Fanfiction
Czekoladka
„Kiedyś nikt by nie pomyślał, że ja - biegły antropolog i uparta kobieta, która trzyma się swych racji - zacznie marzyć, aby mieć własne dziecko oraz rodzinę. Ale chyba każda kobieta w pewnym momencie swego życia zaczyna marzyć na ten temat, nawet jeśli ma wspaniałą pracę, która kocha. Po prostu taka kolej rzeczy, nic na to nie można poradzić. Niestety, od kiedy jestem z Seeleyem ani razu nie powiedział, że mnie kocha. Nie wspomnę o rozmowie o wspólnym życiu. Ten temat wcale nie był poruszony. Nie oczekuję od niego wybuchów uczuć i natychmiastowej decyzji o życiu spędzonym ze mną, ale jednak jestem trochę zawiedziona. Angela twierdzi, że to kwestia czasu. Ona uważa, że Booth chce być romantyczny i oświadczy mi się już niedługo, a słowa, na które tak niecierpliwie czekam, wypłyną właśnie w tym dniu, są one bowiem tak ważne, że będą idealnie pasować na tę chwilę. Powiedziała też, że dziś nadużywa się słowa „miłość” i dlatego będzie tym ważniejsze, kiedy je w końcu usłyszę. Może ma rację? Ja już zwątpiłam w to, że kiedyś to nastąpi, nie mam zbyt wielkiego szczęścia do mężczyzn... Ale Seeley jest inny. Jak by spojrzeć na to z jego strony, ja nie jestem lepsza, też nie powiedziałam mu tych słów, mimo że wiele razy chciałam... Ale to tylko dlatego, ponieważ boję się odrzucenia z jego strony. Boję się, że on nie czuję tego, co ja czuję do niego, kiedy widzę go rano, mam ochotę budzić się codziennie przy jego boku jak i usypiać przy nim. Może po prostu nie chce mnie skrzywdzić i dlatego nie chce zakończyć naszego związku. W ostatnim czasie nawet brak mu czasu dla mnie... Mówi, że to normalne. Nie, to nie jest normalne. Od kiedy dostaliśmy wolne od spraw w terenie z powodów uspokojenia całego zamieszania, jakie miało niedawno miejsce, Seeley siedzi w biurze nad papierkową robotą, której ostatnimi czasy trochę mu się nazbierało. Niedawno nawet chciałam go odwiedzić, jednak powiedział, że nie ma takiej potrzeby, bo nie będzie miał nawet chwili, aby się mną zająć. Nie posłuchałam, poszłam do niego i dowiedziałam się, że nie ma go w pracy już od dobrych paru godzin. Gdy zapytałam, co robił cały dzień usłyszałam: ,, Kochanie przecież ci mówiłem, że będę cały dzień siedzieć na papierkową robotą, a wiesz, że ostatnio dużo mi jej przybyło. Naprawdę dużo.'' Musi być jednak jakiś logiczny powód tego zachowania. Ja, kobieta będąca w stanie zracjonalizować wszystko, nie mogę myśleć, że mnie zdradza. A może już tak myślę? Początki naszego związku były naprawdę piękne. Zachowywaliśmy się jak para nastolatków, która nie widzi świata poza sobą. Było tak pięknie, że aż niemożliwe. Nie sądziłam, że mnie może czekać coś tak wspaniałego, nigdy nawet nie śmiałam o czymś takim marzyć. Nawet gdybyśmy mieli się -uchowaj Boże- rozstać, nie żałowałam bym ani chwili, ani jednego czynu, jaki podjęłam, gdy byłam z Seelym, były to najpiękniejsze dni mojego życia, życia z nim. Już nawet myślę, tak jak on, bo wcześniej by mi nawet Bóg na myśl nie przyszedł w takiej chwili. Może dzisiejszego dnia coś się zmieni? Seeley zaprosił mnie na kolację. Nie powiedział, z jakiego powodu. Po prostu zabiera mnie i już. Mam nadzieję, że nic złego z tego nie wyniknie. Właściwie to strasznie się denerwuję tą kolacją. Jest taka oficjalna w najlepszej restauracji w D.C. Seeley jest dżentelmenem, więc jeżeli chce ze mną zerwać, to właśnie tam. Nie wiem. Zwariuję do wieczora. Muszę porozmawiać z Angelą. Może ona coś wie... Próbuje być dobrej myśli. Oby wszystko było tak, jak ja to sobie wymarzyłam. No cóż, wszystko okaże się dopiero wieczorem.
Stało się to, czego mogłam się spodziewać, to był koszmarny wieczór chyba jeden z najgorszych moim życiu. Oczywiście żartuję. Jakby Angela się dowiedziała, że robię sobie takie żarty, zabiłaby mnie, ale może słusznie uspokoiłaby się od natłoku wrażeń, jakie miały miejsce wczorajszego wieczoru. Teraz wszystkie fakty sobie poukładałam w całość: brak czasu Seeleya, Angela, która mnie przekonuje, że na pewno stanie się to, czego pragnę już niedługo- Czemu od razu się nie domyśliłam? To wszystko zostało przez nich zaplanowane. Okazało się, że Seeleya nie było w pracy, gdyż przygotowywał z Angela niespodziankę, a tą główną niespodzianką, był wybór pierścionka zaręczynowego. Oni to tak długo planowali, a ja się nic nie domyśliłam, ale w końcu to Seeley jest od takich rzeczy. Teraz jest mi trochę wstyd, że zwątpiłam w niego i jego wierność, ale co miałam sobie pomyśleć. Niektóre kobiety na moim miejscu już dawno by wynajmowały detektywa lub robiły karczemne awantury. Boże! Dobrze, że ja tego nie zrobiłam. Ale wróćmy do dalszego opowiadania. Wieczór był piękny, restauracja była tylko dla nas – cała. Początkowo mnie to zdziwiło, ale uśmiech Seeleya wszystko zdradzał. Nie mam pojęcia, jak on to załatwił, zawsze myślałam, że to jest niemożliwe, nigdy nie słyszałam żeby ktoś wynajął całą salę na zwykłą kolację, ale coś czuję, że w tym już maczała ręce Angela- w końcu szefem restauracji jest facet. Restauracja była pięknie udekorowana, chyba nigdy nie widziałam jej tak pięknej, wszystko było tak starannie zrobione. Akcja rozgrywała się powoli, jedliśmy naszą kolację przy dźwiękach zespołu, który wynajął Seeley. Delikatna muzyka dodawała tylko uroku. Seeley nie szczędził mi swych uśmiechów, całe swe zainteresowanie skierował na mnie- to było fantastyczne, dawno nie czułam się tak cudownie. Następnie zaprosił mnie do tańca, tyle, że tym razem nie było tego skrępowania i ograniczenia. Seeley szeptał mi czułe słówka, jego ręka delikatnie wędrowała po moich plecach. Uginały mi się nogi na dźwięk jego głosu i dotyku- dawno nie było między nami takiej chemii. Czekałam, aż zdarzy się to, o czym myślałam od dłuższego czasu. Nie stało się- utwór się skończył, a my wróciliśmy do stolika- w końcu zwątpiłam. Ale jednak stało się! Kelner przyniósł nam szampana, Seeley wzniósł toast za nas, kiedy już chciałam upić tyk, zobaczyłam go. Leżał na dnie szklanki, był piękny! Początkowo myślałam, że to halucynacje. Seeley musiał się zorientować, że doznałam szoku. Złapał mnie za rękę i uklęknął przede mną na jedno kolano. Zadał pytanie, a ja nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa, bałam się, że głos mi się załamie. Po chwili jednak się opamiętałam i objęłam go, moja odpowiedz była jasna, ale czułam jeszcze jego napięcie. Odpowiedziałam ,,tak''. Ten wieczór będzie w mojej pamięci do końca życia. Zawsze będę go wspominać jako najpiękniejszy dzień mojego życia. Nie jestem pewna, ale Seeley chyba wspominał coś o powiększeniu rodziny, ale byłam tak podekscytowana oświadczynami, że nie słuchałam, co do mnie mówi. Czy już pisałam, że ślub odbędzie się za dwa miesiące? Seeley powiedział, że chce zrobić duże wesele, może nie tak duże jak Angeli i Hodginsa, które w końcu nie wypaliło, ale chce zaprosić parę osób. W jego rodzinie jest przysłowie ,,jeżeli już coś robisz, rób to dobrze'', a więc Seeley postanowił je zastosować w naszym wypadku. Cóż zgodziłam, co prawda nigdy nie marzyłam o hucznym weselu, ale chyba czas zacząć?
4