Spis treści:
KOLOROWY PROBLEM,
LEŚNA FUJARKA,
LEŚNI TANCERZE,
NIESPOTYKANA CISZA,
KŁOPOTY MAŁEJ BIEDRONECZKI,
MYSZKUJĄCE KOTY,
BAJKA NA DOBRANOC,
O RYBAKU,
BRAT I SIOSTRA,
ŹLI BRACIA,
O DZIADOWYM SYNU,
O KOGUCIE,
O KRÓLEWICZU I JEGO PRZYJACIELU, KRUKU,
ŻELAZNY MARCIN,
LASKA CZAROWNA,
BOGATA LIPA,
OJCIEC I TRZEJ SYNOWIE,
ZŁA MACOCHA,
O SIEROTCE, KTÓRA STAŁA SIĘ PANIĄ,
O NIEWIERNEJ ŻONIE,
DŁUG MAĆKA,
POŻYTEK SOLI,
O TRZECH SIOSTRACH I JABŁKU,
MIEDZIANY DZIADEK-OLBRZYM,
ZJADARKA I CZARNOKSIĘŻNICA
Kolorowy problem
Tekst Kamila Waleszkiewicz
Bajka z cyklu: Opowiastki Z Wróżkami I Nie Tylko
Tęczowa Czarodziejka tanecznym krokiem spacerowała po lesie. Zaglądała pod krzaczki malin i do gniazd leśnych ptaków. Radośnie się śmiejąc podskakiwała i przelatywała nad zwalonymi pniami starych drzew. A jej delikatna i bajecznie kolorowa sukienka powiewała zwiewnie falując. Czarodziejska różczka, którą wróżka trzymała w dłoni, rozsypywała dookoła połyskujący pył. Nagle, podczas energicznego piruetu, czarodziejska różczka wyskoczyła z dłoni wróżki i poszybowała w gęste zarośla.- Oj! – krzyknęła Tęczowa Czarodziejka – Wracaj!...Zakręciło jej się w głowie, straciła równowagę i miękko wylądowała w rozłożystych paprociach.- Ale kręci mi się w głowie!... – mówiła sama do siebie ostrożnie podnosząc się i otrzepując kolorową sukienkę.Wirowanie było jej ulubioną zabawą i jak dotąd nigdy nie przytrafił jej się taki wypadek. Usiłowała odnaleźć czarodziejską różdżkę, ale nic z tego nie wychodziło. Zaglądała pod gałązki krzewów, kapelusze grzybów, a nawet do dziupli rudej wiewiórki. Ale niestety, różdżka zniknęła i to na dobre!Słysząc żałosny szloch Tęczowej Czarodziejki, na pomoc przybyły jej leśne zwierzęta. I po kilku chwilach cały las szumiał, szeleścił, wszędzie słychać było tupania i szepty.Tymczasem różdżka spokojnie siedziała schowana w łapkach małej, szarej myszki, która pośpiesznie przebierając nóżkami biegła do swojego domku. Domek ten znajdował się w pięknej, pachnącej sianem oborze.Mała myszka od dawna marzyła o pięknym, kolorowym futerku. I gdy przypadkowo różdżka wylądowała tuż obok jej ogonka, nie zastanawiając się ani chwili, chwyciła ją i uciekła. Gdy dotarła do obory, przejętym głosikiem uroczyście wypowiedziała zaklęcie:- Czary, mary świecie szaryKolorową szatę włóż!W niedoświadczonych łapkach małego zwierzaczka różdżka o wielkiej mocy nadawania kolorów wszystkiemu, co istnieje na świecie, była nieprzewidywalna!W jednej sekundzie przedmioty i zwierzęta znajdujące się w oborze i wokół niej, zmieniły kolor.Niestety, różdżka była przekorna, tak jak to mają w zwyczaju magiczne przedmioty, gdy znajdą się w niepowołanych rękach, i zrobiła myszce psikusa. Pozostawiła jej futerko szare, ale za to... ZABRAŁA kolory wszystkim mieszkańcom obory. W oborze rządy przejęła biel!- O nie! – pisnęła przerażona myszka - Co ja zrobiłam?... Muszę to naprawić!…Wypowiadając różne zaklęcia nadawała kolory każdej rzeczy i zwierzakowi, jakiego zobaczyła. Niestety te kolory były przypadkowe i nie pasowały ani do przedmiotów stojących w oborze, ani do zwierząt.Koń był niebieski i zajadał się czarnym sianem. Krówka była pomarańczowa, po deskach na górze spacerował różowy kotek, w budzie przed oborą szczekał fioletowy piesek. A w rogu obory na srebrnej pajęczynie siedział czerwony pająk i łapał w sieć złotą muchę.- O nie! O nie! Nie tak miało być…- płakała myszka. - Co ja teraz zrobię?…- Oddaj różdżkę Tęczowej Czarodziejce – poradził koń - Ona na pewno naprawi to wszystko…- Tak masz rację – wycierając oczka odparła myszka - Źle postąpiłam zabierając różdżkę, bardzo żałuję. Muszę ją oddać, ale… boję się!…- To dobrze, że zrozumiałaś swój błąd – pochwalił myszkę koń – Bo przecież nie wolno brać bez pozwolenia rzeczy, które nie należą do nas! I Trzeba umieć ponosić konsekwencje swych czynów. Bądź dzielna! Każdy czasem popełnia błędy, to się zdarza… Idź do Tęczowej Czarodziejki i pomóż każdemu z nas znowu być sobą, proszę…- Dobrze… - odparła myszka.Wzięła głęboki wdech, zebrała w sobie całą odwagę i pobiegła, co tchu do lasu oddać różdżkę.
- Ja tylko chciałam być kolorowa i ładna – tłumaczyła się wróżce na leśnej polance.- Przecież ty jesteś śliczna mała, szara myszko! Każde zwierzątko jest inne i niepowtarzalne. Kolory w świecie przyrody nie są przypadkowe, chronią zwierzęta przed niebezpieczeństwami. Gdybyś miała błyszczące futerko, z łatwością dostrzegłaby cię sowa albo kot...- Masz rację wróżko… - przytakiwała zawstydzona myszka.- Zwierzęta upodabniają się do otoczenia, do środowiska, w jakim żyją, po to by dawało im schronienie.- Przepraszam – zapiszczała cichutko myszka. - Już nigdy więcej nie będę taka nierozsądna! Nie będę narzekała na to, jaka jestem!…- Jesteś idealna!!! Właśnie tak powinny wyglądać myszki! – mówiła wróżka, głaszcząc smutnego gryzonia – Wszyscy lubimy cię za to, że jesteś wesoła i dobra! I nie jest dla nas ważne, jak wyglądasz!- Naprawdę?- Oczywiście! Przecież jesteśmy twoimi przyjaciółmi!- Kochana wróżko, proszę cię odczaruj konia, bo on jest teraz w kolorze nieba, a krówka wygląda jak wielka marchewka. Kot pachnie różami i siadają na niego pszczółki, a pies przypomina fiołki i wszystkie kury się z niego śmieją. Pająk wygląda jak biedronka, a mucha tak się błyszczy, że wszystkie sroki za nią ganiają.- Sama widzisz, że Matka Natura wiedziała, co robi dając każdemu, jego niepowtarzalny wygląd. Chodź uwolnimy tych nieszczęśników od ich kolorowych problemów.W parę chwil w oborze wszystko wróciło do normy. Wróżka zawirowała, zatańczyła, obdarzyła świat uśmiechem i obsypała wszystkich błyszczącym pyłem.Biały koń rżał szczęśliwy, brązowa krówka muczała wesoło, a szary pająk odetchnął z ulgą i zajął się budowaniem nowej pajęczyny.- Całe szczęście, że ta przygoda dobrze się skończyła! - zamiauczał rudy kotek.A czarny piesek szczekał na kury, żeby wiedziały, kto tu rządzi!Myszka już nigdy więcej nie chciała być kolorowa i umiała cieszyć się tym, co otrzymała od Matki Natury. Wiedziała, że jest to najlepsze, co mogło jej się w życiu przydarzyć. Nigdy też nie wzięła bez pozwolenia tego, co do niej nie należało. Ta przygoda nauczyła wszystkich cieszyć się tym, co otrzymują w darze w dniu narodzin. I dostrzegać piękno w sobie nawet, jeśli jest się zwykłą szarą myszką, niczym nie wyróżniającą się z otoczenia.
Leśna fujarka
Bajka z cyklu: Opowiastki Z Wróżkami I Nie Tylko Hlip, chlap,..., kap, … kap, … kap,... , och!...ach!... Hlip, chlap, ... - Co to? - Zastanawiał się mały krasnoludek. Cichutki szloch dobiegał z lewej strony. - Chyba za krzakiem leszczyny ktoś płacze? Łzy jak grochy kapały na liść paproci i po leśnej ściółce płynął mały, łzawy strumyczek. Ostrożnie, żeby nie przestraszyć małej, płaczącej istotki, krasnoludek podszedł do leszczynowego krzaczka. Oczom jego ukazała się śliczna mała dziewczynka, ubrana w złotą sukienkę i złotą połyskującą w słońcu czapeczkę. W rączkach trzymała połamaną fujarkę. - Aha! Powód swego nieszczęścia, trzyma w dłoniach - pomyślał filozoficznie krasnoludek. - Nie martw się - powiedział – spróbuję ci pomóc. Zaskoczona dziewczynka przestała płakać i spojrzała w miejsce gdzie stał, z wyciągniętą przed siebie dłonią, miło uśmiechnięty krasnal. Dziewczynka bez słowa podała mu fujarkę. Krasnoludek długo przyglądał się instrumentowi, po czym stwierdził, że tu pomóc może tylko żywica drzewa, z którego wykonano instrument. Iskierki radości błysnęły w zapłakanych jeszcze oczach dziewczynki. - Fujarka jest zrobiona z tej leszczyny, dała mi ją Matka Natura. - O! - Z zaciekawieniem spojrzał na dziewczynkę krasnoludek Wiedział, że ma przed sobą istotkę wyjątkową, bo przecież Matka Natura nie robi prezentów każdemu. Widząc zdziwioną minę krasnala dziewczynka roześmiała się, a głos jej perlisty zbudził uśpione kiełki leśnych roślin, które szybko zaczęły rosnąć, wyciągając swe bladozielone listki ku słońcu. Mina krasnoludka, gdy to zobaczył musiała być jeszcze śmieszniejsza, bo dziewczynka śmiała się coraz piękniej i głośniej. A wokół nich, ruszała się cała ściółka leśna, unoszona w górę kiełkującymi roślinkami. - To wielki zaszczyt dla mnie, Leśna Wróżko, że mogę ci pomóc - wzruszonym głosem rzekł krasnoludek. - Ależ krasnalku, to ja jestem ci wdzięczna, za twoją bezinteresowną dobroć. Matka Natura dała mi tę fujarkę, bym jej dźwiękiem budziła uśpione w pąkach kwiaty. Gdy próbowałam, pierwszy raz tej wiosny, na niej zagrać, fujarka wypadła mi z rąk i złamała się. Bez niej las w tym roku, nie mógłby pachnieć tak pięknie, jak zawsze i dlatego tak płakałam. - Nie martw się, Złota Leśna Wróżko, za chwilę twa fujarka będzie jak nowa. I mówiąc to, krasnal ochoczo zabrał się do pracy. Po chwili fujarka była naprawiona. Leśna Wróżka wzięła ją w swe delikatne dłonie i zagrała piękną, a zarazem radosną melodię. Tak urzekającą, że łzy zachwytu błysnęły, w krasnoludkowych oczach. Ze wzruszenia nie mógł wydobyć głosu. A Leśna Wróżka grając spacerowała po lesie, odwiedzając wszystkie jego zakątki, śmiechem i graniem budziła roślinność, ze snu zimowego. Upłynęło kilka chwil, zanim krasnal ocknął się z zauroczenia. Nagle spostrzegł, że trzyma w dłoni małe, połyskujące na złoto ziarenko. Był to prezent od wdzięcznej Leśnej Wróżki. Po powrocie do domu krasnoludek zasadził przed swym domem ziarenko, starannie podlał je i poszedł spać. Rano, gdy wyjrzał przez okno, zobaczył cudny krzak pełen pąków. Co to może być za kwiat, zastanawiał się krasnoludek, bo jeszcze nigdy w życiu nie widział niczego równie pięknego. Nagle z oddali usłyszał delikatną, radosną melodię i pąki kwiatów zaczęły tańczyć, otwierając swe główki. A przed domem krasnoludka zakwitł krzak herbacianej róży, najpiękniejszy w całym lesie.
Leśni tancerze
Bajka z cyklu: Opowiastki Z Wróżkami I Nie Tylko Wiał ciepły, ale dosyć silny wiatr. Listki krzewów i drzewek z całych sił, trzymały się swych łodyżek. Ale wcale nie było to, takie łatwe! - Ojej ! Ojej ! – popiskiwały cieniutkimi głosikami – Zaraz spadniemy, co tu robić ? Co tu robić ? Gałązki ratujcie ! Dorosłe siostry konary, trzymajcie nas mocno ! ... Mamo! Tato! Co się dzieje ? - Cicho ... Cicho... – uspokajały je drzewa – to nic! Nie bójcie się, to tylko wiatr ! On nic złego wam, nie zrobi ! On tylko przechwala się, swoją siłą ! Nie wierzcie mu ! Cieszcie się jego podmuchami, możecie przecież tańczyć. Trzeba tylko, zdobyć się na odwagę i pozwolić by wami swobodnie kołysał, a wtedy będziecie robić nawet piruety. Spróbujcie ! I listki, jeden po drugim rozluźniały się, zaczynały się uśmiechać i pozwalały, by wiatr porywał je do tańca. Okazało się wtedy, że taniec ten, sprawia im dużo radości, więc zaczęły się śmiać, a śmiech ich szumiący, niósł się po całym lesie. Las przyglądał się zaciekawiony i wpadał w zadumę nad melodiami, które wnikały wprost do serc, wszystkich jego mieszkańców. Nawet zapracowane krasnale, przystawały na chwilę i radośnie spoglądając, wsłuchiwały się w szumy i świsty, które tworzyły tę leśną symfonię. Zwierzęta zadzierały do góry główki i z zainteresowaniem obserwowały listkowy balet, chwilami zazdroszcząc owym tancerzom ich lekkości i zgrabnych, giętkich ruchów. Tylko gąsienice zielone i brązowe, gładkie i włochate, duże i małe, wszelkich kształtów i rozmiarów, były niezadowolone. Pospadały z listków i z wielkim trudem, próbowały wspiąć się na nie z powrotem. Nadeszła dla większości z nich, pora zmian. Coś im szeptało do ucha, że muszą wspinać się na listki i małe gałązki, by przyczepić się tam i zbudować sobie przytulne domki. Czas płynął nieubłaganie i jakaś nieznana im dotąd siła gnała je, by nie szczędząc sił, przędły nić. Nić, potrzebną do budowy nowego schronienia. Wiatr wciąż wiał i małe gąsieniczki, nie dając sobie rady z tak trudnym zadaniem, zaczynały już popłakiwać. Wtem, wiatr jakby przycichł, a listki zwolniły swój pełen energii taniec. Połyskujące iskierki bajecznie kolorowego światła, zaczęły przenikać pomiędzy listowiem, rozświetlając soczystą zieleń lasu. - Co to ? ... Co to ? ... – słychać było zewsząd zdziwione głosy. Las pokrywał się kolorami. Zielone listki, przyozdobione delikatnymi okruchami piękna, połyskiwały tysiącem barw. Wyglądało to tak, jakby ktoś czarodziejskim proszkiem posypał całą, leśną roślinność. - To Tęczowa Wróżka ! To Tęczowa Wróżka, przybyła nam z pomocą – podskakiwały z radości zielone gąsieniczki. - Teraz bez problemu zbudujemy nasze domy ! - Cieszyły się włochate zwierzaczki. Wróżka przelatywała od drzewa do drzewa, od jednego źdźbła trawy do drugiego i swą czarodziejską nicią oplatała leśne gąsieniczki, które w oka mgnieniu chowały się w małych kokonkach. - Co ty robisz ? Dlaczego, zamykasz te biedne stworzonka ? – pytał zdziwiony Żuczek Jelonek – przecież one niczego złego ci nie zrobiły ! - Kochany Żuczku – powiedziała wzruszona i pięknie uśmiechnięta Tęczowa Wróżka – Cieszy mnie twoje dobre serduszko, ale trochę rozbawia twoja niewiedza. Widzisz tego krasnala siedzącego na liściu paproci ? Idź do niego, on ci wszystko wytłumaczy. Ja mam niestety, mało czasu i muszę lecieć dalej, bo las jest wielki i czeka na mnie jeszcze wiele pracy. To mówiąc, Wróżka wzbiła się w powietrze na swych tęczowych skrzydełkach i tęczową nicią oplatając gąsieniczki, zniknęła zdziwionemu owadowi z oczu. - Krasnalku, o co tu chodzi ? – pytał Żuczek. - To wielka leśna tajemnica. Tęczowa Wróżka jest czarodziejką. Przyjdź tu za kilka dni, a zobaczysz, co się wydarzy. Lecz Żuczek był niecierpliwym stworzonkiem i nie chciał czekać. Niestety wszyscy, których pytał, uśmiechali się tylko i niczego mu nie wyjaśniali. - Mam tego dosyć ! – żalił się Czerwonej Biedronce – Wszyscy są tacy tajemniczy ... Siedzę tu pod tą paprocią, siedzę i nic ... zupełnie nic się nie dzieje. - To nie prawda – powiedział czyjś dźwięczny głos, za plecami Żuczka Jelonka – patrz uważnie, bo za chwilę stanie się jeden z cudów Matki Natury. - To mówiąc, Tęczowa Wróżka wskazała wiszący nieopodal kokon. A kokon ten, jakby na jej rozkaz począł pękać i ze środka jakaś postać, powoli gramoliła się na zewnątrz. - Kto to? – pytał zaskoczony Żuczek – Gdzie jest gąsienica? - To mój przyrodni brat, a tam dalej siostra. Właśnie zaczynają nowy etap, w swoim życiu. – Mówiła Tęczowa Wróżka. - Eee ... To nie możliwe ! – protestował Żuczek – Ty jesteś kolorowa i piękna, zachwycasz swym lotem i czynisz las barwniejszym. - Pozory często mylą, poczekaj tu jeszcze chwilę, a zobaczysz, co zrobi słońce. Tymczasem ciepłe promyki słoneczka, dodawały sił nowym mieszkańcom lasu, a Tęczowa Wróżka posypując kolorowym pyłem, zachęcała do rozpostarcia skrzydeł i wzbicia się w powietrze. Oczy Żuczka z zachwytu i zdziwienia, robiły się coraz okrąglejsze. Bo oto, wzlatywały ku słonku, jeden po drugim bajecznie kolorowe motyle. Tańcząc wśród zielonych listków, urzekająco piękny, motyli taniec. Młode listki klonów i dębów, próbowały naśladować ruchy motylich skrzydeł. W czasie tych paru czarodziejskich chwil, w lesie odbywało się w Wielkie Święto Napowietrznego Tańca. Żuczek długo nie mógł zapomnieć, tego, co zobaczył. Przez wiele dni, przychodził na leśną polanę, by podziwiać uroczy, tęczowy balet owadzich mistrzów, do którego romantycznie przygrywała liskowa orkiestra dyrygowana wiatrem. Każdego popołudnia gromada krasnalowych dzieciaków, z wielkim zainteresowaniem, słuchała opowieści Żuczka Jelonka o motylich narodzinach. Wszystkie marzyły o tym, by spotkać kiedyś na swej drodze, piękną Tęczową Wróżkę i na własne oczy zobaczyć cud motylich narodzin.
Niespotykana cisza
Bajka z cyklu: Opowiastki Z Wróżkami I Nie Tylko Wysoko na błękitnym niebie świeciło złote słonko, które swymi promykami łaskotało mrówki w nosy, budziło kwiaty i dodawało sił jaszczurkom gramolącym się na kamienie. Wiatr ruszał gałązkami drzew i zapraszał listki do tańca, a one szumiąc sobie tylko znane melodie, wesoło opowiadały różne, leśne historie. Jeden stary dąb znał tyle opowieści, że małym żabkom z leśnego strumyka wydawało się, iż był on najstarszym mieszkańcem tej Leśnej Doliny. Opowiadał na przykład, że pewnego letniego dnia na łące, która znajdowała się w samym środku lasu zapanowała głucha cisza. Krasnale mieszkające na skraju polanki bały się wychodzić z domków bo myślały, że cisza ta jest zapowiedzią nadchodzących okropnych wydarzeń. Pochowały się do szaf i pod łóżka i zastanawiały się: - Czy będzie burza? - Czy nadchodzi nawałnica? - Czy może ziemia się zatrzęsie? Tylko jeden dzielny krasnal o imieniu Odwaga, postanowił sprawdzić, co dzieje się na łące. Wyszedł z domku i rozglądając się uważnie dookoła, kroczył mężnie między źdźbłami wysokich traw. Nagle zrozumiał, dlaczego jest tak cicho…? Nigdzie wokół nie było widać pszczółek ani bąków... - Dlaczego nie przyleciały dzisiaj ? – zastanawiał się - Może ktoś zepsuł im ule i teraz zajęte są naprawami...? A może... Ale co to ? Jedna z traw jakoś dziwnie się poruszyła. Krasnal szybkim susem schował się za gałąź spróchniałego drzewa. Ostrożnie wysuwając główkę z uwagą obserwował okolicę. Nagle trawka pochyliła się lekko i wyskoczyła w górę ... - Ale ze mnie gapa – pomyślał krasnoludek – przecież to zielony konik polny! Konik wylądował tuż obok krasnala z bardzo zmartwioną miną. - Co się stało koniku? Gdzie podziały się pszczółki? Dlaczego tu jest tak cicho? - Poczekaj! Powoli, nie wszystko naraz. Jest cicho, bo nie ma pszczółek. Pszczółek nie ma, bo kwiaty nie zapraszają ich do siebie. Żeby pszczółki przyleciały kwiaty muszą pachnieć, ale niestety nikt im dzisiaj o tym nie przypomniał. - Co ty mówisz, nic z tego nie rozumiem – powiedział zaskoczony krasnal - Och! – westchnął konik polny – Posłuchaj raz jeszcze. Kwiaty zapachem wabią pszczółki zapraszając je do siebie na pyszny nektar, z którego później pszczółki robią słodki miodek. Wdzięczne za nektar owady z każdego kwiatka zabierają trochę pyłku i przenoszą go do następnego. To się nazywa zapylaniem i dzięki temu kwiaty mogą wytwarzać nasionka z których rosną nowe roślinki albo zamieniać się w owoce, które w środku mają nasionka. - No dobrze wszystko to rozumiem, ale kto miał kwiatkom przypomnieć, że mają pachnieć? - Każdego letniego poranka robią to koniki polne, grając na swych skrzypcach, ale dzisiaj żaden z nas nie zagrał. - Ale dlaczego? – dopytywał zdumiony krasnal. - Bo nie pamiętamy jak to się robi – rozpłakał się rzewnie konik polny, aż łzy popłynęły do krasnalkowych stóp. - Nie płacz proszę, pewnie ktoś was zaczarował. Ale nie martw się coś na to poradzimy... Chodź pójdziemy do krasnala Mądralinka, on ma u siebie w biblioteczce Księgę Wiedzy, na pewno znajdzie w niej rozwiązanie waszych kłopotów. Krasnal Mądralinek długo wertował pożółkłe stronice Wielkiej Ksiągi, aż znalazł. - Tu jest napisane, że tak zdarza się raz na sto lat i wtedy trzeba na pomoc wezwać Zieloną Wróżkę. - Ale jak to zrobić ? - zapytał ciągle smutny konik polny. - Trzeba poprosić wiatr, by zaniósł Wróżce waszą wiadomość. - Ale gdzie on ma jej szukać ? - Tego nie wiem – rzekł Mądralinek – ona może być wszędzie. Całe lato pomaga świerszczom, cykadom i konikom polnym, które nie mogą nauczyć się gry na skrzypcach, bądź zapomniały jak to się robi. Konik polny nie czekając na dalsze wyjaśnienia paroma sprężystymi susami wskoczył na koronę dębowego króla lasu i zawołał: - Wietrze, wietrze! W imieniu wszystkich koników polnych proszę cię odszukaj Zieloną Wróżkę i zawiadom ją, że potrzebujemy jej pomocy. - Doobrzee – zaświstał wiatr między dębowymi liśćmi – juuż leecęę... Po kilku zadumanych, wolno płynących chwilach do uszu krasnali i konika polnego wpłynęła łagodna i spokojna muzyka. - Co to ? – zapytał krasnal Odwaga - Nigdy nie słyszałem równie pięknej melodii... - To na pewno Zielona Wróżka nadchodzi – ucieszył się polny konik.. I rzeczywiście tanecznym krokiem w fantazyjnym kapeluszu na głowie, ledwie muskając traw, pojawiła się na polance pod dębem Zielona Wróżka. - Wiatr przekazał mi waszą wiadomość. I oto jestem. Na czym polega wasz problem? - Zapomnieliśmy jak się gra na skrzypcach – powiedział konik – Kwiaty nie pachną, nie ma pszczółek i krasnale boją się wychodzić z domków myśląc, że nadchodzi jakieś nieszczęście. Rozumiem. Zwołajcie proszę wszystkie koniki polne pod ten dąb, trzeba jak najszybciej przywrócić naturalny porządek, żeby łąka znów mogła tętnić życiem. Kochany wietrze znów potrzebujemy twojej pomocy – zawołał polny konik. - Leecęę – zaszumiał wiatr I głaszcząc grzyby po kapeluszach, czesząc zielone włosy traw oraz gwiżdżąc w dziuplach drzew wiatr rozniósł wiadomość po całej Leśnej Dolinie. Ze wszystkich stron pod stary dąb przybywały najróżniejsze koniki polne. Gdy dotarł na miejsce ostatni z nich, Zielona Wróżka rozpoczęła magiczny taniec. Unosząc się nad główkami wszystkich owadów, sunęła wraz z wiatrem wokół dębu. Zielone szmaragdziki przyczepione do jej sukni bajecznie połyskiwały w słońcu, a delikatne zielone wstążki przytwierdzone do kapelusza, poruszały się na wietrze niczym skrzydełka motyli. Wtem z zaczarowanych skrzypiec, które Wróżka trzymała w dłoniach popłynęła przecudna melodia. Zasłuchane koniki polne bezwiednie zaczęły poruszać nóżkami, nie zdając sobie sprawy z tego, że właśnie rozpoczęła się dla nich lekcja gry na skrzypcach. Po paru minutach wszystkie zgromadzone pod dębem koniki pocierały nóżkami o swe skrzydełka wydając dźwięki, które pobudzały kwiaty do roztaczania wokół pięknych zapachów. Słodka woń przywabiała pszczółki, bąki oraz inne owady co powodowało, że polana odzyskiwała dawne piękno. Krasnale powychodziły z domków i zdumione przyglądały się nietypowej orkiestrze, której dyrygentem i zarazem wirtuozem gry na magicznych skrzypcach była Zielona Wróżka. Gdy niespotykany koncert dobiegł końca zachwycone krasnale biły brawo i dziękowały Wróżce za to, że na leśną polanę powróciły dźwięki i zapachy. Ciepło uśmiechnięta Zielona Wróżka pożegnała wszystkich i nisko się skłoniwszy odleciała powiewając zielonymi wstążkami. A szczęśliwe koniki polne wciąż grając, rozpierzchły się po całej polanie. - Ach! Jaka wspaniała opowieść – westchnęły małe leśne żabki. - Tak, to prawda – zaszeleściły dębowe listki – nasz ojciec dąb przepięknie opowiada.
Kłopoty małej Biedroneczki
Poranne mlecznobiałe mgły, powolutku i bardzo cichutko, podnosiły się z zaspanej jeszcze ziemi. Na smukłych zielonych trawach, osiadały kropelki krystalicznie czystej rosy. Leśni mieszkańcy powoli otwierali zaspane oczka, gimnastykowali nóżki, rączki i skrzydełka, jeśli oczywiście je posiadali. Budziły się kwiaty wesoło odwracając główki do pierwszych promyków złotego słonka. Pająki kończyły budowę swych pajęczych sieci. A sowy chowały się w dziuplach, by udać się na zasłużony odpoczynek, po pracowitej nocy. Obudziły się też Czerwone Biedroneczki Dwukropeczki. Dwukropeczki, bo na swych małych pancerzykach, miały tylko dwie czarne kropki. Szeroko ziewając, obudziła się również biedroneczka Juleczka. Rozprostowała wszystkie nóżki, pomachała skrzydełkami i rezolutnie rozejrzała się dookoła. Obok, jej siostrzyczka Oleńka jeszcze spała. - Oleńka wstawaj, słonko nas zaprasza do tańca nad łąką! – śpiewnym głosem zawołała Juleczka. - Aaa... - ziewała Oleńka - O! Już dzień, ale jestem głodna. Lećmy po Oliweczkę razem pofruniemy na łąkę, dobrze? - Dobrze - powiedziała - Juleczka. Oliweczka stała już na wszystkich sześciu nóżkach, wesoło nimi wymachując. - Cześć Oliweczka, co robisz? - spytała Oleńka. - Gimnastykuję się przed porannym lotem. - A Oskarek? - spytała Jula. - Śpi jeszcze! Wczoraj długo brykał i potem nie mógł zasnąć. A teraz śpi! Nawet śpiewy ptaków go nie budzą. - Oskarek, wstawaj! Rosa błyszczy na listkach, idziesz z nami umyć buzie i odświeżyć skrzydełka? - pytała Jula. Przeciągając się leniwie Oskarek, powoli wyganiał resztki snu ze swojej biedronkowej główki. Próbował rozprostować skrzydełka, ale okazało się, że nie może! - Ojej! - łzy zaszkliły się w oczkach Oskarka- jak ja teraz polecę na łąkę? - Ale się pogniotły... - zmartwiła się Oleńka - pewnie nie wyczyściłeś ich przed snem. - Jestem głodny i nie mogę latać... - płakał Oskarek - Oliweczko ratuj!... Co ja teraz zrobię? ...
superStaszek