Fizjologia.pdf

(79 KB) Pobierz
60029000 UNPDF
Fizjologia
Piotr wyjechał. Dotychczas nie zdarzały mu się wyjazdy służbowe, przyzwyczaiłam się do tego,
że zawsze jesteśmy razem, że każdej nocy mogę się w niego wtulać, podświadomie, przez sen czuć
jego ciało. Nagłe „osierocenie” i to aż na trzy miesiące spowodowało, że byłam rozbita psychicznie,
nie potrafiłam się za nic zabrać, nie potrafiłam nawet skupić się nad książką.
A w pracy akurat nawał roboty związany z pracą nad katalogami z odzieżą zimową i
karnawałową. Wnerwiał mnie od zawsze ten aspekt mojej pracy, ze względu na cykl produkcji
wymuszający znaczne wyprzedzenie. Dla mnie jesień i zima przychodziły zawsze wcześniej. Na
dworze jeszcze gorące wrześniowe słońce, a w studio zimowe płaszcze, kurtki i ciepłe wysokie
buty. Koleżanki zazdrościły mi tego, bo twierdziły, że z wyprzedzeniem mam wiedzę, co się będzie
nosiło, dla mnie jednak ta świadomość była frustrująca, bo zapowiadała nadchodzące chłody i zimę,
której nie cierpię.
Julia, moja szefowa będąca współwłaścicielką agencji obwieściła mi właśnie, że dzisiejsze
popołudnie i wieczór, a jeśli się nie sprężę to i noc, będę miała zajętą fotografowaniem kolekcji
zimowej.
- Kolekcja przyjedzie za dwie godziny, ale zamówiłam Ci już dwóch fajnych chłopaków - rzuciła
na odchodnym. - A właściwie, to wyskocz sobie na obiad, bo później już nic nie zjesz.
- Po co chłopaków - zapytałam - i uświadomiłam sobie, że chodzi o odzież męską. Byłam
wściekła. Moi asystenci wyjechali z szefem na kilka dni na plener i wychodziło na to, że nie tylko
będę musiała fotografować, ale wcześniej trzeba będzie uprasować całą górę łachów.
- Cholera nadała, szlag by trafił - piekliłam się wyłączając generatory i komputer chcąc jak
najszybciej pojechać do miasta coś przegryźć.
Gdy wsiadałam do nagrzanego na słońcu samochodu, zadzwoniła komórka. Nawet nie
sprawdzając, kto dzwoni, warknęłam:
- Czego?
- Czeeeść, co robisz? - usłyszałam zdziwiona głos Karoli i od razu zaczęła ze mnie odpływać
wściekłość. Karolina miała wyjątkowy dar działać na mnie kojąco, tym swoim głupawo -
pogodnym głosem. Im bliżej ją znałam, tym bardziej byłam pewna, że ktoś wymontował jej układ
nerwowy i wszelkie emocje które mnie często ponosiły, jej były obce. W tym momencie jej głos był
dla mnie wyjątkowo miły.
- Właśnie mam lukę w pracy i jadę gdzieś na obiad; muszę szybko coś zjeść, bo mam chyba noc
pracy przed sobą - odpowiedziałam.
- To wpadnij do mnie, jestem sama, Karol wyleciał do Londynu i nudzę się paskudnie, a właśnie
wstawiłam chińszczyznę.
Karolina była dla mnie zdumiewającą istotą, bo przy totalnym ignorowaniu świata
rzeczywistego, który traktowała jak coś co musi niestety istnieć, ale nie należy specjalnie się tym
przejmować, poważnie traktowała dwie rzeczy: jedzenie i seks. Jeśli chodzi o jedzenie, to miała
nadzwyczajny talent do błyskawicznego zrobienia wspaniałości z niczego. A seks... Hm... To
zupełnie inna historia. Karolina potrafiła zajmować się seksem zawsze i wciąż. Gdy nie miała pod
ręką, ... a właściwie nad sobą Karola, wykorzystywała do masturbacji ogromną kolekcję - kiedyś mi
ją pokazała - wszelkiego kształtu, koloru i wielkości onanizatorków, jak je nazywała, a poza tym z
wielkim zaangażowaniem lubiła eksperymentować ze wszystkim, co miało podłużny kształt i dało
się włożyć do cipki. Od czasu naszego pierwszego spotkania u nas, miałam okazję kilkakrotnie
spotkać się tylko z Karolą i... Zawsze, mimo iż nie zawsze jechałam do niej z myślą o seksie,
seksowałyśmy się namiętnie. I za każdym razem Karolina łączyła w sobie niesłychaną niewinność i
naiwność ze skrajnym wyuzdaniem. I zawsze... Potrafiła mnie w to wciągnąć!
- Ale Karolinko, mam cholernie mało czasu, więc... bardzo Cię proszę, tylko obiadek - rzuciłam -
a może... - nie, przez głowę przeleciała mi jedna myśl, ale postanowiłam, że wyjawię ją osobiście.
Powitała mnie w drzwiach dziwnym grymasem - wejdź szybko, chodź do pokoju - rzuciła przez
ramię. Podążyłam za nią i ze zdziwieniem zauważyłam, że dziwnie idzie, jakoś nienaturalnie
stawiając nogi.
- Karolina, czy ty się dobrze czujesz? Co cię tak połamało? - pytałam idąc za nią przestronnym i
jasnym korytarzem.
- No wiesz, Karola nie ma, jest mi pusto i próbowałam jakoś wypełnić tę pustkę i zrobił mi się
mały problem - odpowiedziała.
- Coś ty znowu wykombinowała?
- Włożyłam sobie dwa ogórki i się jakoś zaklinowały - odpowiedziała.
- Po co Ci dwa, nie mogłaś jednym? - zapytałam jak pierwsza naiwna, jak bym już wcześniej nie
znała możliwości „twórczych”" Karoliny.
- Nie mogłam jednym, bo czułam wielką pustkę wszędzie - odpowiedziała, a ja miałam na końcu
języka pytanie, dlaczego jeszcze jednego nie włożyła sobie do przełyku. Powstrzymałam się jednak
i zapytałam:
- A właściwie w czym problem? O co chodzi?
Karolina niewinnie spuściła oczy i prawie szeptem odpowiedziała.
- Bo z przodu... to właściwie nie ogórek, tylko wiesz, taka mniejsza cukinia i jak do tyłka
włożyłam ogórek i zaczęłam się pieścić, no to wiesz, przyszedł taki dziwny skurcz, że teraz nie
mogę ani tego, ani tego wyjąć. I... trochę źle mi się chodzi. Uwierają mnie...
Nie byłam pewna, czy to nie jest kolejny podstęp Karoli, abym się zainteresowała jej cipką, ale..
chyba nie. Nie robiła by chyba aż takich podchodów, a poza tym widać było, że coś jej doskwiera.
- No dobrze, pokaż się. - Karolina położyła na stole miękki koc i sama rozłożyła się na nim,
opierajac stopy na krawędziach. Króciutka sukienka sama zsunęła się z ud odsłaniając nie tylko uda.
Cipka Karoliny była zaczerwieniona i nabrzmiała. Jej łechtaczka, która zawsze wystawała
prowokująco spomiędzy mięsistych warg, teraz była całkiem na zewnątrz odsłaniając różowy
łepuszek. Aż się prosiła, aby ją pocałować, ale jadąc tutaj, składałam sobie solenną obietnicę, że
dzisiaj nie pozwolę sobie nawet na odrobinę słabości. Spróbowałam włożyć palce do środka, ale
poczułam opór. Oho, chyba rzeczywiście mówiła prawdę. Spróbowałam rozchylić jej wargi, gdzieś
w środku ujrzałam coś ciemnego.
- Karola, jesteś szurnięta, aby coś takiego wpychać w siebie, mając w szufladach tyle fajnego
sprzętu - skrytykowałam przyjaciółkę, przypominając sobie jej zbiory, którymi mi się wielokrotnie,
praktycznie, chwaliła.
- Tak, może jestem szurnięta, ale ta pustka... tak mnie ssało - rzuciła płaczliwie.
- A teraz nie masz pustki, i też Ci źle - stwierdziłam coraz bardziej rozeźlona, nie mogąc w żaden
sposób dobrać się do tkwiącego w jej wnętrzu owocu.
- Karola, spróbuj zaprzeć się o moje ramiona i przyj, może urodzisz - nie wiedziałam czy śmiać
się czy płakać.
- Wiesz, ale... ale to może być niebezpieczne..., niebezpieczne dla ciebie. Bo ja mam wzdęcia od
wczoraj no i... Sama rozumiesz.
O cholera, Karola poczekaj, jeszcze nie teraz, krzyknęłam przerażona nie na żarty. Ale gdy się
odsunęłam, stopy Karoliny przestały mieć oparcie i nie mogła „rodzić”.
- Poczekaj, przysunę Cię ze stołem bliżej ściany. - mruknęłam po chwili namysłu.
Przesunęłam się na węższą krawędź stołu i przepchnęłam go razem z Karoliną pod ścianę. Gdy
stwierdziłam, że jej stopy mogą zaprzeć się już o ścianę, rzuciłam zza głowy komendę:
- Przyj, mocno - Karola, która nigdy nie rodziła, chyba jednak wiedziała o co mi chodzi i zaczęła
się naprężać wydając z ust nieartykułowane dźwięki i... niestety... Najpierw poczułam w powietrzu,
a później usłyszałam...
- O cholera, Karolina, coś Ty jadła.
Rzuciłam się do okna, aby je otworzyć na oścież. Karolina wzdychała i pokrzykiwała.
Odważyłam się zajrzeć od przodu. Pomiędzy różowymi płatkami Karoliny pojawił się obły,
zielonkawy przedmiot.
- Przyj, Karola - krzyknęłam i wpiłam paznokcie w wystające warzywo. Drgnęło, - jeszcze -
krzyczałam i narażając na złamanie moje wypielęgnowane paznokietki ciągnęłam co sił. Ale
wysiłki były daremne. Cukinia wypchnęła się co nieco, ale dalej nie chciała wyjść.
- A jak byś mnie trochę popieściła, Paulinko, to bym się rozluźniła - rzuciła Karolcia nieśmiało -
proszę. Pocałuj ślicznotkę.
Karolina nauczyła mnie seksu z kobietą, uwielbiałam go, ale teraz miałam uczucia mieszane.
Miałam świadomość, że możemy się zatracić, a firma... niech to szlag.
Pochyliłam się nad ślicznotką, jak Karolina uroczo określała łechtaczkę i wzięłam między wargi
długą, pulsującą delikatną pałeczkę. Muskałam językiem trzymając całość wargami.
Karola jęknęła:
- Taaak... taaaaak, jeszcze... mmmmmm...
Nie musiała wydawać z siebie żadnego dźwięku i tak bym kontynuowała. Lubiłam ten zapach,
smak i widok. Karolina już podczas naszego pierwszego, pamiętnego spotkania rozbudziła we mnie
dualizm natury i zapach cipki wprost oszałamiał mnie. Poczułam, że jeśli nie zdejmę natychmiast
majtek, będę odczuwała dyskomfort mając lepkie przez dalszy ciąg dnia. Moja wygolona cipka źle
znosiła obcieranie wilgotnymi majtkami. Nie odrywając ust od Karoliny zsunęłam z bioder figi.
Figi, bo nie przepadałam chodzić do pracy w stringach. Pracując na co dzień z dwoma
asystentami, którzy wodzili za mną śliniącymi się obscenicznie gałami, czułam się za bardzo goła.
Jak dosadnie określił kiedyś jeden z nich - stringi, to majtki których nie ma, bo wszyscy mają je w
d...
Zsunęły się do kostek, ja skupiłam się na pipeczce Karolci. Nie musiałam rozchylać palcami
płatków, bo na wskutek zawartości, którą pochłonęły dzięki zachłanności Karoliny, rozchylały się
same, więc palcami zajęłam się jej biustem zaczynając coraz intensywniej ugniatać maleńkie
brodawki. Po chwili, intensywnego ssania łechtaczki... Karolina, krzycząc w niebogłosy zaczęła
wypychać z siebie owoc. Jeszcze dwa okrzyki i cukinia nie narażając na szwank moich paznokci
wysunęła się z Karoliny.
- Jeszcze, jeszcze troszeczkę, proszę - zakwiliła cicho. W rozchyloną mocno, zaczerwieniona
szparkę wsunęłam język. - Taaaak, miło, jesteś boska - mruczała moja przyjaciółka. Pochyliłam się
nad jej twarzą i pocałowałam w usta, czego dotychczas nie robiłam. Zatopiłam się w nich głęboko, a
język Karoliny splątał się z moim. Coś stuknęło, Karolina roześmiała się chichotliwie, a ja
odrywając się od niej zauważyłam, że „pozbyła” się również ogórka.
- Paula, kochanie, co bym bez ciebie poczęła. Uratowałaś mi dupę.
- Oj tak, w całej rozciągłości i w pełnym tego słowa znaczeniu, uratowałam ci dupę i nie tylko.
Ale było miło.
- Miło? Było cudownie, fantastico. Kładź się natychmiast na moim miejscu, teraz ja...
Nie chciałam kontynuować figli, mając na uwadze konieczność powrotu do pracy, ale Karolina
była za bardzo rozochocona, a i ja właściwe byłam już bardziej rozgrzana niż rozsądna. Oparłam się
o przykryty kocem brzeg stołu, a Karolina zanurkowała między moimi udami. Westchnęłam z
rezygnacją, dając się ponieść fantazji przyjaciółki. Nie musiałam zbytnio z sobą walczyć, bo brak
Piotra uczynił mnie bardzo łasą na pieszczoty. Karolina pchnęła mnie na stół i po chwili już leżałam
w pozycji identycznej jak przed chwilą ona. Zamiatała intensywnie językiem od pośladków po
łechtaczkę. Moje ciało otwierało swoje podwoje na zakusy jej języka, a ja coraz bardziej pragnęłam,
aby mnie penetrował i penetrował. Karola na maleńką chwilę przerwała, aby na powrót
zintensyfikować pracę języczka. Aż...
- Nie, Karola, ty małpo, nieeeee... - krzyczałam, ale ona nie zważając na moje protesty coraz
intensywniej wpychała we mnie swoją... cukinię.
Miałam wrażenie, że mnie rozerwie. Podobne gabaryty przeciskały się przeze mnie tylko raz i to
w zgoła odmiennych okolicznościach i to w odwrotną stronę, gdy rodziłam. Karolina, pochylając się
nade mną na przemian lizała mnie i wpychała coraz głębiej owoc. Dookoła miednicy zaczęłam
odczuwać coraz mocniejsze skurcze. Nadchodziły powoli, ale coraz intensywniej. W którymś
momencie, nie wiem w którym, bo chyba straciłam świadomość, fala skurczy dosłownie złamała
mnie wpół. Zawyłam jak wilczyca i odfrunęłam.
Do życia przywróciły mnie muśnięcia ust Karoliny po powiekach. Gdy otworzyłam oczy,
uśmiechnęła się do mnie.
- No wiesz, sama chciała bym tak odlecieć. Byłaś niesamowita, zgniotłaś cipką cukinię i ...
- Co i ? - szepnęłam.
- Posikałaś się, trysnęłaś takim strumieniem... Ho, ho ... fajnie to wyglądało.
Zerwałam się, spojrzałam na posadzkę i... rzeczywiście. Błyszczała spora kałuża, a pośrodku niej
bieliły się moje białe majtki.
- Cholera, Karola, ja cię przepraszam, nie chciałam. - zaczęłam dukać.
Ale Karolina roześmiała się szelmowsko i rzuciła:
- Nie ma sprawy, pod warunkiem, że ty mnie kiedyś też do tego doprowadzisz!
- Karolciu, kiedyś, ale ja się śpieszę do pracy i wyskoczyłam tylko coś przegryź.
- No właśnie, my się tutaj gzimy, a ty głodujesz. Właź do łazienki, odśwież się, a ja zaraz podam.
Ryż już dojrzewa pod kołderką. Będą polędwiczki z porami, orzeszkami i grzybami mun w sosie
słodko-kwaśnym z papryczkami.
Obiad był wyśmienity, pikantny, jak wszystko co go poprzedzało. Postanowiłam wrócić do
pomysłu, który mi zaświtał w głowie, gdy Karola zadzwoniła do mnie.
- Wiesz, mam takie pytanie, czy chciało by Ci się wpaść do mnie do studia?
Mam do sfotografowania od cholery ciuchów, które wcześniej trzeba wyprasować, a sama nie
wyrobię się z tym do rana. Gdybyś mi pomogła...
- No pewnie, przecież widzisz, że mi małpie pomysły przychodzą do głowy, gdy sama siedzę w
domu.
- Wiesz, Karola, nie słyszałam, aby małpy z nudów zabawiały się cukinią.
Karolina przewróciła z rozmarzeniem białkami i westchnęła:
- Sama spróbowałaś, że cukinie potrafią być nadzwyczaj smakowite, taaaak, nadzwyczaj!
* * *
Gdy przyjechałyśmy do firmy, właśnie kończyli rozładowywać samochód.
Pośrodku studia stał skromny wieszak z kilkoma garniturami w foliowych workach i kilka
sporych kartonów. Kierowca podszedł z kwitami i rzucił.
- Liczymy wszystko, czy podpisze pani w ciemno?
- A kiedy będzie reszta? - zapytałam - Przecież miało być tego więcej.
- To już wszystko, niczego więcej nie ma.
Rzuciłam się do pudeł, otworzyłam pierwsze z brzegu i zrozumiałam. Do sfotografowania poza
jednym wieszakiem garniturów mam ponad setkę męskich majtek, slipek, bokserek, a nawet
stringów. W różnych deseniach i fasonach. Właściwie niepotrzebnie angażowałam Karolinę, bo
przecież majtek nie trzeba prasować. No ale cóż, lada moment przyjdą modele, więc już nie ma
czasu, aby ją odwozić. A poza tym... I tak się sama „nudzi” w domu.
Nie zdążyłam zalać kawy w kubkach, gdy usłyszałam dzwonek przy bramie. Po kilku minutach,
dźwięk dzwonka się ponowił.
- Cholera, ktoś mógłby otworzyć - warknęłam, ale gdy dzwonek zadzwonił po raz trzeci,
zrozumiałam, że poza mną i Karoliną nie ma w agencji nikogo. Julia gdzieś wyjechała.
Przy bramie stało dwóch dwudziestoparoletnich chłopaków i jakieś dziewczę.
- Dzień dobry, przyszliśmy pozować do zdjęć, umówiono nas telefonicznie - krzyknął jeden z
nich przez bramę.
Nacisnęłam guzik otwierający furtę.
- Dzień dobry! Zamówiła nas jakaś pani, zdaje się Julia. Dzwoniła do naszej agencji.
- To jest moja dziewczyna, koniecznie chciała zobaczyć jak pozuję. Pozwoli pani? - zapytał
nieco niższy.
- Hm, jeśli nie będzie cię rozpraszała, proszę. Paulina jestem. Po prostu, tak łatwiej będzie.
- Adam, - Jacek - przedstawili się. - A ja jestem Inka.
Jacek, dotychczas milczący, bardzo śniady, z rysami wskazującymi na domieszkę afrykańskich,
negroidalnych genów, patrzył na mnie ogromnymi, czarnymi oczyma w taki sposób, że ciarki
przeszły mi po plecach. Miał coś szlachetnego w pociągłej, z wystającymi kośćmi policzkowymi
twarzy i wspaniałą sylwetkę. Przez cieniutką, z białego kreponu koszulę zarysowywała się
wspaniała muskulatura ciemnego ciała. Mniam... Myślałam, że Michał Anioł był jedynym
kreatorem doskonałości, a tu natura sama stworzyła ideał.
- No to już prawie wszyscy się znamy, a tam przy stoliku siedzi moja przyjaciółka, Karolina.
Będzie nam towarzyszyć i zastępować moich asystentów. Panowie - mamy do sfotografowania te
kilkanaście garniturów i... - celowo zawiesiłam głos - tamte majtki. - wskazałam na kartony palcem.
Zauważyłam, że ukradkiem spojrzeli po sobie i że miny im trochę zrzedły.
- Majtki? - zapytał Adam - tamta pani, która ze mną rozmawiała przez telefon nie wspominała
nic o majtkach. Mówiła że chodzi odzież na jesień, zimę.
- Rozumiem, że zimą chodzisz bez majtek? - zapytałam coraz bardziej rozbawiona ich minami. A
sama też byłam zadowolona, bo zanosiło się, że „przy majtkach” stracę o wiele mniej czasu i
wcześniej skończę pracę.
- No nieee, ale... A co tam. - machnął ręką, patrząc z niepewną miną na swoją dziewczynę.
Jacek, z karnacja mulata nie odzywał się wcale. Omiótł wzrokiem studio i znowu zaczął się na
mnie patrzyć. Przez moment przeleciała mi przez głowę myśl, że chyba nie dostrzegł, że nie mam
na sobie bielizny. Niee, chyba nie dostrzegł.
Karolina, z coraz bardziej podekscytowana miną spoglądała w naszym kierunku. Widziałam jej
wzrok zawieszony na ciemnym chłopaku. Chyba w myślach już go zdobywała...
- Więc do roboty - rzuciłam. - Dziewczyny, tam stoi deska do prasowania i żelazko.
Przeprasujcie wszystkie koszule i pozawieszajcie je według przypiętych numerów do garniturów. A
wy chłopcy, szorujcie do góry, tam jest łazienka. Weźcie prysznic, aby te ciuchy za bardzo nie
przeszły wami i... do roboty. Ręczniki są w szafce obok łazienki.
Przeczytałam „didaskalia”, czyli opis załączony przez klienta, a dotyczący jego oczekiwań
odnośnie koloru tła i rodzaju oświetlenia. Klient życzył sobie delikatne, niebieskawe tła i miękkie,
rozproszone światło. Żadnych cudów.
Byłam w coraz lepszym nastroju. To, co się zapowiadało na długą wyczerpującą, całonocną
harówkę, mogło skończyć się za trzy, góra cztery godziny. Wybrałam i opuściłam tło,
porozstawiałam reflektory, włączyłam generatory i podłączyłam kable do portów. Wyjęłam z szafy
Hasselbladta, przystawkę cyfrową i całość podłączyłam do komputera.
- Chodź, Karolina na chwilę, muszę ustawić i zmierzyć światło.
Karolina zostawiła Inkę przy prasowaniu i w podskokach, jak nastolatka wskoczyła na tło.
- Co mam robić? - zaczęła stroić miny.
Nacisnęłam spust, pyknęły Elinchromy i na monitorze ukazała się twarz Karoli.
- Ale fajne - krzyknęła - zrób jeszcze!
- No tak, dopiero próbuję - odrzekłam, zmieniłam przysłonę i nacisnęłam ponownie. Karolina
była rozanielona kolejnym wynikiem na monitorze. Spojrzałam ponownie na matówkę wizjera i
Zgłoś jeśli naruszono regulamin