00-Rope.txt

(56 KB) Pobierz
00:00:00:www.napiprojekt.pl - nowa jako�� napis�w.|Napisy zosta�y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
00:02:38:Otwieraj.
00:03:10:Nie.
00:03:15:Musimy si� upewni�|czy wszytko jest...|Wiem.
00:03:18:Ale jeszcze nie teraz.
00:03:21:Zosta�my tu|jeszcze chwil�.
00:03:43:Filipie, nie mamy|zbyt du�o czasu.
00:03:49:To ta ciemno�� tak na Ciebie wp�ywa.|Nikt nie czuje si� pewnie w ciemno�ciach.
00:03:54:A zw�aszcza dzieci.|Ods�oni� je, dobrze?
00:04:02:No, teraz o wiele lepiej.
00:04:10:Co za mi�e popo�udnie.
00:04:17:Szkoda, �e nie ods�onili�my ich wcze�niej|gdy �wieci�o s�o�ce.
00:04:25:No c�... Nie mo�emy mie� wszystkiego.
00:04:30:Zrobili�my to w za dnia.|Ju� w porz�dku Filipie?
00:04:34:Tak.|Dobrze. Lepiej to od��.
00:04:37:W�� je do szuflady|za metalowym pude�kiem.
00:04:56:No...|to muzealny egzemplarz.
00:05:01:Powinni�my zachowa� to dla potomnych,
00:05:04:poza tym, �e, to dobry kryszta�|i nie chcia�bym �eby si� st�uk�.
00:05:10:Poza tym, David Kentley|wypi� z niego ostatniego drinka.
00:05:18:To powinno by� ginger ale|albo nawet zwyk�e piwo.
00:05:21:Zawsze my�la�em, �e David nie zwyk�|pi� niczego innego ni� whisky.
00:05:26:I �e zostanie zamordowany.
00:05:28:Czy� nie? Zwykle m�odzi Amerykanie|umieraj� m�odo na polu walki?
00:05:33:C�, David|jedynie zajmowa� miejsce,
00:05:38:to dlatego sta� si� doskona�� ofiar�|zbrodni doskona�ej.
00:05:44:Oczywi�cie by� studentem Harvardu.
00:05:47:To mo�e by� uzasadnieniem tego zab�jstwa.
00:05:50:On nie �yje, zabili�my go.|Ale nadal tu jest.
00:05:53:Za oko�o 8 godzin delikatnie|opadnie na dnie jeziora.
00:05:57:Ale jak na razie jest tutaj.
00:06:01:Co ty robisz?|Jest otwarta.
00:06:04:I dobrze.|To niebezpieczne.|Zamek jest stary, nie zadzia�a.
00:06:08:Chcia�bym si� go st�d pozby�.
00:06:11:Chc� �eby by� gdzie indziej.
00:06:14:Troch� za p�no na to,|nie s�dzisz?
00:06:17:A kogo by� wola�?|Kennetha?
00:06:20:Nie wiem.|My�l�, �e...
00:06:23:lepszy czy gorszy, co za r�nica.
00:06:27:Mo�e ty.|Przera�asz mnie.
00:06:30:Odk�d tylko pami�tam,|od pierwszego dnia w szkole.
00:06:34:To cz�� twojego uroku,|tak s�dz�.
00:06:40:Ja, ja tylko �artuj�, Brandon.
00:06:43:Nie znosz� tego tak dobrze jak ty,|wi�c si� troch� buntuj�.
00:06:47:To do�� g�upie, prawda?|Tak, bardzo.
00:06:52:Mog� si� napi�?
00:06:56:No jasne. Jest ku temu okazja.|A� domaga si� szampana.
00:07:00:Szampana?|W�o�y�em troch� do lodu.
00:07:03:Kiedy to zrobi�e�?|Tu� przed przyj�ciem Davida.
00:07:06:By�e� niew�tpliwie pewny, �e przyjdzie, czy� nie?|Oczywi�cie.
00:07:09:Nie zabieram si� za nic,|je�li mia�bym co� spartaczy�.
00:07:13:Zawsze �yczy�em sobie|wi�cej artystycznego talentu.
00:07:16:C�, morderstwo te� mo�e by� sztuk�.
00:07:18:Moc zabijania mo�e by� r�wnie|satysfakcjonuj�ca jak moc tworzenia.
00:07:24:Filip, zrobili�my to tak jak sobie zaplanowali�my.
00:07:29:Nic nie posz�o �le.|By�o idealnie.
00:07:33:Tak.|Nieskazitelne morderstwo!
00:07:36:Zabili�my w imi� z�a i w imi� zabijania.
00:07:39:Ale my �yjemy, prawdziwie i cudownie �yjemy.
00:07:43:Nawet szampan nie jest odpowiedni|dla nas czy okazji.|Ja si� napij�.
00:07:47:Czy�by� ju� nie by� przera�ony?
00:07:49:Nie mo�esz si� ba�.|�aden z nas nie mo�e.
00:07:52:Taka jest r�nica mi�dzy nami a normalnymi lud�mi.
00:07:54:M�wi� o zbrodni doskona�ej,|ale �aden z nich jej nie pope�ni.
00:07:57:Nikt nie pope�ni� morderstwa...|Daj.
00:07:58:Tylko dla samego eksperymentu...
00:08:01:nikt pr�cz nas.
00:08:05:Ju� si� nie boisz prawda?|Nie.
00:08:07:Mnie te� nie?
00:08:10:Nie.|To dobrze.
00:08:14:Poprostu mnie zadziwiasz, jak zawsze.
00:08:18:To jeszcze lepiej.
00:08:21:Za Davida oczywi�cie.
00:08:32:Brandon, jak si� wtedy czu�e�?|Kiedy?
00:08:34:W trakcie.
00:08:37:Nie wiem.|Nie pami�tam tego co w�wczas czu�em.
00:08:45:Dop�ki jego cia�o sta�o si� bezw�adne...
00:08:48:i zda�em sobie spraw�, �e to koniec.|A potem?
00:08:52:A potem... Poczu�em si�|ogromnie podekscytowany.
00:08:57:A co ty czu�e�?
00:09:01:Oh, ja... ja...
00:09:05:Brandon, nie s�dzisz, �e to przyj�cie to pomy�ka?
00:09:07:Nie, przyj�cie to ostatni akt|naszej dobrej roboty.
00:09:10:A nawet wi�cej;|to podpis artysty.
00:09:13:Zrezygnowanie z przyj�cia by�o by jak...
00:09:15:Namalowa� obraz i go nie powiesi�?
00:09:18:Nie s�dz�, �eby to by�o dobre por�wnanie.
00:09:20:Mo�e si� wydawa� zbyt szykowne.
00:09:22:Oh, bzdury. To przyj�cie b�dzie ekscytuj�ce.
00:09:26:Z tymi lud�mi?|Oh, to nudna ekipa,|wiem.
00:09:28:Kentleysowie mogli by nie by� nudni gdyby zechcieli,|ale musz� tu by�.
00:09:33:A poza tym,|to rodzice Davida.
00:09:37:Tym bardziej nie b�dzie im �atwiej rozmawia�.
00:09:39:Nie martw si�.|Janet b�dzie si� wszystkim przypochlebia�.
00:09:42:Ona postawi wszystko na Davida.
00:09:45:Jako� nie s�dz�, �eby jej si� uda�o.
00:09:49:A Ty?|No, jako� nie wierz�.
00:09:54:C�, mo�e wybra� dzi� Kennetha.
00:09:56:Musisz przyzna�,|�e moja ostro�no��
00:09:58:w ostatnich wydarzeniach|dowod...
00:10:07:Filip.|Co?
00:10:09:We� drugi.|Po co?
00:10:11:Nie wa�ne.|Chod� ze mn�.
00:10:15:O co chodzi?|Zobaczysz. To niesamowite!
00:10:27:Co do diab�a robisz?
00:10:29:Uczyni� z naszego dzie�a arydzie�o.
00:10:32:Posuwasz si� za daleko.|Dlaczego? Co masz na my�li?
00:10:35:Pomy�la�em, �e bedzi� mi�o zrobi� kolacj� tutaj.
00:10:41:Na tym.
00:10:44:Czy to nie dobry pomys�?
00:10:47:C�, w ten spos�b nikt|nie b�dzie chcia� tego otworzy�.
00:10:50:Ty mnie chyba niedoceniasz Filip.
00:10:53:Ale zaczn�,|Brandon.
00:10:55:Dobrze, chod� nie mamy du�o czasu.
00:10:57:Pani Wilson zaraz wr�ci.
00:10:59:Po�yczy�e� od niej klucz?I|Powinienem o tym wiedzie�...
00:11:02:Po�yczy�em.|Mam jej klucz.|Powiedzia�em, �e zgubi�em sw�j.
00:11:05:Dobrze.|Jak zamierzasz to im wyja�ni�?
00:11:07:Nie zamierzam.|Musimy znale�� jak�� wym�wk�.
00:11:10:Nie mo�emy zostawi� go�ci samych w trakcie kolacji.
00:11:14:Brandon, musimy mie� jak�� wym�wk�.
00:11:16:Dobrze,|dobrze. Niech pomy�l�.
00:11:22:Zbyt �atwo i szybko si� denerwujesz.
00:11:27:Masz oto bardzo proste wyt�umaczenie...
00:11:30:w�asnie tutaj.
00:11:34:O co si� martwisz?
00:11:36:Pan Kentley przychodzi g��wnie zobaczy� te ksi��ki.|Co mo�e by� lepsze ni�...
00:11:40:po�o�y� je na stole...
00:11:42:gdzie stary cz�owiek mo�e je �atwo zobaczy�.
00:11:45:Jeste�my ostro�ni, prawda?
00:11:53:Halo?|Oh, oczywi�cie.
00:11:57:Zaczniesz od ksi��ek...|Kto to?
00:11:59:Pani Wilson.
00:12:19:Brandon.
00:12:22:Brandon!
00:12:26:Co do diab�a? Nie masz odrobiny rozs�dku by...
00:12:29:Co jest?|Dalej, wyrwij go.|Nie mog�.
00:12:34:Gdyby pani Wilson tu by�a,|zrobi�a by to dla ciebie.
00:12:37:Takie g�upie zachowanie|w obecno�ci kogo� innego|by�o by przyznaniem si� do winy.
00:12:41:We� to i bierz si� w gar��.
00:12:44:Je�li pozwoli� by� mi zapali� �wiat�o,|zobaczy� bym go.
00:12:46:Dobra!|Jeste� idea�em.
00:12:48:Tak musi by�.|Ustalili�my, �e t� zbrodni� pope�nili�my razem.
00:12:52:Bycie s�abym jest b��dem.
00:12:56:Bo to by� cz�owiek?|Bo to by�o proste.
00:12:59:Nie pozwol� by nikt z nas...
00:13:10:Wisisz mi $2.40 za taxi,|z napiwkiem.
00:13:14:Gdyby nie korek by�bym|tu ju� po� godziny temu.
00:13:16:Jeste� w sam� por�.|W�a�nie teraz si� Ciebie spodziewali�my.
00:13:19:By�am w 5 sklepach by|zdoby� pasztet jaki lubicie.
00:13:22:Ale jaka cena...|Nie widz� powodu by wydawa� na to pieni�dze.
00:13:25:Pojecha�am do centrum|do tych delikates�w.
00:13:29:M�wi� wam nast�pnym razem jak b�dzie przyj�cie...
00:13:33:Witam, pani Wilson.
00:13:38:Co si� sta�o z moim sto�em?
00:13:41:W�a�nie przenosimy to tu.
00:13:44:C�...
00:13:47:My�la�em, �e ten st� jest ca�kiem mi�y.
00:13:50:Oh i taki jest.
00:13:52:Ale pan Kentley|przychodzi obejrze� te stare ksi��ki.
00:13:57:I chyba nie chce pani, �eby starszy cz�owiek|kl�cza� na kolanach by je obejrze�.
00:14:02:C�, my�l�, �e wygl�da to wr�cz dziwacznie.|Dziwacznie?
00:14:04:Bardzo. Zw�aszcza te �wieczniki.|Nie pasuj� tu.
00:14:08:Przeciwnie,|Sugeruj� swoisty o�tarz...
00:14:12:na kt�rym jest mn�stwo posi�ku,|taka uczta ofiarna.
00:14:16:Hmm, ilo�� jest s�uszna.|Czy� tam nie by�o w sam raz miejsca na kolacj�?
00:14:19:Panie Filipie?|Da pani sobie rad�.
00:14:21:Przesta�ce si� ze mn� droczy�.|Co z tymi ksi��kami?
00:14:24:Po�� je na stole.
00:14:26:Szalony pomys�,|moim zdaniem.
00:14:28:C�, mam zbyt du�o do zrobienia|i nie mam czasu na dyskusj�.|To dziwaczne.
00:14:33:Co� nie tak?|Wydaje mi si�, �e co� zauwa�y�a.
00:14:35:Co zauwa�y�a?|Sznur oczywi�cie.
00:14:37:Musimy go ukry�.|Dlaczego?
00:14:39:Dlaczego?|Tak, dlaczego? To tylko kawa�ek sznura,
00:14:42:Zwyk�y domowy sprz�t,|dlaczego mamy go chowa�?
00:14:46:Ten sznur jest wzi�ty z kuchni.
00:15:06:Pani Wilson?|Tak?
00:15:08:W pude�ku na l�d jest szampan.
00:15:10:Podamy szampana?|O tak.
00:15:12:To taki eprzyj�cie si� szykuje.|Musz� si� zatem przebra�.
00:15:16:Serwujemy szampana tylko u pana Cadell'sa.
00:15:20:Kiedy� nawet wypili�my po lampce z okazji moich urodzin.
00:15:23:Dzi� wieczorem b�dzie|pani mia�a okazj� odnowi� romans.
00:15:27:Mog�?|Pan Cadell te� przyjdzie.
00:15:30:Oh, pan Cadell|jest bardzo mi�y.
00:15:34:Rupert te� przyjdzie?|Tak, chyba ci m�wi�em.
00:15:37:Nie, nie m�wi�e�.|Mi�o by�o mu s�u�y�.
00:15:40:Niekt�rzy m�wi�, �e jest dziwakiem|ale ja zawsze my�l...
00:15:45:Prosz� pozwoli� mi sko�czy�.
00:15:48:My�la�em, �e lubisz Ruperta.
00:15:51:Lubi�.|Wi�c o co chodzi.
00:15:53:Ze wszystkich ludzi na Ziemi,|Rupert Cadell jest najbardziej podejrzliwy.
00:15:57:On jako jedyny mo�e nas doceni�|z artystycznego punktu widzenia.
00:16:00:To jest w�a�nie ekscytuj�ce.|Ciesz� si� ze ci� to kr�ci.|Mnie to przera�a.
00:16:03:Lepiej nie podno� g�osu.
00:16:05:Z innymi by�o by zbyt prosto i zbyt nudno.
00:16:09:A co do Ruperta, Ju� kiedys my�la�em �eby go zaprosi�.
00:16:13:Dlaczego?|Jest weso�y.|I jest opanowany.
00:16:16:Oh, intelektualnie,|jest cudowny.
00:16:19:Ale jest zbyt gryma�ny.|Mo�e zmy�la�...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin