Ortega y Gasset Jose - Bunt Mas - Część 2.doc

(302 KB) Pobierz
Jose Ortega y Gasset - Bunt mas

 

Część druga

KTO RZĄDZI ŚWIATEM?

 

 

 

 

 

XIV

Kto rządzi Światem?

 

 

Cywilizacja europejska - jak to już kilkakrotnie powtarzałem - spowodowała automatycznie bunt mas. Z jednej strony jest to zjawisko napawające optymizmem; jak już mówiliśmy, bunt mas jest jednoznaczny ze wspaniałym rozrostem ludzkiego życia, którego jesteśmy obecnie świadkami. Z drugiej jednak strony, jest to zjawisko groźne, bo bunt mas jest jednoznaczny z dogłębną demoralizacją ludzkości. Spójrzmy teraz na to z nowego punktu widzenia.

 

 

1

 

Istota albo charakter nowej epoki historycznej wypływa ze zmian wewnętrznych - człowieka i jego ducha - oraz zewnętrznych - formalnych i niejako mechanicznych. Wśród tych ostatnich najważniejsza jest bez wątpienia sprawa zmiany władzy. Ta pociąga za sobą zmianę ducha.

Dlatego też, chcąc zrozumieć daną epokę, powinniśmy przede wszystkim zadać sobie pytanie: „Kto w tej epoce rządzi światem?. Może się zdarzyć, że w interesującym nas okresie ludzkość rozproszona jest w małe grupki wzajemnie się nie komunikujące,[137] tworząc własne, odrębne światy. W czasach Milcjadesa świat śródziemnomorski nie wiedział o istnieniu świata Dalekiego Wschodu. W takim wypadku nasze pytanie „Kto rządzi światem? trzeba by odnosić osobno do każdego z tych światów. Ale już od XVI wieku ludzkość weszła na wielką drogę zjednoczenia, które w naszych czasach zostało ostatecznie zakończone. Obecnie nie ma już najmniejszej cząstki ludzkości, która by żyła oddzielnie, nie ma odrębnych ludzkich wysepek. Dlatego też, począwszy od tamtego wieku można powiedzieć, że kto rządzi światem, ten rzeczywiście swoim autorytetem oddziaływa na cały świat. W ostatnich trzech wiekach taką rolę odgrywała jednolita grupa, tworzona przez narody europejskie. Europa rządziła, a pod jej zjednoczonymi rządami świat żył w podobnym, coraz bardziej jednolitym stylu.

Ten styl życia określa się zazwyczaj jako „wieki nowożytne; za tym nowym i mało wyrazistym słowem ukrywa się rzeczywistość, jaką jest epoka europejskiej hegemonii.

Mówiąc tu o „rządach, nie mam na myśli sprawowania władzy materialnej czy fizycznej, bo ambicją moją jest unikanie głupstw, a w każdym razie tych najbardziej rażących i oczywistych. A zatem, ów normalny i stały stosunek między ludźmi, który nazywamy „rządzeniem, nigdy nie bierze swoich początków z siły, lecz na odwrót; dany człowiek czy grupa ludzi dlatego ma do swojej dyspozycji ową machinę społeczną, którą zwiemy „władzą, że sprawuje rządy. Te wypadki, kiedy to na pierwszy rzut oka wydaje się, iż siła stanowi fundament rządów, po głębszym zbadaniu sprawy okazują się najlepszym przykładem potwierdzającym moją tezę. Napoleon najechał i podbił Hiszpanię, po czym przez jakiś czas ją okupował, ale ani przez moment nie sprawował w Hiszpanii rządów w prawdziwym tego[138] słowa znaczeniu. Pomimo iż dysponował siłą, i właśnie dlatego, że wyłącznie siłą. Należy odróżnić fakt czy proces agresji od sytuacji rządzenia. Rządzenie to normalne sprawowanie władzy, która opiera się zawsze na opinii publicznej; zawsze i wszędzie, zarówno dziś, jak i dziesięć tysięcy lat temu, zarówno wśród Anglików, jak i wśród dzikich plemion Amazonki. Każdy, kto rządził na tej ziemi, opierał swe rządy w głównej mierze nie na czymś innym, lecz na opinii publicznej.

Czy jest ktoś zdania, iż władza opinii publicznej stanowi odkrycie dokonane w 1789 roku przez adwokata nazwiskiem Danton, czy może w XIII wieku przez św. Tomasza z Akwinu? Pojęcie władzy opinii publicznej odkryto tu czy tam, w tym czy tamtym roku; ale sam fakt, że opinia publiczna jest podstawową siłą, która powoduje, iż w społeczeństwach ludzkich występuje zjawisko władzy, jest równie odwieczny i niezmienny jak sam człowiek. Jak w fizyce Newtona ciążenie jest siłą, która powoduje ruch, tak prawo opinii publicznej jest uniwersalnym ciążeniem w politycznych dziejach. Bez tego nawet nauka historyczna nie byłaby możliwa. Dlatego też miał rację Hume, kiedy mówił, że zadanie historii polega na wykazywaniu, jak władza opinii publicznej daleka od tego, by być jedynie utopijnym dążeniem, stanowi ten właśnie czynnik, który zawsze najmocniej ciążył na ludzkich społeczeństwach. Tak więc nawet ten, kto dąży do rządów przy pomocy janczarów, uzależniony jest zarówno od opinii tych ostatnich, jak i od opinii, jaką się oni cieszą wśród pozostałych mieszkańców kraju.

Prawda jest taka, że przy pomocy janczarów nie sprawuje się rządów. Talleyrand tak kiedyś powiedział do Napoleona: „Bagnetami można wszystko załatwić, Sire, ale do jednego się nie nadają - nie można na nich usiąść”. A rządzenie to nie jest gwałtowne wymuszanie[139] władzy, lecz jej spokojne sprawowanie. Czyli, krótko mówiąc: sprawować rządy to znaczy usiąść. Tron, krzesło edyla, niebieska ława, fotel ministerialny, stolec. Wbrew naiwnym, obiegowym sądom rządzenie to nie tyle sprawa pięści, co pośladków. Państwo to w ostatecznym rachunku stan[1] opinii; sytuacja statycznej równowagi.

Zdarza się natomiast, że opinia publiczna nie istnieje. W społeczeństwie podzielonym na zwalczające się grupy, których siła opinii wzajemnie się znosi, nie ma miejsca na ustanowienie rządów. Mamy wówczas do czynienia ze zjawiskiem podobnym do tych, jakie zachodzą w przyrodzie, która, jak wiadomo, nie znosi próżni. Otóż pustkę, jaką stwarza nieobecność siły opinii publicznej, wypełnia brutalna siła fizyczna, czyli innymi słowy ta ostatnia staje się niejako substytutem tej pierwszej.

Dlatego też, jeśli się chce w pełni precyzyjnie przedstawić prawo opinii publicznej jako prawo ciążenia historycznego, trzeba pamiętać także o wypadkach, kiedy owa opinia publiczna nie istnieje, a dojdziemy wówczas do starej, szacownej i banalnej prawdy, że można rządzić wbrew opinii publicznej.

Dochodzimy zatem do stwierdzenia, iż rządzenie oznacza panowanie pewnej opinii albo też pewnego ducha, czyli że, ostatecznie rzecz biorąc, rządzenie to nic innego, jak sprawowanie władzy duchowej. Fakty historyczne potwierdzają to w całej rozciągłości. Wszelkie rządy pierwotne mają charakter sakralny, ponieważ opierają się na religii, a religia jest zawsze pierwotną formą tego, co potem przybiera postać ducha, idei, opinii, czyli ogólnie rzecz biorąc tego, co niematerialne, pozafizyczne. Z tym samym zjawiskiem, tylko na wielką skalę, mieliśmy do czynienia w wiekach średnich.[140]

Pierwszym państwem czy władzą publiczną, która powstała w Europie, był Kościół z jego specyfiką i niejako ex definitione „władzą duchową. Przedstawiciele władzy politycznej nauczyli się od Kościoła, że w gruncie rzeczy oni także sprawują władzę duchową, nadając moc pewnym ideom; i tak powstało Święte Cesarstwo Rzymskie. Doszło więc do tego, że zwalczać się zaczęły dwie władze, które nie mogąc rozdzielić kompetencji w swej najistotniejszej treści - obie odnoszą się do sfery duchowej - uzgodniły podział czasowy: do jednej należą sprawy doczesności, do drugiej zaś wieczności. Władza doczesna i władza religijna są tak samo duchowe; ale pierwsza reprezentuje ducha czasu: opinię publiczną, światową i zmienną; druga - ducha wieczności: opinię Boga o ludziach i ich przeznaczeniu.

Można zatem równie dobrze powiedzieć, że w takim to a takim okresie rządził dany człowiek, naród czy jednolita grupa narodów, jak i że w takim to a takim okresie panował na świecie dany system opinii - idei, ugrupowań, dążeń i celów.

Jak to panowanie rozumieć? Olbrzymia większość ludzi nie ma żadnej własnej opinii, a zatem trzeba im ją wtłoczyć z zewnątrz, tak samo jak wtłacza się smar w łożyska maszyny. Dlatego też po to, by ludzie, którzy własnej opinii nie mają (a tych jest większość) mogli jakąś opinię mieć, jest rzeczą konieczną, by duch - jakikolwiek - miał i sprawował władzę.

Bez opinii współżycie ludzkie byłoby chaosem, a nawet więcej, byłoby dziejową nicością. Bez opinii życie ludzkie byłoby pozbawione konstrukcji i organizacji. Dlatego też ludzkość ogarnia chaos, kiedy zaczyna brakować władzy duchowej, kiedy nie ma kogoś, kto rządzi. Tak samo każda zmiana władzy, każda zmiana rządzących oznacza zarazem zmianę opinii i co za tym idzie, zmianę historycznego ciążenia.[141]

Wróćmy teraz do początku. W różnych wiekach Europa, konglomerat duchowo pokrewnych sobie narodów, rządziła światem. W wiekach średnich nikt nie rządził światem doczesnym. Dzieje się tak zawsze we wszystkich historycznych wiekach średnich. Dlatego też były one okresem względnego chaosu, barbarzyństwa i braku opinii. Są to czasy, w których szczególnie intensywnie kocha się i nienawidzi, gorąco pożąda i gardzi. Ale za to mało się myśli czy opiniuje. Czasy takie mają swój urok. Natomiast w wielkich epokach ludzie czerpią soki żywotne z myślenia, z opiniowania i dlatego panuje wtedy porządek. Ponadto w wiekach średnich odnaleźć można inną epokę, w której - tak samo jak w wiekach nowożytnych - ktoś rządził, chociaż rządził tylko pewnym ograniczonym obszarem świata. Był to Rzym, ów wielki władca, który zaprowadził porządek nad Morzem Śródziemnym i w jego pobliżu.

Obecnie w latach powojennych zaczyna się mówić o tym, że Europa już światem nie rządzi. Czy zdajemy sobie sprawę z całej powagi takiej diagnozy? Oznacza ona zmianę władzy. W czyje ręce się ona dostanie? Kto obejmie po Europie władzę nad światem? Czy jesteśmy pewni, że w ogóle ktoś ją w tym zastąpi? A jeśli nie znajdzie się nikt, to co się wtedy stanie?

 

 

2

 

Prawdą jest, że na świecie, w każdej chwili, a zatem także teraz, dzieje się naraz nieskończenie wiele rzeczy. Stwierdzenie, że coś właśnie się na świecie dzieje, jest ironiczne samo wobec siebie. Ze względu na to, że bezpośrednie poznanie całej pełni rzeczywistości jest niemożliwe, nie pozostaje nam nic innego jak arbitralne konstruowanie rzeczywistości i zakładanie, że rzeczy[142] dzieją się w jakiś określony sposób. Dzięki temu otrzymujemy schemat, to znaczy pojęcie lub też siatkę pojęć. Siatkę tę nakładamy na prawdziwą rzeczywistość i dopiero wówczas uzyskujemy jej przybliżony obraz. Na tym polega metoda naukowa. Nawet więcej: na tym polega wszelkie posługiwanie się intelektem. Popełniamy rozmyślnie i ironicznie błąd, kiedy na widok przechodzącego przez ogród przyjaciela powiadamy: „To jest Piotr. A to dlatego, że Piotr oznacza dla nas pewien schematyczny zbiór sposobów fizycznego i moralnego postępowania (to co nazywamy „charakterem), tymczasem prawda jest taka, że są chwile, w których Piotr prawie w niczym nie przypomina pojęcia „nasz przyjaciel Piotr.

Każde pojęcie, zarówno najbardziej pospolite, jak i najbardziej techniczne, osadzone jest w ironii wobec siebie samego, tak jak diament o geometrycznych kształtach osadzony jest w swojej złotej oprawie. Pojęcie to mówi nam z całą powagą, że: „Ta rzecz jest A, a tamta rzecz jest B. Ale jest to powaga pince-sans-rire[2], niestała, chwiejna, powaga kogoś, kto dusi w sobie wesołość i w każdej chwili może stracić panowanie nad sobą i wybuchnąć głośnym śmiechem. W pojęciu tym doskonale wiadomo, że ani ta rzecz nie jest całkowicie A, ani tamta całkowicie B. Myśl w danym pojęciu naprawdę różni się nieco od tego, co ono wyraża, i na tym właśnie polega ironia. Naprawdę myśl jego jest taka: wiem, że ściśle biorąc ani ta rzecz nie jest A, ani tamta nie jest B; ale przyjmując, że są one A i B, jestem w stanie sam siebie zrozumieć, biorąc pod uwagę skutki swych żywych zachowań wobec tej i tamtej rzeczy.

Taka teoria poznania rozumowego zirytowałaby starożytnego Greka. Wierzył on, że rozum i pojęcia[143] odzwierciedlają prawdziwą rzeczywistość. My natomiast uważamy, że rozum, pojęcia są to wszystko narzędzia domowe, którymi rozporządza człowiek i które są mu potrzebne do wyjaśnienia jego własnej sytuacji w nieskończonej i arcyproblematycznej rzeczywistości, jaką jest jego życie. Życie to walka z rzeczami o to, by się wśród nich utrzymać. Pojęcia są planem strategicznym, jaki przygotowujemy, by odeprzeć ich atak. Dlatego też, jeśli dobrze przeanalizujemy samą istotę jakiegokolwiek pojęcia, to przekonamy się, że nic nam ono nie mówi o samej rzeczy, lecz określa, co człowiek z nią może zrobić lub też czego może od niej oczekiwać. Owa opinia taksująca, zgodnie z którą treść każdego pojęcia jest czymś witalnym, jest zawsze możliwym działaniem lub możliwym doznaniem człowieka, nie była dotychczas, o ile wiem, przez nikogo sformułowana, ale moim zdaniem jest ona nieuchronną konsekwencją procesu filozoficznego, zapoczątkowanego przez Kanta. Dlatego też, jeśli raz jeszcze przyjrzymy się całej filozofii przeszłości do czasów Kanta, to odniesiemy wrażenie, że w głębi rzeczy wszyscy filozofowie mówili to samo. Tak więc, wszelkie filozoficzne odkrycia są niczym innym, jak odkrywaniem i wydobywaniem na wierzch tego, co było na samym dnie.

Ale cały ten przydługi wtręt nie był właściwie potrzebny do wyjaśnienia tego, co chcę powiedzieć na temat zupełnie obcy problematyce filozoficznej. Chciałem po prostu powiedzieć, że to, co się obecnie dzieje na świecie - historycznie rzecz biorąc - sprowadza się do stwierdzenia, że przez trzy wieki Europa rządziła światem, a w chwili obecnej sama już nie jest pewna, czy nim rządzi i czy będzie nim rządzić w przyszłości. Bez wątpienia, sprowadzenie do tak prostej formy nieskończenie wielkiej ilości rzeczy, które składają się na współczesną rzeczywistość historyczną, jest w nalep[144]szym razie przesadą i dlatego chciałem tu przypomnieć, że myślenie - czy nam się to podoba czy nie - jest zawsze przesadne. Kto nie chce przesadzać, musi milczeć; a nawet więcej, musi sparaliżować działanie swojego intelektu.

Tak więc uważam, że to właśnie ma miejsce we współczesnym świecie, a cała reszta jest tego następstwem, warunkiem, symptomem.

Nie twierdzę, że Europa już przestała rządzić, chodzi mi jedynie o to, że w ciągu ostatnich lat zaczęła przeżywać poważne wątpliwości co do tego, czy rządzi, czy też nie i czy będzie rządziła jutro. Towarzyszą temu wątpliwości w innych krajach świata co do tego, czy w chwili obecnej są w ogóle przez kogoś rządzone. One także nie są tego pewne.

Wiele się ostatnio mówi o zmierzchu Europy. Bardzo bym pragnął, byśmy wreszcie przestali automatycznie wiązać myśli o zmierzchu Europy, czy w ogóle Zachodu, ze Spenglerem. Zanim się jeszcze ukazała jego książka, już było o niej głośno, a swoje powodzenie zawdzięcza ona niewątpliwie temu, że zawarte w niej obawy i niepokoje zalęgły się już w wielu umysłach uprzednio, z bardziej różnorodnych powodów.

Tyle się ostatnio mówiło o schyłku Europy, że w oczach wielu stał się on faktem dokonanym. Nie jest to przekonanie poważnie przemyślane i oparte na wiarygodnych świadectwach, po prostu ludzie przyzwyczaili się przyjmować je za pewnik, chociaż szczerze mówiąc nie pamiętają, by w jakimś określonym momencie zostali o tym wyraźnie przekonani. Ostatnia książka Waldo Franka Redescubrimiento de America (Ponowne odkrycie Ameryki) opiera się w całości na założeniu, że Europa znajduje się obecnie w stanie agonii. Jednakże Frank nie analizuje, nie omawia ani nawet nie wspomina owego niesłychanego zjawiska, na którym oparte[145] jest całe jego rozumowanie. Bez przeprowadzania jakichkolwiek dowodów przechodzi nad nim do porządku dziennego, jak gdyby to był nie podlegający dyskusji pewnik. Owa naiwność w punkcie wyjścia skłania mnie do twierdzenia, iż Frank wcale nie jest przekonany o upadku Europy; więcej nawet, że nigdy o tym problemie poważnie nie myślał. Wsiadł nań tak, jak się wsiada do tramwaju. Frazesy są tramwajami intelektualnego transportu.

Wielu ludzi czyni podobnie jak on. A nade wszystko czynią tak całe narody.

Obecny świat to świetny przykład panowania dziecinnej mentalności. W szkole, kiedy ktoś oznajmi, że nauczyciel już wyszedł, natychmiast cała dzieciarnia zaczyna hasać i dokazywać. Każde z dzieci odczuwa rozkosz, jaką daje wyrwanie się spod presji spowodowanej obecnością nauczyciela, zrzucenie z siebie jarzma norm, uwolnienie się od wszelkich więzów, poczucie bycia panem swojego losu. Dzieciarnia po odrzuceniu norm wyznaczonych przez lekcje i zadania potrafi jedynie hasać i dokazywać, ponieważ nie ma jakichś właściwych sobie celów, jakiegoś formalnego zajęcia, jakiegoś zadania, które by miało sens, ciągłość i wytyczony kierunek.

Rzeczą pożałowania godną jest smutne widowisko, którego bohaterami są różne młode narody. Wobec tego, że jak powiadają, Europa chyli się ku upadkowi, a zatem władza nad światem wymyka jej się z rąk, każdy z tych narodów i narodków zaczyna podskakiwać, dokazywać i stawać na głowie albo też prężyć się i wypinać, przyjmując postawę osoby dorosłej, która potrafi sama kierować własnym losem. Stąd też bierze swój początek cała gama pojawiających się na świecie nowych „nacjonalizmów.

W poprzednich rozdziałach starałem się zdefiniować panujący dziś na świecie nowy typ człowieka: nazwałem[146] go człowiekiem masowym, stwierdzając zarazem, że jego charakterystyczną cechą jest to, iż sam czując się pospolitym, żąda, by pospolitość była prawem i odmawia uznania jakichkolwiek nadrzędnych wobec siebie instancji. Jest rzeczą oczywistą, że skoro taki typ ludzi dominuje w poszczególnych narodach, to takie samo zjawisko da się również zauważyć w społeczności narodów. A zatem istnieją także narody masowe buntujące się przeciwko wielkim, twórczym narodom, owym mniejszościom w społeczności międzynarodowej, które stworzyły historię. Doprawdy śmiech bierze patrzeć, jak ta czy tamta republiczka wspina się na palce, wychyla się z jakiegoś zapadłego kąta i poucza Europę ogłaszając, iż utraciła miejsce w ogólnych dziejach świata.

Jakie są tego wyniki? Europa stworzyła system norm, których skuteczności i płodności dowiodły liczne stulecia. Normy te nie są w żadnym razie najlepsze z możliwych. Ale bez wątpienia istnieją, podczas gdy inne nie istnieją w ogóle bądź ledwie zarysowują się na horyzoncie. By te normy przewyższyć, trzeba przede wszystkim stworzyć jakieś inne. Otóż narody masowe zdecydowały się odrzucić system norm zwany cywilizacją europejską, a ponieważ nie są w stanie stworzyć innego systemu, nie wiedzą, co mają teraz ze sobą robić, i żeby jakoś wypełnić czas, brykają i dokazują.

Taka jest pierwsza konsekwencja tego, że ktoś przestał rządzić światem. Pozostali, buntując się, tracą cel życia i pozostawieni sobie samym, nie mają żadnego wytyczonego programu.

 

 

3

 

Pewnego razu Cygan przyszedł do spowiedzi; przezorny ksiądz zaczął od pytania, czy zna przykazania Boże.[147] Na co Cygan odpowiedział: „Wielebny ojcze, mam zamiar się ich nauczyć, ale ludzie powiadają, że lada dzień mają zostać unieważnione.

Czyż obecnie sytuacja na świecie nie jest właśnie taka? Rozeszła się wieść, że skończyły się rządy Europy, wobec czego wszyscy - zarówno ludzie jak i narody - korzystają z okazji, by żyć bez nakazów, bo istnieją tylko nakazy europejskie. Nie mamy tu do czynienia z sytuacją, kiedy to - jak to często bywa - rodzące się nowe normy zastępują stare, a nowy zapał podsyca dawne, gasnące już entuzjazmy. Byłoby to zjawisko naturalne. Co więcej: stare wydaje się nam stare nie ze względu na swoją starość, ale dlatego, że pojawiło się nowe, które już samą swoją nowością postarza to, co je poprzedzało. Gdybyśmy nie mieli dzieci, nie starzelibyśmy się, a w każdym razie następowałoby to znacznie później. To samo odnosi się do przedmiotów. Samochód sprzed dziesięciu lat wydaje nam się starszy niż lokomotywa sprzed dwudziestu, a to po prostu dlatego, że technika samochodowa rozwija się szybciej. Schyłek, który bierze swój początek z pojawieniem się świeżych pędów, jest objawem zdrowia.

Obecna sytuacja w Europie jest dziwna i niezdrowa. Rządy Europy straciły moc, ale na horyzoncie nie pojawiły się żadne inne. Powiada się, że Europa przestała rządzić, ale nie widać nikogo, kto by ją miał zastąpić. Przez słowo Europa rozumie się przede wszystkim i właściwie trójcę: Francję, Anglię i Niemcy. W zajmowanym przez te kraje regionie kuli ziemskiej dojrzewał wzór ludzkiej egzystencji, zgodnie z którym świat został zorganizowany. A zatem, jeżeli te trzy narody są obecnie, jak to się ogólnie uważa, w upadku, a lansowane przez nie wzory życia straciły swą moc, to nic dziwnego, że świat się demoralizuje.

To niewątpliwie prawda. Cały świat - zarówno narody jak i jednostki - jest zdemoralizowany. Demoralizacja[148] ta przez jakiś czas bawi, a nawet stwarza pewne niejasne złudzenia. Ludzie podrzędni i upośledzeni wierzą, iż zrzucili z siebie ciążące im jarzmo. Jedynie w dekalogach przetrwał jeszcze charakter obciążenia, który zachował się z czasów wykuwania przykazań w kamieniu i brązie. Etymologicznie rzecz biorąc, rządzenie (mandar) związane jest z obarczaniem, z przekazywaniem komuś czegoś do rąk (manos). Ten, kto rządzi, bezlitośnie i nieodwołalnie obciąża innych. Na całym świecie ludzie podrzędni i uciskani mają już dość tego ciągłego obarczania i uciskania, a zatem z radością korzystają z okresów, w których nie ma już żadnych poważnych i ciążących nakazów. Ale radość nie trwa długo. Bez rządów, które by zmuszały do jakiegoś sposobu życia, życie staje się czystym „bezrobociem, życiem w „rezerwie. W takiej nieznośnej sytuacji znajduje się obecnie najlepsza część młodzieży. Już samo to, że czują się wolni, wyswobodzeni z wszelkich więzów, sprawia, iż odczuwają wewnętrzną pustkę. Życie w „rezerwie jest większym od śmierci zaprzeczeniem samego siebie. Żyć, to znaczy musieć robić coś określonego, czyli wypełnić jakieś zadania; im bardziej zatem się od tego uchylamy, tym pustsze staje się nasze życie. Niezadługo na całej kuli ziemskiej rozlegnie się straszliwy okrzyk, który jak wycie niezliczonej sfory psów wzniesie się ku niebu w błaganiu o kogoś, kto by rządził, kto by narzucał zadania i obowiązki.

To, co powiedziałem, powinno wystarczyć tym, którzy z dziecinną nieświadomością rzeczy oznajmiają nam, że Europa już nie rządzi. Rządzić, znaczy dawać ludziom jakieś zajęcie, lokować ich we własnym przeznaczeniu, czyli innymi słowy nie dopuszczać do tego, by „szli na żywioł, co na ogół prowadzi do włóczęgi bez celu, do pustki życiowej, do ruiny.

Nie byłoby nic złego w tym, żeby Europa przestała sprawować rządy nad światem, gdyby ktoś inny mógł ją[149] zastąpić. Ale na razie nie widać nawet cienia kogoś takiego. Nowy Jork i Moskwa to nic nowego w odniesieniu do Europy. Oba te centra są odgałęzieniami rządów europejskich, które oddzieliwszy się od reszty, straciły swoje znaczenie. Prawdę mówiąc, o Nowym Jorku czy o Moskwie mówię z pewnym przerażeniem, bo przecież nie wiemy, co one sobą faktycznie reprezentują, wiemy jedynie to, że o żadnym z tych ośrodków władzy nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa. Ale nawet powierzchowna znajomość wystarcza, żeby zrozumieć ich charakter gatunkowy. W rzeczywistości oba należą do tego typu zjawisk, które nazwałem niegdyś „historycznym kamuflażem. Kamuflaż to w istocie rzeczy rzeczywistość inna niż ta, na jaką wskazują pozory. Jego oblicze ukrywa raczej niż objawia kryjącą się za nim rzeczywistą treść. Dlatego też udaje mu się oszukać wielu ludzi. Ten tylko może się uchronić od błędu, kto z góry wie, że kamuflaż w ogóle nie istnieje. Podobnie ma się rzecz z mirażami, kiedy to umysł koryguje wrażenia wzrokowe.

W każdym przypadku historycznego kamuflażu mamy do czynienia z dwiema rzeczywistościami, które się na siebie wzajemnie nakładają: jedna jest głęboka, prawdziwa, istotna, a druga pozorna, przypadkowa i powierzchowna. Tak więc w wypadku Moskwy mamy do czynienia z warstwą idei europejskich - z marksizmem - wymyślonych w Europie i mających na względzie realia europejskie. Pod tą warstwą znajduje się naród nie tylko etnicznie różny od narodów europejskich, ale - i to jest czynnik znacznie ważniejszy - będący w innym wieku niż one. Jest to naród ciągle jeszcze w stanie fermentu; to znaczy naród w stanie młodzieńczym. To, żeby marksizm zatriumfował w Rosji, w której nie ma przemysłu, było największą sprzecznością, jaka w nim mogła się pojawić. Nie ma jednak tak dużej sprzeczno[150]ści, bo i triumf nie jest taki znowu wielki. Rosja jest mniej więcej tak samo marksistowska, jak rzymska była germańska ludność Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Nowe narody nie mają idei. Jeśli wzrastają na obszarach, gdzie istnieje stara kultura albo dopiero co przestała istnieć, to przyoblekają się w odziedziczone po niej idee. Stąd bierze się kamuflaż i takie są jego przyczyny. Zapomina się często, o czym już wspominałem, że istnieją dwa główne typy ewolucji narodów. Są narody, które zrodziły się w „świecie pozbawionym jakiejkolwiek cywilizacji. Na przykład Egipcjanie i Chińczycy. W takich narodach wszystko jest własne, autochtoniczne, ich gesty i postawy są jasne i bezpośrednie. Ale są też inne narody, które wzrastają i rozwijają się na terenach zajętych już przez kulturę o zamierzchłej historii. I tak na przykład Rzym wyrósł na Morzu Śródziemnym, którego wody przesiąknięte były cywilizacją grecko-orientalną. Stąd też połowa gestów i przybieranych przez Rzymian postaw nie była ich własna, lecz nabyta, wyuczona, a każdy gest wyuczony, nabyty jest zawsze dwoisty, ma pośredni, a nie bezpośredni charakter. Ten, kto wykonuje jakiś wyuczony gest, wymawiając na przykład słowo w obcym języku, czyni zarazem inny gest, własny, autentyczny; kontynuując przykład - tłumaczy jednocześnie jakieś egzotyczne słowo na własny język. Dlatego też po to, by zrozumieć kamuflaż, trzeba się zachować tak jak ktoś, kto tłumaczy tekst, posługując się słownikiem. Czekam na książkę, w której marksizm Stalina zostanie przetłumaczony na język dziejów Rosji, ponieważ silne i żywotne jest w nim to, co rosyjskie, a nie to, co komunistyczne.

Jedno jest pewne, że Rosja potrzebuje jeszcze całych wieków do tego, by móc pretendować do władzy nad światem. Ponieważ na razie sama odczuwa konieczność czyichś rządów, to udaje, iż uznała za swoje europejskie[151] zasady Marksa. Wystarcza jej fikcja, jako że przepełnia ją zapał młodości. Młody nie potrzebuje racji, by żyć: potrzebuje jedynie pretekstów.

Bardzo podobnie ma się rzecz z Nowym Jorkiem. Również w tym wypadku błędne jest przypisywanie jego obecnej siły rządom, którym jest posłuszny.

W ostatecznym rachunku sprowadzają się one do jednego: do techniki. Cóż za zbieg okoliczności! Przecież to także wynalazek europejski, nie amerykański. Technika została wynaleziona w Europie w ciągu XVIII i XIX wieku. Cóż za nowy zbieg okoliczności. Przecież to właśnie są wieki, w których rodziła się Ameryka. I pomyśleć, że są ludzie, którzy poważnie uważają, że istotą Ameryki jest jej praktycystyczne i techniczne pojęcie życia! Natomiast prawdą jest, że w Ameryce, jak to zwykle bywa z koloniami, mamy do czynienia z odrodzeniem czy też odmłodzeniem się starych ras, w tym wypadku przede wszystkim europejskich. Stany Zjednoczone również - chociaż z innych powodów niż Rosja - stanowią przypadek tej szczególnego typu rzeczywistości historycznej, którą nazywamy „nowym narodem. Często uważa się to za pusty frazes, podczas gdy jest to konkretne, prawdziwe określenie rzeczywistości, podobnie jak to ma miejsce, kiedy się mówi o młodości człowieka. Ameryka jest silna ze względu na swoją młodość, którą oddała pod rozkazy współczesnej „techniki, tak samo jak mogłaby ją oddać pod rozkazy buddyzmu, gdyby to była w danym momencie tendencja dominująca. Ale czyniąc tak, Ameryka jedynie zaczyna swoje dzieje. Teraz dopiero pojawią się jej niepokoje, wewnętrzne walki, konflikty. Będzie tam jeszcze miejsce na wiele rzeczy; między innymi na kierunki najbardziej przeciwstawne praktycyzmowi i technice. Ameryka jest młodsza niż Rosja. Zawsze powtarzałem, może aż do przesady, że Amerykanie to naród prymitywny,[152] zakamuflowany za pomocą najnowszych wynalazków.[3] Obecnie Waldo Frank w swoim Redescub...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin