Kobieta - Osborne Maggie.pdf

(1802 KB) Pobierz
Microsoft Word - Osborne Maggie - Kobieta.rtf
MAGGIE OSBORNE
Kobieta
The Seduction Of Samantha Kincade
PrzełoŇył: Artur Gerard
1
Samantha Kincade – młoda kobieta, z róŇnych wzglħdów posługujĢca siħ
raczej mħsko brzmiĢcym skrótem swego imienia i stĢd znana jako Sam Kincade
– od paru dni rozglĢdała siħ za pewnym mħŇczyznĢ. Konkretnie chodziło jej o
niejakiego Zeke’a Slattery’ego, który był poszukiwany listem goıczym w co
najmniej kilku stanach Dzikiego Zachodu, a za dostarczenie go Ňywego lub
martwego wyznaczono sporĢ nagrodħ.
Nie było wiħc nic nadzwyczajnego w tym, Ňe Sam Kincade (która juŇ od
dobrych paru lat była zawodowym łowcĢ nagród) po uzyskaniu informacji, Ňe
owego Slattery’ego ostatnio widziano w miejscowoĻci Dogtown na granicy
stanów Kansas i Kolorado, wyruszyła tam bez zwłoki. Jak zwykle konno i w
mħskim przebraniu.
Zgodnie z tym, co zapowiadała sama nazwa, miasteczko Dogtown
okazało siħ kraıcowo nħdznĢ dziurĢ, zbiorowiskiem kilkudziesiħciu
rozsypujĢcych siħ juŇ ze staroĻci drewnianych domków, ustawionych doĻę
bezładnie wzdłuŇ jedynej ulicy – z jako tako uklepanĢ ziemiĢ, pełniĢcĢ
jednoczeĻnie funkcjħ jezdni i chodnika. Jedynym piħtrowym budyneczkiem był
miejscowy saloon. StojĢcy tuŇ obok Ňałosny hotel mógł tylko odstraszaę
ewentualnych goĻci. OglĢdane z zewnĢtrz, całe to chylĢce siħ ku ziemi
miasteczko było prawie niewidoczne – niczym jakiĻ mizerny pryszcz na
ogromnej, pozbawionej drzew równinie bezkresnej prerii. Zmurszałe, spalone
słoıcem Ļciany drewnianych domków jawnie przegrywały długoletniĢ bitwħ z
wciĢŇ usiłujĢcym je zwalię, wiejĢcym od gór wiatrem. Ale właĻnie w takim
zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu mógł szukaę chwilowego schronienia
niejeden Ļcigany przez prawo rewolwerowiec.
Po dojechaniu na miejsce Sam uwiĢzała konia o imieniu Blue do
specjalnej Ňelaznej barierki zainstalowanej przed wejĻciem do saloonu. Liczba
stojĢcych tam koni wskazywała, Ňe nawet w Dogtown lokal tego rodzaju wciĢŇ
jeszcze mógł liczyę na wiernych klientów. W kaŇdym razie w Ļrodku było
głoĻniej, niŇ moŇna siħ było spodziewaę – nawet jeĻli uwzglħdnię, Ňe było juŇ
doĻę póŅno, a na ciemniejĢcym powoli niebie zdĢŇył pojawię siħ ksiħŇyc.
Sam poprawiła okrywajĢce jĢ poncho i jeszcze raz sprawdziła pas z
rewolwerem. Splunħła w dłonie, przygładziła krótko obciħte włosy i wcisnħła na
czoło kowbojski kapelusz z szerokim rondem. Wyprostowała siħ maksymalnie i
postarała przybraę minħ młodego chłopaka, którego zawsze musiała w takich
sytuacjach udawaę – pewnego siebie, moŇe wciĢŇ jeszcze gołowĢsa, ale takiego,
który nie da sobie w kaszħ dmuchaę. Z takĢ właĻnie minĢ, pewnym krokiem,
weszła do saloonu w Dogtown.
Od progu uderzyła jĢ fala zmieszanych zapachów i odorów – głównie
alkoholu, tytoniu i ludzkiego potu. Przy ustawionym obok schodów pianinie
siedział rozchełstany osobnik w meloniku i z cygarem w zħbach i z minĢ
cierpiħtnika walił w poŇółkłe klawisze, usiłujĢc wydobyę z nich melodie,
15276473.001.png
których i tak nikt z obecnych nie potrafiłby rozpoznaę. Popiół z tlĢcego siħ
cygara co chwila spadał na klawiaturħ, co zresztĢ najwyraŅniej nikomu nie
przeszkadzało. DoĻę liczna grupka milczĢcych mħŇczyzn o spiħtych twarzach
tłoczyła siħ przy najwiħkszym stole, gdzie bankier o nieprzeniknionym
spojrzeniu bladoniebieskich oczu dawał grajĢcym kolejne karty, decydujĢce o
ich wygranej lub przegranej. Przy innych stolikach z nie mniejszym zaciħciem
grano w pokera i tylko z rzadka któryĻ z grajĢcych podnosił na chwilħ oczy znad
kart, by odprowadzię wzrokiem którĢĻ z pracujĢcych w tym lokalu prostytutek,
niemal nieustannie przesuwajĢcych siħ po schodach w górħ – w towarzystwie
klienta – i w dół – w poszukiwaniu nastħpnego. Wydawało siħ, Ňe jest ich
bardzo duŇo – w kaŇdym razie ruch na schodach trwał niemal nieprzerwanie.
Sam zdĢŇyła siħ juŇ przyzwyczaię do takiego widoku – w koıcu saloony w
innych miasteczkach niewiele róŇniły siħ od tego w Dogtown. W gruncie rzeczy
wszħdzie było to samo.
Przecisnħła siħ do baru i zamówiła piwo, po czym stanħła w upatrzonym
wczeĻniej miejscu, nieco z boku. Dwie zmħczone dziwki obrzuciły jĢ
taksujĢcym spojrzeniem, ale najwyraŅniej doszły do wniosku, Ňe majĢ do
czynienia z gołowĢsym niedorostkiem bez pieniħdzy, bo od razu straciły
zainteresowanie.
Sam rozglĢdała siħ po sali, pozornie leniwie i bez wiħkszego
zaciekawienia. W rzeczywistoĻci wypatrywała Slattery’ego. Gdy w pewnym
momencie wydało jej siħ, Ňe rozpoznała przy jednym ze stolików do pokera
znanĢ z opisu brzuchatĢ sylwetkħ i rozlanĢ nieogolonĢ twarz, nawet nie
mrugnħła powiekĢ. Ustawiła siħ tak, by kĢtem oka kontrolowaę zachowanie
całkowicie zajħtego grĢ, a nie do koıca jeszcze rozpoznanego osobnika, i powoli
sĢczyła piwo. Napój musiał byę chrzczony jakimiĻ pomyjami, w smaku był
wrħcz obrzydliwy, ale trzeba go było wypię, by nie wyróŇniaę siħ wĻród innych
i nie budzię podejrzeı.
Po dokładnym upewnieniu siħ, Ňe nikt na niĢ nie zwraca uwagi, Sam
zamówiła drugie piwo i przesunħła siħ jeszcze bliŇej w stronħ pokerowego
stolika, przy którym napiħcie rozgrywki wyraŅnie rosło. Tym razem ustawiła siħ
tak, by mieę tamtego dokładnie naprzeciw siebie i móc go w myĻli porównywaę
z twarzĢ zapamiħtanĢ z listu goıczego. ZłoŇonĢ we czworo odbitkħ wciĢŇ miała
w wewnħtrznej kieszeni.
MħŇczyzna, którego podejrzewała o to, Ňe moŇe byę Slatterym, nie kazał
jej zbyt długo czekaę na potwierdzenie jego toŇsamoĻci. Z triumfalnĢ minĢ
wyłoŇył karty i natychmiast siħgnĢł po leŇĢcy na Ļrodku stołu spory stosik
pieniħdzy. Szeroki uĻmiech na jego twarzy zgasł jednak bardzo szybko, gdy
jeden z grajĢcych rzucił na stół swoje karty i zaczĢł krzyczeę, zapluwajĢc siħ ze
zdenerwowania.
– Do ciħŇkiej cholery, ile w koıcu asów moŇe byę w tej talii?! Ja mam
jednego i ten tu obok ma jednego, a ty masz trzy? MoŇe siħ z tego
wytłumaczysz, zanim dostaniesz od nas takiego kopa w dupħ, Ňe wylecisz stĢd
15276473.002.png
przez sufit!!
– OĻmielasz siħ oskarŇaę Zeke’a Slattery’ego o oszustwo? – Oczy w
zapuchniħtej od alkoholu i tłuszczu twarzy zwħziły siħ nagle i pojawił siħ w nich
niebezpieczny błysk.
Nie było juŇ wĢtpliwoĻci. To był ten człowiek, którego poszukiwała – w
koıcu usłyszała to z jego własnych ust. WiedzĢc z doĻwiadczenia, Ňe w takich
przypadkach na krzykach i wyzwiskach siħ nie koıczy, przezornie przesunħła
siħ z powrotem w kierunku baru. Przy stoliku zaczynały siħ juŇ rħkoczyny.
Rosły barman przywołał z zaplecza osiłka z piħĻciami jak bochny chleba i
razem szybko przywrócili porzĢdek. BijĢcy siħ klienci zostali po prostu wziħci
za kark i wyrzuceni za drzwi.
– Załatwiajcie to na zewnĢtrz! – krzyknĢł za nimi barman i wrócił na
swoje miejsce, dla pewnoĻci zostawiajĢc osiłka przy wejĻciu, na wypadek,
gdyby tamci zechcieli jednak wrócię.
Przy barze Sam wsparła siħ na łokciach i nasłuchiwała dobiegajĢcych z
ulicy odgłosów, usiłujĢc w ten sposób choęby z grubsza rozszyfrowaę dalszy
rozwój wypadków. Usłyszała czyjĻ głoĻny krzyk, potem brzħk tłuczonego szkła,
a nastħpnie wystrzały. Jeden, drugi... I jeszcze jeden.
JeŇeli Slattery wyjdzie cało ze starcia z tymi dwoma rozwĻcieczonymi,
oszukanymi przez niego graczami, byę moŇe jeszcze powróci do saloonu,
choęby po to, by zachowaę twarz. Ale tak czy inaczej z całĢ pewnoĻciĢ postara
siħ opuĻcię Dogtown zaraz o Ļwicie. Musiał tak postĢpię – był stale
ukrywajĢcym siħ zbiegiem. Zadaniem Sam było domyĻlię siħ, w którĢ stronħ
uciekinier zechce siħ udaę.
Była wystarczajĢco dobra w swoim zawodzie, by bez wiħkszego trudu
odgadnĢę, dokĢd wymykajĢcy siħ z miasteczka zbieg moŇe próbowaę wyjechaę.
Jednak ta próba kolejnej ucieczki, którĢ niebezpieczny opryszek z pewnoĻciĢ juŇ
zdecydował siħ podjĢę, była tym razem skazana na niepowodzenie. JeŇeli
oszukani partnerzy od pokera nie załatwiĢ go wczeĻniej, zrobi to ona – Sam
Kincade.
Za plecami usłyszała zbliŇajĢce siħ ciħŇkie kroki, a ich odgłosu nie
stłumiła nawet warstwa trocin, którymi przysypane było ubite na beton klepisko,
pełniĢce w tym lokalu funkcjħ podłogi. Sam obróciła siħ powoli i ostrym
spojrzeniem zmierzyła rosłego mħŇczyznħ o doĻę prostackiej, zaczerwienionej
twarzy, który najwyraŅniej zamierzał po prostu wypchnĢę nieopierzonego
młodzika z jego miejsca przy barze, nie za bardzo siħ nawet przyglĢdajĢc, kogo
chce potraktowaę tak lekcewaŇĢco.
– JeĻli to kogoĻ obchodzi, to ja tu stojħ i nie zamierzam stĢd odchodzię –
oznajmiła chłodno Sam. Ani jeden miħsieı nie drgnĢł na jej twarzy, kiedy
nieznacznym ruchem odchyliła połħ poncha i połoŇyła dłoı na kolbie wiszĢcego
u pasa rewolweru.
– Och, na miłoĻę boskĢ! – mħŇczyzna spojrzał na gotowĢ do uŇycia broı z
wyraŅnym niesmakiem, odsunĢł siħ i plunĢł przeŇutym tytoniem w kierunku
15276473.003.png
najbliŇszej spluwaczki. – Nie ma nic gorszego od Ňółtodzioba, który koniecznie
chce sobie wyrobię nazwisko.
Sam juŇ nie zwracała na niego uwagi. Spojrzała w stronħ drzwi, przez
które dumnym krokiem – zwyciħzcy wchodził z powrotem Zeke Slattery, po
drodze otrzepujĢc z kurzu kowbojski kapelusz. WyglĢdał na triumfujĢcego
nikczemnika. ņaden z dwóch oszukanych przez niego partnerów od pokera nie
pojawił siħ w Ļlad za nim, co wyraŅnie wskazywano na to, Ňe starcie musiało
zakoıczyę siħ dla nich znacznie gorzej niŇ dla tego zadowolonego z siebie
oprycha. Slattery miał jedynie rozbitĢ wargħ i mocno rozciħte czoło, a
spływajĢca z rany krew zdĢŇyła juŇ zaschnĢę na skroni i kħdzierzawych
włosach, tworzĢc nieregularnĢ ciemnoczerwonĢ skorupħ. Ludzie rozstĢpili siħ
przed nim, kiedy niedbale wsadził na głowħ oczyszczony juŇ kapelusz i wolnym
krokiem skierował siħ do lady przy samym koıcu baru, gdzie zamówił szklankħ
whisky i piwo na popitkħ. Po chwili juŇ wyglĢdało na to, Ňe w saloonie
wszystko wróciło do normy.
Sam uznała, Ňe to najbardziej odpowiedni moment, aby bez zwracania na
siebie uwagi wynieĻę siħ z lokalu. Do siodła konia miała przytroczony Ļpiwór,
mogła wiħc zawczasu pojechaę na przewidywane miejsce porannej akcji i
przespaę siħ przez kilka godzin, by zbudzię siħ wraz ze Ļwitem i w ukryciu
wyczekiwaę na pojawienie siħ Slattery’ego.
Dokoıczyła piwo i odstawiła cynowy kufel. Potem jeszcze raz rozejrzała
siħ po twarzach, by siħ upewnię, Ňe niczego nie przegapiła. Dwie osoby zwróciły
jej uwagħ.
W kĢcie sali, w pobliŇu schodów, siedział niejaki Kid Gally, wpatrujĢc siħ
w przechodzĢce prostytutki, dziewiħtnastoletni bandyta, w gruncie rzeczy
poczĢtkujĢcy i dopiero wyrabiajĢcy sobie nazwisko – głównie poprzez zuchwałe
napady rabunkowe na dyliŇanse na drodze do Laramie. Gally był juŇ Ļcigany
listem goıczym, ale poniewaŇ, jak dotĢd, nikogo nie zabił, nagroda wyznaczona
za jego ujħcie była nieporównanie niŇsza od tej, jakĢ oferowano za Slattery’ego.
Ten bowiem miał juŇ na swoim koncie co najmniej piħę bezspornie
udowodnionych morderstw, a jeĻli doliczyę jego nieszczħsnych partnerów od
niedawnego pokera – najprawdopodobniej równieŇ zastrzelonych – liczba
dokonanych z zimnĢ krwiĢ zabójstw wzrastała do siedmiu. W zwiĢzku z tym
Sam powiedziała sobie, Ňe pojmanie Slattery’ego i dostarczenie go organom
sprawiedliwoĻci ucieszy jĢ znacznie bardziej niŇ jakakolwiek nagroda, i
pomyĻlała nawet, Ňe z prawdziwĢ przyjemnoĻciĢ obejrzałaby go sobie, kiedy juŇ
bħdzie dyndał na szubienicy.
W tym momencie nagle dostrzegła siedzĢcego w pobliŇu drzwi
człowieka, którego rysy, a przede wszystkim bardzo charakterystyczne oczy
sprawiły, Ňe w jednej chwili przestała myĻleę o tamtych dwóch bandytach.
Bandytach w gruncie rzeczy drugorzħdnych – w kaŇdym razie w porównaniu z
Hannibalem Cotwellem, tym potworem o Ňółtych, tygrysich Ņrenicach, o którym
nie potrafiła przestaę myĻleę – i to z wciĢŇ rosnĢcĢ nienawiĻciĢ! – juŇ od blisko
15276473.004.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin