IMPEESA.doc

(30 KB) Pobierz
IMPEESA

IMPEESA

 

Szarotka

 

IMPEESA - w języku plemienia Matabele (zamieszkującego południe Afryki) oznacza "Wilk, który nigdy nie śpi", tak Matabelczycy nazywali Bi-Pi

 

Kochać ludzi....

Kochać ich dla nich samych, nie dla siebie.

Kochać ich z całej siły,

aż do cierpienia, jeśli potrzeba;

ale zawsze dal nich samych, nie dla siebie.

(Druga Księga Jaszczurki)

 

Spójrz w ogień. W taki sam maleńki, zdawałoby się chwiejny i krótkotrwały, ale tak naprawdę pełen dostojności i siły płomień, patrzą w tej chwili miliony skautów na całym świecie. Ten płomień i miłość do niego to to, co bezsprzecznie wszystkich nas łączy, coś co scala nas w jedną, nierozerwalną całość, nie pozwala o sobie zapomnieć... Kim tak właściwie jest nasz płomień?

 

Czy pamiętasz ten przypięty na słomianej macie wiszącej nad twym łóżkiem portret? Niepozorny portret, który w swej szarości tak naprawdę mógł się gubić wśród pstrokatych prostokątów widokówek i zdjęć, ale który ty miałeś przed oczami każdego dnia gdy wstawałeś, gotów na ruszać po raz kolejny na podbój wielkiego świata. Portret, który był ostatnią rzeczą, jaką widziałeś, gdy po codziennej, mozolnej, zwykłej pracy kładłeś się spać. Jak w tej piosence:

 

Na ścianie masz kolekcję swoich barwnych wspomnień

Suszony kwiat, naszyjnik, wiersz i liść.

Już tyle lat przypinasz szpilką na tej słomie

To wszystko, co cenniejsze jest niż skarb.

Pośrodku sam generał Rober Baden-Powell,

rzeźbiony w drewnie lilijki smukły kształt...

 

Robert Baden-Powell. Dla miliardów ludzi na ziemi kolejna, nieznana, tak naprawdę całkowicie anonimowa postać. Dla (w proporcji) nielicznej, na swój sposób wybranej, garstki: ideał, wzór, bohater, autorytet, starszy brat, płomień... Bo to właśnie on rozpalił nasz płomieniem, choć nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę...

 

15 lipca 1907 roku; brudna, portowa keja w Poole, dwudziestu czterech chłopców z arystokratycznych i ubogich dzielnic Londynu; mały, lekko pucołowaty hrabia, umorusany pucybut, lekko zaspany uczeń średniej angielskiej szkoły, czujny, stale rozglądający się wkoło stajenny... a wśród nich Bi-Pi, z ledwo zauważalnym uśmiechem zadowolenia pod podkręconym wąsem; prostą, drewnianą skautową laską i tym czym chce się z nimi podzielić: samym sobą. Za kilka chwil ta grupa chłopców odpłynie w stronę dzikiej, nieznanej wyspy Brownsea, by za trzy tygodnie powrócić, jako pierwsza drużyna skautowa. Teraz są jeszcze bardzo niepewni, zagubieni w całym otaczającym ich chaosie, z niedowierzaniem rozglądają się wokoło, przyglądają się sobie, oceniają; lecz gdy ponownie staną na zaniedbanej, drewnianej koi Anglii, będą już w pewnym sensie zupełnie inni. Będą drużyną, będą razem, będą skautami...

 

 

1920, Olympia-Hall, Londyn. Pierwszy Międzynarodowy Zlot Skautów zwany od teraz Jamboree. Trzydzieści cztery łopoczące na wietrze flagi, niczym pełne wzniosłości i nadziei, chcące poderwać się do lotu ptaki. A pod nimi osiem tysięcy skautów. Sucha liczb, prawda? Ale zamknij oczy i wyobraź sobie, ze jesteś jednym z nich. Że stoisz tam, wśród tłumów młodych ludzi. Czujesz ścisk? Zewsząd słyszysz śmiechy i wykrzykiwane w różnych językach słowa. I nie ważne, że ich nie rozumiesz; nie ważne, że tak naprawdę widzisz tych młodych uśmiechniętych chłopców w różnokolorowych mundurach i chustach we wszystkich barwach tęczy po raz pierwszy w życiu. Ważne jest samo bycie tam. Odczuwanie tej niepowtarzalnej, niezapomnianej, nieporównywalnej z niczym innym jedności. Jedności skautowych chust, jedności skautowej lilijki, jedności skautowego uścisku dłoni, silnej, pełnej wzajemnego zrozumienia, pełnej miłości do drugiego człowieka, pełnej braterstwa...

 

Spójrz w ogień. Widzisz ten mały płomień? Widzisz swój płomień? Taki sam plonie w milionach serc na całym świecie. Taki sam jak w twoim. Maleńki płomień Baden-Powella, płomień braterstwa jest w każdym z nas. Odkryłeś go w lesie, pewnej ciemnej nocy, gdy przy blasku jego brata wymówiłeś rotę Przyrzeczenia, tak jak każdy inny skaut.

 

Płomień czasem jest równy, otacza cię ciepłem i jasnym blaskiem. Znasz te chwile. Jest Ci wtedy dobrze, czujesz się bezpieczny i ze wszech miar szczęśliwy. Daje ci siłę braterstwa i w ten sposób pokazuje kierunek. Jego łagodność i spokój sprawia, ze całe twoje życie, wszystkie poczynania wydają się niesamowicie proste. Ale przychodzą chwilę, gdy trudno ci go zauważyć; przygasa, bo w ferworze dnia zapominasz dołożyć mu strawy – bierwion, polan czy choćby garści chrustu; czasem gaśnie zupełnie, a wtedy potrzebujesz kogoś, kto przypomni ci, że i z czerwonych, ledwo tlących się jeszcze iskierek żaru potrafisz go wskrzesić. Czasem jednak zgaśnie i żar, a co gorsza trudna sztuk rozpalania ognia zaginie gdzieś w bezkresie twej pamięci. W ciemności nikomu nie jest dobrze, nie wiesz którędy iść , by nie zbłądzić,; wokół czujesz czarną pustkę przerażenia. Ale na twojej drodze stają przecież inni...twoi bracia... ich płomień da początek nowemu wewnątrz ciebie, jeśli tylko im na to pozwolisz...

 

Daleko przy Równiku - w Nyeri (Kenia) znajduje się prosty grób z jasnego piaskowca. Grób twórcy scoutingu, Naczelnego Skauta Świata, założyciela WOSM i ojca chrzestnego WAGGGS Roberta Stephensona Baden-Powella, Lorda Gilwell. Na marmurowym nagrobku znajdują się symbole skautów i skautek: lilijka i koniczynka, ale każdy wtajemniczony dostrzeże tam jeszcze jedna, o wiele ważniejsza rzecz: poniżej wszystkich napisów wykuto mały okrąg z zaznaczonym w środku punktem. To stary znak indiański. Ukryta przesłanie, jakie dostaliśmy na sam koniec od naszego brata. Wykonałem swoje zadanie i poszedłem do domu. On wykonał zadanie: pokazał nam jak można żyć, dał płomień braterstwa, płomień miłości do drugiego człowieka. Czy wykonamy je i my?

 

Więc spójrz w ogień...

 

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin