Umiejętność pływania datuje się prawdopodobnie od początków historii człowieka. Sztuka utrzymania się na wodzie miała
początkowo charakter przede wszystkim użytkowy - potrzebny w myśliwstwie i rybołówstwie. Rozwijający się niezbędny kontakt
człowieka z wodą wymagał od niego posiadania umiejętności pływackich. Już w starożytności stosowano tę umiejętność nawet w
sztuce wojennej. Homer w „Iliadzie" porównuje upadek ranionego woźnicy rydwanu do ruchów nurka. W V wieku p.n.e. W
Grecji dokonano pierwszych znanych zapisów dotyczących użycia nurków do celów wojennych.
Pierwsze zorganizowane nauczanie pływania prowadzono w starożytnym Rzymie. Pływanie traktowane było jako jeden ze
środków prowadzących do prawidłowego rozwoju fizycznego. Kulturalny człowiek zdaniem Rzymian, obok znajomości czytania
i pisania, powinien również umieć pływać. Starożytnych czasów sięgają też wzmianki o ratowaniu życia. Sposób sztucznego
oddychania metodą „usta-usta" był, jak się zdaje, stosunkowo rozpowszechniony. Zapisu dokonano około 586 r. p.n.e. i ma on
miejsce w Starym Testamencie, gdzie są opisane dwa przypadki zabiegu ożywiania, lll-cia Księga Królewska, rozdz. XVII,
wersety 21, 22, 23, podają wzmiankę o proroku Eliaszu, który przywraca do życia syna wdowy w Sarepcie Sydońskiej. Rozdział
IV drugiej Księgi Królewskiej podaje opis ożywiania pozornie martwego dziecka szunnamickiego, dokonanego przez proroka
Elizeusza, a wersety 34 i 35 brzmią następująco: „l podniósł się i legł na dziecku, i ułożył swe usta na jego ustach, swoje oczy na
jego oczach, a swoje dłonie na jego dłoniach i wyciągnął się na dziecku; a ciało dziecka stało się ciepłe... i dziecko ziewnęło razy
siedem i otworzyło oczy". Ponieważ oba cytowane przypadki różnią się zasadniczo czasem i miejscem akcji, a także dotyczą
dwóch różnych proroków, należy przyjąć, że nie jest to opis jednego wypadku przedstawianego w dwóch wersjach, ale że były to
dwa odmienne przypadki ożywiania, a technika ich wykonania była bardzo podobna.
Idea ratowania życia przez ożywianie ludzi utopionych lub umierających z innego powodu, pojawia się wielokrotnie w przebiegu
historii ludzkości.
Obok innych, starożytni Chińczycy i Egipcjanie uznawali za bardzo istotny zabieg usuwania wody z dróg oddechowych
topielca. U Egipcjan dokonywano tego przez podwieszenie ofiary za pięty i naprzemienne zgniatanie i rozciąganie klatki
piersiowej. W Chinach i Japonii przewieszano topielca przez grzbiet wołu, który poruszając się podrzucał ratowanego.
Stosowane były również bodźce bólowe na drodze układania żarzących się węgli na brzuchu ofiary, co miało pobudzać
przywrócenie oddechu. Aż do 1812 roku przetrwał w Królewskiej Flocie Anglii sposób przejęty od Indian północno-
amerykańskich, polegający na wdmuchiwaniu dymu tytoniowego do jednego z naturalnych otworów ciała, przez odpowiedni
przyrząd. Jak się później okazało, to nie dym tytoniowy był czasami skuteczny, ale sam fakt wprowadzenia ciała obcego do
otworu. Technika zabiegu operacyjnego zwanego tracheotomią, znana była w starożytnej Grecji w II wieku p.n.e. Tracheotomię,
tj. przecięcie tchawicy wobec groźby uduszenia chorego zalecał Asklepiades. O zabiegu tym wspominają również źródła ze
Średniowiecza i Odrodzenia, pisane przez medyków arabskich i perskich. W XIV w. chirurg Guy de Chauliac zanotował
chyba pierwszy w historii opis udrożnienia górnych dróg oddechowych za pomocą wprowadzenia specjalnej rurki do tchawicy.
Od bardzo dawna stosowano przy wspomaganiu sztucznego oddychania różnego rodzaju miechy i worki z powietrzem.
Ponieważ pierwsze próby ożywiania związane były z zaobserwowanymi wynikami, że zachowanie oddechu jest
równoznaczne z zachowaniem życia, historia sztucznego oddychania jest starsza o ponad tysiąc lat od historii wykonywania
pośredniego masażu serca. Próby przywracania krążenia krwi w zasadzie rozwinęły się na dobre z końcem XIX i w początkach
XX wieku. W 1767 r. powstało w Amsterdamie „Towarzystwo Ratowania Ludzi Utopionych". Było to na owe czasy
pierwsze tego typu towarzystwo na świecie. W ślad za tym zaczęły powstawać podobne organizacje, a między innymi w 1773 r, w
Paryżu i w 1774 r. w Londynie. Drukowano też pierwsze podręczniki poświęcone tym zagadnieniom: 1773 - Jonson, 1788 - Kitę,
1792 - Curry. Podręczniki te zalecały metody „usta-usta" oraz stosowanie różnych masek, rurek i miechów oddechowych.
Metody manualne, to znaczy wykonywane ręcznie, Marshalla-Halla z 1833 r. i metoda Silvestra z 1858 r., były poprzedzone
w historii znacznie skuteczniejszymi sposobami, stosującymi tłoczenie powietrza do płuc osoby ratowanej. Poszukiwanie innych
metod niż „usta-usta", podyktowane było prawdopodobnie chęcią znalezienia nie tyle skuteczniejszych sposobów ożywiania, ale
próbą eliminacji oporów natury estetycznej jakie powstają przed przystąpieniem do bezpośredniego zetknięcia się z ustami
topielca.
W Polsce XVIII w. zanotowano wzrost zainteresowania ratowaniem życia ludzkiego. W 1775 r. z inicjatywy
ks. A. Czartoryskiego, wydano w Warszawie pierwszą w języku polskim broszurkę o ratowaniu topielców. Następna książka na
ten temat ukazała się w 1782 r. W roku 1783 nadworny lekarz Stanisława Augusta, Franciszek Kurcyusz opublikował książkę pt.
„Opis chorób prędkiego ratunku potrzebujących..." W podręczniku położnictwa L. Perzyny z 1790 r. zalecane jest dla ożywiania
noworodków: „...w usta mu dmuchać, przód nos zatkawszy". Najstarszym jednak polskim źródłem jest zapis z 1604 r. o
ufundowaniu w Sandomierzu przez Hieronima Gostomskiego klasztoru i szpitalika. Zakonnicy tego klasztoru mieli między
innymi za zadanie niesienie pomocy ofiarom Wisły. W XIX w. w polskim piśmiennictwie lekarskim w zakresie ożywiania pisali
między innymi: J. Śniadecki, A. Janikowski, J. Gawlik. Pierwszą organizacją na ziemiach polskich było powstałe w 1898 r. w
Kaliszu „Cesarskie Towarzystwo Ratowania Tonących". Powstało ono z inicjatywy dziennikarza Józefa Ra-dwana. W
porozumieniu z Towarzystwem, dr Leon Wernic pisze w 1902 r. w Kaliszu podręcznik pt. „Jak ratować tonących", gdzie obok
typowo lekarskich wskazówek udzielania pierwszej pomocy zamieszcza osiem „przepisów" na korzystanie z kąpieli. Przepis
piąty, zalecający ostrożność, podaje: „Należy przed kąpielą zbadać kierunek, ciepłotę i głębokość wody, w miejscu kąpielowym.
Trzeba dowiedzieć się czy nie ma w pobliżu źródeł z wodą mroźną oraz wodorostów i traw, w których mogłyby się zaplątać ręce i
nogi pływaka". Ciekawe treści zawiera też rozdział trzeci, gdzie autor opisuje technikę ratowania. Daje wskazówki do stosowania
sprzętu pomocniczego, a nawet podaje sposób rozpoznania na powierzchni wody miejsca, w którym prawdopodobnie leży na dnie
topielec. W tym samym rozdziale podany jest opis „Wypadku z dziewczyną", a brzmi on następująco: „Chłopiec 13-letni ujrzał,
że jedna z kąpiących się na brzegu dziewczyn wpadła do jamy głębokiej i utonęła. Rzuca się natychmiast w pełnym ubraniu, a
otoczenie, długo ich nie widząc, uważa oboje za straconych. Po upływie paru minut zabielała u brzegu koszula chłopca, który
wraz z dziewczyną, trzymającą się stopy jego, wyciągnięty został z wody. Według słów chłopca, dziewczyna leżała na dnie jamy
nieprzytomnie przebierając rękami i nogami. Nie czując dosyć sił, aby podnieść leżącą, dał jej uczepić się stopy, a czołgając, wy-
pełznął z jamy. W ten sposób przebył odległość pięciosążniową, która ich od brzegu dzieliła". Jest to wspaniały przykład, jak za-