Fromm Erich - Zapomniany jezyk.rtf

(623 KB) Pobierz
Erich FROMM

 

Erich FROMM

zapomniany język

wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów

Wstępem opatrzył Krzysztof Teodor Toeplitz Przełożył Józef Marzęcki

PAŃSTWOWY INSTYTUT WYDAWNICZY

Tytuł oryginału

THE FORGOTTEN LANGUAGE

An Introduction to the Understanding of Dreams,

Fairy Tales and Myths

Okładkę i kartę tytułową projektował MACIEJ URBANIEC

Copyright 1951

by Erich Fromm

Sen, którego nie objaśniamy, jest jak list, które­go nie czytamy.

TALMUD

Sen zdejmuje kostium okoliczności, obdarza nas bezlitosną wolnością, tak że każda chęć ponagla do czynu. Bystry człowiek tłumaczy swe sny ma­jąc na względzie samopoznanie; nie zajmują go jednak szczegóły, lecz charakter snu.

EMERSON

 

 

WSTĘP

Propozycja Państwowego Instytutu Wydawniczego, abym napisał przedmowę do Zapomnianego języka Ericha Fromma, pracy z roku 1951, która ukazuje się właśnie w przekładzie polskim, stawia mnie w sytuacji niesły­chanie kłopotliwej, a równocześnie niesłychanie ekscy­tującej. Kłopotliwej dlatego, że Zapomniany język, książka, której podtytuł głosi, iż jest to Wstęp do rozumienia snów, baśni oraz mitów, a który mógłby również brzmieć: Wstęp do problemów psychoanalizy, traktuje o dziedzinach, w które nigdy dotychczas nie zapuszczało się moje pióro i które stanowią wyspecjalizowaną gałąź wiedzy, posiadającą zastęp swoich badaczy i znawców. Skromność więc nakazywałaby odstąpienie przywileju, jakim jest wprowadzenie polskiego czytelnika do lektury tej książki, komuś bardziej niż ja kompetentnemu. Rów­nocześnie jednak podniecająca część powierzonego mi zadania polega na tym, że zarówno sama postać Ericha Fromma, jak i temat jego książki dotykają tych węzło­wych problemów kultury współczesnej, które nie mogą być obce nikomu, kto poświęca się myśleniu o współ­czesnej kulturze i społeczeństwie. Co więcej, są to spra­wy, do których poruszenia rzadko nadarza się tak zna­komita jak ta właśnie okazja.

Postać Ericha Fromma nieobca jest polskiemu czytel­nikowi. Spośród głównych jego prac poznał on już w przekładzie na nasz język Szkice z psychologii religii, poprzedzone świetnym szkicem Jana Strzeleckiego, a także dwie najgłośniejsze (obok może nie tłumaczonego na polski The Sane Society, 1955) jego książki - klasyczną Ucieczkę od wolności i O sztuce miłości - wydaną w ramach tej samej co i Zapomniany język PlW-owskiej Biblioteki Myśli Współczesnej.

Zwłaszcza Ucieczka od wolności, studium opublikowane po raz pierwszy w roku 1941, a następnie wielokrotnie wznawiane i tłumaczone na wiele języków, stanowi nie tylko bodaj najdoskonalsze dzieło Fromma, ale przede wszystkim rodzaj jego wizytówki intelektualnej. Jest to, w ogromnym skrócie, studium traktujące o tym szczególnym splocie społecznego kompleksu sado-masochistycznego, którego historycznym efektem stał się niemiecki faszyzm hitlerowski.

Erich Fromm, równolatek naszego stulecia, pochodzący z frankfurckiej rodziny rabinackiej, należy do pokolenia, dla którego wybuch hitleryzmu w Niemczech stanowi najdonioślejsze, a zarazem najgłębsze doświadczenie życia, kształtujące jego cały późniejszy styl myślenia i odczuwania. Patrząc na dzieje kultury europejskiej pierwszej połowy XX wieku, można bez wielkiego nawet wysiłku wyodrębnić na ich tle ten wątek, który we wszystkich niemal dziedzinach życia duchowego naszej epoki zaznaczyła generacja niemieckich antyfaszystowskich intelektualistów i ludzi sztuki, którą można by na zwać także pokoleniem emigrantów. Byli to ludzie wy gnani z własnej ojczyzny przez pochód brunatnych koszul, wychowankowie kryzysu, pierwsza grupa społeczna, której dane było poznanie kruchości, iluzoryczności i nietrwałości złudzeń żywionych przez demokratyczną i liberalną Europę, pierwsi, którzy spojrzeli w twarz totalitarnej ciemności. Osobliwą tonację, jaką wniosło to pokolenie do myśli i sztuki europejskiej, odnajdziemy za równo w dramatycznych i gorzkich piosenkach Marleny Dietrich, jak w surrealistycznej grozie obrazów Maxa Ernsta, w powieści Remarque'a i w teatrze Bertolta Brechta. Filozoficzną i moralną sumę przemyśleń tego pokolenia złożył największy z nich wszystkich, Tomasz Mann, w Doktorze Faustusie. Pokłosiem tego doświadczenia jest także cała ogromna literatura historyczna, krytyczna, a również właśnie socjologiczna i psychologiczna, do której zalicza się także, pośród wielu innych, dzieło Ericha Fromma, literatura usiłująca zdać sprawę z motorów, sił napędowych i prawidłowości, które po wołały do życia twór tak monstrualny, a zarazem tak jak wszystko, co historyczne, logicznie wypływający z przesłanek, jakim był faszyzm hitlerowski.

Dla badaczy społecznych, a także dla wielkich pisarzy tego okresu było rzeczą jasną, że zjawisko tak masowe, tak głębokie i tak przecież sprzeczne z najbardziej fundamentalnymi zasadami tradycyjnej etyki społecznej, moralności chrześcijańskiej i klasycznej doktryny politycznej europejskiego liberalizmu, jakim był hitleryzm ze wszystkimi jego konsekwencjami, nie mogło wyłonić się jedynie jako rezultat nieszczęśliwego zbiegu okoliczności politycznych i historycznych - a więc porażki Niemiec w I wojnie światowej i traktatu wersalskiego, załamania się niemieckiej rewolucji socjalistycznej w roku 1918 i 1919, inflacji na rynku gospodarczym lub też błędów taktycznych, popełnionych w tym czasie przez niemiecką lewicę komunistyczną i socjaldemokratyczną. Nie negując tych czynników, stało się oczywiste, że odpowiedzi na historyczną zagadkę hitleryzmu szukać na leży także i głębiej, w podskórnych warstwach psychologii społecznej, a także w psychologii jednostkowej, na terenach podświadomości narodu niemieckiego, w głębokich złożach jego mitologii historycznej. Carl Jung, jeden z założycieli szkoły psychoanalitycznej, twórca teorii archetypów, wspomina w spisanych przez Richarda I. Evansa rozmowach z Ernestem Jonesem (R. I. Evans, Conversation with Carl Jung, Princeton 1964), że już na kilka lat, nim Hitler owładnął państwem niemieckim, niepokoiły go pojawiające się coraz częściej w snach jego niemieckich pacjentów obsesyjne symbole lęku, de speracji, przemieszane z symbolami gwałtu i przemocy. Równocześnie zaś coraz wyraźniej - zwłaszcza z nowszych prac poświęconych psychologii hitleryzmu, wśród których Frommowska Ucieczka od wolności stanowi jedno z wcześniejszych odkryć - wyłania się również i dru­ga strona, a więc czynnie aranżujący faszyzm. Przy­wódcy hitlerowscy, często nieświadomie, ale równie czę­sto z pełną premedytacją, odwoływali się do ukrytych głęboko mechanizmów psychologicznych, mitologii i sym­boli budzących pożądane reakcje tłumu, a w duszach odszukiwali instynkty, których ukrytego życia nie po­dejrzewał nawet w swojej osobowości niemiecki drobnomieszczanin czy lumpenproletariusz. Średniowieczna mroczna mitologia raubritterska, którą starał się prze­sycić stworzoną przez siebie kadrową organizację SS Himmler, brązowy kolor koszul SA, nawiązujący do bar­wy germańskiego niedźwiedzia, splot sadyzmu i maso­chizmu, który Fromm trafnie odczytał w pismach składa­jących się na wychowawczy program samego Hitlera - oto tylko niektóre, pierwsze z brzegu przykłady poka­zujące, w jakich to również regionach toczyła się brzemienna w skutki walka o opętanie duszy narodu nie­mieckiego i popchnięcie go na drogę zbrodni i katastrofy. Głębokie, sięgające XVIII i XIX wieku przesłanki hitle­ryzmu, pojawiające się zwłaszcza pod postacią “volkizmu", wiary w zdrowie moralne ludu wiejskiego, prze­ciwstawianego miejskiej zarazie, opisał znakomicie Mosse w swoim Kryzysie ideologii niemieckiej.

Dla ludzi formacji Ericha Fromma te doświadczenia i przemyślenia odegrały zasadniczą rolę w ukierunko­waniu ich zainteresowań, pasji badawczych i postaw moralnych. Oczywiście byłoby nonsensem twierdzenie, że to faszyzm uczynił Fromma psychoanalitykiem. Znaj­dował się on już znacznie wcześniej, od samych począt­ków swej kariery naukowej, w kręgu myśli i pojęć ukształtowanych przez Zygmunta Freuda. Wydaje się jednak faktem do udowodnienia, że to właśnie reakcja na psychologiczne doświadczenia faszyzmu doprowadziła do znacznej popularyzacji psychoanalizy, zwłaszcza w świecie zachodnim, a także do rozszerzenia jej zakresu z dziedziny psychologii indywidualnej, jednostkowej, w rejony psychologii społecznej, zbiorowej, której dotyczą główne prace Ericha Fromma. Jest również pewne, że doświadczenia niemieckie z lat kryzysu i faszyzmu wzbo­gaciły myślenie autora Zapomnianego języka o motywy, które odróżniają postawę Fromma zarówno od klasycz­nej doktryny Freuda, jak i modyfikują teorię głównych dysydentów freudyzmu, uczniów wiedeńskiego odkryw­cy, a więc Junga i Adlera.

Te różnice zaznaczają się w poważnej mierze właśnie w materiale, którym operuje niniejsza książka - Za­pomniany język - a więc w dziedzinie teorii i inter­pretacji snów i mitów. Fromm we wstępie do jednej z nowszych swoich prac, zatytułowanej The Heart oj Man, Its Genius for Good and Evil, pisze, że nie czuje się usatysfakcjonowany, gdy zalicza się go do “nowej" szkoły psychoanalitycznej, nawet wówczas gdy określa się ją jako “szkołę kulturową" lub “humanistyczną". Podkreśla, że “wiele z tych nowych szkół, wprawdzie rozwijając pewne wartościowe szczegóły, zagubiło rów­nocześnie sporo najważniejszych odkryć Freuda". Gdzie indziej jednak daje ostrą, niekiedy wręcz zjadliwą cha­rakterystykę historycznych ograniczeń myślenia Freuda, pisząc m. in.:

“Na zapatrywania Freuda w pewnej mierze wpływa atmosfera dziewiętnastego wieku, zyskały zaś one popu­larność na skutek dominujących nastrojów panujących po pierwszej wojnie światowej. Pewne czynniki, które wywarły wpływ zarówno na ogólnie przyjęte poglądy, jak też i na teorie Freuda, były przede wszystkim re­akcją na surowe obyczaje epoki wiktoriańskiej. Drugim czynnikiem determinującym teorie Freuda była panują­ca wówczas koncepcja człowieka, wynikająca ze struk­tury kapitalizmu. Aby udowodnić, że kapitalizm odpo­wiada naturalnym ludzkim potrzebom, należało wyka­zać, że człowiek z samej swej natury dąży do współ­zawodnictwa i że cechuje go wrogość w stosunku do in­nych ludzi. Podczas gdy ekonomiści udowadniali tę tezę, nazywając to nienasyconym pragnieniem ekonomicznego zysku, a darwiniści określali jako biologiczne prawo przetrwania jednostek najlepiej przystosowanych, Freud doszedł do tego samego wniosku zakładając, że mężczyzną kieruje bezgraniczne pożądanie wszystkich kobiet i że jedynie nacisk społeczeństwa powstrzymuje go od zaspokajania tych pragnień. W efekcie mężczyźni siłą rzeczy są o siebie zazdrośni, a ta wzajemna zazdrość i rywalizacja miałyby się utrzymywać nawet wówczas, gdyby znikły wszystkie społeczne i ekonomiczne jej przyczyny." (O sztuce miłości, s. 104.)

Zestawienie Freuda, człowieka, którego odkrycia były jednym z najbardziej drastycznych skandali intelektual­nych i moralnych epoki, z tendencyjnymi apologetami liberalnego kapitalizmu brzmi tu jak ponury żart. Rów­nocześnie jednak polemika ta stanowi niezmiernie ty­powy przykład kierunku, w którym poszły - każda swoją drogą - poszczególne szkoły psychoanalityczne wyrosłe z freudyzmu. Wspólnym wyznacznikiem tej ewolucji wydaje się być odrzucanie - przy użyciu roz­maitych argumentów - monokauzalnego, opartego wy­łącznie na popędzie płciowym, radykalizmu, z jakim Freud podchodził do zjawisk psychicznych, w tym rów­nież do interpretacji podświadomości człowieka, ujaw­niającej się w marzeniu sennym.

Dla Freuda kluczem do powikłań psychicznych czło­wieka jest nieodmiennie zahamowanie jego pragnień seksualnych, stłumionych i zepchniętych we wstydliwe regiony podświadomości przez wychowanie, rodzinę, spo­łeczeństwo, ojczyznę, państwo. U podstaw jego teorii człowieka leży amoralne dziecko, noworodek, będący za­razem niepohamowanym erotomanem, poszukującym roz­koszy najpierw w Ciele matki (faza oralna), potem w ciele własnym (faza analna), wreszcie w doznaniach genitalnych. Dojrzałe życie psychiczne człowieka, a więc zarówno to, co jest w tym życiu neurozą i skrzywie­niem, jak i to, co uchodzi za chlubę naszego gatunku - to znaczy kultura, sztuka, filozofia, praca produktyw­na - jest efektem gwałtu, jaki zarówno społeczeństwo, jak i my sami zadajemy swojej pierwotnej naturze. Neuroza jest rezultatem stłumienia pierwotnego instynktu płciowego, twórczość - wynikiem jego sublimacji ku zastępczym “celom wyższym". Kultura rodzi się z bólu, jest imaginacyjnym poszukiwaniem utraconej wolności i utraconej rozkoszy. Człowiek staje się tym, czym jest, podejmując dramatyczny wysiłek zniszczenia w sobie swojej własnej natury: seksualnego, żarłocznego zwie­rzęcia.

Ten radykalizm Freuda, jego absolutyzacja libido, dą­żenia do rozkoszy, przy równoczesnym lekceważeniu czynników innych - np. aspiracji społecznych czy kultu­rowych, które Freud umieszcza z reguły po stronie sił hamujących i ograniczających osobowość - stanowi za­równo o dramatyzmie, jak i o ograniczeniu jego doktry­ny. Te właśnie ograniczenia albo też ten jednoprzyczynowy radykalizm freudyzmu starali się złagodzić jego spadkobiercy, przed którymi to zabiegami sam Freud zresztą bronił się z uporem i zajadłością dogmatyka. Nie przypadkiem, w ostatnich zwłaszcza latach, dają się sły­szeć głosy, że autentyczna wielkość nauki Freuda, za­sadzająca się właśnie na jej brutalnej jednostronności, została niejako rozmazana, zatuszowana i sfałszowana przez liczne szkoły psychoanalityczne, karmiące się od­kryciami wiedeńskiego uczonego. Do nich - że poprze­stanę jedynie na modyfikacjach dziś już klasycznych - należy doktryna Junga, uzupełniając freudowskie poję­cie podświadomości jednostkowej kategorią podświado­mości zbiorowej, przechowującej nie tylko nieuświado­mione, ale także często wręcz nie znane przez jednostkę zbiorowe mity i wyobrażenia symboliczne, zdolne ujaw­niać się w marzeniach sennych[1]. Do głównych modyfi­kacji wprowadzonych do systemu psychoanalizy stworzo­nego przez Freuda należy także koncepcja Adlera, w myśl której podstawą działania psychicznego nie jest popęd płciowy, ale “wola mocy", a źródłem stanów neuro­tycznych nie jest zahamowany i stłumiony popęd płcio­wy, lecz kompleks niższości, wynikający z nie zrealizo­wanego “planu życia", to znaczy nieprzymierności aspi­racji do osiągnięć i wynikającego stąd stanu frustracji. Jak widać, obie te doktryny odchodzą od Freudowskie­go absolutyzowania libido, poszukując wyjaśnienia na­szych powikłań psychicznych i naszych snów - które donoszą nam o tym w języku symbolicznym - w war­stwach historii kultury, do której przynależymy, lub w społeczeństwie, w którym żyjemy.

Spośród wielkich nazwisk psychoanalizy Erich Fromm jest tym, który poszedł najdalej w stronę społecznej mo­tywacji zjawisk podświadomości. Wpłynął na to, jak się zdaje, zarówno zaznaczony na wstępie osobliwy cha­rakter jego doświadczenia życiowego, jak również fakt, że w pracach swoich jest on bardziej teoretykiem niż praktykiem bezpośrednio związanym z działalnością kli­niczną. Działa tu także pewien niewątpliwy odcień mo­ralizatorskiego pragmatyzmu, który zaznaczył się w je­go pismach, zwłaszcza powstałych już na emigracji, w Stanach Zjednoczonych. Zarówno bowiem O sztuce mi­łości, jak The Heart oj Man czy też nie znana u nas praca Man for Himself zawierają w sobie pewien wi­doczny rys dydaktyzmu, to znaczy dążenia, aby prace te nie tylko stanowiły beznamiętny sondaż głębin duszy ludzkiej, ale także aby zdołały służyć pomocą w życiu praktycznym, to znaczy w życiu społecznym. Typowy pod tym względem jest styl książki O sztuce miłości, gdzie autor nie tylko analizuje, czym jest uczucie mi­łości, ale udziela także praktycznych wskazówek, jak kochać lub też jak wypracowywać w sobie predyspozy­cje psychiczne, umożliwiające przeżycie miłości. Owo na­stawienie dydaktyczno-praktyczne przez wielu uznawa­ne jest - nie bez pewnej słuszności - za najpoważ­niejsze odstępstwo Fromma od rygorów psychoanalizy, a nawet często od rygorów nauki, na rzecz czegoś, Zo jeden z komentatorów określił jako “psychoanalityczny salon kosmetyczny", a więc instytucja nie tylko użytko­wa, ale wręcz obliczona na szczególny typ dyletanckiej i zamiłowanej w badaniu swego wnętrza amerykańskiej klienteli. Tej dewiacji - być może - Fromm zawdzię­cza swoją popularność, opłaconą jednak pewną powierz­chownością tez.

Zapomniany język należy do najbardziej klasycznych, w sensie tematyki psychoanalitycznej, prac Fromma. Autor stara się tu wyłożyć teorię i znaczenie marzeń sennych, baśni i mitów w oparciu o podstawowy reper­tuar pojęć psychoanalizy. Ujawnia on jednak przy tym pewne osobliwości swego rozumowania, pokrewne ce­chom, o których wspominałem dotychczas. Dotyczy to przede wszystkim odpowiedzi na zasadnicze pytanie, a mianowicie, czego to właściwie symbolicznym wyrazem czy też projekcją jest marzenie senne.

Jak wiemy, na pytanie to Zygmunt Freud odpowie­dział, że we śnie mówią przez nas, deformowane przez wewnętrzną cenzurę, nasze pragnienia i pożądania, bę­dące przede wszystkim pożądaniami seksualnymi, a więc mówią przez nas głosy “niskie", które na jawie czy też w granicach świadomości ukrywa i spycha do psychicz­nego podziemia warstwa wstydu, uformowana przez wy­chowanie i otoczenie. U Junga odpowiedź ta brzmi zgoła inaczej. Uważa on, że zespołu symboli i figur użyczają naszym snom pradawne kultury, przekazy dawnych re­ligii, doświadczenia stuleci drzemiące w naszej podświa­domości, coś w rodzaju nieświadomej pamięci. W tym systemie sen jest więc często rodzajem kompensacji, wprowadzającym element duchowy czy też religijny w jałową i pragmatyczną rzeczywistość życia świadomego; w tym sensie zresztą Jung traktuje niektóre przejawy neurozy jako sygnały w gruncie rzeczy pozytywne, do­magające się przywrócenia równowagi między doświad­czeniem praktycznym a wyższymi regionami ludzkiej egzystencji intelektualnej i moralnej. Sen Junga jest więc pradawny i wzniosły.

Dla Fromma natomiast jest on wyrazem tego, co ukry­te jest w człowieku, zarówno w najwyższych, jak i najniższych regionach jego podświadomości. Nie neguje on działania popędów niskich, ale także nie wyklucza po­jawiania się - wypowiadanych symbolicznym językiem snu - konstrukcji, w których dochodzi do głosu inteli­gencja i samoświadomość jednostki wyższa od tej, którą jednostka ta dysponuje na jawie. O ile więc sen Freu­dowski napełnia nas grozą na widok żarłoczności włas­nej natury, a sen Junga zmusza do pokory w obliczu pradawnych przekazów historii ludzkości, interpretacja, którą daje Fromm, wnosi łagodzący pierwiastek huma­nistycznego optymizmu, nieobcy przecież, jak starałem się to wykazać, całości jego myślenia. Słusznie bowiem pisze Franciszek Ryszka we wstępie do polskiego wyda­nia Ucieczki od wolności:

“Człowiek w społeczeństwie - twierdzi Fromm - nie musi pozostawać z nim w konflikcie. Nawet jeśli czuje swoją bezbronność i bezradność, może odnaleźć swoje «ja» w czynnym życiu, w połączeniu z celami innych, w «pozytywnej wolności», która jest alternatywą zagu­bienia jednostki ludzkiej." (Ucieczka od wolności, s. 13)

Ten łagodzący, pozostawiający człowiekowi iskrę na­dziei na pogodzenie się ze światem takim, jaki jest, pro­gram Fromma czyni zeń równocześnie badacza i spo­łecznego utopistę. Na gruncie krytyki społeczności totali­tarnej rodzi się myśl o “zdrowym społeczeństwie", na gruncie badania głębi konfliktów psychicznych współ­czesnego człowieka rodzi się myśl o przystosowaniu. Marcin Czerwiński, komentując książkę O sztuce miłości, słusznie więc zauważył, że w świecie humanistycznej miłości proponowanym przez Fromma znajdzie się rów­nież miejsce dla postaci tak we współczesnej cywiliza­cji kapitalistycznej kontrowersyjnej, jak postać business­mana. Dramatyzm konfliktu psychicznego traci tu nieco na swej ostrości, szukając rozwiązania w wyjściach spo­łecznych i ugodowych, choćby nawet nieco utopijnych.

Innym przykładem społecznego myślenia, które odróż­nia Fromma od klasyków psychoanalizy, a które czytel­nik odnaleźć może w tej książce, jest - znakomity zresztą - rozdział poświęcony interpretacji historii i mitu Edypa. Mit ten, jak wiadomo, został wykorzystany w jednej z klasycznych konstrukcji Freudowskich, przy czym Freud mianem kompleksu Edypa określał nieuświa­domione pożądanie seksualne własnej matki, stawiające jednostkę - w tym wypadku dziecko - w pozycji ry­walizacji i nienawiści skierowanej w stronę ojca. Fromm jednak rozpatruje mit o Edypie nie tyle w jego figurze metaforycznej, ile w historycznym konkrecie archaiczne­go społeczeństwa greckiego, gdzie przed epoką patriarcha­tu rysuje formację społeczną matriarchalną. Mit Edypa przedstawia się nam więc jako przekaz historyczny, wspominający o czasach, kiedy demokratyczne, nacecho­wane łagodnością i tolerancją rządy matek (a także związana z nimi mitologia Matki-Ziemi) zastąpione zo­stały przez autorytatywne i surowe rządy ojców, współ­czesny patriarchat, którego uosobieniem w podaniu t o Edypie jest Kreon, a narzędziami prawo, obowiązek i surowość. W przykładzie tym widzimy dość wyraźnie, jak symboliczna i po freudowsku jednokierunkowa in­terpretacja dramatu Edypa jako dramatu pożądania wy­parta zostaje przez rozumowanie historyczne, wyprowa­dzające wypadek jednostkowy, jakim jest ten dramat, z uzasadnionych dziej owo przewartościowań psychologii społecznej.

W rozważaniach tych, na koniec, nie wolno nie oderwać się na chwilę od szczegółów, jakimi są w rezultacie ta­kie lub inne interpretacje psychoanalityczne, i nie spoj­rzeć raz jeszcze na całość zjawiska psychoanalizy jako na system, styl myślenia i naukę, która, wśród przypły­wów i odpływów, ogarnęła znaczne obszary świado­mości, zwłaszcza wśród społeczeństw Zachodu. Psycho­analiza stała się nie tylko zbiorem poglądów na życie psychiczne człowieka, poglądów, u podłoża których leżą odkrycia czy też hipotezy postawione przez Zygmunta Freuda w okresie tuż przed, a także po I wojnie świa­towej, ale również ogromnie doniosłym zjawiskiem społecznym operującym w krajach zachodnich niezliczoną ilością poradni, zakładów leczniczych czy konsultacyj­nych, z których korzystają setki tysięcy, jeśli nie miliony ludzi. Coraz częściej wizyta u psychoanalityka staje się zabiegiem służącym higienie psychicznej, tak jak wizyta u dentysty służy higienie ciała. Psychoanalityk jest czło­wiekiem wysłuchującym cierpliwie strapień i lęków swo­ich pacjentów, ich doradcą, a często jedynym człowie­kiem, który gotów jest poświęcić pacjentowi swój czas po to jedynie, aby pomóc mu rozwikłać kłopoty jego duszy.

Jest faktem znanym, że cały system psychoanalizy, a więc zarówno jej przesłanki, jak i wnioski, stanowi przedmiot bardzo gruntownej i ostrej krytyki ze stro­ny psychologii eksperymentalnej, w tym także psycho...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin