Taylor_Kathryn_-_Nieznośna_dziedziczka.pdf
(
612 KB
)
Pobierz
6645490 UNPDF
KATHRYN TAYLOR
Nieznośna
dziedziczka
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Mikki wyjrzała przez szparę w drzwiach. Całe ciało miała
sztywne - sama już nie wiedziała, czy ze strachu, czy ze zmęczenia.
Wycierając dłonie w biały fartuch, próbowała zapanować nad przy
spieszonym oddechem.
- Jesteś pewna, że pytał o mnie?
Anna, zajęta poprawianiem wysokiego jak uł koka, z którego
nieustannie wymykały się siwe kosmyki, uśmiechnęła się szeroko.
- Michę He Finnley z McAfee w stanie Kansas. To ty, nie? Zre
sztą pyta o ciebie już drugi raz.
Mikki poczuła, że żołądek podchodzi jej do gardła. Jeszcze raz
zerknęła na mężczyznę siedzącego przy ostatnim stoliku. Nie bar
dzo znała się na modzie, ale była pewna, że garnitur w drobne prążki
nie pochodzi ze sklepu z używanymi ciuchami. Na pewno nie. Ten
facet śmierdział pieniędzmi niemal tak, jak obiady w ich knajpie
śmierdziały starym tłuszczem.
Ciekawe, czego od niej chce? I w jaki sposób udało mu się
wytropić w Nowym Jorku dziewczynę z McAfee, zabitej deskami
dziury liczącej ośmiuset mieszkańców, wliczając w to krowy? Sie
dem lat temu, po śmierci kobiety, którą uważała za swoją matkę,
Mikki zerwała wszelkie więzy łączące ją z tym miejscem i bardzo
chciała, żeby tak pozostało.
- Wyglądasz tak, jakbyś zobaczyła ducha, maleńka. - Anna
położyła rękę na jej ramieniu. - Chcesz, żebym się go pozbyła?
Mikki potrząsnęła głową. Nie. Lepiej będzie, jeśli sama spraw
dzi, o co chodzi, zanim ogarnie ją panika. Im szybciej, tym lepiej.
NIEZNOŚNA DZIEDZICZKA
Być może ten facet pracuje dla urzędu podatkowego. Znaczyłoby
to, że chcą oddać jej część pieniędzy, które wyciągali od niej każ
dego piętnastego kwietnia. Obciągnęła różowy mundurek i pchnęła
drzwi.
W sali było pustawo. Obiadowy tłum już się przerzedził i tylko
kilka par dopijało swoją kawę.
Na ulicy rozległ się pisk opon i łyk syreny policyjnego samo
chodu. Mikki nie mogła nic poradzić na to, że jej puls przyspieszył
o kilka uderzeń na minutę.
- Podobno pytał pan o mnie. - Stanęła przed nieznajomym,
przybierając najbardziej obojętny wyraz twarzy, na jaki było ją stać.
- Michę He Finnley? - zapytał.
Miał dźwięczny, głęboki głos ze ffladami akcentu, którego Mikki
za nic nie mogła rozpoznać, i tak cudowne ciemnoszare oczy, że na
moment zaparło jej dech w piersiach,
- Tak. A kim pan jest? - wyjąkała.
- Clayton Reese. - Wstał i wyciągnął rękę na powitanie.
Ściskając mu dłoń, Mikki zlustrowała jego zegarek. Czyste zło
to. Co do tego nie miała wątpliwości. Od ojczyma nauczyła się
odróżniać podróbki tego metalu już we wczesnym dzieciństwie.
Resztę edukacji, którą od niego pobrała, lepiej pominąć milczeniem.
- Czy zechciałaby pani usiąść? - zapytał.
Mikki z ulgą przysiadła na krześle. Po całym dniu biegania
ledwo stała na nogach.
- Czy to pani jest dzieckiem, które zostało zaadoptowane przez
Sarę Finnley?
Mikki osłupiała. Do śmierci matki nie miała pojęcia, że jest
adoptowanym dzieckiem. Kim jest ten mężczyzna? I skąd tyle
o niej wie?
- Dlaczego chce pan to wiedzieć?
- Czy mogłaby pani odpowiedzieć na moje pytanie?
- A bo co? Jest pan gliniarzem?
NIEZNOŚNA
DZIEDZICZKA
7
Wystarczył rzut oka na jego garnitur, bez wątpienia szyty na
miarę, żeby wiedzieć, że nie jest policjantem. Ten facet wyglądał
jak typowy człowiek interesu, któremu się powiodło. Pewny siebie,
bogaty nudziarz, cholerny yuppie. Prawdopodobnie prawnik. Nie
bez powodu Mikki czuła się jak na przesłuchaniu.
- Czy mówi coś pani nazwisko Megan Hawthorne?
- A powinno?
Nie miała zamiaru informować go, że - chociaż z całą pewno
ścią nie słyszała o nikim takim - przeszedł jej po krzyżu dziwny
dreszcz.
- Czy mam przez to rozumieć, że nie? - Reese wziął głęboki
oddech.
- Niech mi pan odpowie. - Mikki przyglądała mu się z prze
chyloną głową. - Czy robiąc to wszystko, umiałby pan się uśmie
chnąć?
- Słucham?!
- Siedzi pan sobie tutaj i zadaje pytania, na które oczywiście
sam pan zna odpowiedzi. Jeśli jest to zabawa, powinien pan przy
najmniej udawać, że dobrze się bawi.
Clayton odchylił się na winylowe oparcie krzesełka. Na szyi
wokół kołnierzyka nienagannie odprasowanej koszuli czuł krople
potu. Natomiast siedząca naprzeciw niego młoda kobieta wydawała
się uodporniona na upał. Uznał, że byłaby całkiem ładna, gdyby nie
upinała włosów w nastroszony koński ogon na czubku głowy
i zmyła grube kreski, którymi podkreślała kształt dużych, ciemnych
oczu. Clayton wiedział, że Michelle ma dwadzieścia trzy lata. Wy
glądała na dużo starszą.
W ogóle przypuszczał, że będzie całkiem inna. Czy to możliwe,
żeby ta impertynencka kelnerka była zaginioną córką Richarda?
Ktoś zebrał dla niego mnóstwo informacji o Michelle, ale on nie
tak wyobrażał sobie pierwszorzędną oszustkę. Ciekawe, czy dalej
pracuje ze wspólnikiem?
8
PfflNm DZMMCZBa
- Miałam męczący dzień. Jeśli rzeczywiście ma mi pan coś do
powiedzenia, najwyższy czas zacząć.
- W porządku. Żeby nie wdawać się w zbędne detale, powiem,
że mój klient próbuje znaleźć swoją biologiczną córkę.
Patrzył spod oka na okrągłe ze zdziwienia oczy dziewczyny.
Prawdziwe zaskoczenie, zastanawiał się, czy sprytna gierka?
- I pan uznał, że to mogę być ja, tak?
- Istnieje takie prawdopodobieństwo. Sprawdzam każdą moż
liwość.
Wybrał odpowiedź wymijającą. Nie chciał mówić wszystkiego,
dopóki nie sprawdzi, jaka naprawdę jest ta dziewczyna.
- A dlaczego pan myśli, że ja chcę poznać moich biologicznych
rodziców?
Clayton omal nie udławił się kawą. Przez ponad dwadzieścia lat
Richard dawał się oszukiwać każdemu, kto utrzymywał, że coś wie
o jego porwanej córce. Tym razem informacja została przekazana
mu anonimowo. Mógł to być okrutny żart. Clayton poprzysiągł
sobie, że nie dopuści, żeby jego chory przyjaciel znowu został
zraniony.
- A zatem postanowiła pani ze mną nie współpracować.
- Tego nie powiedziałam. Muszę się zastanowić. Gdzie można
pana znaleźć?
Mikki powoli przesunęła czubkiem języka po pełnych wargach.
Jeśli chciała speszyć go tym prowokacyjnym gestem, to z niechęcią
przyznał, że niemal jej się udało.
Wiedział, że teraz nie wyciągnie od niej żadnej informacji. Mu
siał czekać. W swoim czasie okaże się, czy ta dziewczyna jest
wytrawnym graczem, czy nieświadomym niczego pionkiem w czy
jejś grze. Wyjął z portfela wizytówkę i na odwrocie napisał nazwę
hotelu, w którym się zatrzymał.
- Niezłe miejsce - wycedziła Mikki, patrząc na adres.
Wstali niemal równocześnie. Michelle poszła przodem, jakby
Plik z chomika:
dariusz.marcinkowski
Inne pliki z tego folderu:
Diana_Palmer_-_Odwazni_35493-189452_.pdf
(856 KB)
Major Ann - Piosenka dla niego.pdf
(625 KB)
Small_Bertrice_-_Friarsgate_04_-_Ostatnia_dziedziczka.pdf
(2443 KB)
Hunter_Madeline_-_Kochanek_doskonały.pdf
(1474 KB)
Broadrick Annette - Niebezpieczna znajomość.pdf
(468 KB)
Inne foldery tego chomika:
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin