PROLOG
Biegła bardzo szybko bez chwili wytchnienia , kurczowo trzymając amulet w kształcie klepsydry. Wyglądała bardzo młodo, jej długie kasztanowe loki potrząsał nerwowo wiatr, krople potu opadały na jasną, niemal bladą cerę, a smukłe ciało przyozdabiała bordowa suknia z rozcięciem. Nie była sama, ścigała ją armia Elfów i Kamaeli. Miała coś czego pragnęły oby dwie rasy, coś czego za żadne skarby nie chciała oddać. Szybko skręciła w pobliski zaułek zamieniając się w kota, za sobą słyszała tylko krzyki wydawanych poleceń oraz świst strzał.
- Macie ją złapać za wszelką cenę! - wrzeszczał wysoki Kamael w czarnej, połyskującej zbroi. Była to rasa zupełnie odcięta od świata, zamieszkująca krainę w chmurach pod samym niebem. Każdy szlachetny Kamael posiadał jedno białe skrzydło dzięki któremu swobodnie poruszał się po sklepieniach niebieskich.
-Królu! Wyczuwam jej zmieniającą się aurę, jej moc… ona się transmutowała! – zawiadomił młody elf, jadący z samego przodu na białym dostojnym rumaku. Elfy były nadzwyczaj szlachetne i piękne. Wyróżniały się od Kamaeli umiejętnością kontrolowania żywiołów oraz niesamowitą inteligencją. Ich kraj ukryty był w lesie, w którym tworzyły dzieła sztuki, poematy, czerpały moc z natury.
Z szeregów wyszło dwóch przedstawicieli ras: wysoka, a zarazem piękna Kamaelka oraz przystojny Elf ze złotymi włosami spiętymi w kucyk.
- Eiri, nienawidzę jej. – Kamaelka poprawił długie granatowe włosy tak żeby delikatnie musnęły twarz stojącego przy niej Elfa.
- Lady Gracio – uchylił się z szacunkiem całując jej dłoń, ta zachichotała po czym mrugnęła kokieteryjnie swymi krwistoczerwonymi oczami. –Jakie środki podjęłaś? – Lady, idąc poruszała zmysłowo biodrami o idealnych, zaokrąglonych kształtach po czym objęła go w pasie i szepnęła.
- Zabij ją Królu Elfów…
Czarna kocica zgrabnie przebiegła przez tłum ludzi prześlizgując się w drzwiach budynku dumnie głoszącego napis ,,Szpital’’. Wmieszała się w tłum po czym przywróciła do normalnej formy – kobiety. Szła spokojnie, chwaląc się w myślach za swój spryt i talent.
- A Madame gdzie się wybiera? – usłyszała za sobą gruby, groźny głos. Odwróciła się pomału patrząc właścicielowi ów barytonu prosto w oczy.
- Król Eiri – uśmiechnęła się słodko machając nerwowo ręką to w górę, to w dół. –Jaki zaszczyt spotkać tak przystojnego i …
- Nie jest mi do żartów czarodziejko, masz coś co jest nam potrzebne. – kobieta przybrała poważny wyraz twarzy podpierając się pod boki.
-Wam? Chyba tej dziwce Gracii… - Elf podszedł do niej niesamowicie szybko chwytając ją za włosy, czarodziejka wykrzywiła się z bólu.
- Stałaś się jeszcze bardziej bezczelna niż byłaś wiedźmo – spojrzała mu prosto w oczy, były zupełnie inne, już nie ciepłe tylko zimne i złe.
- A ty stałeś się jeszcze głupszy niż byłeś – pociągnął ją mocniej, czarodziejka uśmiechnęła się figlarnie po czym kopnęła go w krocze. Elf upadł na posadzkę zaś kobieta nie tracąc czasu zerwała się na równe nogi i otworzyła pierwsze lepsze drzwi. Jeszcze chwilę za sobą słyszała wykrzykiwane w jej kierunku przekleństwa, silnym zaklęciem zapieczętowała wejście, wiedziała, że ma niewiele czasu. Nerwowo rozglądnęła się po sali i krzyknęła z radości.
- Uratowana! – dookoła niej, w małych kabinkach leżały niemowlęcia. Wszystkie potwornie płakały ubolewając nad swą bezradnością i samotnością. Podeszła do dziecka na końcu salki, on jeden nie płakał. Pochyliła się nad ,,szkrabem’’ i spojrzała na jego niemal plastikową buzię.
-Nadajesz się jak nikt ! – zerwała klepsydrę z szyi po czym skruszyła ją w ręce, piasek wnikał w dziecko jak rosa w mech. Rozległ się potworny huk i towarzyszący mu błysk, dzieci płakały mocniej.
– Cholera nie teraz! Nie teraz !! – czarodziejka spojrzała w stronę drzwi których już właściwie nie było, siła żywiołów była tak wielka że zniszczyła pół Sali i zabiła kilkoro dzieci. Sprawcą tego okrutnego morderstwa okazał się sam król
- Byłeś złym królem. – usłyszał głos, ale nic nie widział – teraz za wszystko odkupisz !
Ból. Czy ja umarłem ?
yaoi