_TAYLOR.doc

(78 KB) Pobierz
Martin HEIDEGGER (1889-1976)

Charles TAYLOR (1931- )

 

 

Książki: Etyka Autentyczności

Narodowość: Kanadyjczyk

             

 

I. Trzy bolączki nowoczesności.

             

1. Indywidualizm – „ludzi nie podporządkowuje się już wymogom jakoby świętych hierarchii, które ich przerastają”, „mają prawo wybierać własny styl życia, (...) decydować o swoich przekonaniach”. Wcześniej ludzie byli ograniczani przez te hierarchie, ale dzięki temu świat i życie społeczne posiadały sens. Rzeczy nie były tylko instrumentami w ręku człowieka, ale „miały samodzielne znaczenie wynikające z ich miejsca w łańcuchu bytu”. Indywidualizm spowodował za to zanik obiektywnych hierarchii, świat został «odczarowany» (orzeł przestał być królem świata zwierzęcego, a zwykłym zwierzęciem).

Czy ta przemiana była czymś dobrym nie jest jednak tematem rozważań Taylora, chce on zająć się konsekwencjami tego stanu.

Można powiedzieć, że ludzie utracili «szersze horyzonty działania», co spowodowało, że wszelkie wyższe cele zanikły. Tak postrzegał „wiek dzisiejszy” Kierkegaard, a najniższy możliwy punkt „w tym procesie staczania się osiągnęli ostatni ludzie” Nietzschego”. Taylor twierdzi, że wyższe cele zanikają wraz z zawężaniem «horyzontów», ponieważ ludzie zaczynają się skupiać tylko na swoim indywidualnym życiu: „Ciemną stroną indywidualizmu jest skupienie się na sobie, co zarazem spłaszcza i zawęża nasze życie, czyniąc je mniej znaczącym i mniej związanym z innymi ludźmi czy społeczeństwem”.

Proces ten charakteryzowany jest jako „eksplozja narcyzmu”, „kultura narcystyczna”, czy „pokolenie egoistów” [me generation].

 

2. «Odczarowanie» świata wiążę się z „prymatem «rozumu instrumentalnego»”. „Mówiąc o „rozumie instrumentalnym”, mam na myśli ten rodzaj racjonalności, którym posługujemy się, aby wyliczyć najbardziej ekonomiczny sposób wykorzystania środków prowadzących do danego celu. Maksymalna efektywność, najlepsza relacja nakładów do zysków – oto kryterium sukcesu takiego rozumowania”. Zanik dawnych hierarchii przyczynił się do dominacji rozumu instrumentalnego. Gdy znika porządek rzeczy, bądź wola Boża, instytucje społeczne i sposoby postępowania stają się indywidualną sprawą jednostek, jednostek dla których kryterium ustala rozum instrumentalny. „Suwerenne cele, które powinny kierować naszym życiem, zostaną przesłonięte przez postulat maksymalnej wydajności”, co prowadzi do strasznych kalkulacji, np. wyceniania ludzkiego życia w dolarach.

 

3. Z powyższych dwóch bolączek rodzi się trzecia, w życiu politycznym. „W społeczności, w której ludzie wyrastają na jednostki „zamknięte we własnych sercach”, niewielu będzie chciało brać czynny udział w samorządzie” (obawy sformułowane po raz pierwszy przez Alexisa de Tocquveille’a). Taylor sugeruje za nim, że indywidualizm może powodować umieranie demokracji, tworów społeczeństwa obywatelskiego. „W takiej sytuacji grozi nam nowa (...) forma despotyzmu, która Tocqueville nazwał «despotyzmem łagodnym» (...). Jedynym środkiem zaradczym – zdaniem Tocqueville’a – jest bujna kultura polityczna, uczestnictwo, w której – na różnych poziomach władzy, a także w prywatnych stowarzyszeniach – będzie cenione. To jednak jest sprzeczne z tym, co nazywa się «atomizmem pochłoniętych jednostek».

 

Podsumowując, zanik transcendentnych hierarchii wartości, spowodowany indywidualizmem, prowadzi do prymatu rozumu instrumentalnego, co rodzi groteskowe kalkulacje, niszczy wspólny cel, a jednostkom nakazuje troszczyć się tylko o swoje. A to z kolei może zaowocować tzw. „łagodnym despotyzmem”, który opisywał Tocqueville.

Pierwsze zagrożenie dotyczy tego, co możemy nazwać utratą sensu albo zanikiem horyzontów moralnych. Drugie – wyrugowania celów przez panoszący się rozum instrumentalny. Trzecie – utraty wolności.

 

CREDO: W gruncie rzeczy wszystkie przedstawione powyżej zjawiska zawierają wiele cech godnych podziwu (...) oraz przerażających, (...) [trzeba] raczej tak kierować tymi przemianami, by zrealizować w pełni ich pozytywny potencjał, unikając przy tym stoczenia się w ich formy zdegenerowane”.

Czyli kultura narcystyczna jest do naprawienia.

 

 

 

II. Autentyczność.

 

Dzieckiem indywidualizmu jest relatywizm: „każdy ma prawo wieść swój własny styl życia, ugruntowany w wewnętrznym poczuciu, że coś jest naprawdę ważne lub wartościowe” («indywidualizm samorealizacji»). Indywidualizm ten prowadzi, poprzez skupianie się na sobie, do omijania szerszych problemów – wykraczających poza jednostkę. „Tak powszechny dziś relatywizm jest w mojej opinii głęboką pomyłką – pod pewnymi względami nawet samobójczą. Wydaje się prawdą, że kultura samorealizacji doprowadziła do tego, iż wielu ludzi straciło z oczu problemu, które przekraczają ich jednostkowy punkt widzenia. (...) Za samorealizacją kryje się moralny ideał wierności samemu sobie (...) [na określenie którego] będę się posługiwał terminem „autentyczność. Bloom: „Pożądanym przymiotem przestał być heroizm, który zastąpiła sztuka przetrwania”.

Za samorealizacją nie kryje się jednak tylko moralna słabość czy folgowanie sobie. Rzecz w tym, że dzisiaj wielu postępuje w pewien konkretny sposób, bo gdyby tak nie postąpili, to ich życie w jakimś sensie byłoby stracone bądź niespełnione. Tak więc ideał autentyczności posiada dużą «moc moralną».

Zdaniem Taylora, apologia (obrona) ideału autentyczności prowadzi do sprzeczności, ponieważ prowadzi do słabego relatywizmu. [Że nie można usprawiedliwić konkretnego ideału, nie oznacza, że nie można usprawiedliwiać możliwości wyboru własnego ideału, a wówczas jest obroniony i każdy konkretny ideał!]

Akceptując ideał autentyczności, jego zwolennicy często popierają «liberalizm neutralności». Pogląd, który głosi, iż społeczeństwo musi być neutralne w sprawie dobrego życia, a władza ten wybór musi zaakceptować.

Negatywny skutek braku dyskusji nad autentycznością:

 

Panowanie subiektywizmu moralnego (rozum nie może być sędzią w sporach moralnych; wszelka dyskusja na tematy moralne staje się niemożliwa).

Istnieją jednak krytycy twierdzący, iż istnieją uzasadnialne wzorce postępowania. Taylor za przykład jednego z nich podaje MacIntyre’a. Jednak jego prób wyjścia od relatywizmu do obiektywnych norm moralnych była nieudana.

 

Taylor podkreśla, że współcześni krytycy nie dostrzegają prawdziwej mocy ideału autentyczności, że „z reguły go dyskredytuj, a nawet utożsamiają z amoralnym pragnieniem swobodnej realizacji własnych planów”. Mówi, że autentyczne spełnienie tego ideału jest inne, aniżeli „zdegradowane i zwyrodniałe formy” [ostatni ludzie Nietzschego]. Stawia tezę: „Nie tylko więc relatywizm nie stanowi argumentu na rzecz odrzucenia moralnego ideału autentyczności, ale sam powinien zostać w imię tego ideału odrzucony.” [A niby czemu?]

 

Autentyczność nie wygląda tak jak powinna, ale należy ją potraktować jak najbardziej poważnie, gdyż w jej obrębie jest dużo dobrych rzeczy (większa wolność jednostek), jak i niebezpieczeństw (osłabienie poczucia obywatelskości). Należy więc znaleźć optymalny punkt.

Stąd główne pytanie książki brzmi: dlaczego kultura autentyczności nie dorasta do własnego ideału? Co sprawia, że etyka autentyczności ma skłonność do wykolejania się i popadania w trywializm?

By uznać sensowność naprawy autentyczności należy zaakceptować 3 tezy:

  1. Autentyczność jest prawdziwym ideałem.
  2. Można racjonalnie dyskutować o ideałach i o zgodności praktyki z ideałami.
  3. Taka argumentacja może coś zmienić.

Pierwsze przeświadczenie kłóci się z istotą krytyki skierowanej przeciw kulturze autentyczności, drugie oznacza odrzucenie subiektywizmu, trzecie zaś jest sprzeczne z diagnozami współczesności, które czynią nas więźniami „systemu” współczesnej kultury”.

 

 

III. Autentyczność jest prawdziwym ideałem (dowód tezy pierwszej).

 

Fenomen autentyczności wywodzi się od XVIII-wiecznej idei, zgodnie z którą ludzie mają zmysł moralny, dzięki któremu mogą intuicyjnie odróżniać dobro od zła. Moralność bowiem jest zakotwiczono w naszych uczuciach. Wcześniejsze koncepcje zakładały, że kluczem do pełnie egzystencji jest np. Bóg bądź Idea Dobra. „Teraz jednak owo źródło (...) znajduje się głęboko w nas samych. Przemiana ta jest elementem radykalnego zwrotu nowoczesnej kultury w stronę subiektywizmu, nowej postaci wewnętrzności [invardness] (...) Ocalenie moralne jest możliwe dzięki odzyskaniu autentycznego, moralnego kontaktu z samym sobą. Rousseau nadaje nawet nazwę temu intymnemu kontaktowi z samym sobą (...): le sentiment de l’existence” (le sentimą du legzistąs).

Z tego została wyprowadzona podobna koncepcja, mówiąca, iż jestem wolny wtedy i tylko wtedy, gdy sam mogę decydować, o tym co mnie dotyczy – tzw. wolność samostanowienia (self-determinig freedom). „Herder wysunął pogląd, że każdy z nas istnieje na swój własny, wyjątkowy sposób. Każdy ma swoją własną „miarę” – jak to ujął (...) Jeśli nie będę sobie wierny, przegapię sens mojego życia, przegapię to, czym człowieczeństwo jest dla  m n i e.”

Taki oto ideał moralny o wielkiej sile oddziaływania otrzymaliśmy w spadku. Przypisuje on kluczową rolę moralną nawiązaniu przez każdego z nas swoistego kontaktu z samym sobą – z naszą wewnętrzną naturą (...) Oto co nadaje sens postulatom: „rób swoje” i „szukaj swojej własnej drogi”.

Ideał ten „[p]ozwala nam przeżyć (potencjalnie) pełniejsze i bardziej różnorodne życie – ponieważ bardziej przyswojone jako nasze własne”.

Autentyczność wpisała się na stałe w naszą kulturę – nie jesteśmy już w stanie wrócić do czasów, w których ideały samostanowienia nie kusiły ludzi.

 

 

IV. Nieuniknione horyzonty (dowód tezy drugiej).

 

              Aby dowieść tezę numer 2 Taylor przywołuje ludzką cechę określaną jako dialogiczność. „Naszą tożsamość definiujemy nieodmiennie w dialogu – a czasem w starciu – z tożsamościami, które chcieliby przypisać nam nasi znaczący inni.” Wiele czynników wpływa na ukształtowanie naszej własnej tożsamości, która rozumie filozof ten jako to „kim” jesteśmy oraz „skąd pochodzimy”. „Jeśli część z tego, co cenię najbardziej, jest mi dostępne jedynie przez kontakt z osobą, którą kocham, to osoba ta staje się składnikiem mojej tożsamości”. Taylor dowodzi, iż odnajdowanie i określanie własnej tożsamości zawsze jest wysiłkiem dialogicznym.

             

Pragnie dowieść on, że ideał autentyczności nie może być realizowany bez względu na:

a) „wymogi wszelakiego rodzaju stawiane przez coś wyższego albo innego niż ludzkie pragnienia bądź aspiracje”

b) „wymogi stawiane przez więzy z innymi ludźmi” [Co to ma wspólnego z udowadnianiem tezy nr 2? Racjonalność rozmowy o ideałach, nie ma nic wspólnego ze zgodą, iż kształtujemy się w sposób dialogiczny, co z resztą jest trywializmem]

             

              Dowód a):

              Samookreślenie jest równoznaczne z odnalezieniem tego, co znaczące, w tym, co wyróżnia mnie spośród innych ludzi.” Musimy bowiem znajdować się „na płaszyczyźnie rozpoznawalnych samodefinicji”, to że jestem jedyną osobą mającą dokładnie 3732 włosy na głowie, nie może powodować odnalezienia własnego poczucia oryginalności, własnej autentyczności [niby czemu nie?], musimy posiadać pewien horyzont odniesienia. Taylor zaznacza nawet, iż pogląd, że „rzeczy mają znaczenie nie same z siebie, lecz dlatego, że ludzie uznają je za znaczące (...) to czysty obłęd. Nie mogę po prostu zadecydować, że najbardziej znaczącym uczynkiem będzie przebieranie palcami u nóg w ciepłym błotku.” [taaaaa]. Taylor głosi potem, że taka czynność może nabrać sensowności tylko wraz z dodatkowymi wyjaśnieniami, np. bo „błoto jest żywiołem ducha Ziemi, z którym wchodzi się za pomocą palców u nóg”.Twoje poczucie nigdy nie stanowi wystarczającej racji dla uznania twojego stanowiska, ponieważ twoje poczucia nie wyznaczają tego, co znaczące. Słaby relatywizm jest samobójczy” [A może jakieś argumenty panie Taylor?]. A skoro rzeczy nabierają sensowności tylko wraz z horyzontami odniesienia, aby się samookreślić nie możemy ich zanegować. „A taki właśnie samobójczy krok stawia się często w naszej cywilizacji”.

              [Relatywizm nie wyklucza dyskusji ze względu na wspólny cel, różne autentyczności mogą dyskutować, np. ze względu na lepsze społeczeństwo, nie potrzebne są koniecznie jakieś horyzonty, a i wyłącznie uznanie, że i ty i ja chcemy żyć w lepszym społeczeństwie. W „nienaprawionej” kulturze autentyczności wcale nie musi dochodzić do akceptacji wszelkiej odmienności np. pedofilii. A żeby ją zanegować nie potrzebny jest horyzont, a jedynie np. miłość do własnych dzieci, która wcale nie musi zostawać uzasadniona przez horyzont wartości jaką jest miłość (-> emotywizm). Wybory, co próbuje udowodnić Taylor, nie muszą zejść do poziomu „czystych preferencji”.]

              Morał jest takie, że autentyczność nie da się bronić w sposób, który neguje horyzonty znaczenia. Nawet poczucie, że sens mojego życia jest skutkiem tego, iż sam je wybrałem (...) zależy od przeświadczenia, iż niezależnie od mojej woli istnieje coś szlachetnego czy mężnego, co ma znaczenie dla kształtu mojego życia. (...) Horyzonty są dane (...) O ile pewne możliwości nie będą bardziej znaczące od innych, sama idea wyboru siebie popada w trywialność (...) Wybór siebie jako ideał jest sensowny tylko pod warunkiem, że pewne kwestie są bardziej znaczące niż inne. Nie mógłbym twierdzić, że dokonałem wyboru samego siebie (...) tylko dlatego, że wybrałem na lunch stek z frytkami zamiast hamburgera. O tym, które kwestie są znaczące, nie ja decyduję. Gdyby było inaczej, żadna kwestia nie byłaby znacząca”. [Jego zdaniem sam fakt popadania w trywializm jest argumentem za tym, że tak być nie może? Nielogiczne przejście.]

A zatem, zdaniem Taylora, ideał wyboru siebie zakłada istnienie transcendentnych wobec nas wartości. Stąd wnioskuje on, że samobójcze są te odmiany kultury, które biorą w nawias wszelkie horyzonty, głosząc wolną rękę jednostki w sprawach moralnych. Tylko pod warunkiem istnienia jakichś wymogów natury, potrzeby naszych bliźnich, obowiązków obywatelskich czy istnienia Boga, wybory mogą być nietrywialne. I jeśli tak jest, to można racjonalnie rozmawiać z tymi, którzy „ugrzęźli w strywializowanych odmianach kultury autentyczności”.

 

Taylor stara się pokazać wcześniej, iż w ramach kultury autentyczności, w istocie nie da się pominąć zewnętrznych wymogów moralnych ani trwałych więzów między ludźmi. Kultura autentyczności nie musi się więc sprowadzać do folgowania samemu sobie, jako i wyłącznie egocentryczna praktyka.

„Formy egocentryczne są, jak widzieliśmy, zdegenerowane pod dwoma względami. Spełnienie wiążą zazwyczaj z samą jednostką, a tym samym całkowicie instrumentalizują jej związki z innymi; innymi słowy, prą w stronę społecznego a t o m i z m u. Jednocześnie interpretują spełnienie jako czystą emanację podmiotu, w ten sposób pomijając czy delegitymizując wszelkie powinności, które wykraczają poza nasze pragnienia lub aspiracje: roszczenia historii, tradycji, społeczeństwa, natury czy Boga. Innymi słowy, owe egocentryczne formy są podporą radykalnego antropocentryzmu."

Jeżeli pojmiemy właściwie ideał autentyczności to zmuszeni jesteśmy potępić jej "wykolejone" przejawy. Przekonuje on, że zamiast odrzucić owe ideały powinniśmy próbować je reformować, "uświadamiając jej uczestnikom, czego naprawdę wymaga akceptowana przez nich etyka [autentyczności]".

"W przypadku kultury autentyczności rozgorzała już bitwa między jej entuzjastami a krytykantami. Moim zdaniem ta bitwa jest pomyłką: o b i e strony nie mają racji. Powinniśmy raczej wejść w spór na temat znaczenia autentyczności, a z przedstawionej tu perspektywy powinniśmy przekonywać ludzi, że samorealizacja nie tylko nie wyklucza bezwarunkowych związków międzyludzkich i roszczeń moralnych wykraczających poza jednostkę, ale faktycznie wymaga ich w jakiejś postać. Walka nie powinna toczyć się "za" lub "przeciw" autentyczności, lecz o jej sens, o jej właściwe znaczenie". A to właśnie opiera się na przedstawionych wyżej trzech tezach.

 

V. Potrzeba uznania (dowód „b” będącego niby dowodem tezy nr 2).

 

              Kultura autentyczności często przybiera formy egocentryczne sugerujące, że związki z innymi ludźmi nie mają większego wpływu na naszą samorealizację. Ale nasza tożsamość kształtuje się w dialogu z innymi – w dialogu z tym jak oni nas widzą, w opozycji do ich wyobrażeń. Ponadto nie możemy przypisywać związkom międzyludzkim roli instrumentalnej dla naszej własnej samorealizacji. Jeśli mają naprawdę kształtować naszą tożsamość nie mogą być „z zasady podejmowane na próbę”.

              Odmienność nie może być sama w sobie źródłem równej wartości. Jeśli mężczyźni i kobiety są równi, to nie dlatego, że są różni, lecz dlatego, że ponad owymi różnicami mają pewne cechy (...) które są wartościowe. (...) Porozumienie w sprawie wzajemnego uznania odmienności – tzn. równej wartości różnych tożsamości – wymaga, by łączyło nas coś więcej, niż tylko wiara w tę zasadę; musimy również podzielać pewne wzorce wartości, w relacji do których owe tożsamości okazują się równe. (...) Uznanie odmienności, tak samo jak wybór siebie, wymaga horyzontu znaczenia – w tym przypadku wspólnego horyzontu”. <- Kolejny punkt naprawy kultury autentyczności.

              [Mężczyźni i kobiety są równi, bo nie ma biologicznych podstaw do wyprowadzania nierówności w np. predyspozycjach intelektualnych, tu nie chodzi o żadne horyzonty znaczenia.]

 

 

VI. Następstwa niezrefermowanej autentyczności „(A)”.

 

              Ideą ściśle spokrewnioną z autentycznością jest idea wolności samostanowienia. „Autentyczność jest sama w sobie ideą wolności: wzywa mnie do samodzielnego znalezienia planu mojego życia wbrew zewnętrznym wezwaniom do konformizmu. (...) [I]dea wolności samostanowienia – w wersji skrajnej – nie uznaje żadnych granic, żadnych faktów, które m u s z ę respektować, dokonując autokreatywnych wyborów. Taka wolność może łatwo przekształcić się w najbardziej skrajne formy antropocentryzmu. (...) [W]ersje te wyniosły antropocentryzm na nowe szczyty: ateizmu i ekologicznej nieodpowiedzialności (...) [A]ntropocentryzm obala wszelkie horyzonty znaczenia, grożąc nam utratą sensu i tym samym trywializacją życia”. Nasze życie zaczyna więc jawić się jako „wzniosła tragedia”, sami przed milczącym światem, bez możliwości znalezienia jakichkolwiek obiektywnych znaczeń. Potem koncepcja ta „spłaszcza świat”, powoduje że w świecie nie ma istotnych wyborów, które znikają z brakiem istotnych kwestii. W tym spłaszczonym świecie ideał wolności samostanowienia staje się niezwykle atrakcyjny. Sam fakt możliwości wyboru jawi nam się jako ważny w świecie pozbawionym ważności. Ta wolność samostanowienia jest „zgubą, ponieważ pogłębia jeszcze antropocentryzm”.

              Oto napięcia i słabości nękające kulturę autentyczności, które towarzyszą atomizacji społeczeństwa i spychają je po równi pochyłej”.

 

 

VII. Argumentacja za „właściwym” ideałem może coś zmienić (dowód tezy nr 3).

 

              Fakt istnienia napięcia i walki [o ideały autentyczności] świadczy o tym, że może ono podążyć w jedną albo w drugą stronę. Po jednej znajdują się te wszystkie czynniki – natury społecznej i wewnętrznej – które spychają kulturę autentyczności w dół, ku jej najbardziej egocentrycznym formom; po drugiej zaś wewnętrzny impet i wymogi samego ideału. Toczy się bitwa, która może przybrać różny obrót”.

              Stąd słowa la lotta continua – ciągła walka.

 

VIII. Sztuka a samookreślanie; czulsze języki.

 

Wraz z kulturą autentyczności nastąpiła ewolucja „upodmiotowienia”. Kwestie, które tradycyjnie były zależne np. od natury, stały się przedmiotem wyboru. Zanikły autorytety, ludzie zostali zmuszeni do samodzielnego myślenia. „Ideał autentyczności wymaga, byśmy odkryli i wyartykułowali własną tożsamość”.

Sztuka i samookreślenie wiążą się ze sobą, nie tylko przez to, że obie wiążą się z poiesis (gr. twórczość). Spojrzenie na sztukę pozwala łatwiej wyjaśnić wiele kwestii związanych z pojęciem autentyczności.

Przemiany rozpoczęły się pod koniec XVIII wieku „i jest związana z ewolucją rozumienia sztuki od mimesis do kreacji”. Szekspir mógł się odwoływać do teorii korespondencji, gdy po zabójstwie króla następują „sprzeczne z naturą” wydarzenia (nie wstał nowy dzień; Magbet). Od 200 lat te punkty odniesienia przestały być aktualne. Poeci przekazują własną osobistą wizję, nie uznaje już postaci kanonicznej. „Ową przemianę możemy więc opisać tak: gdy poprzednio język poetycki mógł odwoływać się do publicznie dostępnych sfer znaczenia, teraz musi być ugruntowany w artykulacji indywidualnej wrażliwości”. Tak lord Wasserman opisuje charakter mimetycznej oraz twórczej koncepcji sztuki: „pewne założenia były powszechnie podzielane (...) W rozmaitym stopniu (...) przyjmowano (...) chrześcijańską interpretacje dziejów, sakramentalizację natury, «wielki łańcuch bytu», analogię różnych poziomów stworzenia, koncepcję człowieka jako mikrokosmosu (...) [Obecnie] «natura», która niegdyś była dana uprzednio i mogła stanowić przedmiot naśladowania – teraz, tak jak wierz, jest wytworem kreatywności poety”.

W tym „czulszym języku” (...) coś nowego otrzymuje definicję, zostaje stworzone, a jednocześnie wyrażone (...) [P]oprzednio poeci mieli do dyspozycji powszechnie uznany język, a teraz każdy ma swój własny”.

Kiedyś pozycji aniołów wiersza wynikała z uczestnictwa w autonomicznym porządku ontycznym, z ich własnej niezależnej natury dostępnej dzięki deskryptywnej filozofii czy teologii. Współczesnych aniołów nie można już oddzielić od języka artykulacji zakorzenionego w indywidualnej wrażliwości twórczego poety.

 

 

IX. Sprawy ogólnoludzkie przy prymacie subiektywizmu.

 

              Zdecydowanie łatwiej byłoby zapobiec katastrofie ekologiczne, gdybyśmy odzyskali poczucie, że nasze naturalne otoczenie i dziewicze ostępy nakładają na nas obowiązki. Subiektywistyczne nastawienie – które w naszych czasach zdobyło prymat dzięki wpływom racjonalności instrumentalnej oraz ideologii egocentrycznego spełnienia – niemal uniemożliwia wyartykułowanie takiego stanowiska”.

 

 

X. Druga bolączka – racjonalizm instrumentalny.

 

Z racjonalizmem instrumentalnym jest podobna sytuacja jak z autentycznością, istnieje walka dwóch biegunów. Niektóry postrzegają rozwój techniczny jako upadek, ponieważ tracimy kontakt z przyrodą, z innymi ludźmi i z własną naturą. Udowadniają oni, iż nowoczesna racjonalność odseparowała ludzki od własnego wnętrza, od siebie nawzajem i od świata przyrody. Innych natomiast rozwój techniki napawa optymizmem.

Taylor i w tej kwestii postuluje kompromis, który zmieniłby miejsce techniki w naszym życiu. Pragnie by przestałaby ona być „upartym, nieprzemyślanym imperatywem”. [Dosłownie parę zdań na ten temat.]

              Przypomina on Francisa Bacona, który już w XVII wieku krytykował arystotelejskie nauki, gdyż nie przyczyniały się do „do poprawy położenia ludzkości” (F. Bacon). Zdaniem Taylora Bacon przypomina nam, że „nauka miała źródła nie tylko epistemologiczne, ale również moralne”. Taylor zauważa, że obecnie organizujemy liczne zbiórki na rzecz ofiar huraganów czy powodzi, nie zgadzamy się na nędze innych, chcemy zapobiegać chorobom. „Ta praktyczna i powszechna życzliwość również przyznaje kluczowe miejsce racjonalności instrumentalnej (...) A zatem odziedziczyliśmy racjonalność instrumentalną wraz z jej bogatym zapleczem moralnym”. Tak więc nie chodzi i wyłącznie o technicz...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin