Berkeley - Copleston.doc

(150 KB) Pobierz
BERKELEY (I)

BERKELEY (I)

 

3. Duch myśli Berkeleya

 

        Wielu umysłom wydawało się, że przeczył on temu, co najbardziej oczywiste, tak oczywiste, że żaden zwykły człowiek nie mógłby w to wątpić, a z kolei domagał się uznania tego, co pod żadnym względem nie było oczywiste (tzn. nieistnienia materii). Jej autor mógł być człowiekiem umysłowo niezrównoważonym, jak sądzili niektórzy, albo też dowcipnym Irlandczykiem, który wymyślił wyszukany żart.

        Ale nikt, kto wierzył lub twierdził, że wierzy, iż domy i stoły, i drzewa, i góry są ideami duchów bądź umysłów, nie miał podstaw oczekiwać, że inni będą podzielać jego poglądy.

        Niektórzy przyznawali, że argumenty Berkeleya są pomysłowe, subtelne i trudne do obalenia, ale jednak coś musi być z nimi nie w porządku, skoro prowadzą do tak paradoksalnych wniosków.

        Łatwo jest obalić stanowisko Berkeleya np. słynna refutacja dr. Samuela Johnsona. ów uczony doktor kopnął wielki kamień, wykrzykując: „Tak oto obaliłem jego filozofię".

        Berkeley, był przekonany, że to on znajduje się po stronie zdrowego rozsądku, i by odróżnić się od profesorów będących w jego przekonaniu zbłąkanymi metafizykami głoszącymi obce i dziwaczne teorie, uważał własne stanowisko za „zwyczajne" w jego notatkach znajdujemy hasło:Zapamiętać: Zawsze zwalczać metafizykę, itd., i nawoływać ludzi do zdrowego rozsądku". 

        Zwykli ludzie powiedzieliby, że stół istnieje i jest obecny w pokoju, nawet gdy niema tam nikogo, kto mógłby go postrzegać. Ale Berkeley odparłby, że nie zamierza zaprzeczać, iż w pewnym sensie można powiedzieć, że stół istnieje, chociaż nie ma w pokoju nikogo, kto by go postrzegał. Problem nie polega na tym, czy teza ta jest prawdziwa, czy fałszywa, ale na tym, w jakim sensie jest ona prawdziwa. Co chcemy wyrazić, gdy twierdzimy, że stół jest w pokoju, chociaż nikogo tam nie ma i nikt go nie postrzega?

        Cóż innego niż to, że gdyby ktoś wszedł do pokoju, miałby doświadczenie, które nazywamy widzeniem stołu? Czyż zwykły człowiek nie twierdziłby, że właśnie o to mu chodzi, gdy mówi, że stół jest w pokoju, nawet jeśli nikt go nie postrzega? Poglądy uważane niekiedy przez jemu współczesnych za ekscentryczne są w rzeczywistości całkiem zgodne ze zdrowym rozsądkiem.

        Berkeley był nie tylko jednym z tych filozofów, którzy umieli dobrze pisać we własnym języku; przywiązywał także ogromną wagę do znaczenia i użycia słów. Jest to jeden z zasadniczych powodów, dla których jego dzieła cieszą się zainteresowaniem współczesnych filozofów brytyjskich, widzą oni w nim prekursora filozofii lingwistycznej.

        Berkeley podkreślał na przykład potrzebę właściwej analizy terminu „istnienie". W swych notatkach zwraca uwagę, iż wielu filozofów starożytnych dopuściło się różnych niedorzeczności z tego względu, że nie wiedzieli, czym jest istnienie.

        Zdaniem Berkeleya, wniosek Esse est percipi był rezultatem trafnej analizy terminu „istnieć" występującego w zdaniu, iż rzeczy postrzegalne zmysłowo istnieją. Ponadto Berkeley zwracał szczególną uwagę na znaczenie i użycie terminów abstrakcyjnych, takich jak terminy występujące w Newtonowskim przyrodoznawstwie. Jego analiza użycia tych terminów stanowiła antycypację poglądów na temat statusu teorii naukowych, które później stały się obiegowe.

        Teorie naukowe są hipotezami, ale błędem byłoby sądzić, że skoro dana hipoteza naukowa się sprawdza, musi ona koniecznie być wyrazem naturalnej zdolności ludzkiego umysłu do zgłębiania ostatecznej struktury rzeczywistości i do osiągania absolutnej prawdy.

        Co więcej, terminy takie jak „siła ciężkości", „przyciąganie" itd. mają oczywiście swoje użycia; ale czym innym jest twierdzić, że posiadają one wartość instrumentalną, a czym innym uważać, że oznaczają one nieznane bliżej byty lub jakości.

        Chociaż Berkeley domagał sięwygnania" metafizyki i przywrócenia ludziom zdrowego rozsądku, sam był metafizykiem.

        Sądził, że nieuchronną konsekwencją jego wykładni istnienia i natury przedmiotów materialnych jest istnienie Boga. Nie istnieje substancja materialna, która miałaby stanowić podłoże jakości nazywanych przez Berkeleyaideami".

        Przedmioty materialne mogą być wobec tego zredukowane do zespołów idei, a idee nie mogą istnieć samodzielnie, niezależnie od wszelkiego umysłu. Jest oczywiste, że istnieje różnica między ideami, które sami sobie tworzymy, tj. wytworami wyobraźni (np. ideą syreny lub ideą jednorożca), a fenomenami bądźideami", które człowiek postrzega w normalnych okolicznościach, na jawie.

        Mogą tworzyć własny fantastyczny świat; ale to wszystko, co widzę, gdy podnoszę oczy znad książki i wyglądam przez okno, nie zależy ode mnie. Idee te musi więc podsuwać mi jakiś umysł lub duch, to znaczy Bóg.

        W jego przekonaniu fenomenalizm prowadzi do teizmu. Czy rzeczywiście tak jest, to osobny problem. Berkeley był co do tego przekonany i między innymi dlatego uważał, że wiara w Boga jest po prostu wymogiem zdrowego rozsądku. Jeżeli przyjmiemy zgodne ze zdrowym rozsądkiem stanowisko w sprawie istnienia i natury przedmiotów materialnych, będziemy musieli uznać istnienie Boga. I na odwrót; wiara w substancję materialną sprzyja ateizmowi.

        Berkeley nie ukrywał, iż krytykę substancji materialnej uważa za utorowanie drogi do teizmu w ogóle, w szczególności zaś - chrześcijaństwa.

        Berkeley otwarcie stwierdzał praktyczną funkcję swej filozofii. Pełny tytuł Traktatu brzmi: Traktat o zasadach poznania ludzkiego, w którym zostały zbadane główne przyczyny błędów i trudności występujących w naukach wraz z podstawami, na których opiera się sceptycyzm, ateizm i niereligijność.

        Podobnie celem Trzech dialogów jest „udowodnienie rzeczywistości i doskonałości ludzkiego poznania, bezcielesnej natury duszy i bezpośredniej opatrzności Boga w przeciwieństwie do sceptyków i ateistów".

 

4. Teoria widzenia

 

        Konstrukcja instrumentów optycznych przyczyniła się do rozwoju teorii optycznych. Ukazało się szereg prac takich jak Barrowa Optical Lectures („Wykłady z optyki"; 1669), za pośrednictwem Essay Berkeley wnosił swój wkład do tematu. Jego zamiarem było: „pokazać, w jaki sposób postrzegamy wzrokiem odległość, wielkość i położenie przedmiotów. Ponadto rozważyć różnicę, jaka istnieje pomiędzy ideami wzroku i dotyku, oraz zbadać, czy istnieje idea wspólna obu zmysłom".

        Berkeley uznaje powszechnie przyjęty fakt, że odległości samej nie postrzegamy bezpośrednio. „Pozostaje więc przyjąć, że jest nam ona podsuwana za pośrednictwem jakiejś innej idei, którą postrzegamy bezpośrednio w akcie widzenia."

        Odrzuca powszechne wyjaśnienie geometryczne odwołujące się do linii i kątów:

1)     doświadczenie nie potwierdza tezy, iż obliczamy bądź oceniamy odległość za pomocą rachunku geometrycznego.

2)     linie i kąty, do których owo wyjaśnienie się odwołuje, są hipotezami stworzonymi przez matematyków próbujących ująć optykę geometrycznie.

        Zamiast wyjaśnienia geometrycznego proponuje takie: Gdy patrzę obu oczyma na znajdujący się w pobliżu przedmiot, odległość między moimi źrenicami zwęża się lub rozszerza, w miarę jak przedmiot ten zbliża się lub oddala. Owej zmianie w oczach towarzyszą pewne wrażenia. W rezultacie wytwarza się związek pomiędzy różnymi wrażeniami a różnymi odległościami. Wrażenia odgrywają więc rolę „idei" pośredniczących w percepcji odległości.

        Jeśli przedmiot zostanie umieszczony w pewnej odległości od oka, a następnie zacznie być stopniowo doń zbliżany, wówczas będzie postrzegany mniej ostro. Zatem „w umyśle powstaje nawykowy związek pomiędzy stopniami nieostrości a stopniami oddalenia; im większa nieostrość, tym mniejsza odległość; im mniejsza nieostrość, tym większa odległość, w jakiej znajduje się przedmiot".

        Ale gdy przedmiot umieszczony w określonej odległości od oka zostanie doń przybliżony, potrafimy, przynajmniej przez pewien czas, zapobiec temu, by jego obraz stał się nieostry, w ten sposób, że wytężymy wzrok.

        Wrażenie towarzyszące wysiłkowi wytężania wzroku pomaga nam ocenić odległość, w jakiej znajduje się przedmiot. Im większy wysiłek wytężenia wzroku, tym przedmiot jest bliższy.

        Dwa rodzaje przedmiotów ujmowanych za pomocą wzroku: 1) widziane są właściwie i bezpośrednio; 2) nie podpadają bezpośrednio pod zmysł wzroku, lecz są raczej przedmiotami dotykowymi, które widzimy tylko pośrednio, za pośrednictwem tego, co jest widziane bezpośrednio. Każdy z obu rodzajów przedmiotów ma własną odrębną wielkość bądź rozciągłość.

        „Wielkość przedmiotu istniejącego poza umysłem i znajdującego się w pewnej odległości pozostaje zawsze niezmiennie ta sama. Lecz przedmiot wzrokowy nieustannie zmieniający się, w miarę jak zbliżasz się lub oddalasz od przedmiotu dotykowego, nie posiada stałej i określonej wielkości. Ilekroć więc mówimy o wielkości czegokolwiek, np. drzewa lub domu, musimy przez nią rozumieć wielkość dotykową, w przeciwnym bowiem razie nie może istnieć nic stałego i poddającego się jednoznacznemu określeniu."[1]

        Wielkość przedmiotów dotykalnych jest jednak postrzegana bezpośrednio. Oceniamy ją za pomocą wielkości wzrokowej na podstawie tego, czy obrazy postrzegane wzrokiem są ostre czy nieostre, wyraźne czy też blade.

        Nie istnieje żaden konieczny związek pomiędzy wielkością wzrokową a wielkością dotykową. Gdy na przykład wieża i człowiek są odpowiednio oddalone, mogą mieć dla wzroku mniej więcej tę samą wielkość. Lecz nie twierdzimy na tej podstawie, iżby miały tę samą wielkość dotykową. Nasza ocena jest zależna od szeregu czynników doświadczalnych. Nie ulega jednak wątpliwości, że zanim dotkniemy danego przedmiotu, jego wielkość dotykową sugeruje nam jego wielkość wzrokowa, choć ta druga nie pozostaje koniecznym związku z tamtą.

        Berkeley nie zamierzał kwestionować użyteczności matematycznej teorii optyki. Ale wydawało mu się oczywistym to, że w zwykłej percepcji wzrokowej nie posługujemy się rachunkiem matematycznym w ocenie odległości i wymiaru. Możemy naturalnie zastosować matematykę przy określaniu odległości; ale proces ten w sposób oczywisty presuponuje zwykłą percepcję wzrokową będącą przedmiotem rozważań Berkeleya.

        Wielkość wzrokowa czy rozciągłość różnią się od rozciągłości dotykowej. Posuwając się dalej, możemy stwierdzić ogólnie, że „nie istnieje idea wspólna obu zmysłom"[2]. Bezpośrednimi przedmiotami wzroku są światło i kolory; poza nimi nie istnieje żaden przedmiot bezpośredni.[3] Lecz światło i kolory nie są postrzegane za pomocą dotyku. A więc nie istnieją bezpośrednie przedmioty wspólne obu zmysłom.

·         Może się wydawać, że Berkeley przeczy sam sobie, gdy twierdzi, że jedynymi bezpośrednimi przedmiotami wzroku są światło i kolory, a zarazem mówi o wzrokowej rozciągłości. Ale tym, co faktycznie widzimy, są barwne plamy, rozciągłe kolory, by się tak wyrazić. Z kolei rozciągłość widzialna postrzegana jako barwne plamy jest, jak podkreśla Berkeley, całkowicie różna od rozciągłości dotykowej.

        Berkeley nie bez powodu podkreśla heterogeniczność przedmiotów wzroku i dotyku. Chce bronić tezy, iż przedmioty wzrokowe, lub inaczej „idee wzroku", są symbolami bądź znakami sugerującymi nam idee dotykowe. Wprawdzie pomiędzy jednymi a drugimi nie istnieje konieczny związek, ale „znaki te są stałe i powszechne, a ich związek z ideami dotykowymi został wyuczony z chwilą, gdy pojawiliśmy się na świecie".[4]

 

BERKELEY (2)

1. Słowa i ich znaczenie

        W Philosophical Commentaries, zauważa, iż przewaga matematyki nad metafizyką i etyką polega na tym, że definicje matematyczne są definicjami słów nieznanych dotąd odbiorcy, więc ich znaczenie nie podlega dyskusji, tymczasem zaś terminy definiowane w metafizyce i etyce są na ogół znane.

        Stąd każda próba ich zdefiniowania może prowadzić do zderzenia z powziętymi wcześniej przesądami dotyczącymi ich znaczenia.[5] Co więcej, niejednokrotnie się zdarza, że rozumiemy, co dany termin używany w filozofii oznacza, a mimo to nie potrafimy jasno zdać sprawy z jego znaczenia czy podać jego definicji. „Mogę jasno i w całej pełni pojmować własną duszę, rozciągłość itd., zarazem nie umiejąc ich zdefiniować."[6] Źródłem trudności, jakie często napotykamy chcąc coś zdefiniować i jasno wyrazić, jest według Berkeleya zarówno ubóstwo i ograniczoność języka", jak i chaos myślowy.[7]

        Analiza językowa jest dlatego w filozofii rzeczą ważną. Przyczyną nieporozumień są nie tyle same słowa, takie jakrzecz" czy „substancja", ile „brak namysłu nad ich znaczeniem”. Niektóre słowa nie wyrażają żadnego znaczenia, ich domniemane znaczenie znika w trakcie analizy; wychodzi wtedy na jaw, że nie odnoszą się one do niczego. „Nauczyliśmy się od pana Locke'a, że możliwa jest i faktycznie powstała niejedna gładka, spójna i systematyczna rozprawa, która mimo to sprowadza się do zera."[8]

        Berkeley zanalizował Lockowską teorię substancji materialnej. Jego atak przybrał formę analizy zdań o przedmiotach materialnych. Twierdził, że analiza znaczenia zdań zawierających nazwy przedmiotów postrzegalnych zmysłowo, czyli ciał, nie potwierdza poglądu, jakoby istniała jakakolwiek substancja materialna w takim sensie, w jakim pojmował ją Locke czyli ukryty i niepoznawalny substrat. Rzeczy są po prostu takie, jakimi je postrzegamy, a nie postrzegamy wszak żadnej Lockowskiej substancji czy substratu.

        Sądy o rzeczach zmysłowych można zanalizować w terminach zjawisk lub przełożyć na sądy o zjawiskach. Możemy oczywiście mówić o substancjach, o ile mamy przez to na myśli rzeczy takie, jakimi je postrzegamy, lecz termin „substancja materialna'' nie oznacza niczego, co różniłoby się od zjawisk i leżało u ich podłoża.

        Berkeley podkreślał potrzebę przeprowadzenia jasnej analizy słowaistnienie". Gdy powiada on, że istnienie rzeczy zmysłowych sprowadza się do tego, że są one postrzegane (esse est percipi), nie chce tym samym powiedzieć, iż nieprawdą jest to, że one istnieją; chce wyjaśnić znaczenie tezy, iż rzeczy zmysłowe istnieją. „Nie wolno twierdzić, że usuwam Istnienie. Przedstawiam tylko znaczenie tego słowa o tyle, o ile potrafię je pojąć."[9]

        Trzeba przyznać, że istotnie ma on coś interesującego do powiedzenia na temat funkcji, jaką pełni język. Przyjmuje się powszechnie, powiada Berkeley, że główną, a w istocie jedyną funkcją języka, jest przekazywanie idei wyrażonych za pomocą słów. Z pewnością jednak tak nie jest. „Istnieją cele odmienne, jak wzniecenie jakiejś namiętności, pobudzanie do działania lub powściąganie od niego czy wprowadzanie umysłu w określone nastawienie.” Berkeley zwraca tu uwagę na emotywne użycie bądź użycia języka. Konieczne jest, wg niego, rozróżnienie funkcji języka i poszczególnych słów, a także odróżnienie kontrowersji czysto werbalnych od tych, które takimi nie są, o ile chcemy, by nas „słowa nie oszukiwały".[10]

 

2. Abstrakcyjne idee ogólne

 

        Wg B.: nie istnieją abstrakcyjne idee ogólne, przy czym akcent pada na słowo „abstrakcyjne". B. zależy głównie na obaleniu teorii idei abstrakcyjnych głoszonej przez Locke'a.

        Przypisuje on Locke'owi tezę, iż potrafimy tworzyć abstrakcyjne wyobrażenia ogólne, i oczywiście bez trudu obala tak przedstawione stanowisko Locke'a. „[...] idea człowieka, którą sobie tworzę, musi być ideą człowieka białego albo czarnego, albo śniadego, prostego czy zgarbionego, wysokiego, niskiego czy też wzrostu średniego. Ale żadnym wysiłkiem myśli nie potrafię sobie przedstawić wyżej opisanej idei abstrakcyjnej".[11] Innymi słowy, nie potrafię przedstawić sobie wyobrażenia człowieka, które równocześnie pomijałoby i obejmowało wszystkie poszczególne cechy rzeczywistych osób.

        O Locke’u:

·         Wyjaśnienia Locke'a dotyczące abstrakcji i jej rezultatów nie zawsze są spójne. W innym miejscu powiada on, że „idee zaś stają się ogólne przez to, że się od nich oddziela okoliczności miejsca i czasu, jak również wszystkie inne idee, które mogłyby je ograniczać do tej czy innej rzeczy poszczególnej. Na drodze abstrahowania idee stają się zdolne reprezentować większą liczbę jednostek niż jedna".[12]

·         I twierdzi on następnie, że w ogólnej idei człowieka ulegają pominięciu cechy poszczególnych osób jako odrębnych jednostek, a zachowane zostają tylko te cechy, które są wszystkim ludziom wspólne.

·         Ponadto, choć Locke niekiedy zdaje się sugerować, że abstrakcyjne idee ogólne są wyobrażeniami, choć nie zawsze tak uważa.

        Berkeley, rozważając wyłącznie idee w percepcji zmysłowej, konsekwentnie interpretuje Locke'a tak, jak gdyby ten ostatni miał na myśli abstrakcyjne wyobrażenia ogólne. Bez trudu też udaje mu się pokazać, że nic takiego nie istnieje.

        Jeśli weźmiemy pod uwagę część teorii Berkeleya, którą stanowi egzegeza Locke'a, musimy przyznać, że Berkeley potraktował tego ostatniego w sposób bez wątpienia niesprawiedliwy.

        Berkeley, odwołuje się do introspekcji. Stąd: patrząc oto w głąb swego umysłu w poszukiwaniu abstrakcyjnych idei ogólnych, Berkeley dostrzega wyłącznie wyobrażenia, a następnie utożsamia wyobrażenia z ideą. A ponieważ nawet wyobrażenie złożone jest nadal wyobrażeniem szczegółowym, choć może być powołane do zastępowania wielu przedmiotów jednostkowych, więc zaprzecza on istnieniu abstrakcyjnych idei ogólnych.

        Dlaczego Berkeley twierdzi, że chociaż odrzuca abstrakcyjne idee ogólne, nie zamierza jednak generalnie odrzucać idei ogólnych?

        Jego zdaniem „idea, która wzięta sama w sobie jest szczegółowa, staje się ogólna przez to, iż każemy jej reprezentować wszelkie inne idee jednostkowe tego samego rodzaju lub zamiast nich występować".[13] Tak więc powszechność nie polega „na jakiejś absolutnej pozytywnej naturze czy ujęciu czegokolwiek, lecz na stosunku, w jakim pozostaje do jednostek, które oznacza lub reprezentuje".[14]

        Mogę brać pod uwagę ten lub inny aspekt rzeczy; i jeśli to właśnie rozumie się przez abstrakcję, abstrakcja jest oczywiście możliwa. „Uznajemy tu, że człowiek może rozważać daną figurę wyłącznie jako trójkątną, to jest bez brania pod uwagę poszczególnych własności kątów lub stosunków między bokami [...]. W podobny sposób możemy rozważać Piotra, biorąc pod uwagę to, dzięki czemu jest człowiekiem, lub to, dzięki czemu jest istotą żywą.” Gdy rozważam Piotra wyłącznie pod względem cech, które dzieli on ze zwierzętami, abstrahując bądź pomijając te cechy, które dzieli z innymi ludźmi, ale nie ze zwierzętami, wówczas moją ideę Piotra można uważać za reprezentującą bądź zastępującą wszystkie zwierzęta. W tym sensie staje się ona ideą ogólną; ale powszechność przysługuje jej wyłącznie ze względu na jej funkcję reprezentowania czy zastępowania. Rozważana sama w sobie, pod względem jej pozytywnej treści, idea ta jest ideą szczegółową.

        Skoro nie ma abstrakcyjnych idei ogólnych, to wynika stąd, iż rozumowanie musi dotyczyć przedmiotów szczegółowych. Nie może ono, rzecz jasna, odnosić się do abstrakcyjnych idei ogólnych, skoro one nie istnieją. Geometra traktuje konkretny trójkąt jako zastępujący czy reprezentujący wszystkie trójkąty, ponieważ interesuje go bardziej sama trójkątność wspomnianego przedmiotu niż jego cechy szczegółowe. W takim razie udowodnienie, że konkretny trójkąt ma określone cechy, jest zarazem udowodnieniem ich istnienia dla wszystkich trójkątów. Ale geometra nie dowodzi własności abstrak...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin