Urb4.rtf

(34 KB) Pobierz
Stanisław Urbańczyk

Stanisław Urbańczyk

 

 

SŁOWNICTWO  STAROPOLSKIE  A  WYŻSZA  KULTURA

 

 

 

              Uwaga badaczy studiujących słownictwo słowiańskie była zwrócona przede wszystkim na czasy prasłowiańskie: etymologizowano dziedzictwo prasłowiańskie, a co się tyczy późniejszego okresu - zajmowano się zapożyczeniami z języków niesłowiańskich (...). Trzon podstawowy średniowiecznego słownictwa pozostawał poza kręgiem zainteresowań językoznawców.

              Prasłowiańskie dziedzictwo w kilku językach słowiańskich zbadał T. Lehr-Spławiński
i jego uczennice (T. Orłoś i S. Radewa). Ustalono, że każdy język słowiański odziedziczył bez mała 2000 słów, które w ogromnej większości odnosiły się do świata zewnętrznego. Krajobraz, ziemia, ciało ludzkie, prymitywne gospodarstwo domowe, hodowla bydła i polowanie, stosunki pokrewieństwa itp. - oto były zakresy spraw, które wtedy przed innymi człowieka interesowały, podczas gdy na zewnętrzny świat człowieka przypadało u Prasłowian około 10% całego zapasu wyrazowego. Te wyniki posłużą nam tylko do przybliżonej orientacji. Liczba 2000 słów jest
z pewnością za niska: trzeba się przecież z tym liczyć, że niektóre wyrazy poszły w niepamięć
u wszystkich Słowian bez śladu i że nie wszystkie dochowane do dziś uchwycono w słownikach, nadto zaś istniały w języku prasłowiańskim liczne wyrazy przedrostkowe i przyrostkowe, gdy tymczasem Lehr-Spławiński zajął się tylko wyrazami rdzennymi (...). Z pewnością jednak można przyjąć, że prasłowiański zapas wyrazów był mniejszy niż słownictwo słowiańskich chłopów
w XIX w., że więc obracał się w granicach 3 - 4 tys. słów.

              W średniowieczu liczba wyrazów w każdym języku słowiańskim wzrosła poważnie. Wzbogacenie było związane z wielkim rozwojem kulturalnym. Dawniej w swojej ojczyźnie Słowianie żyli w izolacji od wysoko cywilizowanych ludów, a ich kultura utrzymywała się na niskim poziomie. Już kontakt z Gotami wywołał wyraźnie dostrzegalne ożywienia, ale dopiero wielka wędrówka ludów w X - XI w. stworzyła zupełnie nową sytuację. W tym czasie weszli Słowianie w bliską styczność z Grekami, Rzymianami i Frankami. Ich stosunki społeczne
i polityczne weszły teraz w przyśpieszony rozwój. Wreszcie Słowianie przyjęli chrześcijaństwo
i zorganizowali się we własnych państwach feudalnych. Chrystianizacja doprowadziła wcześniej lub później do wytworzenia własnych literatur i języków literackich. Rozwojowi kulturalnemu odpowiadało wzbogacenia słownictwa. Niestety jeszcze nie zestawiono pełnego słownika żadnego średniowiecznego języka słowiańskiego (...).

              Na szczęście w pracach leksykograficznych nad Słownikiem staropolskim posunęliśmy się bardzo daleko (...).

s.86

 

              W wydrukowanej już części naszego Słownika i w kartotece zarejestrowaliśmy około 15000 słów. (...) zapas wyrazowy odziedziczony (ok. 3 - 4 tysiące) został co najmniej potrojony. Jest to oczywiście wynik kulturalnego rozwoju narodu polskiego. W XV w. - dopiero wtedy język polski został utrwalony na piśmie - Polska miała za sobą nie tylko 4 wieki życia
w chrześcijaństwie i w państwie feudalnym, ale też założenie licznych miast i jednego
z najstarszych uniwersytetów w środkowej Europie. Zasób wyrazowy składający się z 15 tysięcy jednostek - choć większy niż w okresie prasłowiańskim - był jednak skąpy, w każdym razie mniejszy niż staroczeski zasób słowny, który swoje bogactwo zawdzięcza wysoko rozwiniętej literaturze i ogólnej kulturze w XIV wieku. Polszczyzna reprezentuje prawdopodobnie przeciętny poziom języków słowiańskich tamtego czasu.

