Czym jest, a czym nie jest wspólnota DDA? DDA(Dorosłe Dzieci Alkoholików)
- Czyż wspólnota DDA nie jest miejscem, gdzie ludzie siadają w koło, winiąc rodziców za wszystkie swoje problemy? - Nie. Wspólnota DDA jest miejscem (programem) stworzonym po to, aby ułatwić Ci zidentyfikowanie kłopotliwych obszarów Twojego bieżącego życia (np. praca, związki, intymność, itp.), oraz żeby dopomóc Ci w zrozumieniu, skąd Twoje problemy pochodzą i jak sobie z nimi radzić. DDA jest programem zmian. Zgoda, jest również programem rozpoznawania sytuacji złego traktowania i zaniedbywania Ciebie w przeszłości, ale to nie wszystko. Może pomóc Ci dostrzec, jak złe traktowanie wpłynęło na Ciebie, czego nauczyłeś się o sobie i o świecie, oraz jak przekonania nabyte na skutek tamtych doświadczeń mają niszczący wpływ na Twoje obecne życie. W pewnym sensie, można powiedzieć, że program DDA jest nauką znaczenia modlitwy o "pogodę ducha, abym godził się z rzeczami, których nie mogę zmienić, odwagę, abym zmieniał rzeczy, które mogę zmienić i o mądrość, abym odróżniał jedne rzeczy od drugich." Uznając prawdę o naszym wczesnym życiu, uwalniamy się od ciężaru kłamstwa. Uwalniamy się od ciężaru konieczności milczenia na temat naszych rodzinnych tajemnic. Przecież nie możemy zmienić tego, co było. Odwaga zmieniania w moim dzisiejszym życiu, rzeczy, które mogę zmienić, jest bardzo istotna. Część tej odwagi przychodzi po prostu z wiedzy, że zmiany są możliwe. Ucząc się, rzeczywiście uzyskuję możliwość wyboru. Nauka, jak rozpoznawać możliwości i dokonywać wyborów jest ważną częścią zdrowienia w DDA. Dzieci są naturalnymi uczniami. Uczą się na wiele sposobów. Dzieci uczą się przez doświadczenie, poprzez obserwację i od ludzi wokół nich. Wszyscy ci ludzie są ich nauczycielami. W naszych alkoholowych i dysfunkcyjnych rodzinach nauczyliśmy się wielu rzeczy o świecie, o ludziach i o nas samych. Nie wszystko to jednak jest prawdą i wiele z tego, czego się nauczyliśmy jest dla nas szkodliwe i bolesne. Niektórzy nauczyli się, że są źli. Niektórzy nauczyli się, że są jak gdyby w ciągłej podróży. Niektórzy nauczyli się, że mogą być używani jako worek treningowy, fizycznie lub uczuciowo. Inni nauczyli się, że są zawsze odpowiedzialni za wszystko, co się nie udaje. Niektórzy nauczyli się, że są całkowicie samotni. Wielu nauczyło się, że muszą "zarobić" na każdą miłość, jaką mogą spotkać na swojej drodze. Większość z nas nauczyła się, że nie jesteśmy "wystarczająco dobrzy", albo że jesteśmy bezwartościowi, a wielu nauczyło się, że właściwie nie istnieją. Dzieci, które wyrosły w zdrowo funkcjonujących, emocjonalnie bezpiecznych domach uczyły się rzeczy, których my nie mieliśmy żadnych szans się nauczyć. Wiele rzeczy można się nauczyć poprzez bezpośrednie oddziaływanie w prawidłowej rodzinie, rodzinie, jakiej nigdy nie mieliśmy; są to rzeczy potrzebne do prawidłowego funkcjonowania oraz fizycznego i emocjonalnego zadbania o siebie w dorosłym życiu. Wielu z nas nigdy się nie nauczyło, że mamy jakiekolwiek prawa. Wielu z nas nigdy się nie nauczyło, jak się bronić. Wielu z nas nigdy się nie nauczyło, jak powiedzieć "nie". Wielu z nas nigdy się nie nauczyło, jak bawić się i żartować. Wielu z nas nigdy się nie nauczyło, jak to jest czuć się bezpiecznie. Niektórzy z nas nigdy się nie nauczyli, jak prawidłowo jeść, gotować, sprzątać lub organizować sobie pracę. Niektórzy z nas nigdy się nie nauczyli, że obietnice są do tego, aby ich dotrzymywać. Większość z nas nigdy się nie nauczyła, że sami w sobie przedstawiamy jakąkolwiek wartość. Zadaniem DDA jest uwolnienie nas od tego, co poznaliśmy w dzieciństwie, a co jest bolesne i szkodliwe dla nas i dla innych, a także dopomożenie w wykryciu tych spraw. W naszej wspólnocie odnajdujemy to, czego nie udało nam się znaleźć w dzieciństwie, tak, aby dać sobie sposobność zapoznania się z tym w dorosłym życiu. DDA uczy nas, jak przerwać cykl przemocy, emocjonalnego wykorzystywania lub zaniedbywania, tak, aby nie przenosić tego na nasze dzieci i na ich dzieci. W DDA uczymy się, jak żyć w zdrowy sposób, z pożytkiem dla siebie zamiast przeciw sobie.
DDA(Dorosłe Dzieci Alkoholików)
Dorośli, którzy wychowywali się w rodzinach gdzie nadużywano alkoholu, to bardzo duża część naszego społeczeństwa. Część dzieci alkoholików sama zaczyna pić, część zostaje partnerem osoby uzależnionej, a część nosi w sobie mniej lub bardziej widoczny syndrom DDA (dorosłych dzieci alkoholików). Osoby, które rozpoczynają terapię nad własnym dzieciństwem z powodu bycia dzieckiem alkoholika, stanowią rzadkość; mało jest wciąż placówek zajmujących się ich problemami, a DDA często nie uświadamiają sobie związku między tym, co działo się w domu rodzinnym a niepowodzeniami życia dorosłego. Ci, którzy rozpoczynają mimo wszystko porządkowanie trudnych doświadczeń własnego życia z niepokojem pytają, czy już zawsze będą mieli cechy DDA.
Osoby, które zgłaszają się na terapię dla DDA, organizowaną przez Instytut Psychologii Zdrowia, mają zazwyczaj około 30-45 lat. To, co zwraca uwagę, to duża ilość osób samotnych. Prawie połowa nie decyduje się na stały, zalegalizowany związek, a 1/3 małżeństw zawieranych przez nich kończy się rozwodem. Jest to znacznie więcej niż wśród ogółu Polaków. DDA mają bowiem dużo obaw związanych z założeniem rodziny. Głównie boją się powtórzenia we własnym związku tego, co działo się w ich domu rodzinnym. Często jest to też głęboko zakorzenione przekonanie, że w małżeństwie można się tylko krzywdzić. Trudno im się zbliżyć do innych osób, gdyż w ich doświadczeniu bliskość jest zagrażająca. W efekcie w małżeństwie często czują się nieusatysfakcjonowani, rzadko spełnia ono ich oczekiwania i nadzieje. Nie potrafią rozmawiać z partnerem, mówić o swoich uczuciach czy potrzebach. W atmosferze niedomówień wyrastają urazy, żale i pretensje, a gdy dzieje się źle, łatwiej jest przenosić zachowania z domu rodzinnego niż na trzeźwo zastanowić się, jak możemy to rozwiązać. Ożywa w nich dobrze znane z dzieciństwa poczucie krzywdy i przekonanie, że "za wszelką cenę muszę się nie dać".
Wielu z DDA rozpoczynając terapię zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie zmieni ona ich spojrzenie na własne małżeństwo. Ci, którym zależy na związku, mówią zwykle otwarcie o swoich obawach, a później wykorzystują to nowe spojrzenie, by ich związek był lepszy, by sami byli lepszymi partnerami. Kiedy przeprowadzam wstępne rozmowy do grup terapeutycznych, znacznie bardziej niepokoją mnie osoby uważające swoje małżeństwo za bardzo dobre, przekonane, że nic nie jest w stanie zaszkodzić temu związkowi. Za każdy razem okazuje się, że prawdziwa sytuacja małżeńska nie ma nic wspólnego z ich wizją. Po kilku tygodniach terapii zaczynają realnie postrzegać to, co się wokół nich dzieje i wówczas okazuje się, że np. partner od dawna ma kogoś innego. Tak było z Anią, która przez lata nie widziała nic dziwnego w fakcie, że mąż praktycznie przeprowadził się do domku letniego, i spędza tam większość nocy. Po pierwszej sesji wróciła do domu i nagle uświadomiła sobie, co od lat dzieje się między nimi. A przecież na zajęciach nawet przez chwilę nie zajmowaliśmy się jej związkiem. Mówiliśmy tylko o tym, że to, co DDA czuje, myśli i widzi - jest prawdą.
DDA często mają kłopoty z odnalezieniem się w roli rodzica. Wielu z nich rozpoczyna terapię z powodu problemów z własnymi dziećmi. W relacji z nimi powracają własne wspomnienia z dzieciństwa. Pojawia się obawa, że je skrzywdzą, przenosząc doświadczenia z własnego domu. Czasem nie potrafią z nimi rozmawiać, ani ocenić, które problemy są normalne, a które świadczą o tym, że z dzieckiem dzieje się coś złego. W niektórych własne dziecko wzbudza odruchy agresywne, trudno im się powstrzymać przed krzykiem, groźbami czy uderzeniem. Jednocześnie mają świadomość, że to nie dziecko zawiniło, że ta agresja bierze się gdzieś z głębi ich samych. Szukają pomoc dla siebie, aby nie krzywdzić własnych dzieci. Chcą przerwać to, co często od pokoleń dzieje się w ich rodzinach w relacji rodzic-dziecko.
Wiele dorosłych dzieci alkoholików nie decyduje się na posiadanie potomstwa (około 56% spośród uczestniczących w terapii), a jeśli już, to raczej późno, po trzydziestym roku życia. W terapii pojawia się czasami problem ambiwalentnych uczuć co do posiadania dziecka. Głęboko pod spodem skrywany jest lęk, że życie okaże się dla niego równie okrutne, jak dla nich samych. Z drugiej strony jest to lęk przez przenoszeniem zachować obserwowanych w domu rodzinnym.
Część DDA nie podejmuje roli partnera i rodzica, gdyż ich podstawową rolą jest być dzieckiem swoich rodziców. Podstawowym zadaniem życiowym jest dla nich opiekowanie się mamą czy tatą, a często czuwanie, by nawzajem nie zrobili sobie krzywdy. Takie dzieci niekoniecznie mieszkają z rodzicami. Często mają nawet oddzielne mieszkanie, ale i tak kilka razy w tygodniu dzwonią do nich lub ich odwiedzają. Ich rodzice nie są wcale ludźmi schorowanymi czy bardzo starymi. W czasie terapii okazuje się, że część DDA ma mocno zakodowane, choć rzadko uświadamiane "bycie dobrym dzieckiem" jako podstawową rolę życiową: "mąż to nie rodzina, rodzina to rodzice, dziecko, brat". Zwłaszcza dla kobiet odkrycie, że bycie dobrą córką jest dla nich znacznie ważniejsze niż bycie dobrą żoną, zmienia zupełnie porządek ich świata. Jako dorosłe kobiety myślą inaczej: chcą budować własną rodzinę, dom dla swoich dzieci; zaskakuje ich, jak łatwo zaprzepaścić to, kiedy podstawowa odpowiedź na pytanie "kim jestem?" brzmi - "córką".
Zwykle więź DDA z rodzicami jest bardzo silna, choć nie zawsze kontakty z nimi układają się dobrze. Najczęściej DDA mówią, że tak naprawdę nie potrafią rozmawiać ze swoimi rodzicami. Niechętnie jeżdżą do domu rodzinnego, bo czują tam napięcie, niepokój i bezradność. Czasami mówią wręcz o nienawiści do któregoś z rodziców. Przerażeniem napawa ich fakt, że będą musieli zamieszkać wspólnie, kiedy rodzice staną się niedołężni. Kłopot w tym, że to, co łączy DDA z rodzicami, to najczęściej wspólna walka z alkoholem. W tych relacjach obowiązuje lojalność wobec członków rodziny oraz wypełnianie swojej roli tak, by nic się nie zmieniło w funkcjonowaniu rodziny. Nie jest ważne, jaki jesteś naprawdę, ale to, na ile dobrze wypełniasz swoją rolę. Taka więź eksploatuje jeden fragment osoby, a zarazem odrzuca wszystkie inne jako nieistotne. Dobrze obrazuje to przykład Doroty, której rolą było opiekowanie się młodszym rodzeństwem i rodzicami. Kiedy wyprowadziła się daleko, jej rolą było dbanie o rodziców i przesyłanie prezentów rodzinie. Zatem nie wyszła za mąż, nie zdecydowała się na własne dzieci i regularnie jeździła na wszystkie rodzinne imprezy. W czasie terapii odkryła, że wcale nie ma na to ochoty, że nikogo z rodziny nie obchodzi jej samotność ani to, co się z nią dzieje na codzień, że dla nich ważniejsze od niej są prezenty, które przywozi.
Znacznie lepiej, niż w bliskich kontaktach z innymi ludźmi, DDA czuje się w pracy. Zwykle obszar zawodowy to teren, na jakim się realizują. Kontakty z innymi są jasno określone, podobnie zadania. DDA nie mają na ogół trudności z wywiązywaniem się ze swoich obowiązków. Nie boją się podejmowania zadań trudnych ani balansowania na krawędzi ryzyka. Są odpowiedzialni i nie rezygnują łatwo. Dbają o potwierdzanie swoich kompetencji, ucząc się i podejmując nowe wyzwania. W efekcie są zwykle bardzo dobrymi i mało wymagającymi pracownikami. Jednocześnie, pod powierzchnią kompetencji kryją przekonanie, że są gorsi od innych. Pamiętam Anię, która ukończyła dwa kierunki studiów wyższych, przygotowała doktorat i przez ponad rok go nie broniła, bo uważała, że jest za głupia na bycie doktorem. Do terapii trafiło też wielu mężczyzn, którzy pomimo wyższego wykształcenia najmowali się do pracy fizycznej, bo z robotnikami czuli się na swoim miejscu, dobrze i swobodnie.
Poczucie niższości i niekompetencji odzywa się u DDA nie w sytuacji, gdy trzeba czemuś sprostać, ale w kontaktach z innymi ludźmi. Składa się na nie kilka spraw: negatywny obraz siebie wyniesiony z wczesnego dzieciństwa, brak dobrych doświadczeń w bliskich relacjach z ludźmi i braki podstawowych umiejętności interpersonalnych, takich jak rozmawianie, nawiązywanie bliskich kontaktów, rozwiązywanie konfliktów czy nieporozumień. Rzadko za poczuciem niższości u DDA stoi brak wykształcenia, nieradzenie sobie w życiu czy wyraźne odstawanie od ludzi wśród których żyją. Ponad połowa osób zgłaszających się do terapii ma wykształcenie średnie, a 40% wyższe. Zdecydowana większość z nich nie jest spostrzegana przez swoje otoczenie jako ludzie mający większe problemy niż inni.
Jednak zewnętrzny obraz DDA nie pokrywa się zwykle z wewnętrznym. Na zewnątrz dobrze radzą sobie zarówno w pracy jak i z trudnościami osobistymi. W środku są często pełni niepokoju, napięcia i smutku. Świat wydaje im się chaotyczny i pełen niebezpiecznych niespodzianek, a wyzwania jakie stawia życie, postrzegają jako niepotrzebne obciążenie. Są przekonani, że pomimo starań i tak nie są w stanie poradzić sobie z trudnościami, jakie przynosi los. Przekonań tych nie zmieniają realne doświadczenia, w których radzą sobie zwykle lepiej niż inni.
Bardzo lubię pracować z DDA, choć jest to bardzo trudna praca ze względu na ogrom cierpienia i bolesnych wspomnień, jakie ożywają na każdym ze spotkań. Rażące zaniedbania, bicie, nadużycia seksualne pojawiają się w takim wymiarze, że starczyłoby na kilka pokoleń, a zdarzyło się jednemu małemu dziecku. Ale w tyglu cierpienia i bólu najczęściej odkrywam diament - jakimś cudem zachowaną niesłychanie dobrą, wrażliwą i silną osobę. W grupach DDA częściej niż w innych spotykam ludzi mających dla innych dużo wyrozumiałości, ciepła i serdeczności, uważnych, gotowych do dzielenia się wszystkim, co mają, nie potrafiących przejść obojętnie obok cudzego cierpienia. Nie żalą się, nie litują, są gotowi pomóc bez zbędnych gestów. Są niesłychanie wobec siebie wymagający i uczciwi.
Większość osób, które wychowywały się w rodzinach alkoholowych, mimo wyniesionych stamtąd doświadczeń potrafiło ułożyć sobie życie w sposób zadowalający. Odnalazło swoje miejsce w zawodach czy zajęciach, w których ich nieufność, wysokie wymagania, gotowość do ryzyka i ciągłą potrzeba kontrolowania stały się atutami. Nauczyły się radzić sobie z własnymi emocjami i je wykorzystywać. Tej grupie terapia DDA nie jest potrzebna. Podobnie jak tym DDA, którym los podsunął okazję do weryfikacji doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego, stawiając na ich drodze ludzi, którzy nauczyli ich ufności, bliskości i oddzielania przeszłości od teraźniejszości. Jest jednak grupa DDA, która nie potrafi realizować swojego dorosłego życia tak jak by chciała i nie rozumie dlaczego, oraz DDA, które wprawdzie żyją jak inni dorośli, ale nie radzą sobie w kontaktach z innymi. Dla tych ludzi terapia okazuje się początkiem bardziej satysfakcjonującego życia.
Dorosłe Dzieci Alkoholików Najważniejsze dla DDA - dorosłych dzieci alkoholików - jest wyjście z izolacji, znalezienie się wśród osób, które z racji podobnych przeżyć potrafią zrozumieć lęk, cierpienie i gniew nagromadzone w dzieciństwie. Muszą wrócić do złej przeszłości, żeby nie reagować na to, co się dzieje teraz, tak samo jak kiedyś, np.
Nigdy bym nie przypuszczała, że Irek zechce do mnie przyjść. Nie umiał albo nie chciał powiedzieć przez telefon, czego potrzebuje, a w osobistym kontakcie też nie było mu łatwo: z Kasią, jego żoną działo się coś dziwnego. I nie od tygodnia ani nawet nie od roku, tylko od kilku lat. Kasia miała nasilone lęki i nocne koszmary, panicznie bała się szefa, właściwie nie miała przyjaciół ani innych bliskich ludzi. Z pozoru miała się świetnie, zawsze dobrze ubrana i starannie uczesana, perfekcyjna w wykonywaniu obowiązków, na zewnątrz opanowana i spokojna. Z pewnym "ale", o którym właśnie opowiadał Irek. Jak było kiedyś?" Dlaczego przyszedłeś dopiero teraz?" - spytałam, przypuszczając, że coś szczególnego musiało się zdarzyć u nich w domu. Opowiadać o tym Irkowi było jeszcze trudniej: "Kasia często wścieka się na dzieci, traktuje je niesprawiedliwie, jakby w nią wstępował jakiś zły duch. Nie mogę słuchać, jak każe im się odczepić albo mówi, że są okropne i nie można z nimi wytrzymać. Potem przytomnieje i ma ogromne poczucie winy". Irek kilka razy rozmawiał z żoną, Kasia zgadzała się, że nie powinna tak postępować, nie mógł więc zrozumieć, jak jej zachowanie może się tak bardzo różnić od składanych przez nią deklaracji. "A przyjść postanowiłem - ciągnął Irek - bo nasza córka, 12-letnia Gosia, poskarżyła mi się, że już tego nie wytrzymuje, i obiecałem jej jakoś pomóc".Kiedy ktoś robi rzeczy, których nie chce i żałuje, zawsze podejrzewam, że wyjaśnienie tego postępowania tkwi w przeszłości. Zapytałam więc Irka, co wie o rodzinnym domu swojej żony. "Bolesna przeszłość, a właściwie bolesne uczucia przeżywane w dzieciństwie, trwają w człowieku jakby zamrożone i wracają, sprowokowane przed okoliczności podobne do tamtych dawnych. A więc jak było z Kasią?".To był kolejny trudny próg dla Irka, bo zdecydował się powiedzieć coś, co większość ludzi uważa za informację wstydliwą: "Jej ojciec był alkoholikiem i myślę, że w dzieciństwie przeżyła prawdziwy koszmar. Często bywał pijany, bił mamę Kasi i dzieci, był wiecznie wściekły, obwiniał całą rodzinę o wszystkie swoje niepowodzenia. W domu panowała bieda, a życie Kasi było pełne strachu, krzywdy i poniżenia. Przepraszam, chyba mówię zbyt patetycznie, ale naprawdę tak było. Pamiętam dobrze, jak jeszcze na początku naszej znajomości Kasia bała się wracać do domu albo przychodziła przygnębiona, bo ojciec znowu zrobił straszną pijacką awanturę” Wspomnienia wracają. Brakowało mi tylko jeszcze jednego ogniwa: "Kiedy z piciem jej ojca zaczęło być już bardzo źle?". Irek próbował sobie przypomnieć: "Chyba kiedy Kasia miała jakieś 10-12 lat". Chciałam mu pokazać, że to nie przypadek: "Zobacz, tyle ma teraz wasza Gosia i dlatego kłopoty Kasi się nasiliły - córka zaczęła jej przypominać własne koszmarne dzieciństwo. A wtedy trudno opanować emocje, które wracają olbrzymią falą i są bardzo zagrażające. Twoja żona, już kiedy była dzieckiem, nauczyła się tłumić uczucia i nie zdradzać się z nimi. Wtedy mogło by być jeszcze gorzej, zresztą i tak nikt by się nią nie zajął - i mama, i rodzeństwo musieli bronić się przed agresywnym ojcem. Dlatego teraz Kasia nieświadomie usiłuje odgrodzić się od córki, nawet raniąc ją i krzywdząc". Irek chciał wiedzieć, jak pomóc Kasi: "Chodziliśmy już do psychologa i do psychiatry, zgodnie postawili jej diagnozę nerwicy, ale okazało się, że psychoterapia nie pomaga, a kiedy brała leki, po ich odstawieniu lęki i napady złości wracały jak przedtem". Nie zdziwiłam się: "Kasia jest dorosłym dzieckiem alkoholika - jak mówimy w skrócie: DDA - i potrzebuje odpowiedniej terapii, takiej, która uwzględnia specyfikę dorastania w rodzinie, gdzie jeden z rodziców (a zdarza się, że obydwoje) nałogowo pił alkohol. Niestety, nie wszyscy psychoterapeuci są na to wyczuleni". Miałam poczucie, że Irka uspokaja już sama wiadomość, że ktoś będzie w stanie pomóc jego żonie. Spytał jeszcze, na czym ma polegać leczenie. Moim zdaniem - i o tym starałam się go przekonać - najważniejsze dla Kasi i innych dorosłych dzieci alkoholików jest wyjście z izolacji, znalezienie się wśród osób, które z racji podobnych przeżyć potrafią zrozumieć lęk, cierpienie i gniew nagromadzone w dzieciństwie. "Ale po co do tego wracać? - czułam, że Irek nie tyle podważa to, co mówię, ile raczej zbiera argumenty do rozmowy z żoną. - Kasia nawet mnie opowiadała mało i niechętnie". Po co terapia.Po co? Żeby przeszłość nie stawała pomiędzy nią a teraźniejszością. Albo inaczej: żeby nie reagować na to, co się dzieje teraz, w taki sam sposób jak kiedyś. Ciągłe napięcie i poczucie zagrożenia czy przekonanie, że nikt jej nie może pomóc, nawet kiedy bardzo cierpi, już nie odpowiadają dzisiejszej sytuacji Kasi: ma dobre małżeństwo, są osoby zdolne ją zrozumieć i wesprzeć, a przede wszystkim jest dorosła i ma dużo więcej sił i możliwości niż w dzieciństwie. Ale wszystko to musi sobie najpierw uświadomić, przyjrzeć się doświadczeniom, zarówno własnym, jak i innych DDA. A potem stopniowo uczyć się, jak inaczej patrzeć na świat: bez lęku i złości, bez poczucia krzywdy i bezsilności. Ale też jak inaczej traktować siebie: odzyskać godność, trafnie odczytywać swoje potrzeby i uczucia, uznawać ich ważność.Wszystkiego tego nie da się zrobić w warunkach domowych, potrzebna jest pomoc psychoterapeutyczna. Zapewniłam Irka, że dziesiątki znanych mi osób przeszły przez terapię dla dorosłych dzieci alkoholików i czują się dzisiaj całkiem dobrze, chociaż przedtem życie było dla nich jeśli nie koszmarem, to przynajmniej bolesnym i dokuczliwym ciężarem. Nie dowierzał: "Naprawdę mogłaby się wyleczyć?".Mam wrażenie, że wiele DDA i ich bliskich nie zdaje sobie sprawy, iż ktoś może im pomóc, a ci, którzy próbowali, w większości stracili na to nadzieję. Tymczasem są już w Polsce placówki, które oferują psychoterapię DDA, chociaż ciągle jeszcze jest ich zbyt mało. Irkowi łatwo było poradzić, dokąd ma zgłosić się jego żona - na szczęście mieszkają w Warszawie.Wiem, że placówki terapii uzależnień (zwane popularnie odwykowymi) źle się kojarzą. Po pierwsze dlatego, że zajmują się leczeniem - a nie karaniem czy potępianiem, jak byśmy często chcieli - sprawców nieprzemijającego bólu i krzywdy swoich rodzin. Po drugie, bo nikt niewtajemniczony nie spodziewa się tam dobrych psychoterapeutów. Tymczasem znaczna część (szacuje się, że od 40 do nawet 80 proc.) leczących się alkoholików wychowywało się w rodzinach, gdzie ktoś nadużywał alkoholu, i to właśnie oni zaczęli upominać się o uzdrowienie również tej części swojej psychiki. A co do fachowego poziomu: od kilkunastu lat zaczął się proces wieloetapowych szkoleń i dzisiaj psychoterapeuci "z odwyku" na pewno nie są gorsi od tych zajmujących się nerwicami czy innymi zaburzeniami emocjonalnymi.Irek kilkakrotnie upewniał się, czy może zacząć mieć nadzieję na poprawę stanu Kasi i czy może taką nadzieję zaszczepić też jej. "Zrozum - tłumaczył mi - jaka to będzie rozpacz, jak znowu nic z całego tego leczenia nie wyjdzie". Starałam się patrzeć realistycznie: "To nie jest leczenie tradycyjnego typu, gdzie lekarz nakazuje pacjentowi, jakie pigułki ma zażywać i jakim poddać się zabiegom. To praca psychologiczna wymagająca udziału osoby będącej w terapii, wręcz jej wysiłku w zaglądaniu do własnego wnętrza, do swoich dawnych i obecnych przeżyć, ale też w korzystaniu ze swoich zasobów. Kasi na pewno się uda, jeżeli jej determinacja będzie równie duża, jak twoja".
Prawa DDA (tekst czytany na grupach samopomocowych) 1. Mam prawo do wszystkich dobrych chwil, za którymi tęskniłem przez te wszystkie lata, a których nigdy nie dostałem. 2. Mam prawo do radości w tym życiu - tu i teraz; nie tylko do chwilowego, euforycznego uniesienia, ale do czegoś bardziej trwałego. 3. Mam prawo odprężać się i bawić - nie używając alkoholu, narkotyków i innych 'stymulatorów'. 4. Mam prawo aktywnie dążyć do ludzi, miejsc i sytuacji, które pomagają mi osiągnąć dobre życie. 5. Mam prawo powiedzieć o tym, gdy czuję, że coś nie jest dla mnie bezpieczne lub gdy nie jestem na coś gotowy. 6. Mam prawo nie brać udziału ani w aktywnym, ani w biernym zachowaniu rodziców, rodzeństwa czy innych osób, robiących ze mnie 'wariata'. 7. Mam prawo do podejmowania ryzyka w granicach rozsądku i do eksperymentowania z nowymi sposobami zachowań. 8. Mam prawo zmieniać moje nastawienie, moją strategię i mój sposób myślenia. 9. Mam prawo do popełniania pomyłek i do niespełniania własnych oczekiwań. 10 Mam prawo opuścić towarzystwo osób, które świadomie lub przez nieuwagę tłamszą mnie, wpędzają w poczucie winy czy upokarzają. Dotyczy to również mojego rodzica alkoholika, rodzica niealkoholika i każdego członka rodziny. 11. Mam prawo położyć kres obcowaniu z ludźmi, którzy powodują, że czuję się poniżany lub upokarzany. 12. Mam prawo czuć to, co czuję. 13. Mam prawo ufać swoim uczuciom, sądom, wrażeniom i intuicji. 14. Mam prawo, jako integralna osoba, rozwijać się duchowo, umysłowo, mentalnie i emocjonalnie. 15. Mam prawo wyrażać wszystkie swoje uczucia w sposób niedestrukcyjny, w bezpiecznym miejscu i czasie. 16. Mam prawo do takiego czasu, jaki jest mi potrzebny, abym, dzięki eksperymentom z tymi nowymi ideami, mógł wprowadzić zmiany w swoim życiu. 17. Mam prawo do selekcjonowania tego, co otrzymałem od rodziców - do przyjęcia tych rzeczy, które dają się zaakceptować i do odrzucenia wszystkiego, co dla mnie jest nie do zaakceptowania. 18. Mam prawo do życia zdrowego pod względem psychicznym i duchowym, nawet jeśli będzie ono częściowo lub w całości odbiegać od filozofii przekazanej mi przez rodziców. 19. Mam prawo do znalezienia mojego miejsca w świecie. 20. Mam prawo korzystać z powyższych praw - żyć w taki sposób, w jaki ja sam chcę i nie czekać aż mój rodzic wydobrzeje, będzie szczęśliwy, zwróci się o pomoc lub przyzna, że sam ma problem.
Zamierzamy poznać nową wolność i nowe szczęście. Nie zapomnimy przeszłości, ani nie chcemy zatrzasnąć za nią drzwi. Zrozumiemy słowa "pogoda ducha" i zaznamy spokoju umysłu. Niezależnie od tego, jak trudne były nasze problemy, ujrzymy, że nasze doświadczenia mogą pomóc innym. Zniknie uczucie bezużyteczności i goryczy. Pozbędziemy się egoizmu i staniemy się życzliwi wobec ludzi. Przestaniemy być zagubieni. Cała nasza postawa i pogląd na życie ulegną zmianie. Opuści nas strach przed ludźmi i obawa o byt materialny. Będziemy intuicyjnie wiedzieć, jak postępować w sytuacjach, w których dotychczas nie potrafiliśmy sobie radzić. Nagle zauważymy, że Bóg czyni dla nas to, czego nie byliśmy w stanie dla siebie zrobić
12 TRADYCJI DDA 1. Nasze wspólne dobro powinno być dla nas najważniejsze; wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od naszej jedności. 2. Jedynym i najważniejszym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są jedynie zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą. 3. Jedynym warunkiem przynależności do DDA jest identyfikowanie się z problemem. 4. Każda grupa powinna być niezależna we wszystkich sprawach, z wyjątkiem tych, które dotyczą innych grup lub DDA jako całości. 5. Każda grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie DDA, którzy jeszcze cierpią. 6. Grupa DDA nigdy nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy DDA żadnym pokrewnym ośrodkom, ani jakimkolwiek przedsiębiorstwom, ażeby problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu. 7. Każda grupa DDA powinna być samowystarczalna i nie powinna przyjmować dotacji z zewnątrz. 8. Działalność we Wspólnocie powinna na zawsze zostać honorowa; dopuszcza się jednak zatrudnianie niezbędnych pracowników w służbach DDA. 9. DDA nie powinno nigdy stać się organizacją; dopuszcza się jednak tworzenie służb i komisji bezpośrednio odpowiedzialnych wobec tych, którym slużą. 10. DDA nie zajmują stanowiska wobec problemów spoza ich Wspólnoty, ażeby imię DDA nigdy nie zostało uwikłane w publiczne polemiki. 11. Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu; musimy zawsze zachować osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu. 12. Anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszych Tradycji, przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami.
12 KROKÓW DOROSŁYCH DZIECI (są wykorzystywane w samopomocowych grupach wsparcia) 1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec skutków uzależnienia, że przestaliśmy kierować własnym życiem. 2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może poskładać nas w całość. 3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy. 4. Dokonaliśmy gruntownego i odważnego obrachunku moralnego. 5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów. 6. Staliśmy się całkowicie gotowi do współdziałania z Bogiem, w wyzbyciu się szkodliwych i nieskutecznych zachowań. 7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki 8. Sporządziliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim. 9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych. 10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, na bieżąco przyznając się do popełnionych błędów. 11. Poprzez modlitwę i medytację dążyliśmy do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia. 12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków staraliśmy się nieść to posłanie innym potrzebującym i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
Jak wygląda miting?
W związku z powtarzającymi się pytaniami dotyczącymi spotkań samopomocowych grup wsparcia przedstawiamy skrótowy ich opis. Większość spotkań ma charakter otwarty (może w nich uczestniczyć każdy), niektóre grupy natomiast spotykają się na mitingach zamkniętych tzn. przeznaczonych tylko dla członków wspólnoty DDA/DDD - czyli osób, które zdecydowały, że chcą do niej należeć.
Miting trwa zwykle około 2 godzin i dzieli się na dwie części połączone krótką przerwą. Zarówno czas trwania spotkań jak i ich przebieg mogą się nieznacznie różnić w zależności od grupy i panujących w niej preferencji. W trakcie pierwszej części czytane są zasady oraz podstawowe materiały Programu 12 Kroków (12 Kroków, 12 Tradycji, Problem, Rozwiązanie). Czas przed przerwą wypełniają najczęściej swobodne wypowiedzi, w których uczestnicy dzielą się swoimi bieżącymi doświadczeniami, troskami, radościami itp. Druga część dotyczy już pracy nad wybranym "krokiem" z Programu oraz własnych przemyśleń z nim związanych.
Spotkanie "moderowane" jest przez osobę prowadzącą, która czuwa nad przebiegiem mitingu, nad przestrzeganiem zasad oraz udziela głosu chętnym. Prowadzący nie posiada żadnych specjalnych przywilejów (zakres jego kompetencji opisują Tradycje) - jest to osoba wybierana cyklicznie spośród członków grupy lub gdy zajdzie potrzeba po prostu pierwsza chętna.
Pierwszy raz na mitingu: Po rozpoczęciu spotkania osoba prowadząca zapyta, czy jest ktoś nowy, a jeśli tak - czy osoba ta identyfikuje się z przeczytanym Problemem oraz czy chciałby zostać przyjęta do wspólnoty. Decyzję można podjąć od razu lub przesunąć ją na później (z wyjątkiem mitingów zamkniętych, w których uczestniczą tylko osoby przyjęte już do wspólnoty). Po wyrażeniu chęci przynależenia do wspólnoty DDA/DDD nowo przybyła osoba staje się jej członkiem i może uczestniczyć we wszystkich spotkaniach samopomocowych grup wsparcia DDA na całym świecie.
zasady:- anonimowość - nie "wynosimy" na zewnątrz spraw poruszanych na mitingu- staramy się mówić wyłącznie o własnych doświadczeniach i przeżyciach; nie przerywamy wypowiedzi innych osób oraz nie zadajemy w ich trakcie pytań; nie krytykujemy tych wypowiedzi, nie oceniamy, nie teoretyzujemy.- chęć zabrania głosu sygnalizujemy przez podniesienie ręki (jeśli nie masz ochoty nic mówić, możesz zwyczajnie siedzieć i słuchać).
Składki: zgodnie z Tradycją wspólnota utrzymuje się z dobrowolnych składek i nie przyjmuje dotacji z zewnątrz. Zebrane pieniądze przeznaczane są na opłacenie sali, kupno herbaty i ciastek. Grupa co jakiś czas wybiera spośród siebie skarbnika, który przechowuje zebrane środki i dba o uregulowanie opłat.
PROBLEM
Wielu z nas odkryło, że mamy sporo wspólnych cech, które są wynikiem pojawienia się i dorastania w alkoholowym lub w inny sposób dysfunkcyjnym otoczeniu domowym.W wyniku tego czujemy się wyizolowani, a także zakłopotani w towarzystwie innych osób, a szczególnie tych, które mają nad nami władzę lub przewagę. Aby się chronić, staliśmy się ludźmi, którzy ustępują i zadowalają innych, nawet kosztem utraty w tym procesie własnej tożsamości. Równocześnie jednak odczuwamy każdą osobistą krytykę jako zagrożenie.W wielu wypadkach sami staliśmy się alkoholikami, poślubiliśmy osobę uzależnioną od alkoholu lub mamy oba problemy równocześnie. Jeśli uniknęliśmy tego, dotyczy nas problem innych uzależnień lub dysfunkcji, takich jak pracoholizm. To wszystko wiąże się z naszą chorą potrzebą zaniedbania i opuszczenia samych siebie.Prowadziliśmy nasze życie z pozycji osoby przyzwyczajonej do doznawania krzywdy. Mając nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności, woleliśmy skupiać się na innych niż na sobie. Odczuwaliśmy poczucie winy, gdy próbowaliśmy uwierzyć i zaufać sobie, pozostawiając prawo do oceniania nas innym. Popadliśmy w bierność, pozwalając innym na przejęcie inicjatywy.Nabyliśmy cech osobowości zależnej, przerażonej możliwością odrzucenia, gotowi do zrobienia prawie wszystkiego, aby tego odrzucenia uniknąć. Wciąż wybieraliśmy związki stanowiące dla nas zagrożenie, ponieważ były one podobne do naszych dziecięcych relacji z alkoholowymi lub dysfunkcyjnymi rodzicami.Te objawy rodzinnej choroby alkoholowej, lub innej dysfunkcji, uczyniły nas współofiarami, takimi, które przyjmują cechy tej choroby, nawet bez doświadczenia kiedykolwiek potrzeby napicia się. Nauczyliśmy się chować nasze uczucia jako dzieci i trzymać je pogrzebane jako dorośli. W rezultacie tych doświadczeń często myliliśmy miłość z litością, mając skłonność do kochania tych, których mogliśmy ratować z zagrożenia.Postępując w autodestrukcji, staliśmy się uzależnieni od przeżywania lęku i niepokoju we wszystkich naszych sprawach, wybierając stałe zdenerwowanie zamiast skutecznych rozwiązań.To jest opis a nie oskarżenie.
ROZWIĄZANIE
...
Ewcia83