Dawkins Richard - Głęboko religijny niewierzący.pdf

(116 KB) Pobierz
G³êboko religijny niewierz±cy
Głêboko religijny niewierz±cy
Autor tekstu: Richard Dawkins
"Nie próbujê wyobra¿aæ sobie Boga;
wystarcza mi odczucie potêgi i majestatu przyrody,
o tyle, o ile mo¿emy j± poznaæ za
po¶rednictwem naszych niedoskonałych zmysłów."
Albert Einstein
Zasłu¿ony szacunek
/ks.php/k,1684 Chłopiec le¿y na ł±ce. Brodê wsparł na dłoniach, wpatruje siê w
trawê. W pewnej chwili, niczym objawienie, ogarnia go przemo¿na ¶wiadomo¶æ
¿ycia tocz±cego siê po¶ród spl±tanych ¼d¼beł i korzonków, fascynuj±cego
mikrokosmosu krz±taj±cych siê mrówek, pszczół, a nawet - choæ wtedy jeszcze
niewiele wiedział na ten temat - miliardów bakterii przerabiaj±cych glebê,
bezgło¶nej i niewidocznej siły napêdowej tej ekonomii w miniaturze. I nagle ta
ł±kowa mikrod¿ungla jak gdyby ekspanduje, zlewaj±c siê z całym Wszech¶wiatem i
z zamarłym w zachwycie umysłem kontempluj±cego jej piêkno dziecka. Młody
człowiek interpretuje to prze¿ycie wszechogarniaj±cej jedno¶ci rzeczy w
kategoriach religijnych i ostatecznie zawiedzie go ono na drogê kapłañstwa. Po
latach, wy¶wiêcony na anglikañskiego ksiêdza, zostanie katechet± w mojej szkole;
jednym z moich ulubionych nauczycieli. To dziêki takim jak on, przyzwoitym,
liberalnym, duchownym, nikt nie mo¿e powiedzieæ, ¿e religiê wtłaczano mi sił± do
gardła.
W innym miejscu i innym czasie inny chłopiec - łudz±co podobny do mnie -
odurzony upojn± woni± rozsiewan± przez tropikalne kwiaty rozkwitaj±ce noc± w
afrykañskim ogrodzie, wzniósł wzrok ku rozgwie¿d¿onemu niebu i stan±ł jak wryty,
urzeczony wspaniałym widokiem Oriona, Kasjopei i Wielkiej Nied¼wiedzicy oraz
wzruszony do łez bezd¼wiêczn± symfoni± Drogi Mlecznej. Jak to mo¿liwe, by te
jak¿e przecie¿ podobne momenty dogłêbnego zachwytu zainspirowały mnie i
mojego katechetê do wyci±gniêcia przeciwstawnych konkluzji, to pytanie, na które
nie da siê udzieliæ prostej odpowiedzi. Quasi-mistyczny stosunek do przyrody i
Wszech¶wiata jest postaw± do¶æ czêst± u naukowców oraz osób o
racjonalistycznym nastawieniu i nie poci±ga za sob± wiary w sferê nadprzyrodzon±.
Nasz katecheta za młodu, podobnie zreszt± jak i ja, nie czytał jeszcze zapewne
słynnego koñcowego akapitu dzieła O powstawaniu gatunków, o "gêsto
zaro¶niêtym wybrze¿u" "ze ¶piewaj±cym ptactwem w g±szczach, z kr±¿±cymi w
powietrzu owadami, z dr±¿±cymi mokr± glebê robakami". Gdyby znał tê ksi±¿kê,
niewykluczone, i¿ dostrzegłby w jej autorze bratni± duszê i zamiast ku powołaniu
kapłañskiemu, pod±¿yłby ku darwinowskiej wizji, w której wszystko "powstało
wskutek praw wci±¿ jeszcze działaj±cych wokół nas":
"Tak wiêc z walki w przyrodzie, z głodu i ¶mierci bezpo¶rednio wynika
najwznio¶lejsze zjawisko, jakie mo¿emy poj±æ, a mianowicie powstawanie
wy¿szych form zwierzêcych. Wzniosły zaiste jest to pogl±d, ¿e Stwórca natchn±ł
¿yciem kilka form lub jedn± tylko i ¿e gdy planeta nasza podlegaj±c ¶cisłym
prawom ci±¿enia dokonywała swych obrotów, z tak prostego pocz±tku zdołał siê
rozwin±æ i wci±¿ jeszcze siê rozwija nieskoñczony szereg form najpiêkniejszych i
najbardziej godnych podziwu."
W Błêkitnej kropce Cal Sagan napisał:
"Dlaczegó¿ ¿adna z wielkich religii, patrz±c na naukê, nie doszła do wniosku:
"Jest lepiej, ni¿ mogliby¶my przypuszczaæ. Wszech¶wiat okazał siê znacznie
wiêkszy, ni¿ przewidywali nasi prorocy, wspanialszy, bardziej skomplikowany,
bardziej elegancki. Zatem Bóg musi byæ wiele potê¿niejszy, ni¿ nam siê
wydawało"? Zamiast tego wołaj±: "Nie, nie, nie! Nasz Bóg jest malutkim Bogiem i
chcemy, by tak ju¿ na zawsze zostało". Religia, stara lub nowa, doceniaj±ca
wspaniało¶æ Wszech¶wiata ukazywan± przez współczesn± naukê, potrafiłaby
wzbudziæ uczucia czci i wiary, których nie poruszaj± tradycyjne religie."
We wszystkich swych ksi±¿kach Sagan dotyka strun transcendentalnego
zachwytu, który od stuleci pozostawał wył±czn± domen± religii. Ja czyniê podobnie
i w efekcie czêsto uznaje siê mnie za człowieka religijnego. Pewna amerykañska
studentka napisała, ¿e spytała swojego profesora, co s±dzi na mój temat. "Có¿ -
usłyszała w odpowiedzi - to, co pisze, jest ¶ci¶le rzecz bior±c niezgodne z religi±,
ale z drugiej strony z takim uniesieniem podchodzi do przyrody i Wszech¶wiata, ¿e
dla mnie to brzmi jak religia!". Czy jednak religia to wła¶ciwe słowo w tym
kontek¶cie? Moim zdaniem - nie. Laureat Nagrody Nobla, fizyk (i ateista) Steven
Weinberg nie jest w swych pogl±dach odosobniony, gdy w ¦nie o teorii ostatecznej
pisze:
"Niektórzy ludzie maj± tak szerok± i elastyczn± koncepcjê Boga, ¿e jest
nieuchronne, i¿ go znajduj±, ilekroæ zaczn± go szukaæ. Czêsto słyszy siê takie
stwierdzenia, jak "Bóg to absolut", "Bóg to Wszech¶wiat", "Bóg to nasza lepsza
natura". Oczywi¶cie, podobnie jak w przypadku ka¿dego innego słowa, słowu "Bóg"
mo¿na przypisaæ dowolne znaczenie, jakie tylko nam siê podoba. Je¶li kto¶ powie
"Bóg to energia", mo¿e znale¼æ Boga w bryłce wêgla."
Weinberg ma niew±tpliwie racjê. Je¶li pojêcie "Bóg" ma byæ w ogóle do
czegokolwiek przydatne, powinno siê je rozumieæ zgodnie z jego powszechnym
u¿yciem, jako odnosz±ce siê do obdarzonego nadprzyrodzon± (nadnaturaln±) moc±
Stwórcy, któremu "człowiek powinien oddawaæ cze¶æ". Sporo wielce niefortunnych
nieporozumieñ bierze siê st±d, i¿ ludzie czêsto nie potrafi± odró¿niæ czego¶, co
mo¿na by nazwaæ "religi± typu einsteinowskiego" od religii opartej na wierze w byt
nadnaturalny. Einstein nieraz "wzywał imienia bo¿ego" (i nie był w tym w¶ród
uczonych-ateistów odosobniony), a rozmaici wyznawcy religii nadnaturalnych nie
omieszkali tego wykorzystaæ, by - nie maj±c rzecz jasna po temu ¿adnych podstaw
- móc zaliczyæ tego wybitnego człowieka do swego grona. Efektowne (choæ
nale¿ałoby je raczej uznaæ za przewrotne) zakoñczenie Krótkiej historii czasu
Stephena Hawkinga - "[...] poznamy wtedy bowiem my¶li Boga" - równie czêsto
jest mylnie interpretowane. Wielu ludzi dochodzi na jego podstawie do błêdnego
wniosku, jakoby Hawking był człowiekiem religijnym. Ksi±¿ka The Sacred Depths
of Nature [¦wiêto¶æ natury] biologa komórkowego Ursuli Goodenough pobrzmiewa
jeszcze silniejsz± nut± religijn± ni¿ lu¼ne cytaty z Einsteina czy Hawkinga.