              Słowiaństwo staropolskie chcemy rozpatrzeć z trzech stron: od strony grup znaczeniowych, od strony zapożyczeń i budowy słowotwórczej. (...) Widzimy np., że nazwy zwierząt są nieliczne, że się odnoszą przeważnie do zwierząt wyższych i żyjących w Polsce oraz że najczęściej są rodzime. Np. baran, bawół, bąk, białorzyt, bargieł, bocian, ciecierza, cietrzew, czajka, czeczotka, czyż, cyranka, czapla itd. Obcego pochodzenia są nazwy ras końskich, jak bachmat, badawia, bruna, niektóre nazwy ptaków, jak bażant, albo też ryb - barwina, cendat, certa. Ryby były przedmiotem handlu i nieraz importem z obcych krajów. Nazwy oznaczające zwierzęta bezkręgowe są bardzo rzadkie, np. biedronka, chrząszcz, w czym nie ma nic dziwnego, bo takie zwierzęta nie miały gospodarczego znaczenia i nikt się nie troszczył o ich nazwanie.

              Za to nazwy roślin są bardzo liczne i uderzająco często obcego pochodzenia. Znajdujemy wśród nich takie jak aloes, ambrozja, apist, balsam, barwinek, bawełna, bazylia, cebula, lakrycja, laudan, lilia, lubieszczek itd., nazwy, które natychmiast rozpoznajemy jako zapożyczenia. Nie brak też nazw, które powstały jako dokładne tłumaczenia wyrazów łacińskich, np. łomikamień - saxifraga. Nazwy roślin zapożyczano z języków łacińskiego, czeskiego, niemieckiego, nawet staroruskiego. Nazwy rodzime stanowią niepełną połowę wszystkich nazw roślinnych: babimór, białacz, bielik, bogatka, bzik itd. Taki stan możemy śmiało wiązać
z rozwojem medycyny w krakowskim uniwersytecie. Medyczną botaniką zajmują się szczególnie liczne słowniczki nazw roślinnych, które powstały w XV wieku. Interesujące jest także spostrzeżenie, że dość liczne są wyrazy, które dotyczą zdrowia, chorób i pielęgnacji chorych. Nazwy chorób są przy tym polskie, nazwy na pielęgnacje chorych często są zapożyczone: bielmo, blaskaty, blaskooki, blikawy, blizna, blochać, bodzenie, boleść, choroba, chorość, chorzeć, chrapota, chromota, dna, ale: aptekarz, bindał, bindka. Także nazwy minerałów są często obcego pochodzenia: agat, alabaster, arabik, balas, beryl, boraks, bursztyn, cynober, diament. Te minerały były właśnie sprzedawane w średniowiecznych aptekach i służyły  do sporządzania lekarstw.

              Jak wiadomo, wieśniak rozróżnia tylko niewiele gatunków roślin i dlatego ma niewiele nazw. Interesują go tylko takie rośliny, które są albo pożyteczne, albo wyraźnie szkodliwe. Tylko starsze kobiety, które się zajmowały praktyczną medycyną, miały więcej nazw roślin w swoim słownictwie, ale ich działalność  podejrzewano o czary. Lekarze wykształceni
(w średniowiecznym sensie) unikali kontaktu z nimi, poznawali więc rośliny wraz z nazwami uczonymi w szkole. Wiele roślin lekarskich było obcego pochodzenia, jest więc zrozumiałe, że ich nazwy musiały być zapożyczone.

              Zupełnie inne stosunki odnajdujemy w terminologii prawniczej. Nazwy są przeważnie polskie. Brak wśród nich prawie zupełnie zapożyczeń z łaciny, a dość liczne są pożyczki
z niemieckiego. Taki stan jest naturalnie uzasadniony historyczną rzeczywistością.

              Prawo rzymskie było w średniowiecznej Polsce nieznane (tylko nieliczni, wykształceni za granicą księża byli z nimi obeznani) i wszystkie warstwy społeczne posługiwały się prawem polskim i własną terminologią. Zapożyczenia niemieckie są jednak dość liczne; wiążą się ona
z tzw. kolonizacją na prawie niemieckim, która się odbyła w XIII i XIV w. Z ziem niemieckich przybyli wędrowcy, którzy albo zakładali nowe miasta i wsie, albo już istniejące organizowali na nowych zasadach. Takie osady otrzymywały samorząd i posługiwały się tzw. prawem magdeburskim. Była z nim związana specjalna terminologia, a przejmowano ją w Polsce bez tłumaczenia. Kiedy potomkowie przybyszów z czasem się spolonizowali, i oni podtrzymywali spolszczoną terminologię. Por. wójt, landwójt, burgrabia, szołtys, rada, ratusz, litkup, lot, lukrować, luprować, luprynk, bantować, ortyl, itd. Wiele z tego poszło szybko w niepamięć, ale część (np. rada, ratusz, sołtys, wójt) żyje dalej w polskim słownictwie. Tylko wyjątkowo trafiają się terminy, które przetłumaczono, np. bank,  (w sądzie) - ława, i z tego nowotwór ławnik (członek zespołu sądzącego).

              Nazwy specjalne w obrębie prawa polskiego powstały inaczej (jeśli nie są prastare, jak sąd, sędzia). Normalnie mamy do czynienia z niewielką specjalizacją i zróżnicowaniem  znaczenia. Tak np. wyspecjalizowało się znaczenie wyrazu brać w następujących zwrotach: brać kogoś ‘zabrać komuś zastaw’, brać wstecz (dosłownie - w tył) ‘apelować do sędziego’, brać się do wyższego sądu ‘apelować do wyższego sądu’. (...)

              Gdy pod wpływem prawa magdeburskiego powstawały nowe wyrazy przez zapożyczenie, to w tym wypadku powstają nowe ich znaczenia. Zasób słów pozostał na pozór nie powiększony, ale bardzo się wzbogaciła polisemia.

              W XVI w. sytuacja się wyraźnie zmieniła: pojawiło się wiele terminów zapożyczonych
z łaciny (...). Było to możliwe nie tylko dlatego, że Polska miała już prawników wykształconych w prawie rzymskim, ale i dlatego, że polska szlachta doskonale zapoznała się z językiem łacińskim. Por. u Reja (...) takie zapożyczenia z łaciny, jak adwersarz, defensor, respondować, sentencja.

              Podobny stan znajdujemy w sferze religii. Istnieje wiele wyrazów zapożyczonych, które dotyczą przede wszystkim organizacji i praktycznej budowy kościoła, np. opat, przeor, kościół (...). Ta warstwa wyrazowa została przejęta za pośrednictwem języka czeskiego i niemieckiego. (...) Pojawiają się jednak wyrazy, które z wielkim prawdopodobieństwem trzeba uznać za nowotwory, chociaż nie zawsze łatwo to dostrzec. Zostały skopiowane według łacińskiego wzoru, a może zapożyczone z języka czeskiego, gdzie proces kopiowania zaszedł wcześniej.
W pewnych wypadkach widać to dobrze: nadpaść - supercidere, nadpełny - superplenus, (...)  nadrastać - accrescere. (...) Por. też długomyślny - longanimus, (...)  dobrowolny - benevolens (...).

              Następnie doszło do zróżnicowania znaczeniowego:

              modlitwa „preces” (w ogóle) ≥ „preces" (religijne) ≥ „precandi formula" (...)

              mazać „illinere" ≥ „ungere" (rytualnie)

                                                        ≥ „maculare" (rytualnie) (...)

              A więc możliwość wyrażenia czegoś nowego w sferze religijnej osiągnięto częściowo, jak w prawie, przez zapożyczenie obcych wyrazów, częściowo przez skopiowane nowotwory,
a także przez zróżnicowanie znaczeń rodzimych wyrazów. (...)

              moc „vis" (w ogóle) ≥ „imperium"

                                                ≥   “iuris auctoritas"

                                                ≥ “licentia"

                                                ≥ “opes, facultates"

                                                ≥ "virtutes caeli"

              mocarz „potens" (tylko w Biblii)

              mocarstwo “imperium"

              mocny “firmus, robustus" ≥ "efficax, rei compos"

                                                                      ≥ "ingens (animus, sacramentum)"

                                                                      ≥ "legis potens" ≥ "legitimus"

              mocnie "valide" ≥ "solide" ≥ "constanter" ≥ "legitime"

              mocność "vis corporis" ≥ "vis animi"

                                                                      ≥ "vis legis"

                                                                      ≥ "excellentia qualitatis (vini)"

 

              Powiększyła się rodzina wyrazów, znaczenia i zakres użycia wyrazów stał się większy.

s.87-91

 

              Zapożyczenia z łaciny trzeba szacować na około 500 słów. Uderza, że znajdują się wśród nich przeważnie konkreta (...). Ten z początku zaskakujący stan rzeczy nie powinien dziwić. Księża porozumiewali się między sobą w sprawach filozofii i teologii po łacinie, a kiedy już musieli coś wytłumaczyć świeckim (także uczniom) i użyć przy tym języka polskiego, to albo wyszukiwali jakiś wyraz czeski, albo tworzyli nowe polskie słowo. Wyraz łaciński służył za wzór, łacina za copia verborum, którą można było naśladować w polskim materiale językowym. Nawet tak ważne terminy filozoficzne, jak essentia, substantia i persona, nazywano po polsku: essentia jako bytność, istność, istota, substantia jako podstata, persona jako osoba. Wszystkie te wyrazy były z pewnością zapożyczone z języka staroczeskiego, a potem rozbudowane dalej rodzimymi środkami językowymi.

s.92-93

 

              Na koniec pozostało pytanie, jak w tworzeniu nowych wyrazów zostały wyzyskane środki językowe, przyrostki i przedrostki. (...) łacińskie przymiotniki oznaczające możliwość lub niemożliwość  wywołały powstanie licznych polskich przymiotników: po części zostały utworzone z przyrostkiem -telny jeszcze w zależności od odpowiednich wyrazów czeskich (rzetelny, pitelny, śmiertelny, nieśmiertelny), po części z przyrostkiem -alny, -adlny (piekalny, zapalny, opiekadlny, poczynadlny, pośpiewadlny, spuszczadlny), przede wszystkim jednak
z przyrostkami imiesłowowymi -my, -ony, -ny, -ły (widomy, niewidomy, nieścigniony, nieugoniony, nieścigły).

              Prawdopodobnie też według czeskiego wzoru powstały  przymiotniki z przedrostkiem bez-: bezpieczny, bezprawny, bezmierny, bezmiłościwy, bezszkodny, bezwinny. Wydaje się też, że liczne przymiotniki zaprzeczone są nowotworami starego języka: niechwalebny, niecirpiący, niecirpiętliwy, niecirpliwy, nieczciwy, nieczesny, nieczujny, niedaremny itd. Jeszcze bardziej sztuczny charakter mają rzeczowniki od nich utworzone: niechowanie, niechutność, niecirpiedliwość, niecirpliwość, niecirpność, niedarskość, niedbałość itd. Tendencja do tworzenia abstraktów doprowadziła do powstania aż z górą 500 wyrazów z przyrostkiem -ość. Tej samej tendencji zawdzięczamy bezlik rzeczowników odczasownikowych, np. pytanie, opytanie, zwirzchowanie, dokonawanie, umienie, nieumienie, wiedzenie, niewiedzenie, wyrzeczenie, szcie, poszcie, bycie, niebycie itd. Ich sztuczny i abstrakcyjny charakter łatwiej dostrzec w tekstach niż przy prostym wyliczaniu. Pod czeskim wpływem powstały w języku staropolskim rzeczowniki
z przedrostkiem prze-: przedobry, przesławny itd. Swój czysto literacki charakter zachowały one do dziś.

              W łacińskich tekstach tłumacze znajdowali często liczne nomina agentis, więc próbowali tworzyć odpowiednie słowa polskie, dlatego też spotykamy w tekstach staropolskich wiele nomina agentis. Por. np. inspirator - nadychacz, scriptor - napisacz, exactor - napominacz, auditor - nasłuchacz, imitator - naśladowca, illusor - naśmiewacz, naśmiewca. (...)

              W Słowniku staropolskim jest zaświadczonych 111 nomina agentis z przyrostkiem -acz, 160 z -ca, ok. 70 z -ciel, ok. 30 z -nik: pochlebca, pogrzebca, ślubca, zgubca, świętokradzca ..., badacz, bodacz, gadacz, śniadacz, wsiadacz, powiadacz, układacz, glądacz, urągacz, słuchacz, wysłuchacz, nasłuchacz ..., pogańbiciel, zagubiciel, pomściciel, popełniciel, zasłoniciel, obroniciel ..., nasilnik, zwiastownik, zlutownik, naśladnik, naśladownik, prześladownik ... itd. Rzadko użyto przyrostka -ec: chlebojedziec (obok chlebojedźca), i -icz: biedzicz. Wszystkie grupy wyrazowe zbudowane za pomocą przyrostków produktywnych są świadectwem dążności do wytworzenia takich środków językowych, które by mogły jak najlepiej zaspokoić wszystkie kulturalne potrzeby. Zapożyczenia z języków obcych oznaczają pasywne wzbogacanie staropolskiego zasobu słownego, gdy tymczasem produktywne kategorie wyrazowe dowodzą aktywnego stosunku wobec wpływów zewnętrznych.

s.94-95

 

Stanisław Urbańczyk, Słownictwo staropolskie a wyższa kultura, [w:] Prace z dziejów języka polskiego. Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1979.

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin