!Tomasz Mann - Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla.txt

(910 KB) Pobierz
BIBLIOTEKA KLASYKI
TOMASZ MANN
Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla
Prze�o�y� ANDRZEJ RYBICKI
Wydawnictwo Dolno�l�skie Wroc�aw 1998
Tekst wed�ug wydania Pa�stwowego Instytutu Wydawniczego z 1976 roku
Tytu� orygina�u niemieckiego Bekennlnisse des Hochslaplers Felix Krull
Pos�owie JAN KUROWICKI
Redaktor
Zofia Smyk
>     ?
Opracowanie graficzne         �.�
Renata Pacyna                ,   ".
Redaktor techniczny
*  '-   "          ,            Marek Krawczyk           j,       ,      '*  "   "*
Natalia Wiel�gowska                           *   *,
� Copyright 1954 by Thomas Mann.                   *
Alle Rechte bei S. Fischer Yerlag GmbH, Frankfurt am Main
� Copyright by Wydawnictwo Dolno�l�skie, Sp. z o.o., Wroc�aw 1998
Wydawnictwo Dolno�l�skie, Sp�ka z o.o.
ul. Stra�nicza 1-3 50-206 Wroc�aw
ISBN 83-7023-631-6
KSI�GA PIERWSZA
ROZDZIA� PIERWSZY
Vv chwili gdy ujmuj� pi�ro, aby w niezm�conej swobodzie i odosobnieniu, zdr�w zreszt�, cho� i zm�czony, bardzo zm�czony (tak i� zdo�am posuwa� si� naprz�d jedynie krok po kroku i odpoczywaj�c cz�sto), gdy zatem sposobi� si� do tego, aby w�a�ciwym mi czystym i przyjemnym pismem przela� na cierpliwy papier moje wyznania, nachodzi mnie przelotna w�tpliwo��, czy te� wykszta�cenie wyniesione z domu i szko�y pozwoli mi dorosn�� do tego intelektualnego przedsi�wzi�cia. Z drugiej jednak strony, poniewa� na moj� opowie�� sk�adaj� si� najbli�sze mi i najbardziej osobiste do�wiadczenia, zb��kania i nami�tno�ci, i dzi�ki temu w pe�ni panuj� nad tematem, mog�aby owa w�tpliwo�� dotyczy� co najwy�ej taktu i uk�adno�ci wyrazu, na jakie mnie sta�; te za� zalety nie tyle zale�� od nie przerwanych i chlubnie uko�czonych studi�w, ile raczej, i to w znacznie wy�-
8                                                   TOMASZ MANN
szym stopniu, od wrodzonego uzdolnienia i poprawnego wychowania w dzieci�ctwie. Nie brak�o mi go, gdy� wywodz� si� z wykwintnego, cho� i nieco swawolnego mieszcza�skiego gniazda; moj� siostr� Olimpi� i mn� opiekowa�a si� przez szereg miesi�cy jaka� pannica z Vevey, kt�ra musia�a potem �� rzecz prosta � zej�� z pola, poniewa� dosz�o do kobiecej rywalizacji z moj� matk�, mianowicie na punkcie ojca; chrzestny za� ojciec m�j, Schimmelpreester, z kt�rym wi�za�a mnie serdeczna za�y�o��, by� wielce cenionym artyst�, nazywanym przez ca�e miasteczko �panem profesorem", chocia� �w pi�kny i po��dany tytu� formalnie, by� mo�e, wcale mu nie przys�ugiwa�; m�j ojciec za�, cho� by� gruby i t�usty, mia� wiele osobistego wdzi�ku i zawsze bacznie zwa�a� na wyszukany i przejrzysty styl mowy. Mia� po babce w �y�ach troch� krwi francuskiej, lata nauki sp�dzi� we Francji i jak zapewnia�, zna� Pary� jak w�asn� kiesze�. Ch�tnie ubarwia� sw� mow� zwrotami takimi, jak �c'est fa", �epatant" albo �par-faitement"*, wymawianymi zreszt� wy�mienicie; mawia� te� cz�sto �sawuruj�" � i do ko�ca �ycia pozosta� ulubie�cem kobiet. Ale na razie wspominam o tym tylko mimochodem. Co si� za� tyczy mego wrodzonego talentu do zachowywania poprawnych form, mog�em z g�ry by� go a� nadto pewny, jak tego dowodzi ca�y m�j oszuka�czy �ywot; wierz� te�, �e bez zastrze�e� wolno mi polega� na nim i przy niniejszym wyst�pie pisarskim. Postanowi�em zreszt� stosowa� w swych zapiskach jak najdalej posuni�t� otwarto��, nie l�kaj�c si� ani zarzutu, �em pysza�ek, ani pos�dzenia o bezwstyd. Jak�� warto�� moraln� i jaki moralny sens mo�na by przypisa� wyznaniom zrodzonym pod innym s�o�cem ni� s�o�ce prawdy!
Wyda�a mnie na �wiat ziemia Rhe�ngau, �w b�ogos�awiony zak�tek, �agodny, wolny od szorstkich kaprys�w pogody i wrogich cz�owiekowi w�a�ciwo�ci gleby, usiany g�sto
Tak jest, nadzwyczajnie, doskonale, (fr.)
Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla                                9
miastami i wioskami, pe�en weso�ych ludzi � jeden z najmilszych zaludnionych skrawk�w ziemi. Os�oni�te przed surowymi wichrami nadre�skim �a�cuchem g�rskim i rozpostarte pod promienny blask po�udniowego s�o�ca rozkwitaj� tu owe s�awetne osiedla o nazwach, na kt�rych sam d�wi�k �mieje si� serce pijusa: tu Rauenthal, Johannisberg, Rudesheim, a oto te� czcigodna mie�cina, w kt�rej ujrza�em �wiat�o dzienne w niewiele lat po pe�nym chwa�y za�o�eniu cesarstwa niemieckiego. Osiedle to, po�o�one nieco na zach�d od kolana, jakie tworzy Ren w pobli�u Moguncji, a s�ynne swymi wytw�rniami win, stanowi g��wn� przysta� dla parowc�w p�yn�cych w g�r� i d� rzeki; mieszka�c�w liczy mniej wi�cej cztery tysi�ce. Nader blisko by�a wi�c weso�a Moguncja, a tak�e wytworne k�pieliska w pa�mie Taunus, jak Wiesbaden, Homburg, Langenschwalbach i Schlan-genbad; do ostatniego z nich mo�na by�o dojecha� kolejk� w�skotorow� w ci�gu p� godziny. Jak�e cz�sto w miesi�cach pi�knej pogody urz�dzali�my, rodzice moi, moja siostra Olimpia i ja, wycieczki statkiem, powozem lub kolej�, i to we wszystkich kierunkach: wsz�dzie bowiem n�ci�y nas powaby i osobliwo�ci, stworzone przez przyrod� i ludzk� wynalazczo��. Widz� jeszcze mego ojca, jak w wygodnym ubraniu letnim w drobn� krat� siedzi z nami w jakim� restauracyjnym ogr�dku � nieco z dala od sto�u, gdy� brzuch przeszkadza� mu przysun�� si� bli�ej � i z niesko�czon� b�ogo�ci� zajada potraw� z rak�w, popijaj�c z�ocistym winnym sokiem. Nierzadko bywa� tak�e z nami m�j chrzestny ojciec Schimmelpreester; bystro i badawczo spoziera� przez swe okr�g�e okulary malarza na ludzi i �wiat, wch�aniaj�c w sw� dusz� artysty wszystko, i to, co wielkie, i to, co ma�e. Biedny m�j ojciec by� w�a�cicielem firmy Engelbert Krull, wytwarzaj�cej wino musuj�ce Lorley Extra Cuvee, kt�rego s�awa niestety mocno ju� podupad�a. W dole nad Renem, opodal przystani, mie�ci�y si� sk�ady firmy i nierzadko ugania�em jako ch�opak po ch�odnej przestrzeni piwnicz-
10                                           '        TOMASZ MANN
nej lub zamy�lony wa��sa�em si� kamiennymi korytarzami wiod�cymi wzd�u� i wszerz po�r�d wysokich rusztowa� i przygl�da�em si� armiom butelek, lekko uko�nie u�o�onych tam warstwami jedna nad drug�. �Le�ycie tutaj � my�la�em sobie, jakkolwiek nie umia�em jeszcze, rzecz prosta, nada� swym my�lom tak trafnego wyrazu � le�ycie tu w podziemnym p�mroku, a w waszym wn�trzu klaruje si� w cicho�ci i wzbiera �w szczypi�cy, z�ocisty sok, kt�ry przy�pieszy uderzenia niejednego serca i niejedn� par� oczu rozbudzi do �ywszego l�nienia. Jeszcze wygl�dacie bezbarwnie i niepozornie, ale oto pewnego dnia wzniesiecie si�, przystrojone wspaniale, w wy�szy �wiat, aby w czasie uroczystych przyj�� na weselach czy w oddzielnych gabinetach restauracyjnych miota� w sufit wasze korki z zuchwa�ym trzaskiem i szerzy� w�r�d ludzi upojenie, rozkosz i lekkomy�lno��". Tak lub prawie tak m�wi� do siebie ch�opiec; by�o w tym tyle przynajmniej s�uszno�ci, �e firma Engelbert Krull k�ad�a niezwyk�y nacisk na wygl�d zewn�trzny swych butli, na owo ostateczne ich przystrojenie, kt�re w zawodowej gwarze nazywano koafiur�. Wt�oczone korki przytrzymywa� drut srebrny, przeplatany poz�acanymi nitkami, a purpurowy lak piecz�towa� je od g�ry; co wi�cej, na z�otym sznurze zwisa�a jeszcze uroczysta okr�g�a piecz��, z rodzaju tych, jakie widniej� na bullach i dawnych dokumentach pa�stwowych; szyjki przystraja�a bogato l�ni�ca cynfo-lia, na brzuchach za� flasz pyszni�a si� z�ocistymi esami-flo-resami nalepka skomponowana dla firmy, dzie�o mego ojca chrzestnego, Schimmelpreestera, na kt�rej obok roju gwiazd i herb�w, tu� przy podpisie mego ojca i wydrukowanej z�ot� barw� marce fabrycznej Lorley Extra Cuvee, jawi�a si� posta� kobieca, strojna tylko szpilami i naszyjnikami, kt�ra na czubku ska�y siedz�c i udo za�o�ywszy na udo, a rami� podni�s�szy wzwy�, czesa�a grzebieniem swe faliste w�osy. Zdaje mi si� zreszt�, �e jako�� wina niezupe�nie odpowiada�a tym ol�niewaj�cym ozdobom. �Krullu � mawia�
Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla                             11
zapewne do ojca chrzestny m�j, Schimmelpreester � szanuj� pa�sk� osob�, ale pa�skiego szampana powinna by zabroni� policja. Przed tygodniem uleg�em pokusie wychylenia p� butelczyny i jeszcze do dzi� dnia nie otrz�sn��em si� z tego ca�kowicie. Jak�� to dr�twot�, wyznaj no pan, domiesza�e� do tej cieczy? By�a to nafta czy fuzel? Kr�tko m�wi�c, truje pan ludzi, drzyj wi�c przed prawem!" S�ysz�c to m�j biedny ojciec popada� w zak�opotanie, albowiem cz�ek by� z niego mi�kki, na ostre s�owa nieodporny. ��atwo panu drwi�, Schimmelpreester � odpowiada� niepewnie, z przyzwyczajenia leciutko g�adz�c koniuszkami palc�w sw�j brzuch � musz� jednak produkowa� tanio, ka�e tak przes�d, niech�tny wytworom krajowym: kr�tko m�wi�c, dostarczam klienteli tego, w co ona wierzy. Poza tym, drogi przyjacielu, konkurencja siedzi mi na karku, sytuacja staje si� wprost nie do zniesienia". Tyle o moim ojcu.
Nasza willa by�a jedn� z owych uroczych pa�skich siedzib, kt�re tul�c si� do �agodnych pochy�o�ci panuj� nad widokiem re�skiego pobrze�a. Opadaj�cy do�� stromo ogr�d zdobi�y obficie kar�y, grzyby i liczne inne stwory, do z�udzenia podrobione z fajansu; na cokole spoczywa�a jasna jak zwierciad�o kula szklana, wykrzywiaj�ca nader zabawnie twarze; a by�a tam r�wnie� harfa eolska, liczne groty i fontanna rzucaj�ca w powietrze wymy�ln� gr� wodnych promieni, z sadzawk�, w kt�rej p�ywa�y z�ote rybki. Aby za� rzec co� nieco� o domowym wn�trzu, by�o ono zgodnie z upodobaniem mego ojca zar�wno przytulne, jak i pogodne. Fotele w zacisznych wykuszach zaprasza�y, aby usi���, a w jednym z tych wg��bie� sta� nawet prawdziwy ko�owrotek. Niezliczone drobiazgi: �wiecid�a, muszle, b�yszcz�ce szkatu�ki i flakony z pachnid�ami, poustawiano na p�eczkach i stolikach pluszowych; mn�stwo poduszek puchowych powleczonych jedwabiem lub wielobarwn� wyszywank� le�a�o, gdzie spojrze�, na sofach i tapczanach, gdy� ojciec m�j lubi� wylegiwa� si� mi�kko; portiery wisia�y na halabardach,
12
TOMASZ MANN
w obramieniach za� drzwi rozpi�to owe powiewne zas�ony z trzciny i pstrych paciork�w, kt�re tworz� na poz�r zwart� �cian�, mo�na je jednak przekroczy� nie podnosz�c ...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin