(1971) Zeszyty Naukowe UJ - Prace Historycznoliterackie z. 21: "Motyw śmierci w poezji Haliny Poświatowskiej" - Barbara Markiewiczówna
Dorobek poetycki H. Poświatowskiej mieści się w czterech tomikach. Oprócz poezji na jej twórczość składają się: jedna powieść (autobiograficzna) oraz kilka rozproszonych po czasopismach opowiadań i utworów poetyckich (1). Ta szczupłość pozostawionego dorobku to tylko część trudności związanych z próbą interpretacji poezji Poświatowskiej. Trzeba bowiem przede wszystkim wziąć pod uwagę całą swoistość jej twórczości. Jest to zatem poezja zamknięta nieodwołalnie i ostatecznie, zarazem niepełna, bo przerwana, w chwili, w której talent Poświatowskiej zapowiadał jedną z najświetniejszych indywidualności poetyckich młodego pokolenia (świadczą o tym wiersze pochodzące z ostatniego wydanego za życia poetki tomiku pt. "Oda do rąk"). Powody więc, które skłaniają do bliższego zaznajomienia się z jej poezją, są bardziej złożone. Obok walorów estetyczno-formalnych wysuwa się na plan pierwszy jej wartość dokumentalna. Poezja Poświatowskiej powstała bowiem w specyficznym klimacie stałej obecności śmierci - charakteryzuje się swoistą koncepcją i logiką przezwyciężania przez człowieka swojego losu. Przy pomocy poezji próbuje poetka znaleźć rozwiązanie dręczących ją problemów: granic poznania i sensu ludzkiego życia.
Nie dowierzając pamięci ludzkiej powierzyła H. Poświatowska pamięć o sobie swoim wierszom (2). Poezja stała się dla niej wielką szansą: pozwoliła jej przezwyciężyć spowodowane chorobą odosobnienie, pokonać dławiący strach przed stale zagrażającą śmiercią. Pozwoliła, co więcej, odegrać Poświatowskiej - wbrew chorobie! - twórczą rolę w życiu. Wykorzystanie najbardziej podstawowych cech poezji, takich jak: dominująca rola podmiotu lirycznego, możliwość stworzenia własnego świata, nastawienie całego języka na "ja" liryczne, sprawiło, że stała się poezja przejawem i potwierdzeniem jej indywidualnego istnienia; kategorią jej egzystencji. Najbardziej nietrwałe i subiektywne odczucia: ból, strach, radość i miłość, przeniesione w formę poetyckiej wypowiedzi zyskały bowiem wymiar uniwersalny i równocześnie cechę (swego rodzaju) nieśmiertelności. Odżywają przecież w każdorazowym kontakcie czytelnika z wierszami. Ta nieustanna aktualizacja została przez autorkę świadomie wprzęgnięta w walkę z czasem.
U podstaw twórczości Poświatowskiej leży (jak już wspomnieliśmy) nieustanne zagrożenie śmiercią. Czas, który upływa, jest zawsze tylko "dniem dzisiejszym", brak w nim czasu przyszłego. Poezja staje się w tej sytuacji próbą oszukania czasu. Pozwala przechować pamięć o człowieku, o tym, co najbardziej nietrwałe i przemijające - o jego osobowości. Takie było założenie wyjściowe. Jednak uniwersalne zjawisko śmierci, istniejące zarówno w świecie ludzi, jak i w otaczającym nas świecie przyrody, uchroniło poezję H. Poświatowskiej od postawy skrajnego subiektywizmu. Ono pozwoliło włączyć się w świat, poczuć nareszcie "włosem w jego futrze".
To śmierć również kazała jej postawić sobie pytania najważniejsze: o sens własnego życia i o sens życia w ogóle, i ona pozwoliła odnaleźć odpowiedź na te pytania. Życie i śmierć to jedność; ta dialektyka znajdzie wyraz, również w poezji H. Poświatowskiej. Jak głosi jedna ze starych myśli chińskich: "w każdym razie gdzie jest życie, tam jest śmierć, i gdzie jest śmierć, tam jest życie" (3) - mówi ona również, że kto jest świadom tej jedności, ten najlepiej pielęgnuje życie.
Naczelną zasadą poezji H. Poświatowskiej jest zasada "opozycji". Przeciwieństwa dialektycznie powiązane dopełniają się i tworzą całość. Życie i śmierć to również, nierozerwalna całość, i jeżeli akceptuje się pierwszy człon tej całości, nie można w końcu nie przyjąć i drugiego. W tym akcie akceptacji skryta jest również nadzieja, że zrozumiane i przyswojone prawa przyrody doprowadzą do tego, że stanie się poetka jej cząstką. Mieści się w nim również potrzeba uzasadnienia konieczności swego miejsca w świecie, nawiązania ze światem strukturalnej więzi:
a jednak
milo jest pomyśleć
że świat umrze trochę
kiedy ja umrę.
(czy świat umrze trochę, 4, s. 204)
Równolegle i tak samo konsekwentnie, jak śledziła poetka ślady życia i miłości, tropi również w świecie ślady śmierci. Zarówno w sobie, jak i wokół siebie:
fontanna zgasła
trzeba spostrzegawczości
aby zauważyć tę jedną
z wielu drobnych śmierci
(wizyta, 3, s. 72)
To jest uchwytny moment śmierci - przejście, zniknięcie, zwiędnięcie ("Margeritki albo cykl biologiczny") - obok którego czai się jednak śmierć niedostrzegalna, utożsamiona z poczuciem przemijania:
a czas
przyczajony poza mną do skoku
trzyma w wąsach źdźbło
dzień dzisiejszy
(w jadowitym brzęku, 2, s. 21)
Działanie czasu ma charakter destruktywny, związany z nim jest zarówno proces biologicznego starzenia się organizmu, jak i moment niszczenia rzeczy materialnych:
wątłe palce pleśni obejmują ziarnka piasku
rosną szpary w ścianach ogromnieją szpary w podłodze
......
kruszą się i rozsypują ulice
[......]
patrzę jak kamienie porastają w trawy
(moim głównym zajęciem, 3, s. 28)
"Kto żyje pod panowaniem czasu, poddany jest cierpieniu wszelkiego rodzaju, a uwolnienie polega przede wszystkim na zniesieniu czasu, na ucieczce od powszechnej przemiany" (4). Taką próbę zniesienia czasu w poezji H. Poświatowskiej stanowiła ucieczka w świat poetyckiego symbolu (a zwłaszcza symboliczne utożsamianie "ja" lirycznego z drzewem). Odmienną natomiast postawę, bierną, przedstawiają wiersze, w których występuje temat wsłuchania się w siebie, wtopienia w świat w chwilach bezruchu i uspokojenia, na przykład:
a ja siedzę pod piecem
i staram się przychwycić
na gorącym uczynku - czas
(a ja siedzę pod piecem, 4, s. 51 )
Ten sam moment występuje w niżej przytoczonym fragmencie:
kiedy trwam
we wnętrzu miękkich kokonów dni
kiedy przeciągam się we wnętrzu miękkich kokonów
nie wiem
(czas jest względny)
czy dni mijają
czy ja mijam
(kiedy trwam, 4, s. 150)
Jednak chwile takie są rzadkie, a czas jest tak samo twardy i wrogi dla człowieka jak kamień ("posąg był wykuty w kamieniu twardym jak czas"). Nie udaje się go zatrzymać; owe nieudane próby potęgują tylko wiedzę o stałej obecności śmierci, sprzęgniętej z mijającym czasem:
ona jest z nami
nasłuchuje brzęku osy
bawi się moimi włosami
w twoje palce wplątana
(ona jest z nami, l, s. 54)
Jednak nawet człowiek tak bezpośrednio zagrożony, tak osaczony przez śmierć, jak Poświatowska, nie jest w możności wyobrażenia sobie własnej śmierci. Doświadczenia innych ludzi na nic się nie mogą przydać. Człowiek ukryty za zasłoną iluzorycznej nieśmiertelności (inni umierają - on zostaje) nie potrafi pojąć zjawiska własnej śmierci. Jednostka bowiem tylko w wyjątkowych chwilach uświadamia sobie stałe zagrożenie i nieustanną obecność śmierci w świecie. W sytuacji, którą stwarza np. nieuleczalna choroba, następuje kumulacja tej świadomości: rzeczy z pozoru zwyczajne nabierają wówczas wymiaru ostatecznego. Znajduje to często wyraz w twórczości literackiej, daje ona bowiem szansę ucieczki w kreowany świat fikcji, a w każdym razie pozwala wypowiedzieć swój strach czy rezygnację (5). Zależnie jednak od struktury psychicznej twórcy różne powstają koncepcje samoocalcnia (na przykład u K. Liberta odczucie przemijania zostaje przeniesione na płaszczyznę przeżyć religijnych).
Halina Poświatowska zbyt mocno związana była ze swym "bytem fizycznym", żeby odnaleźć ocalenie w mistyce. Jej los rozgrywał się na ziemi. Jak w greckiej tragedii, los wyznacza rytm jej życia i poezji. Nie można go zmienić. Według znanego od wieków scenariusza, znowu zatriumfuje śmierć. W tym zdeterminowaniu przypomina Poświatowska bohaterów powieści A. Malraux. Ich życie również naznaczone jest "świadomością śmierci" i tym bolesnym uczuciem, którego doświadcza człowiek "jedyne zwierzę, które wie, że umrze" (6). I jak działanie bohaterów Malraux, tak twórczość Poświatowskiej jest zarówno w swoich zamierzeniach, jak i w skutkach, sprzeciwem wobec tego, co człowieka przerasta - wobec śmierci:
"Ten opór jest czynem; angażuje bowiem jak każdy czyn, jak każda decyzja [...]. Opór ten sprawia, że człowiek stwarza nowy, niezniszczalny świat: świat heroizmu lub sztuki (7).
Ale wiadomo, że popędy miłości zwane także popędami życia, szukają zaspokojenia w stanach przeżywanych intensywnie i chwilowo [...]. Śmierć to uspokojenie, zatrzymanie życia w jego bezustannej zmienności. Popęd śmierci tkwi więc w popędzie życia i jest triumfem życia nad cierpieniem i brakami (8)."
I jeżeli posłużymy się tymi freudowskimi kategoriami w odniesieniu do twórczości H. Poświatowskiej, to zauważamy, że najmocniej wypunktowane są w niej przejawy życia: miłość i sensualne doświadczenie świata. Ta apoteoza życia dokonuje się jednak w atmosferze "zakazanej miłości", w ciągłej obawie przed dopełnieniem życia - śmiercią.
Podobne ujęcie obecności śmierci w świecie, jakie występuje u Poświatowskiej, możemy znaleźć w wierszu Urszuli Kozioł pt. "Wahadło cienia" (9):
Ona jest między nami, gdy jej jeszcze nie ma.
- Czy zajrzało w oczy komu ślepe zwierzę?
Jest zawsze nadto blisko. Jest pomimo. Zanim
jest. Hodujemy ją w sobie. Każdy ma na własność
swoją. Lecz nikt jej nie zna. Ledwie się przeczuwa
obecność nieobecnej. Nie sposób jej w oczy
zajrzeć. To nie ma oczu. Naszym pulsem włada.
Ale czym jej obecność nim staje się sobą
wiedzą tylko umarli. Są niczym jak ona.
To poczucie "obecności nieobecnej" stara się Poświatowska zmaterializować. Próbuje przewidzieć objawy własnej śmierci, poprzez rekonstrukcję i pamięć o umieraniu innych ludzi. Chce przejść tę drogę, aby znaleźć odpowiedzi na pytania: "czy wszystkie dni są stracone dla umarłych", czy ze śmiercią łączy się ból fizyczny. W tym celu odwiedza cmentarze ludzi i rzeczy (muzea). Przytoczmy końcowy fragment wiersza pt. "wizyta":
wąska nić świtu
coraz, częściej bieleje w moich dwudziestu ośmiu latach
ostatnie cztery spędziłam nad filozofią
chciałam rozwiązać zagadkę bytu
lecz to co mi pokazano
to nie było drzewo ani ciało
to były słowa słowa słowa
ludzie są śmiertelni
Sokrates jest człowiekiem
a więc Sokrates musi umrzeć
wyrok wykonany
Sokrates umarł
w żółtym wazonie opadają
kupione na rynku kwiaty
odwiedzam to miejsce codziennie
nie liczę na ułaskawienie
Prawa biologii są bezwzględne, obowiązują wszystkich i zawsze. Tylko w świecie symbolów i znaków logicznych śmierć traci swój ludzki wymiar, nie jest już taka straszna. Jest konsekwencją użycia dużego kwantyfikatora. Staje się więc bezosobowa i konieczna. Tak jak przeniesiona w świat atomów, staje się tylko zmiana, zagęszczeniem fali:
cząsteczki atomów
prężą się jak koty
nim skoczą
skok jest napięciem
zagęszczeniem fali
najdrobniejszej
życiem
śmiercią?
(Rzecz najmniejsza, 4, s. 56)
W poetyce analitycznej, którą się posługuje Poświatowska, będzie to krok ostateczny. Rekonstruując poszczególne etapy tej redukcji możemy zauważyć, że składa się ona z trzech faz: pierwsza to wyróżnienie ze świata ludzkiej jednostki, zaznaczanie jej odrębności, wyznaczonej cielesnym, fizycznym wymiarem:
indywiduum
nie znaczy więcej od liścia
kołyszącego się na gałęzi
trudno powiedzieć
czy spełnia jakąkolwiek rolę
przez chwilę istnieje po prostu
czuje
myśli
(argument pro, 4, s. 69)
W fazie następnej indywidualna ludzka osobowość zostaje jak gdyby podzielona na dwie odrębne części: wewnętrzną i zewnętrzną. Zagrożenie, które się czai wewnątrz człowieka, jest właściwie niepoznawalne (por. wiersz pt. "możliwości mam ogromne, na przykład moje wnętrzności, o których nic nie wiem"), znacznie lepiej znane jest ciało na zewnątrz. A co więcej, w opozycji do wnętrza jest ono sprzymierzeńcem, a nic wrogiem. Zachwyt nad fizyczną urodą ciała determinuje swoisty "corpo-centryzm", który występuje w poezji H. Poświatowskiej. W procesie poznawania ciało podzielone zostaje w dalszym ciągu na poszczególne ośrodki, wypełnione i pulsujące życiem. Rozpatrzmy to na bardzo charakterystycznych przykładach - wierszach o sercu.
W twórczości Poświatowskiej najważniejsza rolę odgrywa biologiczny aspekt śmierci. Poetka świadoma przyczyny swojego nieustannego zagrożenia, zna również dobrze umiejscowienie choroby. Serce w jej poezji staje się wobec tego splotem różnych znaczeń. Mieści się wśród nich również i to odwieczne - symbol miłości, ale nie ono jest najważniejsze. Serce jest przede wszystkim nosicielem jej choroby, bezpośrednią przyczyną przyszłej śmierci. Stwarza się między nim a "podmiotem lirycznym" szczególny stosunek zależności:
moje serce jest władcą absolutnym
ach jak ono się panoszy
przesłania mi cały świat
(moje serce jest władcą absolutnym, 4, s. 157)
Poddanie się tej zależności oznacza obawę, strach i troskę o najmniejszą zmianę jego rytmu:
ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydłami
nie szarp się
nakarmię cię ziarnem śmierci
zaśniesz
(ptaku mojego serca, 4, s. 158)
Ten sposób oddzielenia od człowieka i ożywienia śmierci (serce będzie funkcjonowało w tym wypadku jako jej synonim) najbliższy jest poetyce bajek. W nich właśnie śmierć, nie związana immanentnie z człowiekiem, poprzez personifikację uzyskuje cechy ludzkie. Możliwy staje się wówczas dialog ze śmiercią, a co więcej, człowiek może podjąć z nią walkę, którą (tylko w bajkach) swoim rozumem i sprytem jest w stanie wygrać (por. motyw "śmierci na gruszy").
Śmierć w przypadku Poświatowskiej mieści się w sercu. Poetka wyodrębnia je więc z całości organizmu, animizuje, a zarazem przeciwstawia je sobie samej. Równocześnie otacza je jednak szczególną opieką i troską (ciekawe byłoby porównanie tego z motywem "nóg" w poezji T. Nowaka). Zauważmy ten moment oddzielenia:
delikatnie niosę moje serce
jak obciętą głowę świętego Jana
ziemia tańczy pode mną
(delikatnie niosę moje serce, 4, s. 30)
Oddzielone i ożywione w ten sposób staje się serce jednym z wcieleń motywu - ptaka:
pod moją lewą pachą
w ciepłym gnieździe
żyje ptak serce
bije ptak serce
zdławionymi skrzydłami
(pod moją lewą pachą, 2, s, 51)
Serce przestało więc być częścią organizmu, stało się szczególnym, jedynym ptakiem, który zagnieździł się w ciele człowieka. Z ptakiem nic można nawiązać równorzędnej walki. Można tylko uspokajać jego trzepotliwe skrzydła, rozedrgane strachem. Ta metaforyka odgrywa jeszcze jedną rolę - "ptak serce" uwięziony w klatce (poetka wykorzystuje wieloznaczność tego terminu) pragnie wydostać się na wolność, ale wolność tego ptaka jest równoznaczna zarówno ze śmiercią człowieka, jak i jego samego. Przeciwstawiono więc sobie dwie równorzędne wartości: wolność i życie, z których wybór jednej wyklucza drugą. Tak rodzi się dramat.
Na tym jednak etapie jest to jeszcze ciągle konstrukcja spójna, zorganizowana wokół "ego" (rolę organizującą spełnia w tym wypadku zaimek dzierżawczy "mój"). W końcowym etapie redukcji następuje rozproszenie tej konstrukcji ludzkiego ciała na atomy - ta faza oznacza już całkowite unicestwienie, dlatego kojarzy się z "popiołem" np.:
posypię się
popiołem
w dół
(Veritas, 4, s. 79)
albo
więc w popiół
rozsypuję wiązania
dźwięcznym napięstkom
w takt
(a co mi, 2, s. 48)
Końcowa faza redukcji jest jednak potrzebna do zupełnego zespolenia ciała ludzkiego z ziemią:
nie wiem gdzie idą po śmierci
najmniejsze drobiny
nie potrafię obiecać im raju
śródgwiezdne podróże nie dla nich
posłuszne prawu ciążenia
spadają spadają
(czasem przychodzi ostra, 4, s. 78)
Ciało rozpada się więc po to, aby nareszcie zjednoczyć się całkowicie z ziemią. Potrzeba "powrotu do ziemi" (pierwotnej formy materii) jest w poezji H. Poświatowskiej bardzo akcentowana:
czasem przychodzi ostra
świadomość konieczności
rozkruszonej ziemi
(czasem przychodzi ostra. 4, s. 78)
Ta postawą wyraża poetka swoja koncepcję skrajnego materializmu.
Czas stoi na przeszkodzie nieśmiertelności ciała (zauważyła to także M. Pawlikowska), a więc nie ma nieśmiertelności. Istnieje jednak coś, co daje oparcie człowiekowi, wiarę w możliwość zatrzymania czasu, bo zdaje się samo zwyciężać czas. Tym czymś są wytwory ludzi, które stają się świadectwem ich obecności w świecie. Wytwarzają one szczególną więź między tymi, którzy odeszli, i tymi, którzy z pietyzmem je przechowują. Kamień z Metropolitan Museum jest właśnie wiedzą pierwszą. Przeciwstawia jej poetka abstrakcyjne pojęcia, w których utrwala się i wyraża życie ludzkie, takie jak: historia, ekonomia, czas (jeszcze jedno wspomnienie, 4, s. 7). Bryła kamienia zwarta, niewzruszona, przekazywała jak gdyby swoją pewność ludziom. Pewność zniknęła jednak, kiedy ludzie zdołali rozbić kamień - materię:
a tu im niosą materię
rozmienioną na drgania
a w każdym drganiu śmierć
(pewien aspekt cywilizacji, 4, s. 57)
Przetrwanie rzeczy mieści w sobie jednakże również pewien moment okrucieństwa. Przypomnijmy wiersz W. Szymborskiej (10):
Metale, glinka, piórko ptasie
cichutko triumfują w czasie,
Chichocze tylko szpilka po śmieszce z Egiptu.
Korona przeczekała głowę.
Przegrała dłoń do rękawicy
Zwyciężył prawy but nad nogą.
Co do mnie żyję, proszę wierzyć!
Mój wyścig z suknią nadal trwa.
Ach jaki ona upór ma!
Ach jakby ona chciała przeżyć!
Rzeczy nie tylko żyją dłużej niż człowiek, ale stawiają mu również (tak jak kamień) opór. Człowiek jest dla nich czymś obcym, do czasu jednak, bo w przeciwieństwie do W. Szymborskiej dostrzega H. Poświatowska możliwość "pogodzenia":
kiedyś przyjdzie wielkie pogodzenie
z półką na książki
z obrazem
(kiedyś przyjdzie..., 4, s. 166)
Dokona się ono, właśnie na tym ostatecznym etapie redukcji, w połączeniu wszystkich atomów. Na tej płaszczyźnie możliwe stanie się nareszcie ostateczne i trwałe zespolenie "ja" poetyckiego ze światem przyrody i materii, chociaż dokona się ono za cenę niebytu "ja".
Umieranie odbywa się na ziemi. Śmierć kończy ten proces. Wbrew całej swej materialistycznej postawie H. Poświatowska próbuje wyobrazić sobie, co będzie dalej, czego początkiem może stać się kres biologicznego życia. Aby osiągnąć tę wiedzę, wprowadza poetka dychotomiczny podział na: życie i jego "drugą stronę", do której drogę otwiera śmierć. Motywem łączącym te dwa człony staje się noc.
Już w mitologii greckiej noc (sen) związana była genetycznie ze śmiercią. Dla H. Poświatowskiej noc jest przede wszystkim opiekunką miłości i w tym aspekcie związana jest z życiem. Zauważmy zresztą, w jakich kontekstach pojawia się to pojęcie:
nie mówimy nic nocy - noc jest głucha
(pocałunki, l, s. 16)
to są nasze noce
rozsypane
na gwiazdy na słońca
...
greta77