Fanfiction
Tłumaczone przez Snarky
Autor: bonesmad "myśli" -mówi Rozdział pierwszy Brannan biegła korytarzem tak szybko jak mogła. Musiała uciekać. Powiedział jej, że ma biec i po raz pierwszy wiedziała, że musi. Jej stopa była zraniona i to utrudniało bieg. Mogła myśleć tylko o tym, żeby wydostać się z budynku. Gdzieś za sobą usłyszała strzał. "Booth!" Zatrzymała się. Zawracając w miejscu, zapomniała dlaczego uciekała i pobiegła w stronę hałasu. Dochodził z jej kuchni. Jej serce waliło, gdy otwierała drzwi. Kiedy weszła do środka znalazła źródło. Booth stał nad intruzem z bronią w ręku. Na jego koszulce i twarzy była krew. Ale nie jego. Spojrzał na nia. Nie mogła odczytać wyrazu jego twarzy. -Przepraszam, Bones. - powiedział. 30 godzin przed strzelaniną -Bones, uważam, że nie powinnaś brać tej sprawy. -Czemu nie, Booth? Mam na myśli to, że ta sprawa jest jak inne. Jakie ma znaczenie przeszłość ofiary? Wszystko., co muszę zrobić, to pozytywnie go zidentyfikować i dowiedzieć się jak zginął. Nie musimy prowadzić śledztwa w tej sprawie. - patrzyła na papiery leżące na biurku, podczas gdy on stał obok niego. -Bones, nie pamiętasz jak ostatnim razem zaangażowałaś sie w sprawę mafii? -Oczywiście, że pamiętam, Booth. Ale nadal nie potwierdziłam, ze to jest Johnny... jakiekolwiek jest jego nazwisko. -Bones, wiesz dobrze tak jak ja, że to on i nie chcę cie w środku tego bałaganu! Wiele szefów wazniejszych mafii mogło być zaangażowanych w jego zniknięcie. To może być zagmatwane! -Booth, ile razy mam ci powtarzać, że umiem o siebie zadbać? -O, to wyjaśnia dlaczego musiałem cię ratować kilka razy. -Booth, będzie dobrze. Im szybciej to zrobię, tym szybciej będziesz mógł się zrelaksować, więc pozwól mi to zrobić! - zła wypadła z biura. 8 godzin przed strzelaniną. Brannan otworzyła drzwi. Zidentyfikjowała ofiarę jako Jonny'ego Marci'ego. Mogli dopasować pocisk znaleziony w nim do starej sprawy. Teraz to było za nią i jeśli chodzi o nią, nie miała czym się przejmować, ale Booth myślał inaczej. Odmówił zostawienia jej samej. I nalegał na to, aby zostać w jej apartamencie. I pomimo jej najlepszych prób, nie mogła go przekonać, aby zostawił ją sama. Więc wpuściła ich oboje do mieszkania i rzuciła płaszcz na kanapę. -Idę pod prysznic. - powiedziała. -Ok, położę sie tutaj. - rzucił się na kanapę. 20 minut później, kiedy wyszła z łazienki, on spał. Uśmiechając się, wzięła dwa piwa i usiadła obok niego. Od razu sie obudził. -Jaki z ciebie ochroniarz! Zaypiać w pracy! - śmiała się, gdy on rozglądał się dookoła, zapominając na chwilę gdzie się znajduje. Usiadł i wziął jedną z butelek, które trzymała. Siedzieli i rozmawiali przez nastepne dwie godziny. A potem oboje zasnęli na kanapie. 2 minuty przed strzelaniną. Booth obudził się zaskoczony. Ktoś walił w drzwi. Spojrzał na swoją pierś i zauważył, że Bones nadal na nim śpała. Kolejne walnięcie i sie obudziła. -Co! - podskoczyła. Wtedy drzwi wyłamały się. stał w nich duzy mężczyzna ubrany w szary garnitur. Nie mogła zobaczyć jego twarzy. Była w cieniu. Booth delikatnie ją zrzucił z siebie, a nieznany meżczyzna ruszył w ich kierunku. Chciała szybko wstać i skręciła sobie kostkę. Booth uderzył intruza w twarz i ten upadł obok. Booth złapał ja za ramię i wyszeptał do ucha: -Uciekaj, Bones. Nie odwracaj sie za siebie, tylko uciekaj. Proszę! - jego twarz wyrażała takie zaniepokojenie, ze nie śmiała sie z nim sprzeczać. Wybiegła przez drzwi i biegła na dół.
Rozdział drugi -Przepraszam, Bones. - powiedział, gdy opuścił pistolet. Nie wiedziała dlaczego przeprasza. Ten mężczyzna włamał się do jej domu i teraz, gdy na niego patrzyła, widziała, że był uzbrojony. Jego pistolet wciąż był w jego dłoni. - Zepsułem wszystko. - powiedział, zaciekawiając ją. Wyciągnął telefon, a ona usiadła, bo jej kostka teraz rwała (w sensie bardzo bolała - dop. tłumacza). - Cullen, jestem w cholernie poważnych kłopotach. Czy możesz przyjechać do mieszkania dr Brennan? - zamilkł na chwilę. - Tak, mafia... świetnie, dziekuję, sir. - rozłączył się i wziął ręcznik. Zaczął wycierać krew ze swojej twarzy. Brennan chciała porozmawiać, ale rozległo się pukanie do drzwi. -Temperance? - Tina Caroll, sąsiadka stała w drzwiach. - Słyszałam wystrzał z pistoletu. Jesteś cała? -Cześć, Tina. Nie wchodź! Mamy tylko mały problem. Intruz, ale wszystko jest w porządku. - Mimo ostrzeżenia Brennan, Tina weszła do salonu. Kiedy zobaczyła Booth'a, zniknęło jej zmartwienie. -Och, Booth tu jest. Jesteś pewna, że wszystko w porządku? - wtedy zobaczyła krew. -Tak, Tina. Tylko intruz. Nie martw się, wszystko w porządku. Moi chłopcy już jadą, więc może mogłabyś powiadomić innych sasiadów, że nia ma powodu do niepokoju. Proszę. - powiedział Booth, wrzucając ręcznik do zlewu. -Nie ma sprawy. - wyszła. -Booth, co masz na myśli mówiąc, że wszystko zrujnowałeś? - była naprawdę zmartwiona. Wiedziała, że nienawidził zabijać bez wzgledu na to, co robili, ale wydawał się bardzo zmartwiony. -Bones, mówiłem, prosiłem, żebyś nie brała tej sprawy! - spojrzała na niego - To jest syn Damiena Dunn'a. - westchnęłą, bo nawet ona wiedziała, kim on jest. - Przyszedł tutaj, bo jego ojciec był związany z tą sprawą. -A ty go zastrzeliłeś. -Tak. -Więc... - przerwał jej. -Więc będzie chciał zaatakować nas obydwoje, kiedy tylko się dowie. -Oh, świetnie. -Wiem. Przykro mi, Bones. -Booth, nie martw się. Poczekamy na Cullena. - zaczęła przyglądać się podłodze przed sobą. Booth nie mógł się ruszyć. Stał w miejscu, patrząc na mężczyznę, który leżał na podłodze. W gwoli wyjaśnienia. Ja również uważam, ze mimo wszystko Bones zostałaby, a nie uciekała, ale cóż... Autorka miała inne wyobrażenie. Za Wami rozdział drugi i proszę o opinie. Mozliwe, że część z Was zwróci uwage na to w jaki sposób Booth rozmawiał z Cullenem. Najpierw jak z kolegą, a potem nagle "sir". Cóż, niestety to nie moja wina, ino autorka tak napisała.
Rozdział trzeci. Cullen przyjechał z czterema agentami i sanitariuszem. Zebrali wszystkie zeznania i zdjęcia, których potrzebowali. Wiedzieli, że Booth zastrzelił go w obronie własnej, więc był czysty. Sanitariusz sprawdził ich oboje i opatrzył kostke Brennan. Brennan mogła powiedzieć, że jeszcze coś sie zdarzy. Cullen usiadł na kanapie i dał znak Agentom, żeby wyszli. Booth stał za fotelem, na którym siedziała Brennan. -Booth, jestem pewien, że wiesz, co to znaczy. - powiedział Cullen. -Tak, sir. -Natychmiast? - zapytał Cullen. -Tak szybko jak to możliwe. - przytaknął Booth. -Ok. W takim razie jutro rano. -Wstrzymajcie się! - wtrąciła sie Brennan. - Ja nie wiem, co to wszystko znaczy! -Bones... musimy wejść do programu ochrony świadków. - powiedział powoli Booth. -Co! - wstała. -Nie macie wyboru. Dr Brennan. przynajmniej dopóki nie dowiemy się wiecej o ataku na was. - spokojnie powiedział Cullen. -Ale nawet nie wiemy, czy bedzie atak! -Dr Brennan, nie ma watpliwości, że będzie. - kontynuował Cullen. - To musi być zrobione. -Co? Więc powiemy wszystkim, ze Booth i ja znikniemy na chwilę. Nie wiemy na jak długo i czy wrócimy... - powiedziała, patzrąc na Bootha. Ten pokręcił głową. -Nie, Bones. Musimy... - nie mógł skończyć. -Musicie całkowicie zniknąć, dr brennan. - powiedział jej Cullen. -Masz na myśli... umrzeć. -Tak. Będzie to ogłoszone jutro. Weź teraz wszystko, co stąd potrzebujesz. Zabezpieczymy wasze domy i wszystko inne. Booth, jedx do domu i zrób to samo. Przyślę samochód, żeby was zabrał za pół godziny. - wstał i wyszedł. Booth również. Wstała i zaczęła pakować te kilka najważniejszych dla niej przedmiotów. Większość jej cenniejszych rzeczy była w jej biurze. Jej ulubione zdjęcia; dwa delfiny - jeden z grobu jej matki i drugi, który zostawił jej ojciec; Jasper i Ważniak. I kilka innych rzeczy. wiedziała, że nie będzie mogła po nie pojechać. Miała nadzieję, że Angela zajmie się nimi. "Angela" Nie chciala myśleć, co sie stanie z Angelą, Hodginsem, zackiem i Cam, kiedy im powiedzą, ze ona i Booth nie żyją. I Parker. Biedny Parker straci tatę. Booth straci syna. To go zabije. Patrząc ostatni raz na mieszkanie, spakowała jeszcze kilka rzeczy. Zanim sie spostrzegła, ktoś pukał do jej drzwi. Przyjechał Agent. -Jest pani gotowa, dr Brennan? - zapytał. -Tak bardzo jak mogłabym być. - rzuciła okiem ostatni raz na dom i wyszła, niewiedząc kiedy wróci. Niewiedząc czy wróci.
5