George R.R. Martin - Żeglarze nocy.pdf

(415 KB) Pobierz
(12268 \227 Notatnik)
12268
George R.R. Martin
śeglarze nocy
Gdy Jezus z Nazaretu wisiał na krzyŜu, umierając, wolkryni minęli jego
agonię w odległości mniejszej niŜ rok świetlny, kierując się na zewnątrz.
Gdy na Ziemi sroŜyły się Wojny Płomienne, wolkryni Ŝeglowali w pobliŜu
Starego Posejdona, na którym morza ciągle były nie nazwane i nie tknięte
rybackimi sieciami. Do czasu, w którym hipernapęd przekształcił
Zjednoczone Narody Ziemi w Imperium Federalne wolkryni dotarli juŜ do
skraju przestrzeni zajmowanej przez Hrangan. Hranganie nigdy się o tym nie
dowiedzieli. Podobnie jak my byli dziećmi małych, jasnych światów,
krąŜących wokół rozrzuconych słońc i niezbyt interesowali się rzeczami,
które wędrowały w kosmicznej pustce i jeszcze mniej o nich wiedzieli.
Wojna płonęła przez tysiąc lat i wolkryni przelecieli przez jej
środek, nieświadomi i nietknięci, bezpieczni w miejscu, w którym nie mogą
rozjarzyć się Ŝadne ognie. Później Imperium legło w gruzach i przeminęło,
a Hranganie zniknęli w mrokach Kolapsu, jednak dla wolkrynów ciemności nie
zgęstniały.
Gdy Kleronomas wyleciał z Avalonu na swym statku badawczym, wolkryni
znaleźli się w odległości dziesięciu lat świetlnych od niego. Kleronomas
odkrył wiele rzeczy, jednak nie odkrył wolkrynów. Ani wtedy, ani podczas
swego powrotu na Avalon pokolenie później.
Gdy byłam trzyletnim dzieckiem, Kleronomas był tylko pyłem, tak
odległym i martwym jak Jezus z Nazaretu, a wolkryni przelatywali w pobliŜu
Daronne. Tego roku wszyscy czuciowcy Kreyów zachowywali się dziwnie
siadywali, wpatrzeni w niebo świecącymi, migoczącymi oczyma.
Kiedy dorosłam, wolkryni wypłynęli poza Tarę, stając się niewyczuwalni
nawet dla Kreyów i ciągle kierując się na zewnątrz.
A teraz, gdy jestem stara i coraz starsza, wolkryni wkrótce przebiją
Welon Grzesznicy, wiszący pomiędzy gwiazdami jak czarna mgła. A my lecimy
za nimi, lecimy za nimi. Poprzez wypełnione ciemnością zatoki przestrzeni,
w które nikt się nie zapuszcza, przez pustkę, przez ciszę bez końca
ścigamy go, mój śEGLARZ NOCY i ja
Schodzili powoli wzdłuŜ przezroczystej rury, łączącej stację orbitalną
z czekającym przed nimi statkiem, przeciągając się ręka za ręką poprzez
niewaŜkość.
Melantha Jhirl, jedyna wśród nich, która tutaj, w miejscu pozbawionym
grawitacji nie wyglądała niezdarnie i zdawała się czuć zupełnie swobodnie,
zatrzymała się na chwilę, Ŝeby spojrzeć na wiszącą w dole, nakrapianą kulę
Avalonu majestatyczny ogrom w czerni i bursztynie. Uśmiechnęła się i
popłynęła szybko w dół rury, z niewymuszoną gracją wyprzedzając swych
towarzyszy. Zdarzało im się juŜ wchodzić na pokład statku, kaŜdemu z nich,
ale nigdy w ten sposób. Większość statków dokowała przy ścianach stacji,
jednak ten, wyczarterowany przez Karoly d'Branina, był zbyt duŜy i miał
zbyt niezwykły kształt. Wisiał przed nimi: trzy niewielkie, umieszczone
obok siebie jaja, poniŜej i pod kątem prostym dwie większe kule, pomiędzy
nimi cylinder, w którym mieścił się napęd, a wszystko połączone odcinkami
rur. Cały statek był biały i funkcjonalny.
Melantha Jhirl przeszła przez śluzę powietrzną jako pierwsza. Inni
gramolili się, jedno po drugim, aŜ wszyscy znaleźli się na pokładzie
pięć kobiet i czterech męŜczyzn, kaŜde z nich ze statusem akademickim, ich
dotychczasowe drogi Ŝyciowe tak róŜne, jak pola ich naukowych
zainteresowań. Młody, wątły telepata Thale Lasamer wszedł ostatni. Gdy
Strona 1
12268
inni rozmawiali, czekając na zakończenie procedury wejścia, nerwowo
rozglądał się wokół.
Jesteśmy obserwowani powiedział.
Zewnętrzne drzwi zamknęły się za nimi, rura komunikacyjna odpadła.
Teraz otworzyły się drzwi wewnętrzne.
Witajcie na śEGLARZU NOCY dobiegł zza nich miękki głos. Jednak
nikogo tam nie było.
Melantha Jhirl weszła do korytarza.
Cześć powiedziała rozglądając się wokół z ciekawością. Karoly
d'Branin wszedł za nią.
Cześć powtórzył głos. Dochodził zza siatki komunikatora poniŜej
zaciemnionego ekranu.
Mówi Royd Eris, właściciel śEGLARZA NOCY. Cieszę się, Karoly, Ŝe cię
znów widzę i cieszę się równieŜ, Ŝe mogę powitać tu was wszystkich.
Gdzie pan jest? ktoś spytał.
W mojej kwaterze, w pomieszczeniach, zajmujących połowę tej, w
której jesteśmy, czyli mieszkalnej części statku przyjaźnie odpowiedział
głos Royda Erisa. Na drugą połowę składa się mesa, będąca jednocześnie
biblioteką i kuchnią, dwa pomieszczenia sanitarne, jedna kabina podwójna i
jedna, dość niewielka, pojedyncza. Obawiam się Ŝe ci, którzy się w nich
nie zmieszczą będą musieli rozwiesić sobie hamaki w lukach towarowych.
śEGLARZ został zaprojektowany jako statek towarowy, nie pasaŜerski.
Otworzyłem jednak wszystkie niezbędne przejścia i połączenia, więc
wszędzie, równieŜ w magazynach, jest powietrze, ogrzewanie i woda.
Pomyślałem, Ŝe będzie wam wygodniej, jeśli rozmieścicie się w ten sposób.
RównieŜ wasz ekwipunek i system komputerowy został umieszczony w luku
towarowym, ale zapewniam was, Ŝe jest tam jeszcze mnóstwo miejsca.
Proponuję, Ŝebyście teraz się rozlokowali, a potem spotkamy się w mesie na
obiedzie.
Przyłączy się pan do nas? spytała Agatha Marij Black, psipsych,
gderliwa kobieta o wąskiej, ostrej twarzy.
W pewnym sensie odpowiedział Royd Eris. W pewnym sensie.
Podczas obiadu pojawił się duch.
Po rozwieszeniu hamaków i rozłoŜeniu rzeczy osobistych wokół miejsc, w
których mieli spać, bez większych trudności odnaleźli mesę. Było to
największe pomieszczenie w tej części statku. Jeden jego koniec zajmowała
kompletnie wyposaŜona i dobrze zaopatrzona w zapasy Ŝywności kuchnia. W
przeciwległym końcu znaleźli kilka wygodnych foteli, dwa czytniki,
holotank i ścianę pełną ksiąŜek, taśm i kryształowych kości pamięci.
Środek mesy był zajęty przez długi stół z przygotowanymi dla dziesięciu
osób miejscami.
Czekał juŜ na nich lekki, gorący posiłek. Naukowcy obsłuŜyli się sami
i zajęli miejsca przy stole, śmiejąc się i rozmawiając, bardziej teraz
rozluźnieni niŜ podczas wchodzenia na statek. Sztuczna grawitacja była
włączona, co w ogromnej mierze przyczyniło się do poprawy nastrojów.
Własna niezdarność podczas niewaŜkiego przejścia na statek została szybko
zapomniana.
W końcu zajęto wszystkie krzesła z wyjątkiem stojącego u szczytu
stołu.
Duch zmaterializował się właśnie w nim.
Wszystkie rozmowy nagle się urwały.
Cześć powiedział upiór, świetlisty cień szczupłego, bladookiego
młodzieńca o białych włosach. Ubrany był w niemodny juŜ od dwudziestu lat
strój luźną, pastelowobłękitną koszulę z szerokimi, ściągniętymi w
Strona 2
12268
nadgarstkach rękawami i obcisłe, białe spodnie, stanowiące całość z
butami. Mogli na wskroś przez niego widzieć, natomiast jego oczy nie
widziały zupełnie nic.
Hologram powiedziała Alys Northwind, ksenotech, niska i tęga.
Royd, Royd, nic z tego nie rozumiem poskarŜył się Karoly d'Branin,
rozszerzonymi oczyma wpatrując się w upiorną sylwetkę.
Duch uśmiechnął się nieznacznie i uniósł rękę.
Moja kwatera znajduje się po drugiej stronie tej ściany
powiedział. Obawiam się jednak, Ŝe między potówkami tej części statku
nie ma Ŝadnego połączenia, Ŝadnych drzwi. Większość czasu spędzam w
samotności, cenię sobie odosobnienie. Mam nadzieję, Ŝe wszyscy odniesiecie
się do tego ze zrozumieniem i uszanujecie moją wolę. Będę jednak dobrym,
uprzejmym gospodarzem. Tutaj, w mesie, będzie wam towarzyszył mój
hologram. Gdzie indziej, jeŜeli będziecie czegoś potrzebowali lub
będziecie chcieli ze mną rozmawiać, uŜyjcie po prostu komunikatom. A teraz
wróćcie, proszę, do posiłku i do waszych rozmów. Z przyjemnością będę ich
słuchał. JuŜ bardzo dawno nie miałem na pokładzie pasaŜerów.
Próbowali. Jednak widmo u szczytu stołu rzucało długi cień i obiad
został dokończony pośpiesznie i w napięciu.
Od chwili, w której śEGLARZ NOCY przeszedł na hipernapęd Royd Eris
obserwował naukowców.
Większość z nich w ciągu kilku dni przyzwyczaiła się do bezcielesnego
głosu z komunikatorów i holograficznego upiora u szczytu stołu. Jednak
jedynie Melantha Jhirl i Karoly d'Branin wydawali się czuć zupełnie
swobodnie w jego obecności. Inni byliby jeszcze bardziej skrępowani, gdyby
wiedzieli, Ŝe Royd bezustannie przy nich był. Zawsze i wszędzie, patrzył.
Posiadał oczy i uszy nawet w pomieszczeniach sanitarnych.
Patrzył jak pracują, jedzą, śpią, kopulują; niezmordowanie
przysłuchiwał się ich rozmowom. W ciągu tygodnia poznał ich, całą
dziewiątkę, i zaczął dostrzegać rzeczy, które były ich małymi, wstydliwymi
tajemnicami.
Cybernetyk, Lommie Thorne, rozmawiała ze swymi komputerami i zdawała
się przedkładać ich towarzystwo nad towarzystwo ludzi. Miała bystry umysł,
ruchliwą, pełną wyrazu twarz i niewielkie, chłopięce ciało. Większość z
pozostałych członków grupy uwaŜała ją za atrakcyjną, jednak ona nie lubiła
być dotykana. Uprawiała seks tylko raz, z Melanthą Jhirl. Nosiła spódnice
z miękko tkanego metalu i miała wszczep w przegubie, pozwalający jej na
bezpośrednie łączenie się z komputerami.
Ksenbiolog, Rojan Christopheris, był zgorzkniałym, kłótliwym
męŜczyzną, cynikiem z trudnością kontrolującym swą pogardę dla kolegów.
Upijał się do lustra. Był wysoki, przygarbiony i brzydki.
Dwoje lingwistów, Dannel i Lindran, było kochankami na pokaz, w
towarzystwie innych nieustannie trzymającymi się za ręce i przytulającymi.
Gdy byli sami, kłócili się zaŜarcie. Lindran znajdowała niezdrową
przyjemność w ranieniu Dannela tam, gdzie najbardziej bolało, kpiąc z jego
zawodowej kompetencji. Oboje często uprawiali seks, jednak nigdy ze sobą.
Agatha Marij Black, psipsych, była hipochondryczką, popadającą w
czarne depresje, które nasiliły się jeszcze w zamkniętych, ciasnych
pomieszczeniach śEGLARZA NOCY.
Ksenotech Alys Northwind bezustannie jadła i nigdy się nie myła. Jej
kwadratowe paznokcie zawsze nosiły obwódki czarnego brudu, przez pierwsze
dwa tygodnie podróŜy ubrana była w ten sam kombinezon, zdejmując go tylko
przy uprawianiu seksu, a i wtedy na krótko.
Telepata Thale Lasamer był nerwowy i łatwo ulegał nastrojom. Bał się
Strona 3
12268
wszystkich wokół, miał jednak skłonność do ataków arogancji, iloczas
których prowokował swych towarzyszy strzępami myśli, wyłowionymi z ich
umysłów.
Royd Eris obserwował wszystkich, studiował ich, Ŝył z nimi i poprzez
nich. Nie zaniedbywał nikogo, nawet tych, których uwaŜał za najbardziej
odraŜających. Jednak zanim upłynęły dwa tygodnie zagubienia śEGLARZA w
mętnym potoku hipernapędu, dwoje z nich zaczęło absorbować większość jego
uwagi.
Ze wszystkich pytań, które moŜna na ich temat zadać najbardziej chcę
wiedzieć dlaczego powiedział mu Karoly d'Branin pewnej sztucznej nocy
podczas drugiego tygodnia od wylotu z Avalonu.
Świetlisty duch Royda siedział w zaciemnionej mesie obok d'Branina,
przyglądając się jak naukowiec popija gorzką czekoladę. Pozostali
członkowie grupy juŜ spali. Na statku pojęcia dnia i nocy straciły swoje
znaczenie, jednak śEGLARZ utrzymywał tradycyjny cykl i większość pasaŜerów
stosowała się do niego. Stary d'Branin, administrator, koordynator i
dowódca wyprawy był wyjątkiem. Trzymał się własnego rozkładu czasu, wolał
pracować niŜ spać, a najbardziej lubił rozmawiać na temat swojej obsesji
rasy wolkrynów, na którą polował.
J e Ŝ e l i jest równie waŜne, Karoly powiedział Royd. Czy
moŜesz być zupełnie pewny, Ŝe ci twoi obcy naprawdę istnieją?
JA mogę być pewny odpowiedział d'Branin, puszczając oko.
Był szczupłym, niewysokim męŜczyzną, jego stalowoszare włosy były
zawsze starannie ułoŜone, tunika niemal pedantycznie schludna, jednak
szeroka gestykulacja podczas rozmowy i wybuchy niekontrolowanego
entuzjazmu zaprzeczały jego rzeczowemu, trzeźwemu wyglądowi.
To wystarczy ciągnął. Gdyby wszyscy inni byli tak pewni,
mielibyśmy tutaj, zamiast twego małego śEGLARZA, całą flotę statków
badawczych. Wypił łyk czekolady i westchnął z zadowoleniem. Czy wiesz
coś o Nor T'alush, Royd?
Royd nigdy nie zetknął się z tą nazwą, jednak uzyskanie informacji z
pokładowej biblioteki zajęło mu zaledwie chwilę.
Rasa obcych, Ŝyjąca po przeciwnej, w stosunku do zajętej przez
człowieka stronie przestrzeni, poza światami Fyndii i poza Damoosh.
Najprawdopodobniej legendarna.
D'Branin zachichotał.
Nie, nie, nie! Twoja biblioteka jest przestarzała, musisz ją
uzupełnić podczas następnej wizyty na Avalonie. To Ŝadne legendy, nie. Oni
są najzupełniej realni, chociaŜ tak odlegli. Niewiele posiadamy informacji
na temat Nor T'alush, jednak jesteśmy pewni, Ŝe istnieją, chociaŜ ty czy
ja najpewniej nigdy Ŝadnego z nich nie spotkamy. Oni byli początkiem tego
wszystkiego.
Opowiedz mi o tym powiedział Royd. Interesuje mnie czym się
zajmujesz, Karoly.
Kiedyś kodowałem dla komputerów Akademii pakiet informacji, który po
dwudziestu standardowych latach dotarł z Dam Tullian. Jego część stanowił
folklor Nor T'alush. Nie miałem i nadal nie mam pojęcia jak długo tym
informacjom zajęło dotarcie do Dam Tullian, ani jaką drogą tam dotarły,
ale to nie miało znaczenia tak czy inaczej folklor jest ponadczasowy, a
to był fascynujący materiał. Wiesz, Ŝe ja zrobiłem magisterium z
ksenomitologii?
Tak? Nie wiedziałem. Mów dalej, proszę.
Jeden z mitów Nor T'alush zawierał opowieść o wolkrynach. Zadziwiła
mnie ona mówiła o rozumnej rasie, wyruszającej z jakiegoś tajemniczego
Strona 4
12268
miejsca w centrum galaktyki, Ŝeglującej ku jej granicom i wreszcie, jak
było domniemane, kierującej się w przestrzeń międzygalaktyczną, nie
lądującej na planetach i rzadko zbliŜającej się bardziej niŜ na rok
świetlny do gwiazd. Szare oczy d'Branina skrzyły się, ramiona
entuzjastycznie rozkładały się na boki, jakby chciały objąć całą
galaktykę. I dokonującej tego wszystkiego bez hipernapędu, Royd, to
prawdziwy cud! Dokonującej tego w statkach, które poruszały się z ułamkiem
szybkości światła! Ten szczegół mnie zafascynował! JakŜe oni muszą być
inni moi wolkryni mądrzy i cierpliwi, długowieczni i dalekowzroczni,
nie mający w sobie niczego ze straszliwego pośpiechu i namiętności, w
których spalają się niŜsze rasy. Pomyśl jak one muszą być stare, owe
statki wolkrynów!
Bardzo stare zgodził się Royd. Karoly, ty powiedziałeś statki.
To znaczy więcej niŜ jeden?
Och, tak odpowiedział d'Branin. Zgodnie z przekazem Nor T'alush
pojawiły się na wewnętrznej granicy ich przestrzeni, na początku zaledwie
jeden czy dwa, ale wkrótce przybyły następne. Setki, kaŜdy samotny,
poruszający się osobno od innych, a wszystkie lecące na zewnątrz, zawsze
na zewnątrz. Kierunek ich lotu był nieodmiennie ten sam. Przelatywali
przez układy gwiezdne Nor T'alush przez piętnaście tysięcy standardowych
lat, a potem zaczęli je opuszczać. Mit mówi, Ŝe ostatni statek wolkrynów
wyleciał spośród ich gwiazd trzy tysiące standardowych lat temu.
Osiemnaście tysięcy lat powiedział Royd. Czy Nor T'alush są aŜ
tak starzy?
Nie jako gwiezdni podróŜnicy, nie odpowiedział d'Branin,
uśmiechając się. Zgodnie z ich własnymi zapisami, Nor T'alush są
cywilizowani zaledwie przez połowę tego czasu. W pewnym momencie nieco
mnie to martwiło, gdyŜ w wyraźny sposób zmieniało historię wolkrynów w
czystą legendę. Piękną legendę, to prawda, ale nic więcej. Jednak nie
mogłem tego tak zostawić. W wolnych chwilach przeprowadzałem badania,
porównując róŜne mitologie, Ŝeby sprawdzić czy ten szczególny ich fragment
pojawia się równieŜ u innych, niŜ Nor T'alush ras. UwaŜałem, Ŝe być moŜe
uda mi się zrobić z tego pracę doktorską, gdyŜ ta linia poszukiwań
wyglądała na owocną. Byłem zdumiony tym, co odkryłem. Niczego nie było u
Hrangan, ani u ras im podległych, ale to zupełnie zrozumiałe. Oni znajdują
się na zewnątrz przestrzeni, zajmowanej przez człowieka. Wolkryni nie
mogli do nich dotrzeć, nie minąwszy przedtem układów gwiezdnych
zamieszkiwanych przez nas samych. Kiedy jednak spojrzałem do wewnątrz,
opowieści o wolkrynach były wszędzie. D'Branin pochylił się, wyraźnie
podniecony. Ach, Royd, te opowieści, te opowieści!
Słucham uwaŜnie powiedział Royd.
Fyndii nazywają ich iy wivii, co tłumaczy się jako horda z
otchłani lub czarna horda. Wszystkie plemiona Fyndii opowiadają tę samą
historię i tylko umysłowi ślepcy mogą w nią nie wierzyć. Opowiadają, Ŝe
statki są ogromne, znacznie większe niŜ znane z ich dziejów czy z naszych.
Okręty wojenne, mówią. Istnieje opowieść o zaginionym plemieniu Fyndii,
trzysta statków pod cala fyn, wszystkie doszczętnie zniszczone podczas
spotkania z iy wivii. To oczywiście zdarzyło się wiele tysięcy lat temu,
więc szczegóły są nieco niejasne. Damoosh mają odmienną opowieść i
uwaŜają ją za prawdziwą, słowo po słowie a Damoosh, jak wiesz, są
najstarszą rasą, z jaką się dotychczas zetknęliśmy. Nazywają moich
wolkrynów ludem z zatoki. Wspaniałe opowieści, Royd, wspaniałe! Statki jak
wielkie, ciemne miasta, spokojne i ciche, poruszające się wolniej niŜ
wszechświat wokół nich. Legendy Damoosh mówią, Ŝe wolkryni są
Strona 5
Zgłoś jeśli naruszono regulamin