..Pecaminosa lujuria .. Rozdział 2.rtf

(1021 KB) Pobierz

..Pecaminosa lujuria..Rozdział II

 

- Mam nadzieję, że macie dobry powód żeby nam przerwać?

-Wiesz, że nawet bardzo dobry - Carri uśmiechnęła się z wyższością.

-To może podzielisz się nim z nami - warknęła na nią Izzy, ściągając mnie na swój brzuch.

-Hmmm... Może zacznę od tego, że ty Izz powinnaś być już na lotnisku i czekać tam na Mie.

-O kurwa ! - I tyle było po Izzy, bo już biegła do samochodu, żeby odebrać to sukę z lotniska. (Czemu ... No cholera ,nie wiem… O! Czemu nie zjadł jej jakiś aligator, albo inne pierdolone gówno.) Spojrzałam w stronę drzwi, Carri i Irina ciągnęły Shena na korytarz, tylko Micheal stał jeszcze w drzwiach, i patrzył na mnie jakimś dziwnym wzrokiem.

-Co się tak gapisz ogrze ? - On tylko się uśmiechnął, zamknął drzwi na klucz i z rozbiegu rzucił się na moje łóżko. Siła uderzenia była tak wielka, że aż podrzuciło mnie do góry, przez co wylądowałam na nim.

-Sorry Księżniczko, jesteś piękna, ale nie ta orientacja - chichocząc zrzucił mnie z siebie i przewrócił się na bok. - Co powiesz na to ja i ty, wypłata mojego ojca i wyprzedasz w Agent Provocatur?

- Wyprzedaż?! I my, jeszcze tu siedzimy. Sio!, muszę się przebrać i jedziemy do Vegas na zakupy - krzyczałam na niego, jednocześnie skacząc po łóżku i wskazując jedną ręką na niego, a drugą na drzwi . Mój pedziowaty przyjaciel prawie popłakał się ze śmiechu, i na czworaka wybiegł z mojego pokoju.

- Ta jasne, śmiej się, ale zobaczymy kto będzie się śmiał, jak znowu bedziesz tak zajęty, że przytniesz się rozporkiem ha ha. - Krzyczałam z całych sił i mogę być pewna że cała ulica mogła mnie usłyszeć, ale na szczęście Michael się zamknął.

W co się tu ubrać ?  To pytanie dręczyło mnie przez cały prysznic. Stanęłam w garderobie i zdecydowałam się na szorty w kolorze miętowej zieleni, szarą bluzkę z myszką miki. Do tego zielone buty na koturnach, zestaw trzech plastikowych bransoletek i kolczyki w kształcie żółwia. Do tego wyprostowałam włosy i związałam je w wysoką kitkę. Podeszłam do lustra i coś mi nie pasowało. Nagle, pojawił się za mną Shane. Złapał moją bluzkę i rozerwał ją od samego dołu, aż pod żebra i związał ją w supełek. Ooo teraz jest dobrze :) . Odwróciłam się do niego i owinęłam ręce wokół jego szyi .

-Dziękuję - szepnęłam i lekko zassałam płatek jego ucha. On tylko się uśmiechnął i przeciągnął ręką po włosach. Nagle poczułam jak coś uwiera mnie w udo. Odsunęłam się od niego i wybuchłam śmiechem, patrzył na mnie zdezorientowany, ale nie minęła sekunda gdy sam zaczął się śmiać.

-Ej .. no to było za łatwe .. mogłeś się choć trochę postarać ostatnio brakuje mi wyzwań! - powiedziałam do niego patrząc na jego namiot w spodniach. Powoli zaczął podchodzić do mnie.

-Ech, no cóż, jestem tylko mężczyzną - na jego usta wstąpił ten przebiegły uśmiech i poczułam jego ręce ściskające mój tyłek. - Wiesz ja też umiem się tak bawić.

-Ech, a ja tylko kobietą, mówiąc to, klęknęłam i pocałowałam czubek jego namiotu. Zostałam wynagrodzona gardłowym jękiem. Szybko wstałam i zaczęłam iść do drzwi, gdy poczułam jak jego ciało, przyciska moje ciało do drzwi z lustra weneckiego.

-Mhmmm - westchnął do mojego uch , przyciskając swoją męskości do mojej pupy.

-Shane, kochanie gdzie jesteś ? – Oczywiście to ta głupia Irina, w tym momencie nienawidziłam jej jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe.

-Cholera! - Shane zaklął mi do ucha. - Jeszcze nie skończyliśmy, przyjdź do mnie jak wrócisz. - Ostatni raz otarł się o mój tyłeczek i pobiegł w wampirzym tempie do swojej Barbie.

Okej. Spokój, a teraz czas na zakupy, jak najszybciej zeszłam do garażu, a tam, w niebieskim cudzie siedział Micheal. Piękne lamborghini gallardo ,wykładane beżową i czarną skórą.

-Wchodzisz Księżniczko, czy wolisz zostać w domu ? - W niecałą sekundę siedziałam w tym cudzie i podziwiałam jego ideał. Rozsiadłam się na siedzeniu pasażera i zaczęłam głaskać każdą część samochodu która była w zasięgu mojej ręki.

-Jedziemy czy wolisz zostać z nim sam na sam .?

-Wiesz choć jest to bardzo zachęcająca propozycja , wybieramm ... Zakupy! - ostatnie słowo wykrzyczałam z całych sił i mogłam się założyć, że słyszałam śmiech moich współlokatorów.

Wyjechaliśmy na ulice, gdy nagle usłyszałam pierwsze rytmy comsi comsa. Micheal uśmiechał się do mnie i zaczął śpiewać razem z .. eee jak on się nazywała, dobra z tą francuską. Ja postanowiłam być dzielna, ale nie wytrzymałam długo, przyłączyłam się w drugiej zwrotce i razem zaczęliśmy zdzierać sobie gardła. Potem jeszcze był Princ z Pussy Control i Rihanna z Rude Boy. Całą drogę do Vegas wydzieraliśmy się śpiewając wszystkie piosenki z podtekstem seksualnym. Mogłam zobaczyć zdziwione miny przechodniów, no i oczywiście karcące od trochę starszej widowni.

Zaparkowaliśmy w podziemnym holu.

-No to co, wielllkiee zakuppy !!! - mój pedzio wykrzyknął, gdy wchodziliśmy na zakupy. Po pięciu godzinach zakupów zaczęłam narzekać blondaskowi, że bolą mnie nogi i ma mnie wziąć na barana.

-Noooo proszzzęęęę.

-Dobra - krzyknął. Wziął ode mnie torby z zakupami i kucnął, żebym mogła się na niego wdrapać.

-Kierunek lody - wykrzyknęłam wyrzucając ręce w kierunku lodziarni. Michael zaczął się ze mnie śmiać, ale i tak poszedł w kierunku lodziarni. Hmmm...co by tu wybrać , o już wiem.

-To tak dla mnie karmelową mocce, i w słodkim wafelku cztery gałki lodów, bita śmietana, orzechy, a dla niego odłuszczone latte i cruassanta. A no i smaki lodów to będzie mięta z czekoladą, tiramisu, kinder i milka. - Udało mi się powiedzieć wszystko na jednym wydechu. Spojrzałam na przerażoną kasjerkę próbującą wszystko zapamiętać.

-Rech Rech Rech -spojrzałam na blondaska ale to nie on , był zajęty pożerania wzrokiem jedego z kasjerów. Odwróciłam się o tam w tłumie.

-To nie możliwe…

**********************************************************************************

* link do stroju Reachel : http://www.polyvore.com/cgi/set?id=29973939&.locale=pl

Zgłoś jeśli naruszono regulamin