Lectio divina
1995/96
„Sądziłem, że Bóg ma swoje dary na półkach. Najlepsze- na najwyższej, i trzeba się mocno wspinać. Tymczasem są one na najniższych i trzeba się mocno pochylić”. R.Moody.
1J3,1 „jaką miłością obdarzył nas Ojciec”
zupełnie niepodobna do tego, co znamy, czego chcemy, do czego dążymy. Życie duchowe to coś nowego, innego, sprzeczne z naturą. Dopełnia nas- ale jest spoza nas, spoza naszej natury. Trzeba je rozwijać i zatrzymywać, bo jest w nas miejsce na nie.
„Jeżeli wola nie zechce, to ani szatan, ani człowiek nie może jej przymusić do grzechu śmiertelnego. Nie można jej tez zmusić do czynienia dobra” św. Katarzyna.
J 1,35-42
Chcieli się czegoś dowiedzieć o Jezusie- a On mówił im o nich samych. Tak chyba jest- szukamy Go z powodu naszych zranień a On je nam ukazuje.
„Stając się mnichem chciałeś swe życie uczynić modlitwą a modlitwę życiem. Niech więc twoja praca czyni cię człowiekiem pokornym i ubogim”- reguła jerozolimska.
Hbr.5,8 „nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał”
Czy ja uczę się tak posłuszeństwa? Czy uczę się wreszcie ufać? Raczej nie. Raczej cierpię z zaciśniętymi zębami a potem boję się od początku.
„Bóg jest Panem służąc. Wyraża tym wartość, jaką stworzenie ma w Jego oczach.” Merton.
„Bóg mógł użyć swej mocy by zbawić człowieka w jakiś inny sposób- ale On wolał zbawić człowieka przez wyrzeczenie się mocy.”
Mk 5 21-43
Jezus działający w warunkach zamieszania, tłoku, kilku spraw naraz. Ja tego nie umiem. Chcę robić dobrze i panować nad sytuacja, i to jest chyba istota problemu. Robić dobrze to wczuć się całkowicie w drugiego człowieka, a to jest utrata kontroli, panowania nad sytuacją. Ciągle chcę panować- lęk o siebie, nieufność, brak wiary. Oddanie siebie- a ja siebie wydzielam- i kontroluję.
Szukamy Bożej pomocy dla naszych codziennych spraw. A On je przekracza, On jest Inny, zupełnie Inny- i nie możemy Go pojąc, i nie chcemy Go przyjąć.
Jean Vanier „nie potrafię stwierdzić, czy osoba upośledzona ma świadomość swojego upośledzenia. Natomiast wiem, że doskonale wyczuwa czy jest kochana i przyjmowana z radością.”
„W porządku wiary miłość poprzedza poznanie”.
Mk 8, 11-13
Chcemy znaku, który by nas zniewolił, zamiast naszej wolnej decyzji. Chcemy, żeby ktoś ją za nas podjął, bo nie chcemy przyjąć odpowiedzialności i konsekwencji tego wyboru.
Kościół często podejmuje takie decyzje za ludzi. I dlatego tylu katolików jest jedynie nominalnymi chrześcijanami.
Mk 8, 14-21
Nie wierzymy, że Bóg da nam jeść, bo chcemy więcej i więcej niż On nam daje. Do życia potrzeba niewiele. Do „należnego nam poziomu” o wiele więcej. Ale takich apetytów Bóg nie zaspokaja. Jest to dar,nie coś, co się należy.
Rz. 11, 1-9
Słabość człowieka jest darem od Boga. Jest hamulcem przed złem, które mógłby uczynić. Technika mówi, jak zniszczyć świat. By go ocalić, potrzeba miłości. A ludziom jest łatwiej jednoczyć się by zrobić coś złego, by walczyć, niż w dobrym.
Ks.Orzech Łk.6,43-45
„Intencja, pomysł – to jest kwiat
Płatki opadają- wykonanie- jest owoc albo nie
Owoc to jest wykonanie. Albo pewien stały sposób postępowania, stałość charakteru.”
Moje dobre uczynki nie są dobre, bo kryje się w nich wiele mego bólu- poczucia bezpieczeństwa, pragnienia bycia kochaną. Trzeba je wykonywać stale, obiektywnie, nie kierując się swymi emocjami tylko potrzebami bliźniego i zasadami Dekalogu. Takie uczynki są dobre.
Mk 10, 28-31
Czytanie na koniec okresu radosnego –„oto opuściliśmy wszystko i poszli za Tobą- co otrzymamy?”
Coś zupełnie innego. Trzeba to jasno powiedzieć. Drogi Boże i jego dary są zupełnie Inne. Dość już prób kompromisów- ewangelii sukcesu lub letniego chrześcijaństwa, wybierania sobie przykazań. Chrześcijaństwo to decyzja na określony styl życia. Możliwy do wykonania, ale określony. Chrystus mówił to otwarcie każdemu. On nie zakładał masowego kościoła dla wszystkich, bo to rozmyłoby naukę.
„Modlitwa godna Króla to nie przyzywanie Go, aby nam służył, ale ofiarowanie mu siebie, aby mógł się nami posługiwać.”
„Z procesu pedagogicznego tworzymy w praktyce porządek teologiczny- najpierw się nawrócę, potem Bóg mi przebaczy i przygarnie mnie do siebie. Jest to budowanie o własnych siłach, pojęcie Boga jako prawo- i nagrodo- dawcy.
Nowa ewangelizacja ochrzczonych to przejście od moralizmu do wiary, czyli uprzedzającej i bezwarunkowej miłości boga do człowieka.”
Iż 58,1-9, łk 14, 12-14
Wielki Post w biurze to zabawa w śledzie, festiwal śledzi. Potem kochani ludożercy myją talerze, szminkują usta i nadal nienawidzą bliźnich. Gdyby tak kazać im zaprosić kogoś, kogo nie lubią i znaleźć w nim coś dobrego! Ale księża nie wiedzą, co się dzieje w pracy i nie mówią o tym.
Jon. 3,1-10, łk.11,29-32
Mieszkańcy Niniwy uwierzyli i pokutowali. My mamy tyle ostrzeżeń- susze, powodzie, huragany, zimy, upały- i ciągle nie wierzymy, że to znak dla nas. Trzeba nam pokutować- żyć oszczędnie, ekologicznie, czysto. Przecież wiemy już, że nasz rozum nie ujarzmi przyrody! Na co liczymy? Na boga, który tym właśnie powinien się zająć? Boże, nie karz nas za głupotę!
Mounier
Trzeba przemieniać w radość to wszystko, czego odmawia nam szczęście.
Aby umieć się cieszyć, trzeba najpierw przyznać, że nic się nam nie należy od losu- ani zdrowie, ani powodzenie, ani udane dzieci.
To nie rodzice mają prawo do swego dziecka- to dziecko ma prawo do rodziców. To wy, rodzice, zostaliście dani dziecku, aby mogło spełniać swe przeznaczenie. Maryja została dana Jezusowi za matkę, a nie Jezus został dany Maryi za dziecko.
Łk 9,28-36 przemienienie Jezusa
Kiedy się modlimy, zwykła i szara rzeczywistość może stać się pełna blasku. Czy tak się modlimy? Przemienienie nie jest uniknięciem krzyża. Ono nadje mu blask, sens. Zrozumienie, że to, co daje Bóg, jest dobre. Żeby umieć podnieść głowę ze swego mroku- i dostrzec Jego blask. Trochę Mu zaufać, zaakceptować Go. Wtedy życie przemienia się Bożą obecnością- bo ON bierze nasz krzyż.
Mt.23,1-12
Lubimy pouczać innych. Traktować jako błędy nawyki, przyzwyczajenia, kody kulturowe różnych rodzin. Z własnej rodziny wynosimy nieuświadomione, emocjonalne przekonanie o tym, co jest dobre, mądre, słuszne, właściwe- a co nie.
Najpierw trzeba pozbyć się tego.
Niedojrzałe marzenie o wspólnocie- gdy wszyscy razem, tak samo myślą, czują, postępują. Miarą dojrzałości wspólnoty jest tolerancja odmienności.
Pouczać należy w przekonaniu, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Osobno, nie publicznie. Pytając- twoje zachowanie sugeruje, że,...rozumiem to tak, czy ....itp. nie wolno krytykować! Brać „winę” na siebie. Mówić przez my- co my możemy z tym zrobić...
Mt.20, 20-28
Jedyną słuszną metodą pracy z ludźmi, dla ludzi i bycia z nimi jest służba.
Dlaczego tego nie umiem?
Wiem, co jest dobre a oni nie raz nie maja o tym pojęcia. Maja prawo do swego widzenia rzeczy, ale dlaczego ja mam służyć ich patologii? Jak im pomóc, skoro nie mogę ich prostować? Nie wiem.
Błąd woli. Ludzie nie chcą znać prawdy, dobra i zła- bo nie potrafią tego przyjąć. Są poranieni i żyją swymi patologiami. Służyć tylko w tym, co dobre a opierać się patologiom? Jakoś tak.
J.4 46-54
Upieramy się, by Bóg działał po naszemu. Urzędnik miał swoją koncepcję- żeby Jezus przyszedł. A On miał swoją. Na szczęście tamten ja przyjął i się spełniło. My upieramy się przy swoich i „nic nie otrzymujemy od Boga”.
J.5, 1-17
Jezus łamie wszelkie konwencje i porządek w imię miłości. Ja za bardzo lubię porządek i upieram się przy nim. Porządek ma służyć miłości i tego muszę się uczyć.
J. 8,42
„Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i mnie byście miłowali”.
Być chrześcijaninem to umieć, chcieć oceniać każdego dobrze, pozytywnie, jeśli tylko się da, wyszukiwać dobro, nie krytykować. Cała historia Jezusa jest obrazem tego, ja oceniano Go negatywnie, krytykowano- aż do potępienia.
J 12,25
„ten, kto kocha swe życie, traci je”
Dotąd żyłam określonym trybem życia. Byłam bezpieczna, ale jak wiele traciłam! Dopiero w niebezpieczeństwie poznaję prawdziwa siłę wiary, siłę Boga i moją siłę. Dopiero godząc się na ryzyko utraty tego, co mam- poznaję, jakie bogactwo ma Bóg do rozdania.
Dz 14,15
„my także jesteśmy ludźmi i podlegamy cierpieniu”
ważne świadectwo. Nasz Bóg nie jest bożkiem chroniącym tylko swoich- lecz Bogiem dla wszystkich, który nie boi się cierpienia, tylko daje moc, by je zwyciężać, gdy idziemy za Nim.
J 15,1-6
Ja mam tylko trwać. Owoc pojawi się sam- Jego działaniem. Ja mam tylko trwać. Bo skoro bez Niego nic nie możemy- to nie możemy też zrobić nic złego- jeśli nie będziemy działać sami. Działając sami czynimy zło.
Oddajmy naszą wolę- a przestaniemy je czynić.
J 15,18-21
Być odtrąconym ze względu na Boga, a nie na siebie. Sztuka, której nie potrafię. Żyję zbyt jednoznacznie, zbyt surowo, wymagam. Może właśnie za to mam być odtrącana? Za cały mój tryb życia, taka, jaka jestem? Może tak ma być? Czyż umyślnie jestem zła? Jestem sobą. Inna być nie potrafię. Dobrze, jest w tym i moja wina. Każdy ma jakąś wadę. Ja właśnie taką. Trudno mnie z początku polubić. A że ludzie w ogóle nie tolerują wad innych- to już ich problem. Skoro odmienności od razu traktują jako wady.
Mt. 12, 38-42
Żaden znak poza milczeniem Boga, które jest jego najpotężniejszym znakiem. Bo na milczenie nie pozwoliłby sobie żaden zabiegający o ludzi bożek. Ileż gada szatan!
Słowa przemijają. A milczenie Boga jest Jego stabilnością, niezmiennością, jest skałą, opoką. Bóg milczy. Zło przemija. Bóg milczy, nie potępia, jeszcze czeka.
Mt 10,34-36
Tego ludzie chcą dziś od Kościoła- aby się zreformował, unowocześnił, dostosował- do ludzkich słabości. Najlepiej zrobić referendum i przegłosować prawa Boże!
Tymczasem dzięki Bogu, że coś w tym świecie jest niezmienne- Jego prawa. Księża tak- oni powinni zmienić u siebie dużo. Ale nie prawa Boże.
Wj.32
Cielca sporządzono ze złota, które każdy miał na sobie. Pieniądze, bogactwo nabierają wartości- złudnej, oszukańczej- pomiędzy ludźmi. Gdy oni porównują się ze sobą. Wtedy powstaje złoty cielec, któremu wszyscy oddają cześć.
Mojżesz jest dobrym szefem. Przed Bogiem broni swego ludu- a sam ostro się z nimi rozprawia. Natomiast ziemscy szefowie boją się o własną skórę i zostawiają swój lud na pożarcie.
Mt.13,53-58
Jezusa lekceważono w domu, więc czego ja się spodziewam? Takie są widać reguły gry i należy je spokojnie przyjąć. Czyż chciałabym być w lepszej sytuacji niż On?
Mt.14,22-23
W chwilach wielkiego, niezrozumiałego zagrożenia widzimy moc Boga, wierzymy w nią i uciekamy się do niej.
Ale w codzienności sami potrafimy dać sobie radę.
- znamy jej prawa i łatwiej nam sprawdzać Boga
- wiemy dobrze, czego chcemy i boimy się, że On nam tego nie da, więc nie pytając bierzemy sobie sami
W codzienności radzimy sobie dobrze sami, więc po co nam Bóg?
I dlatego Nazaret, krzyż nudy i codzienności są sprawdzianem naszego oddania się Bogu, jego prawdzie i wierności.
Mt 18,15-20
Jaką ogromną moc dał nam Bóg- wspólnoty, społeczności. Nasza zgodna prośba, związanie lub rozwiązanie obowiązuje Jego samego. Jest to moc miłości, którą powinniśmy mieć jedni ku drugim, moc pierwotnego kościoła. Szatan zna tę moc i kusi nas do kłótni. I mało korzystamy z tej mocy.
Mt 18, 23-35
Chcemy dokonywać dla Boga wielkich czynów. W końcu na heroizm raz na jakiś czas każdy potrafi się zdobyć. Tymczasem Bóg chce nam dać tak wiele za drobiazgi, za wierność codziennym drobiazgom! Wręcz to z nich będziemy sądzeni. Bo drobiazgi kształtują charakter a dobry charakter to nasz skarb przed Bogiem- jedyny, jaki mamy.
Mt 23, 23-26
Gospodynie szorujące przed świętami mieszkania, a zapominające porozmawiać z domownikami. Nieświadome nawet, że te umiejętności są im potrzebne.
Gdyby Chrystus przyszedł dzisiaj, byłby bardzo nieortodoksyjny. Przebaczałby grzechy, które my chcemy karać ręką prawa państwowego.
Mt.25,14-30
Wydaje mi się, że człowiek z 1 talentem czekał na swoją wielką szansę. Nie chciał angażować się w byle co. Szukał czegoś idealnego, wielkiego, czego nie ma naprawdę.
Z jednego talentu robi się 5 podczas prób działania. Uczą nas i rozwijają nawet klęski i niepowodzenia.
On nic nie robił, bo nie potrafił nic wielkiego i myślał, że nie warto robić to, co umiał. A Bóg tego właśnie chciał. Od mnożenia jest On. My od roboty.
Mam 1 talent- jestem nieudacznicą- i go odrzucam. Jestem Bożą nieudacznicą i wszystko, co mi się uda, jest Jego dziełem.
Łk. 14,12-14
Zapraszamy tych, których znamy, z którymi jest nam dobrze. Nie odkrywamy nowych, pozornie trudniejszych, ale bogatszych i ciekawszych kontaktów.
Łk.4,16-30
Podobnie jest dzisiaj. Jezus jest wśród nas i działa Jego moc- a my w to nie wierzymy. Żyjemy tak, jakby Go nie było, jakbyśmy byli sami- i sami musieli dawać sobie radę. Szukamy człowieka- polityka, cudotwórcy, księdza – a nie wierzymy w moc Jezusa w sakramentach- która jest taka sama!
Łk 10,26
„Między nami i wami jest ogromna przepaść”
między wierzącymi, żyjącymi po Bożemu- i tymi, którzy żyją po swojemu, po światowemu, cieleśnie. I nie można zrozumieć tamtego sposobu myślenia żyjąc tu- i odwrotnie. Można ta przepaść tylko próbować przeskoczyć- a miłosierdzie Boże wtedy nas przenosi. Słowami Basi „spadanie jest jedyną drogą wzwyż”. Ale to tylko za życia. Tylko za życia cielesnego można zacząć żyć życiem duchowym. Życie cielesne jest po to, by po nim przejść do życia duchowego. Przez bramę śmierci przechodzi tylko to, co stało się duchowe za życia.
Łk 17, 5-10
Wiara, że wszystko, co się dzieje, ma sens. I nie nam go dociekać. My mamy robić to, co do nas należy- i tyle. Albo się wierzy tak, albo wcale. Basine „wszystko albo nic”. Wybrała wszystko- i wszystko otrzymała. Pan dotrzymuje słowa. Czy my jesteśmy Mu wierni?
Łk 11,9-13
Ile razy prosimy z lenistwa, z chęci uniknięcia cierpienia, gdy darem ma być przeprawienie się przezeń! Zawsze coś otrzymujemy. Czasem łaskę wytrwania w cierpieniu.
„i Franciszek, skazany przez Najwyższą Miłość na wieczne miłosierdzie...”
Łk.13,10-17
Jezus wiedział, że również człowiek chory ma prawo do radości szabatu- a nie czekać grzecznie ze swym bólem do poniedziałku. To powinni czytać wszyscy oczekujący od ludzi spokoju i rozsądku, kiedy cierpiący maja prawo do płaczu i strachu. I oni maja prawo do radości szabatu- i potrafią tą radość docenić. Dlatego nie wolno nam urzędowo zamykać wszystkiego na klucz by cieszyć się własną gnuśnością i sytością- odpychając innych podwójnie- w cierpieniu i w odepchnięciu.
Łk.14,7-11
Jaka to wspaniała rzecz być nikim w świecie. Być wolnym, być sobą i żyć dla Boga. Nie oglądać się na kryteria świata.
Łk. 14,15-24
Czyż nie jest tak, że zapalam się do czegoś a potem nie potrafię tego wykonać? I nawet dobrze mi mieć pod ręką jakąś chorobę, moją lub m., by się wycofać? Poszukuję aprobaty- ale muszę realniej oceniać swoje możliwości.
Łk.17,7-10
Słudzy nieużyteczni. Faktycznie. Żeby dobrze dzień przeżyć, zrobić naprawdę porządnie wszystko, co trzeba. Żyjemy tak rozrzutnie! Lekkomyślnie i niedbale. A Bóg dał nam czas- ograniczony. „Królestwo pośród was jest”. Sami potrafilibyśmy zbudować Królestwo- żyjąc realnie tym, co jest, porządnie, nie uciekając w utopie.
Łk.18,41-42
Co mam ci uczynić?
Panie, żebym umiała kochać! Tylko Ciebie jednego- ale całą moją miłością!
Łk. 19,48
Kolejny element rozpoznawania czyjegoś charyzmatu- robi cos dla ludzi- czy wdaje się w rozgrywki z politykami.
Łk. 23,42-42
Najbardziej jest panem ten, kto wyrzekł się siebie, aby służyć innym. Lecz służyć zgodnie z zasadami, nie cudzymi zachciankami. Zachcianki a potrzeby i to wszystko w świetle Bożych zasad Dekalogu.
Mt 7,24-27
Albo inaczej- ktoś założył solidny fundament. Ale potem, przez niecierpliwość lub cierpienie- zaczął budować byle jak, z byle czego. I wszystko się zawaliło. Wtedy nie ratować, nie klecić, nie łatać! Pozwolić Bogu zniszczyć wszystko. I zostawić Mu jeden kamień- odrzucony przez budujących- by On mógł mi tu coś wybudować.
Łk.1,24
Dlaczego pozostała w ukryciu, skoro to była hańba w oczach ludzi? Nie rozumiem tego.
Pozostała w ukryciu, aż przyszła do niej Maryja. Czy dopiero wtedy zrozumiała, kim jest to dziecko?
Jan wychowywał się w ukryciu.
Jezus też.
Elżbieta trwa w ukryciu zanim nie przyjdzie do niej Jezus. Wtedy dopiero może ona głosić swoje posłannictwo. Może to jest tak- że swoje plany trzeba przymierzyć wpierw do Boga- i potem je realizować?
A gdyby Bóg kochał mnie wyłącznie w ukryciu? Czy nie przyjęłabym jego miłości? Przecież nie!
Kiedy przyjmuje się Boga- przestaje się myśleć o tym, co powiedzą ludzie? Wtedy życie ma swój sens- niezależny od opinii ludzkich?
Może tak. Chyba tak.
Robert de Grandis „ miłowanie w istocie oznacza okazywanie sobie nawzajem przebaczenia i akceptacji”.
Życie duchem przebaczenia. Tak, jak żyją chrześcijańskie wspólnoty. Przebaczają ludziom gafy, potknięcia, złe dni. Nie pamiętają złego, nie wystawiają cenzurek i nie kolekcjonują punktów karnych. I w takich wspólnotach jestem normalna, a nie „ta zła”.
J.1,35
Idę za Jezusem i zostaję u Niego- ale czy to już jest miłość? Jest to decyzja- ale czy miłość?
Mt 3, 13-15
Z miłości do nas Jezus nie chce nas łamać, niszczyć, gasić, tylko podporządkowuje się naszej słabości. Chce nam pomóc wypełniając miłością nasze życie, ale nie burząc go. Nie łamie nas nawet wtedy, gdy robimy bzdury- dopóki Mu nie pozwolimy, nie zostawimy miejsca, by mógł działać.
Mk 2, 35-39
Jezus nie przywiązywał się do swoich dzieł. Służył, rozdawał, i zaraz szedł dalej.
My wolimy zostać, zbierać owoce i chwałę. Zanim coś zaczniemy, myślimy już o efektach.
Jezus siał i szedł. Czerpał siły od Ojca, nie od siebie.
Mk 2,23-28
Co jest ważne, a co ważniejsze, co istotą a co pozorem, co sensem a co drobiazgiem. Ale czy ludzie chcą, by ich życie była tak uporządkowane, by każda chwila miała określony sens? Jezusa ta wiedza zaprowadziła na krzyż. Żyjąc zgodnie z regułami i zasadami żyję dla Niego. Żyjąc dla siebie i ludzi- żyłabym kaprysami i emocjami.
Ps.27
Zamieszkać w domu Pana. Odrzucić kryteria świata. Pozamykać wszystkie inne alternatywy i zdać się na Boże prowadzenie. Już naprawdę.
Mt 5,20
Sprawiedliwość faryzeuszów- kombinowanie, czy prawo Boże jest dla nas dobre. I jak to zrobić, by je naciągnąć na naszą korzyść.
Sprawiedliwość ubogich duchem- wiara, że prawo Boże jest dla nas dobre. I jak to zrobić, by je zachowywać.
Stracić swe życie dla Ewangelii- przyjąć regułę FJC. I na tyle wyrzec się siebie, aby być dla innych. W coś trzeba zaangażować swe życie. W coś większego od nas samych.
„ty, który oglądałeś Boga w nędznej stajni”..- hymn do św. Józefa.
Tak, to rzeczywiście wielkie zaufanie. Człowiek, który widział słabość Boga. I nadal miał Go za Boga. Dla nas jest On kimś wszechmocnym. Dla Józefa był także dzieckiem. To musiało być wspaniałe przeżycie duchowe.
Iż.50,5-7
Mój odwieczny dylemat – jeśli ludzie mi dokuczają- czy jest to ich sprzeciw wobec Boga- czy też jest to mój grzech, że nie umiem współżyć z ludźmi.
Dylemat nie do rozstrzygnięcia.
Choć należałoby się oprzeć na Dekalogu. I na tym, by grzecznie i uprzejmie realizować swoje racje. To ważne- grzecznie i uprzejmie.
Mt 26
Czyż i my tak nie wydajemy Pana? Nie wiadomo za co, nie wiadomo komu. Wydajemy samych siebie i wszystko, co w nas dobre, co dał nam Pan- jego talenty, palny i dary- na łup szatanowi, światu i ciału- nie myśląc nawet o tym, co otrzymamy.
J.13,1-3
Kiedy oddasz wszystkie swoje siły- korzystasz z sił Bożych. I wtedy robisz rzeczy, których sam byś nie potrafił. Ale najpierw trzeba powierzyć się Bogu i oddać wszystkie swoje siły.
J.19,35
„czy to moja sprawa?” jestem ,widzę i słyszę- więc i moja.
Mk.12
„to jest dziedzic. Zabijmy go i posiądźmy jego dziedzictwo”.
New Age i inne ruchy – religie bez Boga. Zabić Go- mieć tylko moc – okultyzm- czary. BÓg nam niepotrzebny. Chcemy mieć tylko moc. Tymczasem ją otrzymuje „kamień odrzucony”, czyli ktoś, kto nie szuka własnej chwały, lecz włącza się do wspólnej budowli.
Mt.9.18-26
Nieraz jesteśmy już tak umarli, że inni potrafią nas tylko pogrzebać. Sami siebie grzebiemy, wierząc w tą opinie ludzką.
Ale przychodzi Jezus- i Jego miłość, która w nas wierzy, budzi nas do życia. Miłość, która po prostu kocha a nie szuka racji, czy warto. Bo warto być dobrym jak się jest kochanym.
Mt.13,44-46
Tyle czasu wszyscy orali ta role, a nikt niczego nie zauważył! Ludzie nie widzą tego, co mają pod nosem. Aby to zobaczyc, trzeba sprzedać wszystko co się ma- nawyki, opinie, swoje ja. Trzeba być otwartym, elastycznym, akceptować, przyjmować, przebaczać. Skarb kupuje się z rolą- z dobrodziejstwem inwentarza. Role trzeba uprawiać, by go znaleźć. Ma też osty, ciernie i kamienie.
Człowiek niemiły, nielubiany- jeśli podejść doń z miłością i cierpliwością- może stać się skarbem. Trzeba tylko cierpliwie, umiejętnie, głęboko popracować.
Mk.4,35
Nie dowierzamy Bogu. Kimże On dla nas właściwie jest? Czy może nas zbawić? Tak często tego nie robi!
On zbawia nas od nas samych- a my nie tego chcemy. Chcemy zbawienia dla siebie- od naszych kłopotów- nie dla Niego- od naszych wad.
Mk2.1-12
Historia paralityka. Kochamy ludzi- ale czy aż tak, by rozbierać dla nich dachy?
Ufamy Bogu- ale czy aż tak- by rozbierać dach?
Czy nie rozgrzeszamy się zbyt łatwo? Że nic się nie da zrobić? boimy się naprawdę zaangażować- na oczach tłumów.
J 10,11
Oddać życie. Czyli poświęcić, zaangażować się w tą czy tamtą robotę. Znosić dzień po dniu szarość, miałkość i głupotę. Wierząc, że coś z tego będzie. Że życia takie ma sens, nie pójdzie na marne.
J 15,5 Beze Mnie- nic
Kojące zapewnienie. Nic złego, głupiego, niepotrzebnego nie musimy uczynić- jeśli będziemy postępować zgodnie z Jezusem.
Łk 1, 6-12
Oboje byli sprawiedliwi- ale nie otrzymali tego, o co prosili. Może Bóg od sprawiedliwych wymaga więcej? Żeby znosili Jego milczenie, nie tylko otrzymywali dary?
Dlaczego się zatrwożył? Bo był zapatrzony w swoją sprawiedliwość przed Bogiem, swoje koncepcje i rozwiązania. Nie chciał Bożych dróg. Aż takiego cudu. Bo to zobowiązuje. Do życia dla Boga, nie dla siebie. Okres milczenia Boga przygotowuje do przyjęcia Jego dróg. Ale oni nadal nie chcieli. Chcieli mieć cos od Boga i święty spokój- swoje życie dla siebie. A dla siebie nie można mieć cudu. Tylko dla Boga. Dla Jego planów, dla świadectwa.
Łk. 3 – Jan
Potrząśnięcie rutynowym chrześcijaństwem. Mamy za dużo rzeczy. Nie tylko dlatego, że inni są biedni. Dla zasady. Ekologia, asceza, wolność. Świadectwo. Mamy za dużo i nawet o tym nie myślimy.
Nie ma religijności sukcesu. Mogą być Boże dary- ale chrześcijaństwo to asceza i krzyż- gotowość na to.
Łk. 5- połów ryb
Nie wystarczy robić coś dobrze, prawidłowo, właściwie. Trzeba to jeszcze robić ...
agapber