:06:17: Wiec wrociles do Chilton? 00:06:18: Och, tak. Moj psychiatra przekonal rodzicow, ze powinienem stawic czola lekom zamiast od nich uciekac, moj rabin sie zgodzil, wiec jestem. 00:06:25: Milo cie znowu widziec. Siadaj. 00:06:32: Paris. 00:06:36:Ma na imie Paris, prawda? 00:06:37: Brad, wprowadze cie w temat. Za trzy tygodnie mamy w szkole targi biznesu. 00:06:41:Kazda grupa musi wymyslic produkt konsumencki kierowany do uczniow liceum. 00:06:44: Ekstra. 00:06:45:Wiec wybieramy produkt, robimy jego prototyp, potem wykorzystujemy wirtualne milion dolarow na produkcje masowa, handel i dystrybucje i wszystko to prezentujemy na targach. 00:06:54: Super. 00:06:55: Hej Brad? Twoje wystrzalowe wtracenia sa naprawde w deche, ale mamy malo czasu, wiec przystopuj. 00:07:00: To tyle. Za dwa dni znowu sie zbieramy i wysluchamy propozycji na produkt. 00:07:03: Koniec zajec? 00:07:05: Hej hej hej, nie ustalilismy nawet doradcow. 00:07:07: A tak. Mamy poprosic rodzica, ktory pracuje w biznesie, zeby nam doradzal. Ktos kogos ma? 00:07:12: Moj tata ma problemy z terminem az do konca swiata. 00:07:14:- Wiec nie Chip. | - Moj tata jest przez miesiac w Hong Kongu, 00:07:16:ale moze z nami rozmawiac przez video-konferencje, jesli bedzie trzeba. 00:07:18:- Wiec nie Paris. | - Moj tata podrozuje. 00:07:20: Moj tata jest w sadzie przez nastepne szesc tygodni. 00:07:22:- Prawnik? | - Oskarzony. 00:07:23: Nie bedziemy tego sledzic. 00:07:24: I tak nie wiem, co on robi. 00:07:26: A niczyja mama nie pracuje? 00:07:27:Pracujace mamy to lata dziewiecdziesiate. 00:07:29: Moja mama pracuje. Jest kustoszem w Hartford Natural Museum. 00:07:32: Potrzeba nam doswiadczonych doradcow biznesowych, Brad�nie kogos, kto upozowuje martwe zwierzaki. 00:07:37: A twoja mama? 00:07:38: Moja mama? 00:07:39: Tak, racja. Ona prowadzi hotel. 00:07:40: Hotelik i to maly. 00:07:42: To i tak biznes. 00:07:43: Musi prowadzic ksiegi i reszte, nie? 00:07:45:Tak, ale to bardzo male ksiegi. 00:07:46: Hej, to zaden ideal, ale lepsza opcja niz mama Brada, wypychacz bawolow. 00:07:51: Ona nie wypycha zwierzat. To taksydermia. 00:07:54: Kim jest ten rabin, ktory polecil ci powrot? 00:07:56:Daj mi adres, pojde do niego i go pacne jednym z nich. 00:07:58: Okay, spokojnie. Moja mama chyba nie jest dla nas odpowiednia. 00:08:01: Jest naszym jedynym wyjsciem, wiec musisz zrobic wszystko, zeby to sie powiodlo, inaczej moze nie powinnas byc przywodca grupy. 00:08:05: Coup d'�tat, jak fajnie. (zamach stanu) 00:08:08: Nie ma coup d'�tat. Zapytam ja. 00:08:10: To dobrze. 00:08:14: Trzydziesci, trzydziesci jeden, trzydziesci dwa. . . 00:08:15: Sookie, patrz! 00:08:17:Trzydziesci trzy, trzydziesci cztery, trzydziesci piec, nie moge patrzec, robie bezy, trzydziesci siedem, to czysta matematyka. 00:08:21: Masz przesylke! 00:08:22: Trzydziesci dziewiec, musze liczyc, czterdziesci, nie moge prze-mieszac. 00:08:25: To chyba twoje zaproszenia na slub! 00:08:27: Dawaj! Ochh, chce je zobaczyc! Och, pokochasz je. 00:08:32:Sa perlowe z taka piekna lawendowa wstazka - . . . 00:08:35: Bede ich dusic az mozg wyplynie im uszami. 00:08:39: Co, sa piekne. 00:08:41: Imie, spojrz na imie. 00:08:42: Slub jego corki. . . 00:08:43:Susie St. James. 00:08:44: Kim jest Susie St. James? 00:08:46:- To chyba ty. | - Co mam zrobic? 00:08:48:- To mozna zmienic. | - Nie, poza tym trzeba je wyslac w tym tygodniu. 00:08:50: Zaraz do nich dzwonimy. 00:08:51: Nie jestem Susie. 00:08:53: Dzien dobry, co za...
Obi