Tatuaże
Autor: bored2hyperness Oryginał: http://www.fanfiction.net/s/4034889/1/Tattoos Zgoda: jest. Beta: Veronique
Tłm. : Veniqe
Rozdział pierwszy. - Dracuś, dlaczego nie pozwolisz mi zobaczyć? No dalej, tylko jedno, szybkie spojrzenie. Proszeeee... - Pansy, prosiłem cię, przestań mnie tak nazywać! I nie, nie pozwolę ci się do tego zbliżyć. - Parkinson, co robisz w dormitorium Prefektów? - Nawet jeśli to nie twój interes, to wiedz, że Dracuś mnie zaprosił. - Dracuś? - Powiedziałam coś śmiesznego, Granger? - Właściwie to tak. A teraz musisz nas zostawić, ‘Dracuś’ i ja musimy zająć się sprawami Prefektów. - Tak, Pansy, lepiej już idź. Okropnie nudne te sprawy. - Dla ciebie wszystko, kochanie. - ... - ... - Nareszcie. - Co Malfoy? Nie możesz wytrzymać w jednym pomieszczeniu ze swoją dziewczyną? - Szczerze, to nie. Przy okazji, dzięki za tę wymówkę ze sprawami Prefektów. - ... - Na co się tak patrzysz? - Draco Malfoy właśnie podziękował osobie, pochodzenia mugolskiego. - Chcesz żebym to odwołał? - Nie. - Też tak sądzę. Dlaczego więc nie pobiegniesz bawić się z Nocnikiem i Łasicą? - ... - Dalej tu jesteś? - Co Pansy tak w ogóle chciała zobaczyć? - Słyszałaś to? - ... - Przestań się na mnie tak patrzeć. Chciała zobaczyć mój nowy tatuaż, w porządku? - Masz tatuaż? - Chcesz go zobaczyć? - Przestań się w ten sposób uśmiechać, Malfoy. - Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Chcesz go zobaczyć? - Zdecydowanie nie. - ... - ... - A ty masz jakieś? - ... - Masz?! - Chcesz zobaczyć? - Zdecydowanie! - Przykro mi.
Rozdział drugi: Groźby. - No dalej, Grangeeeeer, tylko jedno, szybkie spojrzenie. - Powiedziałam: NIE, Malfoy. O, cześć Harry, Ron. - Ee... Hermiono, dlaczego Malfoy cię śledzi? - Bo jest idiotą. Odwal się, Malfoy. - Nie sądzę, bliznowaty. Przynajmniej dopóki Granger nie pokaże mi swojego tatuażu. - Hahaha, Hermiona nie ma żadnych tatuaży. Prawda Herm? - ... - Herm, dlaczego się zaczerwieniłaś? - Ponieważ... Nie czuję się zbyt dobrze. Wydaje mi się, że mam gorączkę. To może... pójdę do skrzydła szpitalnego? To na razie. - Hermiono, poczekaj... Ty nie masz tatuażu, prawda? - ... - O Boże. - Łasico, twoja głowa wygląda jakby za chwilę miała eksplodować, więc trzymaj ją z dala ode mnie. - Spadaj, fretko. - Aaa... Bronisz swojego chłopaka, Potter? Nie chcę rozwiewać twoich marzeń, ale wydaje mi się, że Weasley’owi mogły przestać podobać się wasze stosunki. Wygląda na to, że nasza Pani Prefekt sprzątnęła ci go sprzed nosa. - Malfoy... - Och, nie martw się, może będziesz miała szczęście i to wszystko okaże się tylko okresem przejściowym. Wiem, że ja nie zniósłbym uczucia Pana Pomidora. - Wystarczy, tleniony! Idziesz ze mną! - Hermiono! - Nie teraz, Ronaldzie! Zobaczymy się w klasie. - ... - Wiem, że podobałem ci się od zawsze, Granger, ale nie ma żadnego powodu by ciągnąć mnie do pustej klasy w jakimś niegodziwym celu. - Zamknij się, durniu. - O, robimy się agresywni. Podoba mi się. - ... - W porządku, bez rozmów. To rujnuje moment. I to twoje piorunujące spojrzenie przy okazji. - Było skierowane do ciebie Malfoy! Albo zostawisz mnie i moich przyjaciół w spokoju, albo ja... ja... - Ty co, Granger? Wykorzystasz mnie tak bardzo, że nie ruszę się przez tydzień? Chociaż, wydaje mi się, że podoba mi się ten pomysł. To znaczy - nie, zdecydowanie nie powinnaś tego robić. To może być zbyt bolesne jak na karę. - Malfoy... - O tak, powiedz moje imię. Za kilka chwil będziesz je krzyczała, jak mnie rozbierzesz. - Och, zamknij się. - Mmmfff. - I jak smakują ślizgońskie kolory? Wiedziałam, że jest jakiś sens noszenia tych głupich krawatów. - Może następnym razem okręcisz go wokół moich ust, najmądrzejsza czarownico naszych czasów, a nie po prostu do nich włożysz? - Agrrr! Posłuchaj, ty zła, wstrętna, mała fretko... - A co z karaluchem? Och! Ty mnie uderzyłaś! - Tak i nie wątpię, że zrobię to jeszcze raz. Teraz zostaw mnie w spokoju, albo wyślę cię do Voldemorta żebyś osobiście go powiadomił o tym, że kochasz szlamę. - ... - Ha! Teraz idę stąd zanim przyjdzie tu ktokolwiek inny. Może to cię czegoś nauczy. - ... - ... - Skąd ona wiedziała?
Rozdział trzeci: Plany - Draco, przestań gapić się na Granger. - Nie gapię się! - Tak. Dokładnie tak. - Skąd wiesz, że patrzyłem akurat na nią? Może myślałem i tylko przez przypadek spojrzałem w jej kierunku? - Wiem, bo kiedykolwiek na nią nie popatrzysz, ślinisz się, a twoje oczy się szklą. - Nie śliniłem się! - Ale przyznajesz, że się na nią gapiłeś. - ... - Tak myślałem. - Jesteś okrutnym przyjacielem, Blaise Zabini. - Nie możesz mnie nazywać okrutnym, kiedy robię coś dla dobra twojej reputacji. Masz szczęście, że ja to zauważyłem, a nie Pansy, która na pewno zrobiłaby scenę... O wilku mowa. Swoją drogą, wygląda na skołowaną. - Bardziej na pijaną czy wkurzoną? - I jedno i drugie. - ... - Draco, możesz wyjść spod stołu; już poszła. - Dzięki Merlinowi. Jeśli jeszcze raz zapyta mnie o ten tatuaż, osobiście zrobię jej jeden. I to będzie dokładnie na środku jej czoła i będzie... będzie... Blaise, pomóż mi wymyślić co to może być. - Może ‘krowa’, wtedy nie zauważy żadnej różnicy patrząc w lustro. - O, podoba mi się. Krowa lub mops. Muszę wybrać. - Więc co z tym planem ‘Dowiedzieć-Się-Jaki-Tatuaż-Ma-Granger-A-Przy-Okazji-Sprawić-Żeby-Się-We-Mnie-Zakochała’? - Marnie. Zagroziła mi wysłaniem do Voldemorta, jeśli nie przestanę śledzić jej i jej ochroniarzy. - Przykre. - Wiem. - Może powinieneś spróbować... ślizgońskiego zbliżenia. - Och, mów dalej. - Cóż, zawsze możesz...
Rozdział czwarty: To - Malfoy, co to do diabła jest? - O które ‘to’ dokładnie ci chodzi? - To! - Och, dzięki za wyjaśnienie! Nienawidzę, kiedy nie wyrażasz się jasno. - Wiesz dokładnie, o czym mówię, Idioto. - Naprawdę muszę dowiedzieć się jak to robisz, że to nawet brzmi jak pisane wielkimi literami. - To mój genialny umysł, to wszystko. Zajmijmy się bieżącym problem. - Oczywiście, więc biegnij do swoich przyjaciół. - Co? - Cóż, powiedziałaś, żebyśmy zajęli się problemem. Jak przypuszczam, jesteś nim ty, przeszkadzając w każdy możliwy sposób. - To nie jest problem! To jest problem! - Widziałem to już, Granger, więc nie musisz podtykać mi tego pod nos. - Jeśli widziałeś, to dlaczego zadajesz te głupie pytania i komentujesz? - Czuję się urażony tym, że myślisz, że to, co powiedziałem, było głupie. - I dobrze. - Ale przemilczę tę obrazę, pośród licznych innych, żeby po prostu cieszyć się twoim towarzystwem, co jest głównym powodem moich genialnych komentarzy. - Przestań bawić się w gierki, Malfoy. - O czym ty w ogóle mówisz? Właśnie powiedziałem najszczerszą prawdę. - Och, naprawdę? Bo dopiero co mogę przysiąc, że mówiłeś, że to ja jestem twoim problemem. - Eee... To musiałaś się przesłyszeć. - Czy Draco Malfoy właśnie powiedział ‘Eee...’?! - Nie. Nie powiedziałem tego. Naprawdę, Granger, może potrzebujesz lekarza do tych głosów w twojej głowie. - Nienawidzę cię. - Och, to bolało. Ponieważ ja właśnie eksploduje z tłumionych uczuć do ciebie. - Co ty... - Co dokładnie chcesz usłyszeć raz jeszcze? - To. - Znowu zaczynasz z ‘tym’? Naprawdę, Granger, czytelnicy nie mają pojęcia o czym ty mówisz. - Co? - Szczerze, to nie wiem. Ale proszę, precyzuj swoje wypowiedzi. - Mówię o tym niewiarygodnie marnym liście miłosnym. - Dlaczego, u licha, miałbym tobie wysyłać list miłosny? - Och, no nie wiem... Może to przez tę rozmowę tydzień temu. Jak to było? ‘Ty co, Granger? Wykorzystasz mnie tak bardzo, że nie ruszę się przez tydzień? Chociaż, wydaje mi się, że podoba mi się ten pomysł.’ - Tak, ale wierzę, że powiedziałem ‘To znaczy – nie’ zaraz po tym. - A później dodałeś ‘zdecydowanie nie powinnaś tego robić. To może być zbyt bolesne jak na karę.’ - I przez to myślisz, że wysłałem ci list miłosny, ponieważ... - To był sarkazm! - I... - Świetnie. A jak wytłumaczysz swoje gapienie się i... - Wybacz, ale nazwałbym to raczej rzucaniem piorunujących spojrzeń. - Więc go nie wysłałeś? - Nigdy tego nie powiedziałem. - Aggrrr! - Och, zawsze wiedziałem, że wyglądasz jak dzika bestia, Granger, nigdy natomiast, że potrafisz nawet brzmieć jak ona. Interesujące, naprawdę. - Świetnie, więc to nie byłeś ty. Tylko ktoś niesamowicie słodki mógł wysłać tak żałosną kartkę. - Słodki? - Mam na myśli durny i ograniczony. - Granger, nie wydaje mi się, żeby twojemu tajemniczemu adoratorowi podobało się, że nazywasz go ograniczonym. Musisz trochę przystopować. Nie chciałabyś chyba obrazić jedynej osoby, która cokolwiek do ciebie czuje. Jeśli to rzeczywiście człowiek. - Nienawidzę cię. - I znowu wracasz do początku. Poza tym, kto mógłby pokochać szlamę?
Rozdział piąty: Łzy. - Hermiono? - ... - Hermuś, co się dzieje, dlaczego płaczesz? - Nie, to nic takiego, Gin. - Wiesz, że to nieprawda. A teraz powiedz, co się stało. - Malfoy. - Hermiono, Malfoy nie doprowadził cię do łez od lat. Co takiego zrobił? - Nic. Po prostu... zostaw mnie samą. Proszę. - Nie, nienawidzę widzieć cię w takim stanie. Cokolwiek zrobił, wiesz, że to tylko bzdury i nie możesz brać tego do serca. - Ale on miał rację, Ginny! Kto mógłby pokochać szlamę? - To ci powiedział?! Co za palant! Hermuś, masa ludzi cię kocha, Harry, Ron, ja... - Tak, platoniczną miłością. Jesteście dla mnie jak rodzina. Mówię o kimś, kto by mnie naprawdę pokochał. Kto... Och, nawet nie wiem, co zakochani robią! Widzisz, Gin, kto chciałby być z kimś takim jak ja? - Hm, a co z tym listem, który dostałaś rano? On na pewno brzmiał... lub raczej pisał... jakby cię naprawdę kochał. - Prawdopodobnie to był jakiś głupi żart. Założę się, że Malfoy zaśmiewał się do łez po tym, jak wyszłam. - Wątpię. A tak w ogóle to, od kiedy zaczęłaś się przejmować tym, co myśli Malfoy? - Nigdy! Nie obchodzi mnie to, o czym on myśli. Jak możesz mnie o to posądzać?! To absurd; ja go nawet nie lubię. - Nic takiego nie mówiłam... Chociaż robię to teraz. - ... - Och, Hermuś, przepraszam. Proszę, nie zaczynaj znowu płakać. Pogadamy o tym później, a teraz chodźmy stąd, zanim zjawi się Jęcząca Marta i wszystko usłyszy. - Przepraszam, Ginny. Za wciąganie cię w moje osobiste problemy i oczekiwanie pomocy do poukładania tego wszystkiego. - Och, to żaden problem. Poza tym, od czego są przyjaciele? *** - Draco? - Hm? - Co z tobą? Nie odezwałeś się słowem odkąd wróciłeś z biblioteki i ledwo tknąłeś obiad. - Nic. - Znowu obraziłeś Granger, prawda? - ... Tak. - Co tym razem jej powiedziałeś? - ‘Kto mógłby pokochać szlamę?’ - Och, to było ostre nawet jak na ciebie. Dlaczego to zrobiłeś? - ... - Draco? - Ktoś wysłał jej list miłosny... I to nie byłem ja.
Rozdział szósty: Prawdy - Więc... - Więc... - Więc... - Och, zapytaj po prostu, Ginny! Wiesz, że chcesz. - Dobrze! Więc, co się dzieje, kiedy dodamy napar ze złotogłowiu do eliksiru Słodkiego Snu? - Co? Myślałam, że chcesz mnie zapytać o tę sprawę z Malfoyem. - Och tak, chciałam, tylko przypomniałam sobie, że nie znam odpowiedzi na to pytanie z mojego quizu z eliksirów. Pomyślałam, że lepiej zapytam, zanim zapomnę. - Maskuje zapach. - Więc, kiedy zdałaś sobie sprawę z tego, że lubisz Malfoya? - Wydaje mi się, że całkiem niedawno. Od momentu, kiedy zostaliśmy Prefektami poznałam go trochę lepiej - jest milszy kiedy jesteśmy sami. Nawet nie nazwał mnie szlamą przez ostatni rok, do czasu... cóż, do wczoraj. - Może to po prostu mu się wymknęło. A co się stało przed tym? - Pokazałam mu list, który dostałam na śniadaniu. - A później? - Cóż, nazwałam to niedorzecznością, a on na to, że nie powinnam obrażać jedynej osoby, która coś do mnie czuje. Więc powiedziałam, że go nienawidzę, a on na to... No wiesz. - ... - Co? - Wydaje mi się, że cię lubi. - Ginny! - Mówię poważnie! - Ha, uwierzę, kiedy to zobaczę. *** - Blaise! - Co? - Nigdy nie uwierzysz w to, co się właśnie stało! - Draco? Przestań się tak szczerzyć, straszysz pierwszorocznych. - Och, ale nie chcę! - Hej, poważnie, przestań. - Przestać, co? - Straszyć mnie! Śmiejesz się jak fanatyk. - Może, ale mam dobry powód. Nie zgadniesz co się stało! - Co, Granger nareszcie przyznała się do tego, że cię lubi? - Skąd wiedziałeś? - Żartujesz, naprawdę?! - Mhm! - Kiedy? - Przestań kwiczeć, brzmisz jak dziewczyna. - Wcale nie! - W porządku, przepraszam, jeśli cię obraziłem. - Nie chodzi o to, co powiedziałeś tylko o sposób, w jaki to zrobiłeś. - ... - Och Merlinie! Jestem kobietą! - Bez żartów, co ci się stało? - Ginnysiędomniedobrała. - Co? - Nic. - Spotykasz się z Ginny? Ginny Weasley? - ... Nie... - Ależ tak! - I kto tu jest teraz dziewczyną? - Zamknij się. Kiedy to się stało? - Bądź ciszej. Dopiero wczoraj, w porządku? Znaliśmy się już od dłuższego czasu i nagle zdałem sobie sprawę z tego, że ją lubię bardziej niż zwykłą znajomą. Po prostu ją zapytałem. - Jak to: znaliście się od dłuższego czasu? - Właściwie, to próbowaliśmy zeswatać cię z Hermioną przez ostatnie parę tygodni. - Co?! Dlaczego mi nie powiedziałeś?! - Och, naprawdę nie wiem, może dlatego, że jak na razie wszystko dobrze szło? - ... - ... - Masz rację. Przepraszam. Więc co dokładnie robiliście? - Cóż... W sumie, to ja wysłałem ten list. Nie powinieneś był się o nim dowiedzieć, dopóki nie przekonałbym cię do napisania własnego. - A kogo to obchodzi! Nieważne jak namieszałeś swoim listem, ważne, że zadziałał. Przyznała, że mnie lubi. - Powiedziała ci to wprost? - ... Nie dokładnie... - Draco... - Słyszałem przez drzwi, gdy mówiła to Łasicy. - Hej! - Ok, ok, Ginny. - Dziękuję. Więc jak zamierzasz jej to powiedzieć? - Co jej powiedzieć? - ... - Co?! Muszę jej powiedzieć?! - ... - I jak niby mam to zrobić? - Cóż... zawsze możesz jej pokazać swój tatuaż. - ... - Tak, wiem co on przedstawia, Draco. Przecież byłem z tobą, gdy go robiłeś. - Byłeś? - Merlinie, byłeś tak pijany, że nawet tego nie pamiętasz? - Nie. Malfoyowie zawsze są trzeźwi. - Taa... - Poza tym, nie chcę jej przestraszyć. Muszę to jakoś zaplanować... - Racja. Więc masz jakieś pomysły? - Cóż...
Rozdział siódmy: Plan A - Och! - Au! - Och, przepraszam... O. To ty. - Cóż, również miło mi cię spotkać, Hermiono. Ale proszę powstrzymaj swój entuzjazm przy wchodzeniu w kontakt z moim cudownym ciałem. Ludzie mogą coś pomyśleć. - I co by pomyśleli, Malfoy? - Jesteś inteligenta, Hermiono, sama wiesz dobrze co. - ... - Co? - Powiedziałeś do mnie Hermiona... I przyznałeś, że jestem inteligentna. - Nie musisz być tak zdziwiona. Poza tym, tak się nazywasz, prawda? I nie widzę powodu zaprzeczać oczywistej prawdzie: jesteś najlepszą uczennicą tej szkoły... Oczywiście, zaraz przede mną. - Nigdy nie sądziłam, że dożyję dnia w którym przyznasz się do bycia drugim w czymkolwiek, Malfoy. - Och, teraz kiedy mówię do ciebie Hermiona, domagam się, abyś mówiła do mnie Draco. - A niby dlaczego miałabym to robić, Malfoy? - Bo tego chcesz. Gdzieś, w głębi chcesz wiedzieć, jakie to uczucie móc ciągle wypowiadać moje imię. - Nie! Nie chcę! - Och tak... Chcesz. - Malfoy, co ty robisz? Dlaczego się do mnie zbliżasz? Mamy tu jakąś poważną osobową inwazję entuzjazmu. - Osobowa inwazję entuzjazmu? Wiesz, słodka jesteś jak się wkurzasz... Hermiono. - Jaka jestem? To znaczy... muszę iść. Tak. Teraz. Cześć. - I tyle z planu A.
Rozdział ósmy: Plan B - W porządku Ginny, co c...
laluna7