WPROWADZENIE
Można niewątpliwie postawić pytanie o sensowność i potrzebę studiowania etyki (nawet w bardzo ograniczonym wymiarze) w programie studiów geograficznych, w tym w zakresie studiów turystyki i rekreacji. Tak jak proste jest pytanie – dlaczego ten przedmiot, równie prosta może być odpowiedź – ponieważ każdy z nas, niezależnie od wykonywanego zawodu jest człowiekiem. Etyka zaś jest nauką o moralności, to znaczy nauką o zachowaniach człowieka, jest nauką o ludzkich działaniach, o wartościowaniu tych działań. Niezależnie od tego, kim jesteśmy, każdy z nas podlega zatem ocenom etycznym – postępuje dobrze lub źle, wartościuje swoje czyny, preferuje jedne, inne wartościuje mniej, a czyni to kierując się jakąś skalą wartości.
Chyba także każdy z nas podejmuje oceny ludzkich zachowań w przestrzeni życia społecznego, która nas otacza. Przykładowo, na początku roku 2012, w naszej przestrzeni życia społecznego pojawiło się szereg zdarzeń, o różnym stopniu nagłośnienia przez mediaq, a przez to o różnym stopniu odbioru społecznego.
Śmiem twierdzić, że ponad wszystko utrwalona w naszej świadomości została w tych miesiącach początku roku 2012 tragedia zaginionej, a jak się okazało zmarłej tragicznie sześciomiesięcznej dziewczynki. Ta jedna tragedia wywołała i wywołuje szereg kwestii etycznych. Czy sprawą zasadną było uczynienie z dramatu rodzinnego spe3ktaklu medialnego? Jakie są granice prywatności człowieka? Czy media mogą posunąć się do bezwzględnego ujawniania faktów, nie licząc się z dobrem człowieka, rodziny? Czy ujawnianie takie jest istotnie odkrywaniem prawdy, czy też manipulacją? Czy zaangażowanie prywatnego detektywa było faktycznie niezbędnie konieczne, czy raczej stanowiło darmową reklamę jego osoby, odegraną w telewizji także publicznej za pieniądze podatnika?
Można listę tych pytań wydłużać. Można ją konstruować w powiązaniu z innymi pytaniami – dlaczego w naszym myśleniu i zaangażowaniu dramat sześciomiesięcznego dziecka stał się tqak absorbujący naszą uwagę? Czy był to istotnie wyraz naszej wrażliwości, skoro w tym samym mniej więcej czasie, bez echa przeszła śmierć nowonarodzonego dziecka, pozostawionego przez matkę po porodzie, a następnie spalonego przez nią w piecu?
Za listą tych pytań kryją się zróżnicowane odpowiedzi. One nie mają charakteru teoretyczno-empirycznego, ale mają charakter wartościujący i oceniający,. A to jest domeną myślenia etycznego i języka etycznego.
ego warto studiować etykę, zajmując się turystyką. Skoro etyka dotyczy ludzkich czynów, a zatem działań świadomych i dobrowolnych, dotyczy także tych przedsięwzięć, które pojawiają się w przestrzeni turystyki.
A jest w tym zakresie niemało konfliktów o charakterze etycznym.
Można syntetycznie określić je jako:
1. Problemy wynikające z relacji społecznych
2. Problemy wynikające z relacji kulturowych
3. Problemy wynikające z relacji ekonomicznych
4. Problemy wynikające z relacji przyrodniczych
5. Problemy wynikające z relacji politycznych
Przykładem tych problemów są na przykład konflikty miedzy ludnością miejscową a turystami. Turyści niejednokrotnie demonstrują zachowania i postawy, które nie są akceptowane przez ludność miejscową. Można zauważyć coś więcej nawet, dozwolone są im zachowania całkowicie zabronione ludności miejscowej (np. zbyt swobodne zachowanie i zbyt skąpe odzienie turystów europejskich na plażach w krajach arabskich lub łamanie zakazu spożywania alkoholu w krajach islamu). Takie przyzwolenie generują szereg pytań bądź problemów etycznych – pytanie o sprawiedliwość praw, o odpowiedzialność za zgorszenie itp.
Z kolei, miejscowa ludność niejednokrotnie zmienia styl życia - następuje wówczas przejmowanie obcych wzorów życia. Można w niektórych wypadkach mówić o zjawiskach patologii społecznej - rozprzestrzenia się narkomania, pijaństwo, kradzieży, prostytucji, chorób zakaźnych.
Wśród tej sfery zjawisk konfliktowych można wymienić takie problemy kulturowe jak na przykład niszczenie lub zanik tradycyjnej kultury ludowej. Miejscowości turystyczne oferują bardziej skomercjalizowaną i fałszywą wersję swego obyczaju i folkloru, czyniąc to poprzez naśladownictwo i kontakt z innymi kulturami. Jakkolwiek taki produkt może stać się przykładem dobrze sprzedającego się towaru, to jednak nie sposób nie zauważyć, że w jego wyniku zmienia się i ujednolica tradycyjna kultura. Przykładem ilustrującym problem może być na przykład to, jakim zmianom ulegają tradycyjne” zespoły taneczne w Afryce, na Hawajach, w rezerwatach indiańskich. Maski wyrabiane w Senegalu sprzedawane są jako „tradycyjne” w całej Afryce.
Problemem kulturowym jest też niszczenie wartości religijnych, moralnych lub ryzyko takiej destrukcji. Turysta na przykład może być nośnikiem niekorzystnych, negatywnych zachowań i zjawisk społecznych (np. głośne zachowanie się w świątyniach, ignorowanie miejscowych obyczajów religijnych).
Tendencja jest taka sama w całej Polsce i na całym świecie. Tam, gdzie pojawia się turystyka masowa, tam przyroda i autentyczna kultura lokalna schodzą na dalszy plan. Liczy się szybki przerób turystów. Najgorsze, że ten rodzaj turystyki demoralizuje ludzi, którzy czerpią z niej dochody. Tak jak w Zakopanem, gdzie turysta jest kolejną owcą do ostrzyżenia z pieniędzy. Nie jest to cecha wyłącznie polska – wszędzie tam, gdzie pojawia się masa ludzi, znikają bezinteresowność i gościnność. [Marcel Kwaśniak, podróżnik, etnolog ]
Można zauważyć współcześnie wręcz pewien trend obecny w krajach turystycznych – poszukiwanie nowości i wabików, które mają poszerzyć ofertę.
Turyści oprowadzani są po slumsach Delhi albo Bombaju, przez co ludzka nędza, ubóstwo, wstyd, ale i cierpienie, to wszystko, co wiązało się z intymną sfera przeżyć, staje się skomercjalizowanym produktem.
W Polsce działa grupa „Crazy Guides” - grupa pomysłowych mężczyzn, którzy obwożą po Nowej Hucie obcokrajowców spragnionych czegoś więcej niż widoku Sukiennic, Wawelu
W Nowej Hucie turyści piją wódkę o jedenastej rano, zagryzają śledziem w oleju, później odwiedzają typowe peerelowskie mieszkanie, gdzie również konsumują wódkę, zapijając żurkiem.
Polska w wersji „Crazy Guides” to zestaw najprostszych skojarzeń podanych w atrakcyjnej formie: wódka, zagrycha, paprotka na parapecie, komunizm. Jak wyznają twórcy grupy - rzecz w tym, by zrobić „jak największą oborę”. Na tle takiej działalności rodzą się pytania bardzo elementarne: czy Nowa Huta to slums”? Czy tak ją prezentując, nie wyrządza się krzywdy jej mieszkańcom?
Wśród problemów wynikających z napięcia między turystyką a ekonomią można wskazać najpierw zmiany w rolnictwie.
Rozwój turystyki powoduje istotne zmiany struktury upraw gospodarstw rolnych z profilu żywieniowego na produkcję komercyjną (uprawa warzyw, owoców, kwiatów). Przykładem tego są zaistniałe zmiany, które miały miejsce np. na Jawie (Indonezja), na Antylach czy Wyspach Bahama.
Inna grupą problemów w tym zakresie są migracje ludności. Niejednokrotnie jest bowiem tak, że ludność wiejska w poszukiwaniu pracy migruje do miejscowości turystycznych (większe możliwości zarobkowania, np. utworzenie ogromnego regionu turystycznego w Cancun, co spowodowało jednak wyludnienie wnętrza Płw. Jukatan (Meksyk)).
Jeszcze inną grupą zjawisk, które wymagają poddania ocenie etycznej jest konieczność zwiększenia importu. Inwestycje w sektorze turystycznym generują konieczność sfinansowania kosztownego importu z krajów uprzemysłowionych (wyposażenie hoteli, produkty spożywcze itp.).
Osobnym problemem jest rozwój monokultury turystycznej. Niejednokrotnie jest tak, że nadmierny wzrost znaczenia turystyki może spowodować uzależnienie gospodarki (krajowej lub lokalnej) od turystyki, Przykładem takiego stanu rzeczy był dotąd na przykład Egipt (a wyrazem tego stanu rzeczy bywały gwałtowne spadki wpływów dewizowych po zamachach na turystów). Innym przykładem ilustrującym problem są np. Małe Antyle (a na nich np. Montserrat)..
Można chyba zaryzykować tezę, że w dobie dość specyficznej świadomości ekologicznej, bodaj jedynym problemem natury etycznej podnoszonym w w dyskusjach wokół turystyki jest zakłócenie równowagi lub degradacja środowiska naturalnego. Podkreśla się niejednokrotnie, że takie czy inne działania przemysłu turystycznego, związane zwłaszcza z działaniami tworzącymi infrastrukturę powodują zanieczyszczenie wód i powietrza, zaśmiecanie, wypłoszenie zwierzyny.
Innym, pozornie drobnym, a jednak istotnym problemem jest przyzwyczajenie zwierzyny do karmienia przez turystów, przełowienie łowisk (wędkarstwo).
Jeszcze innym zjawiskiem, podlegającym ocenie etycznej są zmiany gatunkowe (synantropizacja siedlisk), np. rejon Tatr i Zakopanego, Wielkie Jeziora Mazurskie, Balaton.
Dochodzi do tego obniżenie jakości życia. Jest bezsprzecznie faktem, że zbyt intensywny ruch turystyczny obniża jakość życia przez nadmierny ruch samochodów, motorówek, ciągły ruch i tłok w pewnych miejscach (wystarczy w tym miejscu przywołać przykłady takie jak np. Zakopane, Jastrzębia Góra, Mikołajki).
Zasadniczym jednak problemem etycznym na linii napięcia, które tworzy turystyka w odniesieniu do kwestii przyrodniczych (ekologicznych) jest niszczenie krajobrazu.
Przykładem tego stanu rzeczy może być przypadkowe i nieprzemyślane osadnictwo (np. domki letniskowe). Jako ilustrację może posłużyć tutaj architektoniczne niszczenie krajobrazu, np. Zakopane, schronisko pod Baranią Górą, Jezioro Żarnowieckie.
Wręcz ekstremalnym przykładem omawianego problemu może być Zakopane. Wedle informacji medialnych w weekend majowy 2008 r. pod Tatrami przebywało ok. 250 tys. osób. Taka ilość przyjezdnych sprawiła, że turyści zniszczyli fragmenty najbardziej uczęszczanych szlaków. Mimo tego Zakopane pozostaje wciąż jako zatłoczony kombinat wypoczynkowy, nastawiony na szybki, kompaktowy rodzaj wypoczynku, w którym jednocześnie otrzymujemy dyskotekę, piękne widoki i dziką przyrodę.
Trudno narzekać na to, że Polacy zaczęli inaczej wypoczywać. Turystyka ma być ważną gałęzią gospodarki, a takie sytuacje jak w Zakopanem są tego wyboru konsekwencją. Obawiam się tylko, że w hałasie ginie prawdziwy sens wypoczynku. Może się mylę, ale dla mnie urlop ma być momentem, w którym zwalniam i porzucam na chwilę dobrze znany świat. Nie rozumiem, dlaczego na szlakach turystycznych młodzi ludzie nakładają słuchawki i zajmują się sprawdzaniem zasięgu. Przykro to mówić, ale pośpiech zabija zarówno zwykłych turystów, jak i pielgrzymów, którzy obok zadań duchowych stawiają sobie niebotyczne cele. Wszystkie te wyjazdy w rodzaju „10 sanktuariów w 4 dni” niosą istotne niebezpieczeństwo – w takim pośpiechu trudno o głębszą refleksję. [Ks. Maciej Ostrowski]
Z obserwacji, jak i refleksji nad pewnymi faktami wynika teza, iż urlop w górach może wiązać się z wandalizmem. Dlatego organizacje ekologiczne usiłują przeciwdziałać temu stanowi rzeczy. Jeden z ekologów, Grzegorz Bożek z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot informował w mediach:
Dwa lata temu przeprowadziliśmy szczegółowy monitoring 76 gmin karpackich – Połowa planuje bądź realizuje inwestycje przeznaczone dla turystyki masowej. Nartostrady, wyciągi, wielkie hotele. Takie pomysły oznaczają przerywanie korytarzy ekologicznych, erozję gleb, wycinkę lasów. Narciarze nie zdają sobie sprawy, że nawet niewielka ingerencja w tak delikatne ekosystemy jak wysokogórskie może oznaczać ich zniszczenie. Tak niepozorny na pierwszy rzut oka szczegół sprawia, że zmienia się okres wegetacji roślin, co z kolei burzy tryb życia zwierząt.
Hasło „turystyka etyczna” dla bardzo wielu uczestników współczesnych dyskusji to przede wszystkim zjawiska wymagające oceny, zjawiska głównie od strony ekologiczne. Tak więc nieetyczne jest dla niektórych latanie samolotami. Dla innych problemem etycznym jest
oczekiwanie codziennej zmiany pościeli, bo detergenty spływają do ziemi.
Pomimo, że ta sfera problemów, pytań czy konfliktów w obszarze działań turystyki jest w mentalności wielu nie tak istotna, jak poprzednia, to rzecz jednak ma się dokładnie odwrotnie. Pytaniem kluczowym jest to - czy etyczne jest zostawianie swych pieniędzy w krajach łamiących prawa człowieka?
Coraz dalsze wyjazdy powodują, że coraz częstsze są wybory moralne.
Klasycznym przykładem mogą być pytania związane z Tybetem. Zdaniem wielu, dopóki jest on w rękach Chin dopóty zachodni turyści powinni go omijać”.
Postawienie tak radykalnej tezy nie wywołało, co jednak ciekawe, zachwytu w łonie takiej organizacji, jak Free Tibet. Organizacja orzekła: „Gdy chodzi o kwestie etyczne związane z podróżą do Tybetu, nie ma prostych odpowiedzi. Niech każdy decyduje za siebie”.
Podobnie Dalajlama nie zaleca rezygnowania z podróży, ale uważa wręcz, że ludzie z Zachodu powinni jeździć do Tybetu. Im więcej turystów go odwiedzi, tym lepiej – bo dzięki temu więcej ludzi zrozumie, w jakiej opresji żyją jego mieszkańcy.
Dalajlama i działacze tybetańscy podkreślają zdecydowanie, że nie istnieje prosty związek między rozwojem ruchu turystycznego a umacnianiem rządów dyktatorskich.
Dylematy, tutaj zarysowane można ująć także w formie pytanie: co świat zachodni powinien podjąć wobec Chin? Kirstges : „kontakty z Europejczykami są korzystne dla społecznego rozwoju Chin, dzięki nim bowiem znikają uprzedzenia i rodzi się zrozumienie dla zachodniego punktu widzenia, nawet dla krytyki, również za łamanie praw człowieka”
Z kolei Aung San Suu Kyi, przywódczyni opozycji birmańskiej, twierdzi inaczej. Apeluje do zachodnich turystów, aby od jej kraju trzymali się z daleka. Według niej, turystyka „przedłuża trwanie birmańskiego reżimu, dlatego odwiedzanie Birmy jest równoznaczne z jego wspieraniem”..
Pytanie jest bezwzględnie ważne - czy należy spędzać wakacje w krajach, którym daleko do respektowania zasad demokracji i poszanowania ludzkich praw?
Zauważmy, że jest to wyjątkowo trudny dylemat.
Zwolennicy turystycznego bojkotowania dyktatur podkreślają, że dochody z turystyki umacniają reżim, w mniejszym lub większym stopniu, ale jednak zawsze.
Z kolei, przeciwnicy turystycznego bojkotowania dyktatur, zwracają uwagę, że na turystyce zyskują też zwykli ludzie – właściciele hotelików i barów, rzemieślnicy produkujący lokalne wyroby, sprzedawcy, kierowcy autokarów, przewodnicy. Ponieważ kraje dyktatorskie z reguły są biedne, to właśnie dzięki turystom miliony ludzi zyskują środki do życia.
O randze problemu może świadczyć jeden fakt. Jakiś czas temu, w Wielkiej Brytanii wydano przewodnik turystyczny po Birmie. Został on wydany przez renomowaną firmę Lonely Planet.
Publikacja wywołała natychmiast reakcję ze strony centrali związkowej TUC. Bardzo krytycznie wypowiedziały się na temat publikacji: lewicowe czasopismo „New Internationalist” oraz organizacje pozarządowe, m.in. Burma Campaign UK. Posunięto się nawet do ogłoszenia apelu o bojkotowanie wszystkich przewodników Lonely Planet. W uzasadnieniu podawano, że samo już istnienie przewodnika zachęca do podróży, której inaczej być może ludzie w ogóle nie braliby pod uwagę” [B. Barber, sekretarz generalny TUC].. Wakacje w Birmie „to przecież najbardziej nieetyczna podróż, jaką można sobie wyobrazić” [Chris Brazier, naczelny „New Internationalist”]
Zdaniem kierownictwa wydawnictwa wydanie przewodnika nie jest równoznaczne z popieraniem birmańskich generałów. Edytorzy podkreślali, że we wstępie omówiono sytuację polityczną Birmy. Obok argumentów przemawiających za podróżą przedstawiono też argumenty przeciw
Birma uchodzi jednak za przypadek szczególny. Wynika to z faktu, że część dochodów z turystyki trafia prosto do kieszeni rządzących generałów, którzy mają udziały w hotelach, biurach podróży czy liniach lotniczych.
Można wręcz mówić o specyfice Birmy, która wyraża się tym, że nie ma drugiego kraju, w którym rozwój turystyki wiązałby się tak mocno i tak bezpośrednio z naruszaniem praw człowieka. Ludzie wyrzucani są z domów, by na ich miejscu można było zbudować luksusowe kompleksy hotelowe, inni kierowani są do przymusowej pracy. Stwierdza się zgodnie, że infrastruktura turystyczna „pożera ludzi”.
Z drugiej strony, trzeba zauważyć – podkreślają mniej rygorystyczni komentatorzy, że gdyby w turystyce kierować się surowymi kryteriami respektowania demokracji czy szerzej etyki. Wynikiem takiego rygoryzmu moralnego,. Byłoby ostatecznie to, że prawdziwie moralny podróżnik w zasadzie nie powinien ruszać się z domu. A jeśli mimo wszystko etyczny turysta zechciałby wyprawić się w daleki świat, to miałby pole do popisu bardzo niewielkie.
Faktem jest bowiem to, że mnóstwo państw chowa w swojej polityce mniej lub bardziej poważne uchybienia:
Iranowi zarzuca się i podejrzewa zbrojenia nuklearne,
Zimbabwe – nękanie opozycji,
Syrii i Azerbejdżanowi – dziedziczenie władzy przez dzieci rządzących pod przykrywką legalnych wyborów,
Rosji – wojnę w Czeczenii,
Chinom – dławienie aspiracji Tybetańczyków i Ujgurów plus niewolnicze formy pracy
wielu krajom, zwłaszcza Afryki i Azji Środkowej - fałszowanie wyborów
Jasnym staje się zatem pytanie, gdzie jest granica, za którą podróż staje się nieetyczna?
Odpowiedź, oprócz wektorów teoretycznych winna jednak uwzględniać i to, ze we wszystkich dyktaturach żyją tysiące zwykłych ludzi. I choć wielkie pieniądze z turystyki - zagarnia wąska grupa rządzących, to jednak małe pieniądze z opłat, biletów, napiwków, wymiany pieniędzy po kursie innym niż oficjalny trafiają do wielkiej rzeszy bardzo biednych ludzi. W Birmie - każdy drobiazg sprzedany za parę dolarów dla wielu rodzin oznacza lepsze życie.
„Turystyka zawsze rozbudza zrozumienie między ludźmi różnych kultur i żadne kierownictwo polityczne nie jest w stanie temu przeszkodzić” [prof. Torsten Kirstges, Fachhochschule w Wilhelmshaven]
Christian Thies, wicedyrektor Instytutu Studiów Filozoficznych w Hanowerze zauważa:
„można rozważać rezygnację z podróży, ale obowiązek moralny spoczywa raczej na politykach niż na turystach”.
Można stawiać także bardzo fundamentalne pytania - czy bojkot turystyczny w ogóle ma sens? Czy jakiś reżim upadł dlatego, że omijali go turyści?
Turystyczni moraliści ocierają się niekiedy o śmieszność – wezwaniom do omijania Turcji czy Malezji, nie towarzyszy na przykład apel o omijanie Rosji.
Trzeba raz jeszcze mocno podkreślić, że dylematy podróżnika nie kończą się na ekologii. One dotykają w znaczącym stopniu polityki. Pozostawiają przy tym wiele kwestii otwartych. Marek Kamiński zauważa:
nie sądzę, by trzeba było zakazywać podróży do krajów niedemokratycznych. […] Powróćmy myślami do czasów niedawno minionych w Polsce i wyobraźmy sobie, że przez dziesiątki lat nikt nas nie odwiedza. Czy byłoby to dobre? Że jeżdżąc w takie miejsca, finansujemy reżim? Trudno się z tym w pełni zgodzić: że przyjeżdżając, finansujemy też konkretnych ludzi, którzy tam mieszkają. [M. Kamiński]
Sygnalizując jedynie problem można zauważyć, ze z pewnością podróżując gdziekolwiek, powinniśmy podążać za prawdą o danym miejscu i próbować wczuć się w sytuację zamieszkujących je ludzi. Umieć zobaczyć drugą stronę. Reżimy są tymczasowe, a ludzie tam po prostu są – i są sobą. Tak jak my za komunizmu
1. NARODZINY ETYKI I ICH ZNACZENIE DLA WSPÓŁCZESNOŚCI
Kiedy spoglądamy w proces narodzin etyki, trzeba się przenieść do mniej więcej wieku XII-VIII p.n.e. Wtedy to, w okresie charakterystycznego procesu przejścia od ustroju rodowego do organizacji typu polis, przemian dokonujących się w obszarze etosu, doszło w starożytnej Grecji do pojawienia się systematycznej refleksji nad moralnymi zachowaniami człowieka, a zatem zapoczątkowało etykę filozoficzną. Owe przemiany, naocznie postrzegane zakwestionowały bowiem pewne rodzaje zachowań, dotąd społecznie aprobowanych. Co ważniejsze jednak doprowadziły również do zakwestionowania pewnych podstawowych pojęć z zakresu życia moralnego. Wyrazem tych procesów stała się literatura okresu przejściowego od pisarzy homeryckich, poprzez spuściznę autorów teognidyjskich, aż do sofistów. Najstarsze zachowane z VIII wieku przed Chrystusem poematy homeryckie ukazywały ustrój rodowy, w którym dominujące rolę odgrywała arystokracja...
Madridistka