VII
Weszłam do swojej komnaty aby się przebrać. Em i Ros byli w moim pokoju i pakowali jakąś książkę do plecaka.
- Co to jest?- zapytałam
- Pożyczyłem to z komnaty tego maga jest tu opisane życie królewskie i zbiór jego mikstur. Przyda nam się do naszej pracy- odrzekł zadowolony z siebie
- Chyba raczej sobie przywłaszczyłeś to- wskazałam na książkę- No ale dobrze nie ważne- powiedziałam biorąc suknie w kolorze bordo, aby się przebrać na ucztę. Rozpuściłam włosy, które cały czas nosiłam upięte w kok i się przeraziłam włosy zaczęły mi się kręcić praktycznie miałam już loki. Co ja bym oddała za prostownicę. Moich przyjaciół nie było już w komnacie miałam już wychodzić gdy nagle do moich drzwi rozległo się pukanie.
- Proszę- proszę powiedziałam zdziwiona. To był Jasper.
- Książę Edward przesyła podarunek- rzekł podając mi szkatułkę
- Dziękuję- Jasper tylko się ukłonił i wyszedł. Położyłam szkatułkę na łóżku i usiadłam kolo niej. Dotknęłam delikatnie jej złotej krawędzi a potem ostrożnie ją otwarłam. W środku był wisiorek na którym znajdowało się średniej wielkości rubinowe serce. Przyłożyłam dłonie do ust nie wiedząc co zrobić gdyby Edward żył w tych czasach co ja nie zwlekałbym powiedziałbym mu co do niego czuję. Postanowiłam że założę prezent od Edwarda. Poszłam prosto do komnaty w której była urządza uczta w oddali widziałam Ros I Emmetta, którzy rozmawiali z Jasperem . Nie było mi źle na dworze w szesnastym wieku, gdybym mogła to nie wiem czy bym nie została ale wiedziałam że to nie mój czas. Wchodziłam do sali gdy nagle niewiadomo z kąt pojawił się przede mną Edward
- Mam nadzieję, że dotrzymasz mi towarzystwa?- zapytał patrząc mi w oczy
- Oczywiście- odpowiedziałam tonąc w jego spojrzeniu- Dziękuję za prezent- przypomniałam sobie o nim gdy tak tonęłam i tonęłam w jego spojrzeniu, Edward popatrzył na moją szyję i tylko się uśmiechnął. Zasiedliśmy za bogato zastawionym stołem, król wstał z miejsca i ogłosił, że uczta została rozpoczęta. Wszyscy śmiali się, jedli i pili litry wina. Tyle niesamowitych przeżyć, ale niestety nie mogę napisać o tym w naszej pracy wzięli by nas za umysłowo chorych.
- Uczynisz mi ten zaszczyt i zatańczysz ze mną?- zapytała Edward
- Z chęcią- odpowiedziałam i szybko wstałam. Taniec nie był ciężki, ale muszę przyznać że myliłam się w krokach dobrze że chociaż napatrzyłam się na innych tańczących. Dłoń Edwarda była taka przyjemna, ciepła i delikatna w dotyku mogłabym go nigdy nie puszczać, kiedy taniec dobiegł końca Edward ukłonił się
- Chciałbym ci coś Izabello pokazać- powiedział ciepło Edward
- Co takiego ?- zapytałam
- Pewne miejsce w którym uwielbiam spędzać czas
- A więc chodźmy- Edward wziął mnie za rękę i wyszliśmy z zamku. Poszliśmy w głąb ogrodu aż w końcu przeszliśmy przez gąszcz drzew i krzewów i znaleźliśmy na górze z której było widać całe miasto i zachodzące słońce wyglądało tak jakby miało utonąć w domostwach nigdy nie widziałam takiego zachodu słońca . I wtedy pomyślałam o moich przyjaciołach. Em kiedyś zrobił Ros niespodziankę i przygotował randkę na jakiejś polanie gdzie obserwowali zachód słońca, aż zachciało mi się płakać oni mieli siebie, a ja nikogo nie miałam z kim oglądać zachodów słońca ani wschodów, a przednimi był jeszcze nie jeden zachód i wschód. Ja nie miałam nikogo nie miałam nic. Czułam jak po moich policzku spływa łza.
- Izabello nie płacz- powiedział łagodnie- To przez to miejsce?- zapytała zaniepokojony
- I tak i nie- powiedziałam obracając się w jego stronę- Tu jest naprawdę pięknie- Edward podszedł do mnie i otarł łzy z moich policzków. Staliśmy tak naprzeciwko siebie spoglądając sobie w oczy chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. I nagle usta Edwarda zbliżyły się do moich, czułam jego dotyk. Nasze wargi zbliżyły się do siebie, aż w końcu się zetknęły nie pozostawiając po sobie śladu. Pocałunek był namiętny ale jednocześnie taki delikatny. Dotknęłam jego twarzy, a on tylko przymknął oczy.
- Jesteś dla mnie Izabello najważniejsza- szepnął mi do ucha Edward
Nagle poczułam wyrzuty sumienia powinnam mu powiedzieć, ale przecież to dla niego wydało by się śmieszne, ale jedno wiem że go pragnęłam i gdyby było to możliwe zostałam bym z nim. A tak to co wakacyjny romans?. Ja w jego świecie nie istniałam tak jak on nie istniała w moim. Chciałam się o niego troszczyć, budzić się przy nim każdego ranka lecz to nie będzie mi dane. Miałam ten sam dylemat bark odwagi by mu powiedzieć taka sama sytuacja jak z Mike tylko że jego nie kochałam a, Edwarda tak kochałam. Wtuliłam się w Edwarda i obróciłam delikatnie głowę w stronę słońca już prawie zaszło utopione w mieście. Jak dla mnie to mogliśmy tak stać nawet do rana byle bym nie musiała się z nim rozstawać. Edward odprowadziła mnie do komnaty na dowidzenia dotknął jedynie mojej twarzy. W nocy nie mogłam zmrużyć oka przewracałam się z jednego na drugi bok. Dni mijały tak szybko, a ja tak bardzo chciałam nacieszyć się Edwardem starłam się nie myśleć o tym że za trzy dni nastąpi już pełnia. Wykorzystywałam każdą spędzoną chwilę z Edwardem do maksimum. Edward zabierał mnie na przejażdżki konne, ale jeździłam z nim nie sama zważywszy na ostatni incydent, pokazywał mi królestwo. Przy nim czułam się tak swobodnie niczego nie musiałam udawać no oprócz tego że nie żyję w szesnastym wieku ale to tylko drobny szczegół.
- Jeśli nadal chcesz to możesz spotkać się z królową wróciła wczoraj wieczorem- zaproponował mi Edward
- Było by cudownie- odparłam podekscytowana, że spotkam królową. Edward zaprowadził mnie do jej komnat
- Edwardzie -ucieszyła się na jego widok
- Matko poznaj to jest Lady Izabella Marie Swan- ukłonili się
- Miło cię poznać Izabello- powiedziała uśmiechając się. Była taka piękna jej miała twarz o delikatnych rysach
- Opuszczę was- powiedział Edward wychodząc
- Proszę cie usiądź- powiedziała Esme- Edward nieco opowiedział mi o tobie wczoraj i mówiąc że wyglądasz jak anioł nie pomylił się ani trochę.
- Dziękuję- odrzekłam skrępowana- Ale z twoją urodą Pani nikt nie może się równać
- Dziękuję ci za te słowa, ale uważam że z moją urodą trochę przesadzasz Izabello- zaćmiła. Moja uwagę przykuł mały portret Esme stojący na toaletce.
- To ty pani?- wskazałam na portrety
- Tak- odpowiedziałam- Ten pierwszy został wykonany dzień przed moim ślubem miałam wtedy szesnaście lat a ten drugi pochodzi z tego okresu
- Śliczne- szepnęłam
- Jeśli chcesz możesz wziąć jeden z nich, ale pod jednym warunkiem, że ty dasz mi swój!
- Bardzo chętnie, ale niestety nie mogę ci Pani podarować mojego portretu ponieważ wszystko zostało nam zrabowane
- Nic nie szkodzi zlecę namalowanie twojego portretu- siedziałyśmy w ciszy gdy nagle do komnaty wszedł król szybko poderwałam się z miejsca i ukłoniłam się oraz opuściłam komnatę.
Byłam tak zadowolona z całego przebiegu sprawy nawet zaczęłam się cieszyć z tego że wiemy jak wrócić do dwudziestego pierwszego wieku i z tego, że zdobyłam portret Esme. Ros doradziła mi żebym uznała to za romans. Wiem, że będę cierpieć jak wrócimy bo nigdy tak nikogo nie kochałam jak Edwarda. Jak miałam się z nim pożegnać jak miałam wrócić? Dni które spędziłam tu będą najpiękniejszymi jakie mi się przydarzyły w życiu. Siedziałam a łzy płynęły mi po policzkach bo nie wiedziałam jak mam się z nim pożegnać nie potrafiłam nie chciałam. Siedział tak i siedziałam, że nawet nie zauważyłam kiedy Edward wszedł do mojej komnaty z bukietem lilii. To co robił dla mnie było nie do opisania za każdym razem chciało mi się płakać. Weszliśmy do ogrodu w milczeniu uwielbiłam z nim spacerować
- Nie musiałeś zrywać tych wszystkich kwiatów dla mnie
- Bello- rzekł- żadne kwiaty nie dorównają twojej urodzie- wziął moją dłoń i pocałował ją.
- Popływamy?- zaproponował Edward
- Bardzo chętnie- zdjęłam wierzchnią część sukni i wskoczyłam do wody razem z Edwardem.
EPW:
Siedziałam w zamku i nagle moich uszów doszły czyjeś krzyki, wyjrzałam przez okno i zobaczyłam Edwarda i Izabelle którzy pływali w stawie . Na ich widok tylko się uśmiechnęłam przypomniałam sobie moje i Carlisle młodsze lata.
- Droga żono co się tam dzieję- wrzasnął Carlisle
- Nasz syn i Lady Izabella zażywają kąpieli- odrzekłam. Carlisle rzucił pióro którym podpisywał dokumenty- Oh mój drogi nie pamiętasz kiedy my byliśmy młodzi.
- Najdroższa oczywiście, że pamiętam ale tak na oczach służby- zbulwersował się- No dobrze, dobrze- powiedział- Hiszpanie wypowiadają nam wojnę- odrzekł oburzony
- Może powinniśmy z nimi negocjować- dodałam załamana perspektywą wojny
- Już nie raz negocjowaliśmy z nimi. Chcą wojny to ją będą mieli- rzekł władczo- A wracając do Edwarda to sądzisz Pani że niedługo będziemy mieć wesele?
- A wyrazisz na niego zgodę?- zapytałam zszokowana
- Oczywiście Pani jeśli się kochają nie będę mim stawał na drodze
- I mam taka nadzieję że weselę będzie już niedługo Edward wydaje się przy niej taki szczęśliwy. Skoro król Hiszpanii zerwał zaręczyny to z Francją możemy się też pojednać przez to małżeństwo.
PWB:
Zaraz po kąpieli udaliśmy się na niewielką polanę na której grzaliśmy się w słońcu. Potem z Edwardem obejrzałam wioskę ludzie bardzo go szanowali. Tego dnia także podziwialiśmy zachód słońca, ale tym razem zmieniła się jedna rzecz Edward cały czas trzymał mnie w obcięciach. Chciałam zatrzymać te chwilę bo wiedziałam, że to już nasz ostatni zachód. Nie chciałam myśleć o powrocie liczyło się dla mnie tylko to co było w tym momencie. Kiedy spożywaliśmy posiłek Edward i Carlisle debatowali na temat wojny z Hiszpanią a więc miała być już niedługo, nawet nie wiedziałam którego dziś mamy. Po uczcie wyszliśmy na balkon niebo było tak intensywnie czarne, ale dzięki gwiazdą które dawały oślepiający blask wydawało się jaśniejsze. Księżyc był już prawie w pełni więc już niedługo.
- Nie chcę się z tobą rozstawać- szepnęłam przytulając się do niego.
- Ja też nie chcę- powiedział przyciskając mnie mocnej do siebie- Chodź!- powiedział ciągnąc mnie za rękę. Edward zaprowadził mnie do nieznanej mi komnaty, ale gdy tylko przekroczyłam próg wiedziałam że pokój należy do niego.
- A więc tak sypia książę- rzekłam odwracając się do niego- Trochę się tu inaczej- palnęłam bezmyślnie- To znaczy inaczej tutaj niż w innych pomieszczeniach tak przytulnie- sprostowałam.
- Czasami mówisz jakbyś pochodziła z innej epoki- stwierdził Edward ,nawet nie wiedział jak to określenie było trafne. Edward podszedł do mnie i dotknął opuszkami palców moje ramię aż w końcu dotarł do szyi. Poczułam że płonie we mnie ogień jego dotyk był nie do wytrzymania, następnie zaczął całować moją szyję schodząc coraz niżej. Jednym zwinnym ruchem rozerwał mój gorset i podniósł mnie z podłogi kładąc delikatnie na łóżku…
***
Światło wchodzące przez szpary w oknach obudziło mnie dość wcześnie. Przewróciłam się na drugi bok Edward jeszcze spał, uśmiechnęłam się na ten widok i wyobraziłam sobie jak by to było gdyby dane nam było codziennie rano budzić się razem. Wiem, że taka miłość zdarza się raz w życiu. Jutro miałam się na wieki rozstać z Edwardem na samą myśl serce mi krwawiło.
- Kocham cię- szepnęłam Edward tylko się poruszył. Leżałam tak przy nim i patrzyłam na jego twarz w końcu Edward otworzył oczy a ja się do niego uśmiechnęłam, Edward przejechał palcami po mojej ręce a ja na to doznanie przymknęłam oczy.
- Mam nadzieję, że dobrze spałaś?- zapytał nie przerywając pieszczoty.
- Nigdy lepiej nie spałam- odpowiedziałam całując go. Dzień spędziłam na oglądaniu umiejętności jakie posiadało rycerstwo, urządzanych między sobą walk. Ale nie było dla mnie ważne jak spędziłam ten dzień ale ważne z kim. Rozstałam się z Edwardem tylko na chwile kiedy poszłam się przebrać, a Ros korzystając z okazji wpadła do mojego pokoju.
- No Bello- powiedziała- Gratulację- i zaśmiała się
- Czego?- zapytałam zdziwiona
- Jak to czego uwiedzenia księcia Edwarda. Cały dwór mówi tylko o jednym, że jesteś kochanką księcia- popatrzyłam się tylko na Ros i weszłam za parawan- Wiesz Bello, że żadnej kobiecie nie udało się podbić serca twojego księcia. Dopiero jego serce zaczęło bić dla ciebie.
- Ros możesz mi tego oszczędzić- syknęłam
- Ale to nie moje słowa wszyscy tak mówią!
- A ty nie musisz powtarzać- odpowiedziałam jej trochę wkurzona- I bez tego jest mi ciężko.
- Wiem Bello, wiem- powiedział i przytuliła mnie.
Zaraz gdy zasiedliśmy do stołu zachmurzyło się i zaczęło padać. Carlisle i Edward nadal omawiali sprawy związane z wojną z Hiszpanami. Nagle drzwi do Sali otworzyły się z hukiem. Do komnaty weszła kobieta średniego wzrostu wraz ze swoimi dwórkami, a za nią podążała straż królewska.
- Wybacz mi królu, że przerywam ci ucztę, ale twoi ludzie posądzili mnie o wtargnięcie- król wstał od stołu i my także poszliśmy w jego ślady. Podszedł do kobiety.
- Komuż zawdzięczam te wizytę?
- Nazywam się Lady Izabella Swan. Przysyła mnie mój ojciec Henryk twój kuzyn Panie. Król Francji przesyła ci podarunek w postaci złota – jasna cholera to już po nas, popatrzyłam na Emmetta z przerażeniem w oczach, a on na mnie. To już koniec jesteśmy skończeni. Wszyscy raptownie popatrzyli się na mnie. Spojrzałam na Edwarda jego oczy były puste bez wyrazu.
- Straż- krzyknął król a ci podbiegli od razu do niego- Pojmać ich- wskazał na nas
- Nie!- zaprotestowałam wyrywając rękę z objęć jednego ze strażników- Ja to mogę wszystko wytłumaczyć- krzyknęłam
- Co chcesz tłumaczyć, że podszywałaś się za inną osobę. Jutro ty i twoi towarzyszę zostaniecie osądzeni z samego rana, a na razie zostaniecie osadzeni w Tower- zmarłam.
- Nie proszę! Edward proszę cię wysłuchaj mnie!- wrzeszczałam wyrywając się strażnikowi który ciągnął mnie ku wyjściu.
- Zabrać ich czym prędzej- krzyknął zdenerwowany król.
Strażnik wepchnął nas do powozu i ruszyliśmy w strugach deszczu w kierunku Tower. Podróż był długa i nie przyjemna. W Tower nie dostaliśmy zwykłego pomieszczenia więziennego. W Sali w której się znaleźliśmy było łóżko, ale nie byle jakie, krzyż oraz miska z wodą. Podeszłam do małego okienka i zobaczyłam miejsce w które służyło do wieszania więźniów moje serce zwiększyło obroty a dłonie zrobiły się zimne. Żadne z nas się nie odzywało przez całą noc. Jeżeli jutro czegoś nie zrobimy to zawiśniemy razem z innymi.
kristbell