bengal.doc

(268 KB) Pobierz

              Głód w Bengalu w roku 1943 – czy Amartya Sen miał rację?[1]

 

Klęski głodu zdarzały się w Indiach już w starożytności. Panowanie brytyjskie początkowo nie przyniosło zmian na lepsze: wydaje się nawet, że w XVIII i XIX wieku wysokie podatki, utrudnienia w handlu i eksport żywności do Wielkiej Brytanii wręcz pogłębiły skalę klęsk w Bengalu, Orisie czy Madrasie[2]. Bywały jednak sytuacje (jak w 1873 r. w Biharze) że właśnie pomoc rządowa zapobiegła tragedii. Początek XX wieku przyniósł zaś Indiom rozwój infrastruktury transportowej (zwłaszcza kolei), ściślejszą integrację gospodarczą z resztą Imperium Brytyjskiego oraz unowocześnienia w rolnictwie. Rezultaty okazały się o tyle pomyślne, że przez pierwsze 40 lat XX wieku klęski głodowe w tej kolonii nie miały miejsca. Niemniej w przededniu włączenia się Japonii do II wojny światowej sytuacja gospodarcza w Bengalu, najdalej wysuniętej na wschód prowincji Indii Brytyjskich, nie należała do zbyt stabilnych. Wyżywienie regionu opierało się oczywiście na ryżu, dostarczającym jego mieszkańcom 80-90% spożywanych kalorii; trzy czwarte jego zbiorów przypadało na odmianę aman (sianą w lecie, zbieraną w grudniu i styczniu), jedna czwarta na odmianę aus (sianą w marcu i kwietniu, zbieraną we wrześniu). Nieprzewidywalność pogody w Bengalu sprawiała, że choć w normalnych warunkach zbiory zaspokajały potrzeby ludności, a czasem nawet pozwalały na ograniczony eksport, w wypadku problemów (np. cyklonu czy braku monsunu) trzeba było ratować się importem ryżu z sąsiedniej Birmy (od 1937 r. odrębnej brytyjskiej kolonii), niekiedy sięgającym aż 20% całkowitych potrzeb prowincji. Co gorsza, promowana przez władze brytyjskie ekspansja upraw juty[3] kosztem ryżu (w niektórych regionach zajmowała ona do 22% pól) zbiegła się w czasie z wyjałowieniem gleb bengalskich oraz z eksplozją demograficzną (tylko w międzywojniu ludność Bengalu wzrosła o kilkanaście milionów, osiągając w przededniu wojny liczbę około 61.5 miliona, z czego 55 milionów mieszkało na wsi). Polityka ta nie opłaciła się, gdyż w przededniu wojny popyt na jutę zaczął spadać, przez co spadły i jej ceny w Bengalu, na co lokalny rząd odpowiedział ograniczeniem produkcji. Aby uprawiać jutę, należało teraz (od roku 1939) uzyskać kosztowną licencję, co dla drobnych rolników było barierą nie do przejścia. Uprawa ta była dla nich zresztą niezbyt bezpieczna, gdyż choć wojna rychło zwiększyła popyt, podlegał on licznym wahaniom.

Coraz mniej żyzna ziemia była w dodatku niesłychanie rozdrobniona: 36.5% bengalskich wieśniaków nie miała jej w ogóle, a dalsze 40.5% posiadało pola mniejszych rozmiarów niż wystarczające – jak obliczano – do wykarmienia rodziny dwa akry (rodziny te liczyły średnio po 5.4 osoby, a roczna konsumpcja ryżu wynosiła na bengalskiej wsi cztery maundy na głowę)[4]. Odłogiem leżało za to 3 miliony 700 tysięcy akrów ziemi nadającej się pod uprawę, gdyż nie było jej czym nawadniać (sfinansowane przez władze do roku 1943 kanały irygacyjne dostarczały wody zaledwie 6% gruntów, wobec 55% w Pendżabie)[5]

Problemem był także nierównomierny rozwój Bengalu: zachodnia jego część była o wiele bardziej rozwinięta od wschodniej. W tej pierwszej gospodarstwa były zwykle nieco większe (w roku 1943 24% mieszkańców części zachodniej[6] miało ponad pięć akrów ziemi, gdy na wschodzie tylko 16%) co pozwalało regionowi produkować nadwyżki zbóż; wschód miał znacznie więcej bezrolnych, którzy w znacznej liczbie migrowali sezonowo na zachód i do Birmy, pracując tam jako robotnicy rolni. Nowoczesny przemysł koncentrował się w większości w stolicy regionu – Kalkucie[7].

Dodać można, że o ile gros liczniejszych muzułmanów była biednymi rolnikami, posiadacze większych gospodarstw czy urzędnicy wywodzili się w dużej mierze z lepiej wykształconych i sytuowanych hinduistów. To oni też głównie byli w Bengalu zamindarami, panami gruntowymi odpowiedzialnymi za ściąganie podatków oraz inne czynności urzędowe (jak np. pobór do wojska) na podległych sobie terytoriach. W praktyce z ich włości na ogół tworzono pewną ilość dużych działek, na których rządzili bogaci wieśniacy (jotedarzy), puszczający mniejsze spłachetki gruntu w poddzierżawę opłacaną w ziarnie, zwykle ponad połową plonów.

 

              Dla Bengalu rok 1942 okazał się bardzo niepomyślny, choć tylko część z negatywnych zjawisk wywołała wojna. Do takich należała konieczność wyżywienia i zaopatrzenia uchodźców z Birmy, którzy w liczbie pół miliona opuścili ją wraz z armią gen. Harolda Alexandra, pospiesznie przerzucanych nad granicę oddziałów indo-brytyjskich, a także uciekających z innych brytyjskich kolonii trzystu tysięcy cywilów (i żołnierzy z rozbitych jednostek)[8]. Większym jednak problemem okazało się przecięcie dostaw ryżu z Birmy i Tajlandii oraz wojskowe działania żołnierzy Cesarstwa. Latem 1942 r. Japończycy zatopili w Zatoce Bengalskiej niszczyciel i kilkanaście statków kupieckich; jesienią rozpoczęli (acz sporadyczne) ataki lotnicze na bengalskie miasta, w grudniu wysyłając bombowce nad samą Kalkutę, co z oczywistych względów wywołało panikę[9]. Histeria władz objęła też kwestię lojalności bengalskich poddanych: do więzienia mogło zaprowadzić nawet wydanie pracy o związkach buddyzmu indyjskiego z japońskim, a w niechęci do brytyjskich rządów zaczynano rutynowo dopatrywać się chęci kolaboracji. Jakkolwiek siły japońskie w Birmie były zbyt słabe, by próbować inwazji, sytuacja ta mogła ulec zmianie i gubernator Bengalu John Herbert zaczął przygotowywać prowincję do obrony. W tym celu skonfiskowano i zniszczono sporo rowerów (armia gen. Yamashity przemieszczała się właśnie na nich po desancie Singapuru) oraz wszystkie łodzie zdolne pomieścić ponad dziesięć osób (naliczono ich 66563[10], co pokazuje skalę zjawiska) – oczywiście po to, by nie zrobiła z nich użytku armia japońska, efektem ubocznym stało się jednak załamanie połowu ryb w Zatoce oraz handlu przygranicznego i wewnątrzprowincjonalnego, od dawna łagodzących ewentualne braki ryżu w tych rejonach. Rząd zaczął na wielką skalę skupować[11] dostępną żywność i wysyłać ją do spichrzy wojskowych (tak dla zaopatrywania armii, jak i dla uniknięcia przejęcia zapasów przez Japończyków) oraz do Kalkuty. Fabryki tej ostatniej zatrudniały większość z około 1 110 000 robotników bengalskich pracujących na potrzeby wojska, którym gwarantowano wyżywienie[12] – nie wspominając już o tym, że była siedzibą gubernatora. Szczególnie dotkliwie polityka ta uderzyła w przygraniczny Ćittagong, gdzie pospiesznie fortyfikowano granicę, wysiedlając wielu mieszkańców i rekwirując zboże, by utrudnić zaopatrzenie Japończykom. Ewakuacje wiosek – wspominał znany komunista bengalski, Ashok Mitra – przypominały to, co dziś znamy z obecnych izraelskich rajdów na palestyńskie osiedla[13], w co można uwierzyć, zważywszy, że podczas tej akcji zniszczono ponad 35 000 wiejskich domów. Wreszcie Bengal, jak i całe Indie, musiał eksportować żywność na potrzeby pozostałych części Imperium Brytyjskiego – szło przede wszystkim o atakowany przez armię niemiecko-włoską Egipt oraz Cejlon, będący po upadku Singapuru główną bazą brytyjskiej floty, a przed wojną w znacznym stopniu zależny od birmańskiego ryżu.

              Na problemy związane z wojną nałożyły się dodatkowe nieszczęścia. 16 września 1942 potężny cyklon spustoszył wybrzeża Bengalu i Orisy, wdzierając się na ponad sześćdziesiąt kilometrów w głąb lądu. Efektem było nie tylko zniszczenie upraw na zalanych terenach; powódź, wiatr i silne deszcze rozniosły też zarodniki grzyba Cochliobolius miyabeanus, wywołującego brunatną plamistość ryżu. Grzyb ten atakuje głównie ryż dojrzewający; plony odmiany aman zimą 1942 okazały się więc o średnio 80% (!) niższe od zeszłorocznych[14].

              Rezultaty nie dały na siebie długo czekać. Za jeden maund ryżu w lutym roku 1942 płacono 4 rupie, ale w styczniu 1943 11 rupii, a w marcu już 15. Jeśli po wszystkich klęskach żywiołowych rolnicy mieli jeszcze jakieś nadwyżki ryżu (na ogół nie mieli i zmuszeni byli zjadać przeznaczone na siew ziarno odmiany aus), dostarczali je do Kalkuty, gdzie stałe zakupy rządowe dla wojska i robotników pozwalały uzyskać wyższą cenę. Notabene już w styczniu władze fabryk, zebrane na zjeździe, zastanawiały się, czy w związku z kryzysem nie wprowadzić racjonowania żywności dla pracowników (w istocie doszło do tego dopiero w 1944 r.) Nielimitowany do niej dostęp miała też, oczywiście, indo-chińsko-brytyjska armia, która podjęła wówczas z Ćittagongu nieudaną ofensywę na birmański Arakan. Zakup zbóż dla obu tych, kluczowych z militarnego punktu widzenia, grup finansowano zwiększając emisję pieniądza – którego pod koniec wojny było w obiegu 2.3 raza więcej niż w 1939 r. – co napędziwszy inflację przerzuciło obciążenie budżetu na barki chłopów.[15] Ilość zboża, które armia ściągała z rynku, wciąż rosła: 22 tysiące ton w sezonie wegetacyjnym 1940-41, 47 tysięcy ton w następnym i aż 115 tysięcy ton w sezonie 1942-43.

              Pierwsze symptomy kryzysu zbiegły się nieszczęśliwie z przesileniem politycznym w Bengalu. Na czele regionalnego rządu prowincji stał wówczas Fazlul Huq, noszący zaszczytny przydomek „Tygrys Bengalski”, przywódca niszowej już wówczas Partii Chłopskiej (Krishak Praja[16]), w którego rządzie były obecne ponadto antybrytyjski Blok Postępu (Forward Bloc), nacjonaliści z Hindu Mahasabha i niezależni posłowie, reprezentujący kasty najniższe (Scheduled Castes)[17]. Głęboko zaangażowany w poprawę bytu ubogiej ludności, miał jednak Huq niewielkie pole manewru. Choć sam muzułmanin, pozostawał w koalicji z hinduistami, w roku 1941 wszedł za to w ostry konflikt z coraz  popularniejszą Ligą Muzułmańską, odrzucając doktrynę Jinnaha o „dwóch narodach w Indiach” i w jakiejś mierze dążąc do porozumienia muzułmańsko-hinduskiego na gruncie tożsamości bengalskiej. Obok Ligi zwalczali go europejscy i muzułmańscy biznesmeni, do współpracy z którymi Huq się nie kwapił. Dla Bloku Postępu premier był zbyt probrytyjski (gdyż popierał udział Indii w wojnie), dla Herberta zaś zbyt antybrytyjski: domagał się na przykład zaniechania represji, jakim poddano bengalskich sympatyków Partii Kongresu po rzuceniu przez Gandhiego hasła „Opuśćcie Indie” oraz śledztwa w sprawie gwałtów, których żołnierze brytyjscy dopuścili się podczas pacyfikacji wsi w Midnapurze. Żądał też kompleksowej pomocy dla ofiar cyklonu, co musiałoby zaangażować przynajmniej część środków i ludzi używanych do organizowania obrony prowincji. Wicekról Linlithgow, sugerujący mu w końcu stycznia, że Bengal po prostu musi eksportować więcej ryżu na potrzeby Cejlonu, choćby miało go brakować na miejscu[18] trafił zdecydowanie pod zły adres. Niemniej urzędnicy wysłani na prowincję, by kupić ryż dla miast, zdołali nabyć tylko 23 000 ton (roczna konsumpcja ryżu w Bengalu wynosiła około 10 milionów ton), choć kazano im oferować każdą cenę. Na prowincji narastał opór przeciw brytyjskim rekwizycjom, wyrażający się min. paleniem rejestrów podatkowych; hasła zatrzymania żywności dla siebie, z którymi szli na wieś agitatorzy Kongresu i zwłaszcza Bloku, przemawiały do wieśniaków znacznie bardziej od sloganów o wolnych Indiach – choć zgoda na pierwsze zachęcała do namysłu nad drugimi. Prócz rejestrów podatkowych w ramach owych aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa palono też (zwłaszcza w roku 1942) budynki – siedziby zamindarów, pańczajatów (indyjskich rad wiejskich), gmachy poczt i komisariatów policji – oraz niszczono infrastrukturę komunikacyjną. Sabotaż ten miał służyć nie tyle Japończykom, co wywarciu presji na władze brytyjskie, które nie miały lepszych pomysłów niż nakłonienie przedstawicieli niższych kast do sabotowania sabotażu za cenę poprawy statusu ekonomicznego. Szło tu o Herberta i jego podwładnych: ani Linlithgow, ani jego zwierzchnik, minister ds. Indii i Birmy Leopold Amery, nie zwracali specjalnej uwagi na płynące z Kalkuty sygnały alarmowe. Ten ostatni zapewniał, że niedobór 710 000 ton zboża (jak wyliczano) „ze statystycznego punktu widzenia nie jest katastrofalny” bo przecież Indie produkują po kilkadziesiąt milionów ton rocznie[19].

              Na przełomie marca i kwietnia Herbert zmusił Huqa do rezygnacji. Nowy gabinet utworzył szef bengalskiej Ligi Muzułmańskiej, Khawaja Nazimuddin, a coraz ważniejszy urząd ministra ds. żywności objął jego główny rywal w Lidze Muzułmańskiej, późniejszy sekretarz Gandhiego, Hussein Suhrawardy. Miał on znaczne poparcie w regionie, był natomiast źle notowany w „centrum” tzn. u Jinnaha i jego najbliższych współpracowników.

              Tymczasem sytuacja pogarszała się z dnia na dzień, a na obszarach przygranicznych i w spustoszonym cyklonem Midnapurze była już rozpaczliwa. Na północy Bengalu zanotowano, że zrozpaczeni rolnicy próbowali jeść jęczmienne plewy zamiast ryżu. Głodni mieszkańcy interioru masowo napływali do nieźle zaopatrzonej w żywność Kalkuty, co w maju wywołało w niej epidemię cholery. W gazetach oskarżono ich szybko o stwarzanie niehigienicznych warunków w dzielnicach, gdzie znajdują się sklepy, poprzez wielogodzinne stanie w kolejkach[20] oraz roznoszenie zarazków przez grzebanie w koszach na śmieci.

              Te mało humanitarne refleksje czołowych (anglojęzycznych) pism Kalkuty, zwłaszcza najbardziej wpływowego Statesmana (mniej wpisywała się w ten trend jego konkurentka Amrita Bazar Patrika), nie są przypadkowe. Brytyjskie władze wywierały na redakcje bardzo silne naciski, by informacji o głodzie (i nie tylko) nie publikować, argumentując, że informacje o klęskach będą podrywać wysiłek wojenny i wspomagać japońską agitację. Rezultaty wojennej cenzury były takie, że np. o wspomnianym cyklonie Huq dowiedział się z dwutygodniowym opóźnieniem (będąc szefem rządu Bengalu!), zwykli mieszkańcy Kalkuty zaś poznali rozmiary zniszczeń dopiero w styczniu. Statesman argumentował wprawdzie, że trzeba je było ukryć, by Japończycy na wieść o nich nie podjęli inwazji[21], to jednak budziło tylko śmiech, wiedziano bowiem powszechnie, że min. właśnie monsun odsunął widmo inwazji japońskiej.

              Ta postawa gazet miała się bardzo przydać władzom, nie tylko dlatego, że pozwoliła (do czasu) na skuteczne ukrycie rozmiarów głodu przed resztą Indii.[22] Herbert wraz ze swym otoczeniem  - choć już w listopadzie alarmował Linlithgowa, że zaopatrzenie Bengalu w żywność jest rozpaczliwe[23] - oficjalnie powtarzał, że ryżu jest dość, a przejściowe braki w zaopatrzeniu i wzrost cen spowodowane są przez czynniki psychologiczne; jakie to czynniki, miało się wkrótce okazać. Nieco sensowniejsze działania podjął Suhrawardy. Aby móc wysłać ryż głodującej prowincji, doprowadził do obcięcia o połowę jego racji robotnikom fabrycznym, zastępując je uważanymi za gorsze pożywienie atta (plackami z pszennej mąki)[24]. Stworzył też w Kalkucie około stu[25] tanich sklepów, sprzedających najbiedniejszym ryż po niskich cenach – podczas otwarcia pierwszego z nich (w lipcu) sam nawet stanął za ladą. Zainicjował wreszcie tworzenie w Kalkucie i interiorze darmowych garkuchni – langarkhan – dla głodujących, kierując do nich pewną ilość zboża.

              Jednocześnie jednak minister podjął inne kroki, które zapamiętano mu znacznie lepiej. Z inspiracji jego i Herberta już w kwietniu Statesman wezwał do walki z chomikowaniem [hoarding] i spekulacją. Kampanię tę przyśpieszono za sprawą wydarzeń politycznych. 27 kwietnia 1943 r. spensjonowany Fazlul Huq publicznie oskarżył władze o tuszowanie głodu. Odczytawszy raport z sekcji zwłok jednego ze zmarłych, w którego żołądku znaleziono trawę, zarzucił władzom naciski na prasę i zakazanie Bengalczykom zgromadzeń, na których mogliby rozmawiać o tragedii. Rząd bengalski zareagował szybko, ale...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin