BONES
fanfiction
Charlotte
Doktor Temperance Brennan siedziała przy biurku w swoim gabinecie i wpatrywała się w ekran monitora. Przed jej oczami widniała strona z niedokończonym rozdziałem jej kolejnej książki. Ktoś wszedł do pomieszczenia. Nie musiała nawet się odwracać, doskonale znała odgłos tych kroków. W końcu prawie czteroletnia współpraca pozwoliła jej bardzo dobrze go poznać.
- Hej Bones! - powiedział wesoło agent Seeley Booth i posłał jej czarujący uśmiech.
- Witaj Booth - odpowiedziała i zamknęła folder na swoim laptopie po czym wyłączyła sprzęt.
- Zbieraj się. mamy kolejną sprawę.
- Już idę. Co tym razem? - zapytała gdy opuścili jej gabinet i szli przez laboratorium.
- Bones, kości jak zwykle...
Posłała mu lodowate spojrzenie i dodała:
- Tego mogłam się sama domyśleć, a jakieś szczegóły?
- Gdybym znał je, nie musiałabyś tam teraz ze mną jechać. Proszę - otworzył drzwi swojego SUVa i gestem zaprosił swoja partnerkę do środka.
- Wiesz co.
- Co? - zapytał i usiadł za kierownicą.
- Zapomnij - odpowiedziała i skrzyżowała ręce na piersi. agent popatrzył na nią i powiedział:
- I tak wiem, że mnie kochasz.
Następnie odpalił silnik i ruszyli.
--
Reszta drogi upłynęła w ciszy. Bones nie odezwała się do Bootha po tym wyznaniu, tylko beznamiętnie wpatrywała się w krajobraz mijający za szybą. Nie wiedziała jak miała się zachować. Nie wiedziała również czy jej partner powiedział to na serio czy tylko żartował. To nie ona została wyposażona w szósty zmysł jaki posiadał Booth, a który nosił nazwę ''stany emocjonalne Bones''. To Booth zawsze wiedział czy coś ją martwiło, czym się zadręczała. Potrafił czytać z niej jak z otwartej książki. Wiedział, że jest trochę ''nieprzystosowana'' do działania w grupie i zamknięta w sobie jeśli chodzi o uczucia. A mimo to wyskoczył z takim tekstem.
Booth tymczasem zastanawiał się czy nie pozwolił sobie na zbyt duże posunięcie. Już od jakiegoś czasu był pewny, że czuje coś do swojej partnerki. I to na pewno nie była tylko przyjaźń. Skrycie pragnął, by ona czuła to samo. Nie chciał jednak naciskać. Chciał na nowo odbudować zaufanie, które zostało nadszarpnięte jego fikcyjną śmiercią. Nie chciał, by cierpiała. - Jesteśmy na miejscu - powiedział Booth zatrzymując się i wysiadając z samochodu. Bones wzięła swoją torbę i poszła w jego ślady.
- Ale to jest las. Booth, gdzie my jesteśmy? Nie widzę innych agentów, ani policyjnych techników.
- Bo są z drugiej strony tego gąszczu.
- To czemu nas tam nie ma?
- Bo chciałem najpierw z Tobą porozmawiać - powiedział agent i oparł się plecami o służbowe auto.
- Booth, proszę...
- Bones, ja wiem, że nadal jesteś...że masz mi za złe to co się wydarzyło parę tygodni temu.
- Przecież już wszystko sobie wyjaśniliśmy... - zaczęła, ale agent jej przerwał.
- Tak, ale mam wrażenie, że nie jest tak jak było kiedyś. Nie jest normalnie.
- Z nami nigdy nie było normalnie - powiedziała Brennan, a lekki uśmiech pojawił się na twarzy jej partnera.
- Po części masz rację. Ale mimo to ja chciałem Cię jeszcze raz przeprosić. Przeprosić za...
- Nie musisz mnie za nic przepraszać - przerwała mu - już wszystko zrozumiałam i cieszę się że znowu razem pracujemy, że...znowu tu jesteś - zawahała się, ale po chwili podeszła i przytuliła się do Bootha, który mocno ją objął i wyszeptał:
- Już nigdy Cię nie opuszczę. Nie zostawię. Nawet gdyby mi się coś stało, wiedz, że zawsze będę czuwał nad Tobą.
Bones nie wiedziała co odpowiedzieć, uznała że najlepszym wyjściem będzie milczenie. Gdyby tylko Booth wiedział co ona czyje do niego. To już nie było tylko przywiązanie. Było to uczucie, którego ona sama nie mogła pojąć, nie rozumiała go, gdyż nigdy jeszcze czegoś takiego nie czuła.
- Dziękuję Booth - powiedziała w końcu i odsunęła się lekko od agenta, także teraz patrzyli sobie w oczy - Naprawdę dziękuję.
Booth uśmiechnął się i powiedział:
- Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. A teraz pojedźmy lepiej już do tych kości, bo jeszcze pomyślą, że się zgubiliśmy. Gdyby Sweets się dowiedział. Wyobrażasz to sobie? Samotni w głuszy, zdani tylko na siebie. Miałby pretekst do kolejnych badan.
- Tak - odpowiedziała Brennan i uśmiechnęła się - Zatem w drogę. Jak to mówią ''Komu w drogę temu zegar".
- Czas, Bones. ''Komu w drogę temu czas" - odpowiedział agent i uśmiechnął się.
- I co tam masz Bones? - Booth stanął za plecami swojej partnerki, która właśnie skończyła badać szczątki znalezione w lesie.
- Po wstępnych oględzinach mogę powiedzieć, że to młoda kobieta, prawdopodobnie jeszcze przed dwudziestką. Rasa biała. Zginęła jakieś dwa miesiące temu. Więcej będę mogła powiedzieć po dokładnym przebadaniu szczątek w Instytucie - odpowiedziała Brennan.
- OK. Słyszeliście? Przetransportować kości do Instytutu Jeffersona. Tylko niczego nie schrzanić - Booth zwrócił się do techników stojących niedaleko, a następnie znów spojrzał na stojąca obok niego Bones - Masz jakieś plany na ten weekend?
Temperance popatrzyła na niego zdezorientowana, ale po chwili odpowiedziała:
- Zamierzam popracować nad szczątkami, które ostatnio przywieziono do Instytutu. prawdopodobnie pochodzą z czasów I Wojny Światowej.
- Bones. Czekały tyle lat, to ten jeden dzień ich nie zbawi.
- Ale... A zresztą czemu pytasz?
- Bo w ten weekend zamierzamy zrobić sobie z Parkerem mały wypad za miasto i tak się zastanawiałem, czy nie miałabyś ochoty wybrać się z nami - powiedział wesoło agent.
- Booth, dobrze wiesz że nie jestem za bardzo kontaktowa jeśli chodzi o dzieci. Nie chciałabym zepsuć Twojego weekendu z synem. No i Parker. Nie wiesz czy... - zaczęła, ale jej partner przerwał:
- On już się zgodził.
- Czyli sprawa jest przesądzona jak mniemam? - zapytała antropolog.
- Można tak powiedzieć - agent posłał jej czarujący uśmiech - To jak?
Kobieta wahała się przez chwilę. Chciał pojechać, bardzo. Ale z drugiej strony...W końcu powiedziała: - W ostateczności mogę się zgodzić...
- To świetnie. Przyjedziemy po Ciebie o jedenastej w sobotę. To wszystko jeśli chodzi o nasze weekendowe plany. A teraz chodź, odwiozę Cię do Instytutu - powiedział Booth zadowolony, że tak łatwo poszło mu z Bones. Wziął jej torbę i oboje ruszyli w stronę samochodu.
Temperance Brennan stała przy stole, na którym leżały szczątki znalezione w lesie. Wczoraj dostarczyło je FBI. Potwierdziło się to, co powiedział już wcześniej swojemu partnerowi.
- Masz coś nowego? - usłyszała znajomy głos i spojrzała za siebie. Po schodkach na platformę, na której stała wchodził Booth.
- Nie. Ustaliłam tylko, że ofiara w chwili śmierci miał szesnaście lat. Angela właśnie kończy rekonstrukcję twarzy, a Hodgins bada próbki organiczne znalezione na ubraniu. Wiesz w co była ubrana, tak? - Brennan zwróciła się do Bootha, który przyglądał się szkieletowi leżącemu przed nim - Booth, słyszysz mnie?
- Tak, tylko...ona była jeszcze dzieckiem.
Bones przytaknęła. Mogła się tego spodziewać. Wiedziała, że jej partner jest bardzo wrażliwy jeśli chodzi o dzieci. Zawsze denerwowało go to, że po świecie chodzą ludzie, którzy mogą skrzywdzić tak niewinne istoty jak dzieci.
- A co z przyczyną śmierci? - dodał, gdy już trochę ochłonął.
- Nie jestem pewna, ale najprawdopodobniej uduszenie.
- O! Booth, nie wiedziałam że jesteś - na platformę weszła Angela.
- Witaj Ange, słyszałem że zajęłaś się rekonstrukcją twarzy. Jak Ci idzie? - Właśnie skończyłam. Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam - odpowiedziała artystka, a Booth i Brennan ruszyli za nią. Znaleźli się w pomieszczeniu, gdzie Angela przygotowywała hologramy. Zajęli miejsca dookoła urządzenia, które mimo tego, że Bootha już znał ciągle wprawiało go w zdziwienie.
- Gotowi? - zapytała Angela. Odpowiedziało jej skinienie głowy jej przyjaciółki - Oto ona. Przed zgromadzonymi w pokoju osobami pojawiła się twarz dziewczynki. Długie blond włosy opadały kaskada na ramiona. Lekko zadarty nosek dodawał jej uroku, tylko zielone oczy były puste. Bones zerknęła na agenta, chcąc zobaczyć jego reakcję. Booth stał jednak niewzruszony. Tylko lekkie drganie mięśnia mimicznego zdradzało jego złość.
- Mogłabyś przesłać jej zdjęcie do biura FBI? - zapytał po chwili spoglądając na Angelę.
- Jasne. Zaraz się tym zajmę - odpowiedziała artystka, Bones i Booth skierowali się do wyjścia. Przy platformie natknęli się na Hodginsa.
- Jak dobrze, że was widzę. Właśnie badałem próbki pochodzące z ubrania ofiary. Dodam, że niezmiernie fascynujące. Zupełnie takie jak...
- Hodgins, do rzeczy - przerwał mu lekko zniecierpliwiony agent.
- Już. Spokojnie. No więc ofiara na pewno nie została zabita w lesie. Została tam tylko zakopana. Zresztą tego sami mogliście się spodziewać, znajdując kości w plastikowym worku. - Mieliśmy takie podejrzenia, Jack. Coś jeszcze? - dodała Brennan, która miała wrażenie że sprawa utknęła w martwym punkcie.
- Na ubraniu znalazłem ślady betony oraz pełno zalążków jakiegoś grzyba, co sugeruje, że...
- Dziewczyna mogła być przetrzymywana przed śmiercią w jakimś wilgotnym miejscu - dokończyła Bones, a Hodgins pokiwał głową na znak aprobaty - Dzięki Jack.
- Nie ma za co - odparł naukowiec i skierował się w stronę swojego stanowiska pracy.
- To już trochę wiemy - powiedziała Temperance do Bootha.
- Tak, ale to i tak mało. Mam nadzieję, że Angela przesłała już zdjęcie i niedługo poznamy tożsamość ofiary. Może wtedy będzie łatwiej.
- Z pewnością.
- No dobra. To ja się zmywam. To taka przenośnia, Bones - dodał widząc minę swojej partnerki - Pamiętaj, że jesteśmy na jutro umówieni.
- Pamiętam. Godzina jedenasta przed moim domem.
- OK. W takim razie do jutra - powiedział i zniknął za drzwiami.
- Do jutra - odpowiedziała Brennan i skierowała się w stronę swego biura.
- Bones! - usłyszała swoje przezwisko i odwróciła się. W drzwiach stał Booth - Tylko pamiętaj, by nie siedzieć do późna w Instytucie - Uśmiechnął się i dopiero wtedy opuścił laboratorium.
Brennan obudziła się następnego ranka o ósmej. Chciała mieć pewność, że zdąży się przygotować przed przyjazdem Bootha i jego syna. Umówili się na wycieczkę, ale jej partner nie powiedział jej gdzie się wybierają. Wstała z łóżka i poszła wziąć prysznic. Z szafy wyciągnęła mniej zobowiązujące ubrania. Gdy po jakimś czasie weszła do kuchni, zegar na kuchence mikrofalowej wskazał godzinę dziewiątą. Otworzyła drzwi lodówki, zawartość pozostawiała wiele do życzenia. Poza paroma jogurtami, serem i sześciopakiem piwa, pozostałym po wizytach jej partnera, nic więcej nie było. ''Chyba czas najwyższy uzupełnić zapasy'' pomyślała i sięgnęła po jogurt.
W tym samym czasie.
Booth usłyszał pukanie i poszedł otworzyć drzwi. W progu powitała go uśmiechnięta twarz jego syna.
- Hej Mały! - powiedział i poczochrał Parkera po włosach - Gotowy na wycieczkę? - Pewnie!
- To dobrze. Witaj Rebecco, jak się masz? - agent zwrócił się do kobiety stojącej obok Parkera i trzymającego jego plecak.
- Dobrze Seeley. Spakowałam mu rzeczy, proszę - podała pakunek Boothowi - Muszę już wracać, ostatnio mamy niezłe urwanie głowy w pracy. Mam nadzieję, że miło spędzicie ten weekend.
- Oczywiście. I nie martw się. Odwiozę go jutro wieczorem całego i zdrowego.
- Dobrze. No to na razie synku. Bądź grzeczny i słuchaj taty, dobrze? - powiedziała Rebecca i pocałowała Parkera na pożegnanie.
Po jej wyjściu Parker od razu usadowił się na kanapie, obok niego usiadł Booth.
- To, co cieszysz się że Bones z nami jedzie?
- A zgodziła się?
Agent przytaknął.
- Super! Uwielbiam doktor Bones! - wykrzyknął jego syn, a Booth uśmiechnął się. Mimo obaw swojej partnerki dotyczących jej braku zdolności łatwego kontaktowania się z dziećmi, wiedział, że podbiła ona już serce nie tylko Parkera.
Była za pięć jedenasta, kiedy Booth i Parker czekali w samochodzie przed domem Temperance. Agent postanowił wykorzystać chwilę czasu jaka im jeszcze pozostała, by przypomnieć swemu synowi podstawy kulturalnego zachowania.
- Tylko pamiętaj, żadnych nieprzemyślanych pytań, masz być grzeczny i miły. I nie zachowywać się jak małpka w Zoo. Zrozumiano?
- Tak tato. O! Bones już idzie! - krzyknął Parker i pomachał przez szybę do kobiety idącej w ich kierunku. Brennan odwzajemniła gest. Po chwili wszyscy troje jechali już autostradą.
- To dowiem się w końcu gdzie jedziemy? - zapytała pani antropolog i spojrzała na swego partnera.
- Jedziemy n... - zaczął Parker, jednak Booth mu przerwał:
- Zobaczysz Bones, zobaczysz.
Popatrzyła na niego wymownie, jednak nic nie odpowiedziała. Booth był zadowolony. Po chwili w samochodzie można było usłyszeć jak agent wesoło nucił sobie ''Keep on trying''.
Po jakiejś godzinie drogi zatrzymali się przed wzgórzem poza miastem Byli sami, tylko oni i przyroda.
- Jak tu ładnie - powiedziała Bones, gdy wysiadła z samochodu.
- Ładnie to dopiero będzie - odparł agent i zaczął wyjmować z bagażnika koc i duży wiklinowy kosz.
- A to co? - zapytała zdziwiona kobieta.
- Piknik - powiedział Parker, który dołączył do nich.
- Właśnie Bones. Piknik. Tylko mi nie mów, że nie wiesz co to jest piknik? - zapytał szybko agent.
- Oczywiście, że wiem co to jest piknik, Booth - odparła - Czy myślisz, ze jestem aż...
- Już Ty dobrze wiesz co ja myślę. A teraz chodźmy, szkoda czasu - Booth wziął wcześniej wypakowane rzeczy i ruszył na szczyt wzgórza. Parker złapał Brennan za rękę i pociągnął za sobą.
Gdy już byli na miejscu kobieta nie mogła uwierzyć własnym oczom. Była już w wielu krajach na świecie, widziała różne zakątki na ziemi, ale ten malowniczy widok przebił wszystko.
- I jak Ci się podoba? - zapytał Booth wyrywając ją z zamyślenia.
- Tu jest niesamowicie - odparła, cały czas chłonąc wzrokiem roztaczające się przed nią jezioro, na którego tafli iskrzyły się kolory tęczy. W głąb jeziora prowadziła mała przystań. Wszystko było magiczne i tak niezrozumiałe dla logicznego umysłu pani antropolog.
- Idziemy dalej? - poczuła jak ktoś ciągnie ją za rękę. To był Parker.
- Idziemy - odpowiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
---
- Hej Sweety! - do gabinetu Brennan weszła Angela.
- Witaj - odparła Bones znad ekranu monitora.
- Czekam...
- Na co? - zapytała zdziwiona antropolog.
- Nie udawaj, już dobrze wiesz o czym mówię - powiedziała Angela i usiadła na kanapie - Chodź i opowiadaj - poklepała miejsce obok siebie.
Brennan wstała z fotela i poszła na kanapę, by usiąść obok przyjaciółki.
- Nadal nie wiem o czym miałabym Ci opowiadać...
- Może o rodzinnej wycieczce, na którą wybraliście się w miniony weekend z Panem Czarujący Uśmiech? - Angela wymownie uniosła brwi.
- A Ty skąd wiesz?
- Złotko. Przypomniał Ci o spotkaniu w laboratorium, w którym ściany mają uszy.
Brennan lekko się zarumieniła.
- Było miło - powiedziała w końcu, jednak widząc zachęcający wzrok swojej przyjaciółki ciągnęła dalej - a nawet bardzo. Pojechaliśmy nad jezioro i spędziliśmy tam cały dzień. Booth przygotował piknik, zabrał koc i jedzenie. Pomyślał o wszystkim. Graliśmy w różne gry razem z Parkerem i było cudownie. Czułam się jakbym...jakbym...
- Miała rodzinę - dokończyła za nią Angela, a Brennan popatrzyła na nią szklanymi oczami.
- Ja... to znaczy. Ja mam rodzinę, Russa.
- Bren, wiem. Chodziło mi o to, że poczułaś się jakbyś należała do rodziny Bootha. Ale Ty przecież do niej należysz. Jesteś dla niego kimś ważnym, kimś więcej niż tylko partnerka z pracy. To widać.
- Tak myślisz?
- Kochana, rozmawiasz z najlepszym radarem uczuciowym jaki kiedykolwiek pracował w tym Instytucie.
Temperance zaśmiała się. Angela miała rację.
- Przed Tobą nic się nie ukryje.
- Co się nie ukryje? - do biura wszedł Booth.
- Babskie sprawy - odparła Angela i wstała z kanapy - Na mnie już czas. Zostawiam was. Na razie Tempe. Pa Booth.
- Pa Ange! - odpowiedzieli w tym samym czasie, a agent dodał - Co się stało, Bones?
- Nic. Wszystko w porządku - odparła i wróciła na swoje miejsce za biurkiem - Jak Parker po naszej wycieczce? - zapytała zmieniając temat.
- Był zachwycony. Już nie może się doczekać kolejnego razu. Powiedział, że byłaś niesamowita.
Uśmiech pojawił się na twarzy doktor Brennan.
- Cieszę się. Ale chyba nie przyszedłeś tu bez powodu.
- Nie. Dziś rano otrzymałem raport na temat tożsamości ofiary. Była to Sarah Scott. Zaginęła jakieś trzy miesiące temu. Rodzice zgłosili zaginięcie - powiedział i podał Bones teczkę. Znajdowało się w niej zdjęcie nastolatki oraz dane osobowe. Fotografia przedstawiała uśmiechniętą Sarah w objęciach matki.
- Czy jej rodzice wiedzą? - zapytała antropolog.
- Tak. Właśnie od nich wracam, byli...
Nie dokończył, gdyż zadzwoniła jego komórka.
- Booth… W Instytucie, jest ze mną... Rozumiem... Gdzie? Już jedziemy.
- Co się stało?
- Znaleziono kolejne szczątki.
Przeszli pod żółtą policyjną taśmą oddzielającą miejsce zbrodni od gapiów. Znajdowali się na terenie miejscowego liceum. Po drodze minęli dwóch chłopców rozmawiających z funkcjonariuszem.
- Agent Booth, a to doktor Brennan. Zostaliśmy wezwani przez agenta Koxlera. Ktoś wie kto to i gdzie możemy go znaleźć?
- To ja - mężczyzna stojący niedaleko odwrócił się i podszedł do nich. Miał ponad 50 lat i nieprzyjemną tendencję do nadmiernego wydzielania potu - Witam. Nareszcie mogę poznać słynny duet. - Miło nam, ale chcielibyśmy zobaczyć ciało - odparł trochę szorstko Booth.
- Proszę za mną - Koxler ruszył przodem, a Brennan i Booth poszli za nim. Doprowadził ich na tyły szkoły, pod rozłożystym drzewem kłębiła się grupka techników - To tam. Ja już byłem, widziałem. Teraz to wasza sprawa. Radzę założyć maski - rzucił na odchodnym i odszedł, a partnerzy skierowali się w wyznaczone miejsce. Rzeczywiście smród był nie do zniesienia. W powietrzu unosił się zapach gnijącego mięsa. Bones nachyliła się nad znaleziskiem. - Chyba mamy problem - powiedziała.
- Czemu? Aaa…, wiem, ale taki sam plastikowy worek jeszcze o niczym nie świadczy. Ale czyżbyś podejrzewała, że mamy do czynienia z seryjnym mordercą?
- Nie wiem Booth. Wiele ciał już odnajdywałam w takich workach. Te sprawy wcale nie muszą być ze sobą powiązane.
- Wiem. Dobra, czyn swoją powinność Bones - odparł Booth. Brennan klęknęła i lekko rozsunęła worek, by lepiej przyjrzeć się zawartości. Ze środka wydobył się jeszcze większy odór. - Boże, Bones!
- No co?! Przecież muszę jakoś dostać się do szczątek.
- Dobra. Już się nie odzywam.
Temperance z powrotem powróciła do badania znaleziska. Ciało nie uległo jeszcze takiemu rozkładowi jak to, które znaleźli w lesie.
- Teraz mogę stwierdzić, że jest to młoda kobieta, prawdopodobnie rasy bi... A to co?
...
drBrennan