Goodenough wrêcz fascynuje siê ko¶ciołami, meczetami i w ogóle wszelkimi
¶wi±tyniami, a wiele akapitów z jej ksi±¿ki a¿ siê prosi, by u¿yæ ich jako amunicji w
obronie wiary w nadnaturalne. Zreszt± sama okre¶la siê mianem "religijnej
naturalistki". Uwa¿na lektura ksi±¿ki dowodzi jednak niezbicie, i¿ w istocie z
Goodenough jest równie zatwardział± ateistka, jak ja.
Okre¶lenie "naturalista" jest zreszt± do¶æ wieloznaczne. Mnie na przykład
nieodparcie kojarzy siê z ulubionym bohaterem mojego dzieciñstwa, doktorem
Dolittle z ksi±¿ek Hugh Loftinga (który nota bene miał w sobie wiele z pewnego
filozofa-naturalisty z HMS Beagle). W XVIII i XIX wieku słowo "naturalista"
oznaczało z grubsza to samo, co dla wiêkszo¶ci z nas oznacza dzi¶ - badacza
¶wiata przyrody. I ju¿ od czasów Gilberta White'a naturalistami w tym sensie byli
czêsto duchowni. Zreszt± sam Darwin ju¿ jako młody człowiek nosił siê z my¶l± o
wst±pieniu do stanu duchownego. Byæ mo¿e ¿ywił nadziejê, i¿ spokojne ¿ycie w
wiejskiej parafii pozwoli mu po¶wiêciæ siê jego prawdziwej pasji - ¿ukom.
Filozofowie terminem "naturalista" posługuj± siê jednak w zupełnie innym
znaczeniu, jako przeciwieñstwo nadnaturalisty, czyli kogo¶, kto uznaje istnienie
sfery nadprzyrodzonej. Na przykład Julian Baggini tak wyja¶nia w Atheism: A Very
Short Introduction [Ateizm: bardzo krótkie wprowadzenie] istotê naturalizmu dla
ateisty: "Wiêkszo¶æ ateistów przyjmuje, ¿e jakkolwiek substancja ¶wiata ma
charakter czysto fizyczny, to z niej wła¶nie wywodzi siê umysł, piêkno, emocje i
warto¶ci moralne - wszystko, co czyni ¿ycie ludzkie tak zło¿onym i bogatym".
My¶li i emocje wyłaniaj± siê (nazywa siê to emergencj±) z niebywale zło¿onych
powi±zañ miêdzy strukturami w ludzkim mózgu. W tym znaczeniu ateista - jako
zwolennik filozofii naturalizmu - to kto¶, kto wierzy, ¿e nie ma nic ponad ¶wiatem o
charakterze czysto fizycznym, ¿adnej nadnaturalnej stwórczej inteligencji
niedostêpnej naszym zmysłom. Ateista jest te¿ przekonany, ¿e nie istnieje dusza
trwaj±ca dłu¿ej ni¿ ciało i nie ma ¿adnych cudów - s± jedynie zjawiska naturalne,
których na razie nie potrafimy wyja¶niæ. Je¿eli natykamy siê na zjawisko, które
wydaje siê wykraczaæ poza ¶wiat naturalny, w jego obecnym, dalece
niedoskonałym rozumieniu, mamy nadziejê, ¿e pewnego dnia, gdy tylko je lepiej
poznamy, zaliczymy je do sfery naturalnej. Rozpleciona têcza nie traci nic ze
swego piêkna...
Wielu - i to wybitnych - współczesnych naukowców głosi pogl±dy, które mo¿na
by traktowaæ jako przejaw wiary religijnej. Zwykle jednak, je¶li przeanalizujemy je
nieco dokładniej, okazuje siê, ¿e sprawa nie jest wcale prosta. Tak jest choæby w
przypadku Einsteina i Hawkinga. Ale nie tylko - Martin Rees, aktualnie pełni±cy
funkcje Astronoma Królewskiego i przewodz±cy Royal Society, powiedział mi, ¿e
uczêszcza do ko¶cioła jako "niewierz±cy anglikanin [...] z poczucia lojalno¶ci
plemiennej". Jego pogl±dy dalekie s± od teizmu, ale jak wielu innych uczonych
Rees podziela ów poetycko zabarwiony naturalizm, który wyzwala w ludziach nauki
piêkno i majestat Wszech¶wiata. Nie tak dawno, podczas telewizyjnej dyskusji,
próbowałem skłoniæ mojego przyjaciela Roberta Winstona, lekarza-poło¿nika i
jedn± ze znamienitszych postaci brytyjskiej wspólnoty ¿ydowskiej, by przyznał, ¿e
jego judaizm jest podobnej natury i ¿e tak naprawdê nie wierzy w rzeczy
nadnaturalne. Niewiele brakowało, bym swój cel osi±gn±ł, jednak Robert nie
odwa¿ył siê na postawienie kropki nad "i" (muszê lojalnie zaznaczyæ, ¿e faktycznie
to on przeprowadzał wywiad ze mn±, a nie ja z nim). Niemniej, gdy go tak
naciskałem, przyznał, ¿e wiara jest przede wszystkim czym¶, co pomaga mu uj±æ
siê w karby i wie¶æ uczciwe, dobre ¿ycie. Byæ mo¿e to prawda, ale przecie¿ nie ma
to ¿adnego zwi±zku z realno¶ci± nadnaturalnych elementów religii. Jest zreszt±
wielu intelektualistów, którzy z dum± podkre¶laj± swoj± ¿ydowsko¶æ i uczestnicz±
w ¿ydowskich rytuałach religijnych. Byæ mo¿e kieruje nimi poczucie lojalno¶ci
wobec odwiecznej tradycji albo wobec pomordowanych bliskich. Niewykluczone
jednak, ¿e ich głównym motywem jest owa błêdna - i w bł±d wprowadzaj±ca -
skłonno¶æ, by "religi±" nazywaæ panteistyczny zachwyt nad Wszech¶wiatem, który
wielu z nas dzieli z bodaj najwybitniejszym reprezentantem tej postawy, Albertem
Einsteinem. Ci ludzie nie tyle wierz± w Boga, ile - pozwolê siê posłu¿yæ w tym
momencie sformułowaniem filozofa Daniela Dennetta - "wierz± w wiarê".
Jedn± z najchêtniej cytowanych uwag Einsteina jest "Nauka bez religii jest
ułomna, religia bez nauki jest ¶lepa". Ale Einstein przy innej okazji napisał:
"To oczywi¶cie kłamstwo, co czytała¶ o mojej religijno¶ci; kłamstwo, które jest
raz po raz powtarzane. Nie wierzê w osobowego Boga i zawsze otwarcie siê do
tego przyznawałem. Gdybym jednak musiał znale¼æ w sobie co¶, co miałoby aspekt
religijny, to byłaby to bezgraniczna fascynacja struktur± ¶wiata, jak± ukazuje nam
nauka."
Czy to oznacza, ¿e Einstein był człowiekiem, którego nurtowały wewnêtrzne
sprzeczno¶ci? Czy¿by ka¿da strona sporu mogła sobie wybraæ z jego spu¶cizny to,
co jej odpowiada? Nie! Po prostu dla Einsteina słowo "religia" znaczyło co¶ zupełnie
innego, ni¿ siê potocznie rozumie. Poni¿ej zajmê siê wła¶nie tym rozró¿nieniem
miêdzy religi± jako wiar± w byt nadnaturalny a religi± w ujêciu Einsteinowskim. I
proszê pamiêtaæ, ¿e gdy piszê o "Bogu urojonym", odnoszê siê wył±cznie do
bosko¶ci nadnaturalnej.
Oto gar¶æ kolejnych cytatów z Einsteina, które daj± pojêcie o jego religii:
"Jestem głêboko wierz±cym ateist±. [...] Jest to poniek±d zupełnie nowy rodzaj
religii."
"Nigdy nie przypisywałem Przyrodzie celowo¶ci, zamiarów ani jakichkolwiek
innych cech, które mo¿na by uznaæ za antropomorficzne. Widzê przede wszystkim
jej wspaniał± strukturê, któr± pojmujemy w bardzo ograniczonym stopniu, a która
z konieczno¶ci wywołuje u ka¿dego my¶l±cego człowieka poczucie znikomo¶ci.
Stanowi to i¶cie religijne prze¿ycie, które wszak¿e nie ma nic wspólnego z
mistycyzmem."
"Koncepcja osobowego Boga jest mi zupełnie obca i uwa¿am j± wrêcz za
naiwn±."
Po ¶mierci Einsteina wielu apologetów religii usiłowało przedstawiaæ tego
wielkiego uczonego jako opowiadaj±cego siê po ich stronie (nadal próbuj± i
sk±din±d mo¿na ich zrozumieæ). Za ¿ycia postrzegano go jednak zupełnie inaczej.
W roku 1940 Einstein opublikował słynny artykuł, w którym wyja¶niał, co chciał
powiedzieæ, stwierdzaj±c: "nie wierzê w osobowego Boga". Ta jego publiczna
wypowied¼ (i inne utrzymane w tym duchu) wywołała bardzo gwałtown± reakcjê,
zwłaszcza ze strony religijnych fanatyków. Zachowało siê wiele nadesłanych
wówczas listów, z których wiêkszo¶æ zawierała aluzje do ¿ydowskiego pochodzenia
Einsteina. Poni¿sze cytaty zaczerpn±łem z ksi±¿ki Einstein and Religion Maxa
Jammera (sk±d pochodzi równie¿ wiêkszo¶æ cytowanych przeze mnie wypowiedzi
samego Einsteina na temat religii). Tak wiêc rzymskokatolicki biskup Kansas City
napisał, co nastêpuje: "To smutne, gdy patrzy siê, jak kto¶, kto wywodzi siê z ludu
Starego Testamentu i jego nauki, odrzuca wielk± tradycjê swojej rasy". Inny
katolicki duchowny wtórował: "Nie ma innego Boga ni¿ Bóg osobowy [...] Einstein
nie wie, o czym mówi. Myli siê w zupełno¶ci. Niektórzy ludzie s±dz±, ¿e skoro
osi±gnêli wysok± biegło¶æ w pewnej dziedzinie, daje im to prawo do wyra¿ania
opinii we wszystkich pozostałych". Zaiste - pojmowanie religii jako dziedziny, o
której mog± siê wypowiadaæ wył±cznie biegli eksperci, to oryginalny os±d. Mo¿na
by siê zało¿yæ, ¿e duchowny ów, chc±c zakwestionowaæ istnienie wró¿ek, nie
udałby siê po ekspertyzê do specjalisty w zakresie kształtu i barw skrzydeł wró¿ki.
Tymczasem i on, i biskup uznali, ¿e Einstein, nie maj±c teologicznego
przygotowania, nie mo¿e poj±æ idei Boga. On jednak rozumiał j± doskonale i
dlatego negował jego istnienie.
Pewien katolicki prawnik pracuj±cy na rzecz jednej ze wspólnot ekumenicznych
napisał do Einsteina:
"Z najgłêbszym ¿alem przyjêli¶my pañskie o¶wiadczenie [...] w którym
o¶miesza pan ideê osobowego Boga. Nic w ci±gu ostatnich dziesiêciu lat tak silnie
jak pañska wypowied¼ nie przyczyniło siê do wzbudzenia w ludziach przekonania,
¿e Hitler miał nieco racji, d±¿±c do wygnania ¯ydów z Niemiec. Uznaj±c pañskie
prawo do korzystania z wolno¶ci słowa, czujê siê w obowi±zku stwierdziæ, ¿e
poprzez swoje wypowiedzi staje siê pan powa¿nym zagro¿eniem dla porz±dku
publicznego w Ameryce."
Z kolei rabin Nowego Jorku o¶wiadczył: "Pan Einstein jest bez w±tpienia wielkim
uczonym, ale jego pogl±dy religijne s± głêboko sprzeczne z judaizmem". "Ale"?
"Ale?!" Dlaczego nie "i"?
List od przewodnicz±cego towarzystwa historycznego z New Jersey tak dobitnie
ilustruje słabo¶æ religijnego umysłu, ¿e warto go przeczytaæ co najmniej
dwukrotnie:
"Szanujemy pañsk± wiedzê, doktorze Einstein, lecz jest jedna rzecz, której
najwyra¼niej pan siê dot±d nie poj±ł - Bóg jest duchem i nie sposób go wykryæ za
pomoc± mikroskopu czy teleskopu, tak samo, jak nie odnajdziemy ludzkich my¶li
ani emocji, badaj±c mózg. Wszyscy wiedz±, ¿e religia opiera siê na Wierze, nie na
wiedzy. Zapewne ka¿dy my¶l±cy człowiek prze¿ywa czasem chwile religijnego
zw±tpienia. Moja wiara te¿ niejednokrotnie słabła. Nigdy jednak nikomu nie
zdradziłem mych duchowych w±tpliwo¶ci, a to z dwóch powodów: (1) obawiałem
siê, i¿ samym napomkniêciem o nich mógłbym zniszczyæ ¿ycie i pozbawiæ nadziei
bli¼ni± istotê; (2) zgadzam siê z przeczytanym niegdy¶ zdaniem: "Mały to
człowiek, który niszczy wiarê w innym". [...]
Mam nadziejê, doktorze Einstein, ¿e został pan błêdnie zacytowany i ¿e
pewnego dnia powie Pan co¶ znacznie przyjemniejszego tym rzeszom
Amerykanów, które chciałyby pana szanowaæ."
Có¿ za przera¿aj±ca szczero¶æ! Zdanie w zdanie ocieka wprost moralnym i
intelektualnym tchórzostwem!
Mniej ¿ałosny - choæ jeszcze bardziej szokuj±cy - był list od zało¿yciela Calvary
Tabernacle Association z Oklahomy:
"Profesorze Einstein. Wierzê, ¿e ka¿dy chrze¶cijanin w Ameryce ma panu tylko
jedn± rzecz do powiedzenia: "Nie porzucimy wiary w naszego Boga i w Jego Syna
Jezusa Chrystusa i wzywamy ciê, skoro nie wierzysz w Boga tego narodu, by¶
wrócił tam, sk±d przybyłe¶!".
Dotychczas czyniłem wszystko, co w mej mocy, by byæ błogosławieñstwem dla
ludu Izraela, ale teraz pojawiłe¶ siê ty i jednym chlapniêciem swego blu¼nierczego
jêzyka uczyniłe¶ tyle szkody swojemu ludowi, ¿e wysiłki wszystkich miłuj±cych
plemiê Izraela chrze¶cijan, którzy pracuj± nad tym, by wymie¶æ antysemityzm z
tego kraju, poszły na marne.
Profesorze Einstein! Amerykañscy chrze¶cijanie mog± powiedzieæ panu tylko
jedno: "Zabieraj sw± szalon±, fałszyw± teoriê ewolucji i wracaj do Niemiec, sk±d
przyjechałe¶, albo zaprzestañ prób podwa¿ania naszej wiary - wiary narodu, który
przyj±ł ciê, gdy wygnano ciê z twojej ojczystej ziemi!"."
Cytowani powy¿ej teistyczni krytycy Einsteina w jednym mieli całkowit± racjê -
wielki uczony na pewno nie był jednym z nich. Einstein był wprost oburzony,
ilekroæ kto¶ sugerował mu, ¿e jest teist±. Czy¿by wiêc był deist±, jak Wolter lub
Diderot? A mo¿e panteist± jak Spinoza, do którego filozofii odnosił siê zreszt± z
wielkim szacunkiem ("Wierzê w Boga Spinozy, przejawiaj±cego siê w harmonii
wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który zajmowałby siê losem i uczynkami
ka¿dego człowieka").
Zajmijmy siê wiêc przez chwilê kwestiami terminologicznymi. Teista wierzy, ¿e
istnieje nadnaturalna inteligencja; byt, który oprócz swego najwa¿niejszego dzieła,
jakim było stworzenie ¶wiata, wci±¿ pozostaje w tym ¶wiecie immanentnie obecny,
nadzoruj±c i wyznaczaj±c losy stworzonych przez siebie istot. Na ogół w
teistycznych systemach wierzeñ bóstwo bezpo¶rednio uczestniczy w ¿yciu ludzi.
Odpowiada na modły, wybacza grzechy lub je karze, poprzez cuda ingeruje w bieg
ludzkich spraw, ocenia dobro i zło naszych uczynków, wiedz±c zawsze, kiedy je
popełniamy (a nawet, kiedy tylko my¶limy o tym, by je popełniæ). Deista co
prawda tak¿e wierzy w nadprzyrodzony inteligentny byt, ale przyjmuje, ¿e jego
aktywno¶æ w zasadzie ograniczyła siê do ustanowienia praw rz±dz±cych ¶wiatem.
Bóg deisty nie ingeruje w bieg ziemskich spraw, a ju¿ na pewno nie przejmuje siê
jako¶ szczególnie ludzkimi problemami. Panteista nie wierzy w ogóle w
jakiegokolwiek Boga, w jakikolwiek nadprzyrodzony byt. Dla niego Bóg jest
synonimem Natury, Wszech¶wiata, czy wreszcie praw nimi rz±dz±cych; pojêciem
pozbawionym wszelkich nadnaturalnych konotacji. Ró¿nica miêdzy deistami a
teistami polega na tym, i¿ Bóg tych pierwszych nie wysłuchuje modlitw, nie
zajmuje siê grzechami ani wyznaniami winy, nie czyta w naszych my¶lach i nie
ingeruje w bieg ziemskich spraw poprzez arbitralnie dokonywane cudy. Natomiast
Zgłoś jeśli naruszono regulamin