13 - 22.pdf
(
403 KB
)
Pobierz
Midnight Sun
Midnight Sun
(Zmierzch oczami Edwarda)
Autorzy:
Twórczość fanów Stephenie Meyer z forum:
http://www.twilightseries.fora.pl/
Roz. 13-15
offca
Roz. 16
noella
Roz. 17-19 kasiek303
13. BALANSOWANIE
Siedziałem na skraju lasu obserwując jak przesłonięte cienką warstwą chmur niebo stopniowo
nabiera bladoróżowej barwy. Śmiertelnik zapewne nie dostrzegłby jeszcze różnicy, ale ja widziałem to
doskonale – zbliżał się świt.
Moje wnętrzności skręciły się ze zdenerwowania – zostało mi zaledwie parę godzin do spotkania
z Bellą. Byłem tak przepełniony krwią, że czułem jakbym w niej tonął, ale czy miało to wystarczyć by
jej życie nie znalazło się w niebezpieczeństwie? Z mojego powodu. Zacisnąłem dłonie w pięści;
trzasnęła gałązka, którą nerwowo obracałem w palcach – rozpadła się na drobne drzazgi.
Sfrustrowany otrzepałem dłonie i zapatrzyłem się na dowody mojej nadnaturalnej siły unoszone
powiewem wiatru.
Mogłem ją skrzywdzić. Nawet jeśli byłbym w stanie okiełznać swoje pragnienie, o czym nie
byłem przekonany, mogłem przez przypadek skruszyć jej kości, zmiażdżyć jej delikatne dłonie…
wzdrygnąłem się na tę myśl. Muszę utrzymać dystans, nie wolno mi się zapomnieć, powtarzałem sobie
do znudzenia. Ale tak bardzo pragnąłem jej dotknąć… choćby na chwile spleść nasze palce, przesunąć
opuszkami palców po jej policzku, by zobaczyć jak się rumieni. Tylko bym ją wystraszył. Moja
lodowata skóra z pewnością by ją odrzucała.
Cały dzień sam na sam z Bellą. Cóż ja najlepszego wyprawiałem? Narażałem ją na tak wielkie
niebezpieczeństwo z czystego egoizmu. To zupełnie niedopuszczalne. Ale nie potrafiłem sobie tego
odmówić. Chciała spędzić ze mną ten dzień! Wiedziała czym jestem, a mimo to chciała tego! Gdyby
moje serce biło, zatrzepotałoby teraz radośnie.
Westchnąłem. Tak chciałbym móc ją po prostu objąć, zanurzyć twarz w jej włosach… potwór we
mnie uśmiechnął się na myśl o jej zapachu. Stłumiłem go w sobie, ukryłem głęboko we własnej
świadomości i kazałem mu zamilknąć – najlepiej na wieki.
Alice była pewna, że jej nie skrzywdzę. Ale była tego pewna o tyle, o ile ja byłem o tym przekonany. A
co jeśli nie wytrzymam? Jeśli zawładną mną emocje, których nie będę w stanie kontrolować? Co jeśli
znajdzie się zbyt blisko, a potwór się uwolni? Potrząsnąłem głową. Nie mógłbym… cóż, wiedziałem, że
mógłbym i to właśnie przerażało mnie najbardziej. Ale wiedziałem też, że potrafię ze sobą walczyć i że
jestem w stanie tę walkę wygrać - przy odrobinie wysiłku to może się udać. Gdybym sobie nie ufał
nigdy nie naraziłbym jej na to ryzyko.
Niebo przybrało fioletowo błękitny odcień, na wschodzie było już zupełnie jasno. Czas na mnie –
pomyślałem. Pomknąłem do domu. Bieg pozwolił mi na chwilę zatracić się w prędkości, zaufać
zmysłom i zapomnieć o wyrzutach sumienia. Miałem spędzić z nią cały dzień – tylko z nią!
Wybiegałem myślami w przyszłość, pławiąc się w czystej radości zalewającej moje martwe serce.
W domu zastałem Alice siedzącą na schodach. Po raz setny spytałem, czy powinienem się czegoś
obawiać. Rzuciła mi zirytowane spojrzenie. Nie raczyła się odezwać.
Edwardzie, jeśli postanowisz się na nią rzucić i przegryźć jej gardło, niezwłocznie cię o tym
poinformuję.
Wzdrygnąłem się na tę myśl.
- Alice zrozum, naprawdę boję się, że…
- Wiem, ale zaufaj mi, naprawdę nic złego się nie wydarzy. Powiedziałabym nawet, że będziesz
zaskoczony rozwojem wydarzeń
– zaśmiała się dźwięcznie.
Zacząłem się zastanawiać, czy powinienem dociekać, co kryło się za tą wypowiedzią, ale nim zdążyłem
cokolwiek wyszukać w jej umyśle, Alice zaczęła przekładać Jingle bells na suahili. Zawsze tak robiła,
kiedy nie chciała bym wiedział o czym myśli. Zazwyczaj nie miałem jej tego za złe, ale tym razem
poczułem przypływ irytacji. Postanowiłem jednak uwierzyć w to, że ostrzegłaby mnie, gdyby coś miało
pójść nie tak.
Poszedłem do swojego pokoju i zacząłem przeszukiwać szafę. W co powinienem się ubrać? Jeansy…
tak, są odpowiednie do chodzenia po lesie. Sweter? Najlepiej w jakimś ciepłym kolorze, Bella mówiła,
że lubi ciepłe brązy – jasnobrązowy wydał mi się odpowiedni. Ale moja skóra wydaje się przy nim tak
nienaturalnie jasna… Zdecydowałem się na białą koszulkę z kołnierzykiem założoną pod spód, żeby
moja skóra sprawiała wrażenie choć odrobinę ciemniejszej. Popatrzyłem krytycznie na swoje odbicie.
Czy Bella znajdzie we mnie coś chociaż trochę pociągającego, czy też wydam jej się jedynie
pozbawionym odrobiny ciepła potworem? Wzruszyłem ramionami – ona jest taka
nieprzewidywalna…
Zerknąłem na zegarek; czas najwyższy zmierzyć się z potworem tkwiącym we wnętrzu mojej głowy.
Czas udowodnić mu, że jest bezsilny. Spojrzałem sobie w oczy. Nie pozwolę by ktokolwiek ją
skrzywdził. Tym bardziej nie pozwolę na to samemu sobie.
I z tym przekonaniem pobiegłem na spotkanie miłości mojego życia.
Chciałbym móc powiedzieć, że czekałem z bijącym sercem aż otworzy drzwi. Za to mogę przyznać, że
czekałem ze wstrzymanym oddechem. Przypomniałem sobie, że powinienem zwalczyć w sobie ten
odruch. Jej zapach nie może być przeszkodą w naszych relacjach. Zresztą, przecież musiałem się
odzywać…
Słyszałem jak zbiega po schodach. Po chwili do dźwięku wydawanego przez jej stopy dołączył inny,
znacznie ciekawszy. Słyszałem jak bije jej serce. Bała się?
Przez chwile mocowała się z zamkiem, ale po chwili drzwi stały otworem. Emocje malujące się na jej
twarzy nieco mnie zaskoczyły. Ulga? Znów ogarnęła mnie głęboka frustracja. Czemu nie mogłem
poznać jej myśli? Mój wzrok prześlizgnął się po jej sylwetce. Frustracja ustąpiła miejsca rozbawieniu.
- Dzień dobry – rzuciłem, nie mogąc powstrzymać lekkiego chichotu.
- Co jest? – spytała, z niepokojem lustrując swoje ubranie.
- Jesteśmy identycznie ubrani – wyjaśniłem powód swego rozbawienia, uśmiechając się przyjaźnie.
Zastanawiałem się nad przyczyną dla której dobraliśmy te same stroje. O czym myślała wyciągając
rzeczy z szafki? Czy zdecydowały względy praktyczne czy estetyczne? Cisza w jej umyśle
doprowadzała mnie do rozpaczy.
Skwitowała sytuację krótkim śmiechem i zamknęła drzwi na klucz. Czekałem już na nią przy
furgonetce. Obserwowałem ją z pewnej odległości. Podobała mi się w tym ubraniu. Wyglądała tak
naturalnie i swobodnie. A ja? Jak jakiś manekin na wystawie sklepowej. Żałosna imitacja człowieka.
- Umówiliśmy się – przypomniała mi, wskakując do szoferki i otwierając mi od środka drzwiczki
od strony pasażera. - Dokąd jedziemy?
- Najpierw zapnij pasy. Już się denerwuję. – powiedziałem, drocząc się z nią nieco – zmroziła mnie
spojrzeniem, a w każdym razie próbowała. Ale posłuchała.
- Sto jedynką na północ - poinstruowałem
Jazda furgonetką była dla mnie męczarnią. Nie dość, że wlokła się niemiłosiernie to w małej, dusznej
przestrzeni szoferki zapach Belli był niemal nie do zniesienia – na dodatek osiadł na każdym skrawku
tapicerki, na desce rozdzielczej, powietrze było nim przesycone jeszcze silniej niż w jej pokoju. Moje
gardło płonęło żywym ogniem, głód szarpał moje wnętrzności, a mięśnie napięły się boleśnie.
Uchyliłem okno. Przyniosło to nieznaczną ulgę, ale i tak cierpienie było nieznośne.
- Czy planując wyprawę do Seattle, liczyłaś na to, że uda ci się wyjechać z Forks przed
zapadnięciem zmroku? – zapytałem, ostrzej niż zamierzałem. Zbyt łatwo traciłem kontrolę nad swoim
głosem. To przez ten zapach.
- Trochę więcej szacunku - odparowała. - Moja furgonetka mogłaby być babcią twojego volvo.
Wkrótce przekroczyliśmy granice miasteczka, a przydomowe trawniki ustąpiły miejsca gęstej
roślinności.
- Skręć w prawo w sto dziesiątkę – poleciłem, widząc jej wahanie - I jedź tak długo, aż skończy się
asfalt.
Pozwoliłem sobie na lekki uśmiech. Po prostu ta sytuacja sprawiała mi zbyt wiele przyjemności, mimo
dręczącego pragnienia. Już niedługo miałem znaleźć się na świeżym powietrzu, gdzie miało mi się
łatwiej oddychać. Mój uśmiech jeszcze się pogłębił.
- A dalej?
- A dalej zaczyna się szlak.
- Będziemy chodzić po lesie? – spytała z lekkim niepokojem w głosie. Czy coś było nie tak? Czy w
końcu zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa na które się naraża?
- A co? – spytałem szybko.
- Nic nic. – wyczułem jej zdenerwowanie. Czyżby jednak uświadomiła sobie co jej grozi?
- Nie martw się, to tylko jakieś osiem kilometrów i nigdzie nie będziemy się spieszyć.
Nie odpowiedziała. Ale zrobiła się spięta.
- O czym myślisz? - spytałem zniecierpliwiony.
- Zastanawiam się, dokąd wiedzie ten szlak – skłamała; nie umiała tego robić. Ale najwyraźniej nie
chciała żebym poznał jej myśli. Nie nalegałem.
- Do pewnego miejsca, które lubię odwiedzać, gdy dopisuje pogoda. - Obydwoje spojrzeliśmy na
niebo. Chmury stopniowo się przerzedzały.
- Charlie mówił, że będzie ciepło - zauważyła.
- Powiedziałaś mu, jakie masz na dzisiaj plany?
- Nie.
Wspaniale. Ułatwiała mi życie, nie ma co! Za to potwór wychylił się z głębin mojej świadomości i
uśmiechnął się złośliwie.
- Ale jest jeszcze Jessica, prawda? - rozpaczliwie próbowałem się pocieszyć. - Myśli, że
pojechaliśmy razem do Seattle.
- Powiedziałam jej przez telefon, że się wycofałeś. Poniekąd nie skłamałam.
- Więc nikt nie wie, że jesteś teraz ze mną? – ogarniała mnie irytacja przemieszana z narastającą
paniką.
- Czyja wiem... Zakładam, że powiedziałeś Alice?
- Naprawdę, bardzo mnie wspierasz, Bello. – mruknąłem. Starałem się zachować w miarę
uprzejmy ton, ale nie wychodziło.
- Czy Forks działa na ciebie aż tak depresyjnie, że postanowiłaś targnąć się na własne życie?
- Sam mówiłeś, że możesz mieć kłopoty, jeśli będziemy często pokazywać się razem.
- Ach, więc boisz się, że to mnie będzie coś groziło po tym, jak znikniesz w tajemniczych
okolicznościach? Ha!
Pokiwała głową, patrząc przed siebie.
Zacząłem wyrzucać z siebie przekleństwa – szybko i cicho, tak żeby nie musiała ich wysłuchiwać. Czy
ona miała zapędy samobójcze? Czułem jak przepływa przeze mnie fala wściekłości. Próbowała mnie
chronić! Mnie! Podczas gdy ja ze wszystkich sił starałem się odsunąć od niej niebezpieczeństwo, ona
się narażała, bylebym ja pozostał bezpieczny. Cóż za straszliwy paradoks. Ona chyba nigdy nie
przestanie mnie zaskakiwać. Jej skłonność do poświęceń była wręcz chorobliwa. Wydawała się
Plik z chomika:
bellacallen94
Inne pliki z tego folderu:
St.Trinians.2.The.Legend.of.Frittons.Gold.2010.DVDRip.avi
(714132 KB)
Dark Moon Rising - Wolf Moon DVDRiP XviD-QCF(1).rmvb
(416340 KB)
Twój na zawsze - Remember Me.txt
(52 KB)
Nowy Zwiatun Zaćmienia Napisy PL!.avi
(3672 KB)
Everwood S01E23 (01x23) [Napisy] - Film.avi
(358532 KB)
Inne foldery tego chomika:
audiobook twilight
filmy
muzyka twilight
Niezłe książki
twilight 3gp
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin