RACZEK
Pewien maty raczek pomyślał sobie: „Dlaczego wszystkie zwierzęta w naszym rodzie chodzą tylko do tyłu? Ja chcę się nauczyć chodzić do przodu, jak inne zwierzęta. Jeśli się tego nie nauczę, to niech odpadnie mój czerwony ogon!"
Nasz raczek nie rzucał słów na wiatr. To co postanowił, zawsze starał się wykonać, dotrzymywał danego słowa. Rozpoczął więc między dużymi kamieniami w stawie naukę chodzenia do przodu. Nie chciał, aby ktoś go widział, aby się śmiano z niego. Pierwszy dzień nauki kosztował go wiele wysiłku, miał porozbijane swoje raczę kolana. Drugi dzień był już inny, to co wyćwiczył pierwszego dnia, przychodziło mu teraz łatwiej. Po kilku dniach umiał już postawić kilka kroków do przodu bez potykania się. To był sukces! „Wszystkiego można się nauczyć, jeśli się tylko bardzo chce" myślał sobie raczek.
Kiedy już dobrze chodził do przodu postanowił zrobić rodzicom niespodziankę. „Mamo! Tato! zobaczcie co potrafię i podziwiajcie!"
zawoła! i przeszedł przed nimi bardzo lekkim krokiem bez potknięcia. Wszyscy byli zdziwieni. „Syneczku, co ci się stało, może jesteś chory?" pytała mamusia. „Nigdy tego więcej nie rób!" powiedział krótko ojciec.
Raczek był jednak uparty. „To musi być pomyłka. Gdy rodzice zobaczą jak biegam do przodu, będą się cieszyli." myślał sobie. Rozpoczął też w ukryciu treningi biegania. Miał to być prezent na imieniny ojca. Dzień ten zbliżał się szybko, dlatego też raczek ćwiczył bardzo intensywnie. „Tato, na dzień twoich imienin chcę ci coś pokazać. Zobacz, czego się nauczyłem!" zawołał raczek i przebiegł przed całą rodziną. „Tego już za wiele! Idź precz i nigdy nie wracaj! Nie należysz do naszej rodziny!" wołał ojciec. Słowo ojca jest słowem ojca. Mamusia raczka płakała. „Czy chciałem zrobić coś złego?" - usprawiedliwiał się przed sobą raczek.
Ruszył w drogę. Gdy wychodził z domu. nie płakał. Ściskało go tylko w sercu, że nawet najbliżsi nie potrafią, czy nie chcą. go zrozumieć. Nie miał do nikogo żalu, wiedział, że tak musi być.
Nie odszedł jeszcze daleko od domu. gdy usłyszał czyjś głos. To wielki, stary rak na zielonym kamieniu wołał za nim. ..Dzień dobry! Czego sobie życzysz?" spytał raczek. ..Myślisz, że uczyniłeś coś wielkiego?" zagadnął stary rak. ..Jak długo będziesz, myślał tak. jak teraz? Do pojawienia się pierwszych trudności? Jestem teraz stary. Gdy byłem młody, byłem podobny do ciebie. Chciałem wszystkie raki w stawie nauczyć chodzenia do przodu. I jak myślisz? Udało się? Jestem zupełnie sam. Inni daliby sobie raczej ogon odciąć, a nie powiedzieliby do mnie życzliwego słowa. Posłuchaj mnie. jeszcze nic straconego. Wracaj do domu, do swoich!" radził stary rak. W jego oczach nie lśniła żadna nadzieja.
Mały raczek nie wiedza^ co odpowiedzieć. Głos wewnętrzny mówił mu jednak: „To ty masz rację, a nie on!" Podziękował więc za dobrą radę i ruszył swoją drogą...
Czy daleko zaszedł?
Czy nie zgasła w jego sercu nadzieja?
Czy zwaliły się na niego wszystkie nieszczęścia?
Nie wiem tego. Nie wiem. czy z taką samą odwagą kroczy po drogach swego życia z jaką wyszedł z domu. Życzę mu jednak z całego serca: ...Idź dalej i bądź szczęśliwy!"
Nikolas53