Sterowce.pdf

(172 KB) Pobierz
Sterowce
Sterowce
Rozwój techniki, niczym przyrodnicza ewolucja gatunków, odnotowuje w swojej historii
wiele tak zwanych ślepych ścieżek. Polega to na tym, że jakiś wynalazek nie jest na tyle
uniwersalny, aby spełniać ciągle wzrastające wymagania użytkowników. Mimo to jego
istnienie powoduje, iż za wszelką cenę usiłuje się dzięki niemu spełnić coraz dalej idące
potrzeby. Jednym z takich "mamutów" techniki są sterowce. Powstały tuż przed
"wynalezieniem" samolotu, by potem ustąpić mu miejsca jako mniej doskonałe, czy też
mniej uniwersalne. Nie należy jednak zapominać, że towarzyszyły nam przez prawie całą
pierwszą połowę naszego wieku, a ich rozwój przyczynił się do znacznego postępu w
innych dziedzinach techniki.
Narodziny
Prawdziwym ojcem sterowca był hrabia Ferdynand von Zeppelin. Po wielu perypetiach
wojskowego życia Zeppelin przeszedł na emeryturę. Postanowił ją spędzić realizując
swe dawne marzenie. Chciał zbudować statek powietrzny o sztywnej konstrukcji
wypełniony gazem lżejszym od powietrza. Po opatentowaniu w 1895 roku projektu,
przystąpił do budowy.
2 lipca 1900 roku olbrzymi tłum zgromadził się na brzegu jeziora Bodeńskiego. Z wnętrza
pływającego hangaru wyprowadzono olbrzymi, 140-metrowej długości kadłub pokryty
płótnem i jedwabiem. Jego średnica wynosiła około 12,5 metra. Ster kierunku i 150
kilogramowy ciężar przesuwany do przodu i w tył kadłuba miały zapewnić Zeppelinowi
pełną kontrolę nad sterowcem. Pięcioosobowa załoga znajdowała się w dwóch
gondolach, w których umieszczono także dwa silniki o mocy szesnastu koni
mechanicznych. Pomimo niesprawności jednego z nich sterowiec wykonał lot trwający
18 minut. Osiągi tego "monstrum" nie były zbyt imponujące. Prędkość wynosiła 12 km/h
1
10444811.001.png
a uzyskana wysokość 440 metrów. Sterowiec otrzymał oznaczenie LZ.1, czyli Luftshiff
Zeppelin 1 (Statek powietrzny Zeppelin). W październiku tego samego roku, po
gruntownym sprawdzeniu wszystkich elementów konstrukcji dokonano kolejnej próby
LZ.1. Tym razem udało się osiągnąć lepsze parametry lotu. Prędkość 32 km/h i czas
około półtorej godziny. W tym czasie sterowiec wykonał kilka okrążeń wzdłuż brzegów
jeziora. (...)
LZ.2 był podobnych wymiarów jak jego poprzednik, lecz miał mocniejszą konstrukcję.
Moc silników wzrosła pięciokrotnie, a przesuwany ciężar służący kierowaniu kadłuba w
górę bądź w dół zastąpiono sterem wysokości. Oblotu sterowca dokonano 30 listopada
1905 roku. Nie był on pomyślny dla Zeppelina. Kiedy bezwładny z powodu awarii
silników sterowiec leciał w stronę skalistego brzegu wszyscy myśleli, że to już koniec.
Pomoc nadeszła jednak w porę. Jeden z obserwatorów dogonił motorówką dryfujący
sterowiec i ciągnąc za zrzuconą linę, odholował go do hangaru.
(...)
2 lipca 1919 roku major G.H.Scott, dowodzący brytyjskim sterowcem R-34 wydał
komendę startu. Sterowiec skierował się na zachód, by po 108 godzinach i 12 minutach
osiągnąć amerykański brzeg. Wyczyn był tym większy, że lot odbywał się w kierunku
wschód-zachód, czyli pod wiatr.
Tymczasem w Europie trwały przygotowania do kolejnego wyczynu wykorzystującego
ogromny potencjał sterowca. Włoski pułkownik, Umberto Nobile, odnosił sukcesy wraz ze
swym pół-sztywnej konstrukcji sterowcem N-1. Norweski podróżnik Roald Amundsen był
zainteresowany w wykorzystaniu włoskiego sterowca jako środka dotarcia do Bieguna
Północnego. Wkrótce zakupił sterowiec i usługi Nobilego.
11 maja 1926 roku, sterowiec N-1 nazwany przez nowego właściciela Norge, oderwał się
od ziemi.
Napędzany trzema silnikami, 116 metrowej długości kadłub unosił w stronę Bieguna
Północnego załogę złożoną z szesnastu osób i... pudla. Po kilku dniach podróży
2
10444811.002.png
sterowiec przeleciał ponad Biegunem. Amundsen chciał jednak dotrzeć znacznie dalej,
do Alaski. Pomimo znacznego oblodzenia i porywistego wiatru udało się im osiągnąć
brzeg kontynentu amerykańskiego.
(...)23-go maja 1928 roku włoska wyprawa wyruszyła na podbój północnego krańca kuli
ziemskiej. Była to jedna z najgłośniejszych klęsk w dziejach wypraw geograficznych.
Italia dotarła do Bieguna, gdzie uroczyście zrzucono z jej pokładu włoską flagę. Wtedy
Nobile popełnił fatalny w skutkach błąd. Zamiast, jak poprzednio, lecieć dalej w stronę
Alaski, postanowił zawrócić w kierunku miejsca swego startu, tj. na Spitsbergen. W
konsekwencji tej decyzji, nocą 25 grudnia, wiatr i bardzo silne oblodzenie spowodowały,
że sterowiec runął na lodową krę. Uderzenie było tak silne, że od kadłuba oderwane
zostały sterówka i gondola tylnego silnika. Uwolniony od ich ciężaru kadłub natychmiast
uniósł się i poszybował porwany gwałtownym wiatrem. W jego wnętrzu uwięzionych było
nadal sześciu członków załogi. Po nich i po sterowcu ślad zaginął na zawsze. świat był
wstrząśnięty brakiem informacji o włoskiej ekspedycji. Dwa tygodnie nie było żadnej
informacji o Włochach. Piętnastego dnia udało się nawiązać z nimi kontakt drogą
radiową. Okazało się, że miejsce ich kraksy oddalone jest od brzegu Spitsbergenu o 32
kilometry. Po trzydziestu jeden dniach oczekiwania, szwedzki samolot dotarł wreszcie do
rozbitków.
Ostatni akord
Jedynymi państwami, które jeszcze wykorzystywały sterowce były USA i Niemcy.
Amerykański sterowiec nosił nazwę Los Angeles. Statek ten charakteryzował się wielką
wytrzymałością. Jako jedyny na świecie miał okazję "stanąć na nosie". Przycumowany
któregoś dnia do masztu, jego tył poderwał się uniesiony nagłym podmuchem wiatru. Już
za chwilę 220-sto metrowej długości kadłub "stał" pionowo na przymocowanym do
masztu dziobie.
O dziwo nikomu z załogi nic się nie stało. Jedynie spadające narzędzia i śmieci
przedziurawiły w wielu miejscach powłokę sterowca.
3
(...)Na początku lat trzydziestych Amerykanie ukończyli budowę sterowca spełniającego
ich najdalej idące wymagania. Skonstruowany przez firmę Goodyear Akron miał wiele
najnowocześniejszych w owym czasie rozwiązań. Ponad 260 metrowej długości kadłub
mieścił wystarczającą ilość gazu aby unieść 200 ton.
Osiem silników umieszczono w kadłubie. Napędzały one śmigła o odwracanym ciągu i
zmiennym kącie nachylenia osi. Akron był prawdziwym, latającym lotniskowcem. We
wnętrzu jego ogromnego kadłuba znajdował się "hangar" dla pięciu myśliwców. Pomimo
tych wszystkich osiągnięć, to latające monstrum podzieliło los wielu swych sławnych
poprzedników. W roku 1933, Akron napotkał na swojej drodze burzę o sile
uniemożliwiającej jakiekolwiek manewrowanie sterowcem. Spadł na powierzchnię
rozszalałego oceanu. O dziwo, w tak doskonale wyposażonym we wszelkie urządzenia
statku powietrznym nie było kamizelek ratunkowych.
Lodowata woda i sztorm dopełniły dzieła zniszczenia. Z liczącej 76 osób załogi przeżyło
jedynie 3.
Ameryka posiadała jeszcze jeden, bliźniaczo podobny do Akrona sterowiec. Nazywał się
Macon.
Okres jego świetności nie trwał zbyt długo. Około godziny piątej po południu, 12 lutego
1935 roku,
Macon powracał po ćwiczeniach do swojej bazy w Kalifornii. Pogoda była paskudna.
4
10444811.003.png
Wiatr, turbulencja i gwałtowne uderzenia deszczu powodowały, że lot był szczególnie
nieprzyjemny.
Nagle sternik poczuł dziwny luz w trzymanym kole sterowym. W tym samym momencie,
przód sterowca począł unosić się najpierw powoli, potem coraz szybciej. Informacje,
które nadeszły
z tylnej części kadłuba były przerażające. Oderwał się cały górny statecznik pionowy.
Odpadające z rozerwanej części kadłuba szczątki podziurawiły trzy tylne zbiorniki helu.
Wyrzucanie balastu z tylnej części sterowca i wypuszczanie helu z przedniej nie dawało
rezultatów.
Członkowie załogi dostali polecenie udania się na dziób. Powoli, nos sterowca zaczął się
obniżać.
Sterowiec szybko tracił wysokość. Dowódcy pozostało jedynie nadanie sygnału SOS. Na
szczęście posiadali na pokładzie wystarczającą ilość kamizelek i tratw ratunkowych.
Kiedy tylna część kadłuba dotykała spienionych grzbietów fal, jego przednia część
unosiła się około 100 metrów nad powierzchnią wody. Ktoś wpadł na pomysł żeby wyjść
na sam czubek "nosa" sterowca. Siedzący na poszyciu marynarze otoczeni byli obłokiem
helu ulatniającego się z dziurawych zbiorników. Efektem oddychania helem jest szybsze
drganie strun głosowych. Historia ostatniego amerykańskiego sterowca zakończyła się
właśnie takim "diabelskim" chichotem jego załogi.
Pomimo tego, że w katastrofie spośród 76 osób załogi zginęły tylko dwie, postanowiono
zaniechać dalszego wykorzystywania dużych sterowców.
Katastrofa "Hindenburga"
Jedyne państwo w drugiej połowie lat trzydziestych, w którym sterowce były ciągle w
użyciu, to Niemcy. Zbudowany w roku 1936 sterowiec był największym osiągnięciem w
dziedzinie konstruowania tych olbrzymich statków powietrznych. LZ.129 Hindenburg miał
wymiary co najmniej dwukrotnie większe niż jego poprzednik Graf Zeppelin. Jego kadłub
5
10444811.004.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin