R09.txt

(33 KB) Pobierz
ROZDZIA� DZIEWI�TY
CO ZROBI� Z TRZECIM OBRAZEM � NIE CI�GNIJCIE POLICJI ZA J�ZYK � KTO SI� BOI PRAWDY � MALARZ VINCENT W TARAPATACH � KOMISARZ POKAZUJE PAZURKI � ZADANIE DLA MALARZA � K��TNIA YVONNE I ROBERTA � W ZASADZCE NA Z�OCZY�C� � �WIETNA INFORMACJA � �AKCJA X� � FILIP W PU�APCE � NOC� NA WYSPIE � RATUNEK � TAJEMNICA BARONA DE SAINT-GATIEN
� Ale� tak, panie baronie. Je�li pan sobie tego �yczy, mog� jutro znowu pojecha� do Pary�a � o�wiadczy� podczas kolacji pan Armand Durant. � Zabior� do ekspertyzy obraz Van Gogha, ale jestem przekonany, �e to jednak orygina�.
� Ja te� tak s�dz� � wtr�ci�em si�.
Baron de Saint-Gatien delikatnie poruszy� g�ow�, co znaczy�o, �e nie zgadza si� z nami.
� Pan Robinoux � rzek� � sugeruje, �e Fantomas ukrad� tak�e obraz Van Gogha. W tak powa�nej galerii jak nasza nie mo�e by� ani cienia w�tpliwo�ci, �e jaki� obraz nie jest oryginalny. Je�li kto� odkryje, �e demonstruj� mu kopi�, b�dziemy na zawsze o�mieszeni i nikt do nas nie zajrzy.
� Tak, to racja � zgodzi� si� pan Durant.
� Tym bardziej � przerwa�a im madame Eveline � �e pan Marchant m�wi� o jakim� cz�owieku, kt�ry proponowa� mu kupno portretu malowanego przez Van Gogha. Caramba, porca miseria, g�ow� da�abym sobie uci��, �e to by� Fantomas i chcia� sprzeda� obraz z naszej galerii.
� Nie wiadomo, madame, czy chodzi�o o Portret lekarza � odpowiedzia� kustosz. � Van Gogh namalowa� wiele portret�w.
Chcia�em dorzuci�: �I nie ma �adnych podstaw, aby wierzy� s�owom Marchanta�, lecz nie powiedzia�em tego, zdaj�c sobie spraw�, �e zwyczaj drapania si� za lewym uchem nie mo�e by� podstaw� do podejrze�.
Pan Durant bezradnie roz�o�y� r�ce i doda�:
� Oczywi�cie, je�li pan baron tego sobie �yczy, pojad� jutro do Pary�a i zawioz� obraz do ekspertyzy. Ale musz� mie� inny �rodek lokomocji. Gdy jecha�em z obrazem Cezanne'a zatka� mi si� ga�nik i dwie godziny czeka�em na Pomoc Drogow�. Gdy jecha�em z obrazem Renoira, nawali� mi wa� korbowy. M�j w�z to stary grat, ryzykowne jest wybiera� si� nim w drog�.
� Zawioz� pana swoim alpine � burkn�a ciotka Eveline. � Caramba, porca miseria, do Pary�a zajedziemy w trzy minuty.
� A ja was b�d� eskortowa� � wyszepta� Robinoux.
Baron odetchn�� z ulg�.
� A wi�c wszystko w porz�dku. Van Gogh pojedzie w znakomitym towarzystwie.
Na d�u�sz� chwil� zapad�o milczenie.
Kolacj�, jak zwykle, podano w jadalni zamkowej. Ale tym razem uczestniczy�o w posi�ku wi�cej os�b. Obok mnie siedzia� malarz Vincent, brat Yvonne i bratanek barona de Saint-Gatien. Przyjecha� z Pary�a zaniepokojony wiadomo�ciami o kolejnych kradzie�ach w galerii zamkowej.
Przyby� tak�e komisarz policji z Tours � wysoki, chudy, zupe�nie �ysy m�czyzna z ogromnym nosem. Jad� szybko, nie patrz�c na nikogo, lecz w po�owie kolacji przerwa� jedzenie i zamy�lony robi� kulk� z chleba z tak� uwag� i zapami�ta�o�ci�, jakby mog�a mu ona przynie�� wyja�nienie zagadkowej kradzie�y obraz�w.
Jak wiemy, przy stole siedzia� tak�e Pigeon, Robinoux i ja. Baron de Saint-Gatien nie omieszka� na wst�pie wyrazi� swego ogromnego zadowolenia, �e w jego zamku goszcz� a� czterej znakomici (podkre�li� to s�owo intonacj�) detektywi, co daje mu nadziej�, �e wkr�tce odzyska swoj� w�asno��.
Brakowa�o tylko Yvonne i Roberta. Obydwoje siedzieli ju� w starym don�onie, przygotowuj�c aparatur� do widowiska �D�wi�k i �wiat�o�. Dzisiaj bowiem r�wnie� przyjecha�o kilka samochod�w osobowych i autokar�w z jak�� wycieczk� zagraniczn�.
Aby przerwa� ci���ce milczenie, zwr�ci�em si� do ciotki Eveline:
� A w Chambord? Czy natrafili�cie pa�stwo na co� interesuj�cego?
Madame Eveline bezceremonialnie tr�ci�a �okciem pana Robinoux:
� I co pan na to? Trafili�my na co� interesuj�cego czy nie? Pan jest przecie� detektywem, a nie ja.
Robinoux podni�s� g�ow� znad fili�anki herbaty i wyszepta�:
� Od pocz�tku uwa�a�em, �e ta podr� nie ma sensu. By�o wiadome, �e z�odziej pos�uguje si� nadal t� sam� metod�. Najpierw list, potem na miejscu orygina�u pojawia si� znakomicie zrobiona kopia. Nasze odwiedziny w Chambord potwierdzi�y, �e trzyma si� uparcie swojej metody.
� A jednak ja tam jutro pojad� � o�wiadczy�em.
Robinoux tylko wzruszy� ramionami i znowu szepn��:
� Jest pan cudzoziemcem i historykiem sztuki. Zwiedzanie zamk�w jest dla pana mi�ym zaj�ciem.
Da� mi do zrozumienia, �e nie s�dzi, abym zbyt powa�nie traktowa� swoje detektywistyczne zaj�cia.
� Caramba, porca miseria � zawo�a�a nagle ciotka Eveline. Przecie� siedzi tu z nami komisarz policji. Czy po to utrzymujemy tak pot�ny aparat policji, �eby us�ysze�: �Nic nie wiem w tej sprawie�?
�ysy komisarz policji z Tours �cisn�� w palcach kulk� chleba.
� Niech pani nie ci�gnie policji za j�zyk � rzek� z�owr�ebnie.
� A dlaczego to mam tego nie robi�? � zagrzmia�a ciotka. � Jestem star� uczciw� kobiet� i nie boj� si� prawdy.
� A pan, panie baronie? � spyta� komisarz.
� Ja? � zdziwi� si� baron. � To chyba oczywiste, �e chcia�bym dowiedzie� si� prawdy.
� Ach, tak? � ucieszy� si� komisarz i zacz�� robi� now� kulk� z chleba. Nieoczekiwanie zwr�ci� si� do Vincenta: � Pan, panie de Saint-Gatien, r�wnie�?
Vincent by� przystojnym, szczup�ym brunetem o �niadej cerze i bujnej czuprynie, kt�ra na karku i nad uszami zwija�a si� w k�dziory. Jak wielu m�odych malarzy paryskich, nosi� si� i zachowywa� ze swoist� nonszalancj�, jakby daj�c wszystkim do zrozumienia, �e dla niego liczy si� tylko Prawdziwa Sztuka, a reszta to marno��, niewarta nawet chwili uwagi.
Komisarz policji ulepi� now� kulk� z chleba, zgni�t� j� w palcach i jeszcze raz zwr�ci� si� do Vincenta:
� Panie de Saint-Gatien, mam pytanie: czy zd��y� pan obejrze� wisz�ce w galerii stryja obrazy Cezanne'a i Renoira?
� Ju� ich nie ma w galerii, s� w moim gabinecie � przerwa� mu pan Durant. � Przecie� nie b�dziemy demonstrowa� falsyfikat�w!
� A wi�c, panie de Saint-Gatien, czy obejrza� pan w gabinecie kustosza te dwa obrazy?
� Tak � mrukn�� malarz.
I wydawa�o mi si�, �e w jego ciemnych oczach dostrzegam niepok�j.
� Czy przyznaje si� pan � ci�gn�� dalej komisarz � �e obydwa te obrazy, te falsyfikaty, wysz�y spod pana p�dzla? Innymi s�owy, �e to pan zrobi� te kopie?
Vincent zaczerpn�� powietrza. Po chwili powiedzia� g�o�no:
� Tak. Ja zrobi�em te kopie.
Na twarzach jednych pojawi� si� wyraz najwi�kszego zdziwienia, na innych � przestrach. Twarz barona wyra�a�a jedno i drugie. Zauwa�y�em, �e spogl�da na Vincenta jak na kogo� obcego, ze zdumieniem.
� Jak to si� sta�o, Vincent? � spyta� cicho.
� Nie mam nic wsp�lnego z kradzie�� obraz�w, stryju � powiedzia� wolno malarz � lecz chyba nie musz� nikomu wyja�nia�, �e w Pary�u trudno jest wy�y� ze sprzeda�y w�asnych obraz�w. Tym bardziej, gdy nie ma si� jeszcze nazwiska, kt�re zyska�o s�aw�. Aby �y�, trzeba chwyta� si� najr�niejszych zaj��. Mniej wi�cej przed p� rokiem zg�osi� si� do mnie pewien cz�owiek i zaproponowa� wykonanie kopii obraz�w Renoira, Cezanne'a i Van Gogha, znajduj�cych si� w galerii stryja. �w osobnik wyja�ni�, �e obrazy te nigdy i nigdzie nie by�y reprodukowane w naturalnych wymiarach, a jemu si� podobaj� i chcia�by mie� ich kopie. Zaproponowa� do�� du�� sum�, a �e akurat by�em bez forsy, wi�c propozycj� przyj��em. Ciotka Eveline i stryj chyba pami�taj�, �e przyjecha�em tutaj na dwa tygodnie i wiele godzin sp�dza�em w galerii, maluj�c.
� My�la�em, �e to jakie� twoje �wiczenia malarskie � rzek� stryj.
� Caramba, porca miseria, czy przypuszczasz, �e ja interesuj� si� tym, co malujesz? � wzruszy�a ramionami ciotka Eveline.
� Zrobi�em te kopie. To nie jest przecie� karalne. Nawet mi przez my�l nie przesz�o, �e ten �ajdak zamierza je zamieni� na orygina�y. Potem zg�osi� si� po kopie, da� mi pieni�dze i rozstali�my si�.
� A czy nie by�o tak � komisarz zrobi� now� kulk� z chleba � �e ju� przed p� rokiem, maluj�c w galerii, dokona� pan zamiany orygina��w na w�asne kopie, a ca�a sprawa wyda�a si� dopiero teraz?
Vincent zaczerwieni� si� z gniewu. Baron zaprotestowa�:
� R�cz� za uczciwo�� Vincenta � stwierdzi� sucho.
Vincent powiedzia� gniewnie:
� Przypu��my, �e ma pan racj�, komisarzu, �e to ja dokona�em zamiany orygina��w na wykonane przez siebie kopie. Przyznaj�, �e sposobno�� mia�em doskona��, poniewa� stra�nicy w ko�cu przestali zwraca� uwag� na moje zaj�cia w galerii. Ale w takim razie, panie komisarzu, w jakim celu pisa�bym potem listy z ��daniem okupu i w og�le dopu�ci�bym, aby ca�a ta sprawa wysz�a na jaw?
Komisarz za�mia� si� ironicznie:
� Ale� ja pana nie oskar�am o pisanie list�w z ��daniem okupu. Nale�y raczej s�dzi�... � zawiesi� g�os, chwyci� kawa�eczek chleba i zrobi� z niego male�k� kulk� � �e to nie pan pisa� te listy, lecz kto�, kto dowiedzia� si� o dokonanej przez pana zamianie. W ten spos�b chcia� ujawni� ca�� spraw�, licz�c, �e policja trafi na �lad autora kopii.
Vincent zerwa� si� od sto�u.
� Nie pozwol� si� obra�a�! � krzykn��. � Ja malowa�em kopie, lecz to nie ja dokona�em zamiany!
I jak szalony wybieg� z jadalni.
� R�cz� za uczciwo�� mego bratanka � powt�rzy� baron.
Komisarz westchn�� z udanym ubolewaniem.
� Pan raczy pami�ta�, baronie, �e przyby�em tutaj nie w celach towarzyskich, ale by prowadzi� �ledztwo. Lojalnie uprzedzam, �e nie tylko pana bratanek, lecz i pan, baronie, podejrzany jest w tej sprawie.
� Ja? � zdumia� si� baron.
� A tak � przytakn�� uprzejmie komisarz. � O tym mo�e jednak innym razem.
� Caramba, porca miseria, chyba nie przy �niadaniu? � zawo�a�a ciotka Eveline. � Je�li zamierza pan psu� nam ka�dy posi�ek...
� Nie, madame, my�l�, �e to si� szybciej wyja�ni � mrukn�� �ysy komisarz i r�wnie� wsta� od sto�u.
Kolacja by�a sko�czona. Ale jedyn� osob�, kt�ra odesz�a od sto�u z niezwykle zadowolon� min�, by� pan Gaspard Pigeon. Mijaj�c mnie mrukn��:
� I co pan na to? Bomba, prawda? No c�, drogi panie. Powr�z na szyi przest�pcy zaciska si�.
Wyszed�em na taras, gdzie tury�ci ogl�dali widowisko �D�wi�k i �wiat�o�, a potem do parku. Spodziewa�em si�, �e tam w�a�nie pobieg� Vincent, aby och�on�� z gniewu.
By�a ju� noc. Vincenta znalaz�em na kamiennej ...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin