Ethan(1).doc

(40 KB) Pobierz
Ethan

Ethan. Głód (fragment książki Dziesięć stron świata) - Anna Onichimowska

 

ak zwykle obudził mnie głód. Próbowałem myśleć o czymś innym niż jedzenie, ale nadaremnie. Mój brzuch był czarną dziurą, powiększała się z każdą chwilą, miałem uczucie, że jeśli nie zapełnię jej natychmiast, ulecę w noc jak wielka bańka mydlana. Wstałem i cicho, nie zapalając światła, poszedłem do kuchni. Pamiętałem dokładnie, czego mogę się spodziewać po zawartości lodówki. Najpierw skończyłem sałatkę z halibuta, potem pochłonąłem dwa hamburgery z fasolą. Przy plastrze wieprzowiny zabłysło nagle światło. Nie wiem, jak to się stało, że nie usłyszałem jej kroków.
– Znów się obżerasz! – w głosie matki brzmiało obrzydzenie.
– Spójrz na siebie! Wszędzie zwisa ci sadło. W nic się nie mieścisz. Niedługo zabraknie dla ciebie rozmiarów.
Ze zdenerwowania upuściłem słoik z żurawinowym sosem – narobił okropnego hałasu, roztrzaskując się o kamienną posadzkę. Podczas gdy zbierałem szkło i lepką maź, przyglądała mi się z wysokości barowego stołka, paląc papierosa.
– Zostaw to już... – zgniotła w popielniczce niedopałek. – Emma jutro posprząta. Pozwól za mną.
Nie, tylko nie to... Posuwałem się za smukłą sylwetką matki zawiniętej w miękki szlafrok, klap-klap, klapały jej kolorowe pantofelki, kierunek, w którym zmierzała, nie pozostawiał żadnych złudzeń. Łazienka – ostre punktowe światła, metal i zielony kamień – mimo zimna w stopy czułem, jak oblewam się potem.
– Właź na wagę – powiedziała.
Z góry usłyszeliśmy głos ojca:
– Chodź tu już, Dora!!!
– Nie – potrząsnąłem głową, była jednak nieubłagana.

Zacisnąłem powieki, żeby powstrzymać łzy.
– Dwieście czterdzieści funtów. Gratuluję – zaśmiała się nerwowo. – Idę!!! – odkrzyknęła ojcu i po chwili usłyszałem oddalające się klapanie.
Mój głód był teraz tak wielki, że mógłbym pochłonąć nie tylko zawartość lodówki, ale również szafek, szafeczek i kredensu, czarne dziury wypełniały mnie bez reszty – od nasady włosów do małego palca. Wróciłem do łóżka.
_
Przywożąc mnie ze szkoły, ojciec wspomniał, że dostali z mamą ofertę rozbudowy jakiegoś przedsiębiorstwa w Ohio, a nie da się tego zrobić na odległość. Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć, więc swoim zwyczajem nie odezwałem się w ogóle.
– To dla nas ciekawa i prestiżowa propozycja, a poza tym możemy nieźle zarobić... – ciągnął ojciec.
Tym razem z męki konwersacji wybawił mnie telefon. Usłyszałem głos matki, uzgadniała z ojcem wizytę jakichś gości. Dowiedziawszy się, że siedzę obok niego, rzuciła:
– Przyjadą też ich dzieci. Chcą popływać, sami mają basen w przebudowie. Liczę, że się nimi zajmiesz. Są w twoim wieku.
To okropne, pomyślałem. Dlaczego nie mogę robić tego, na co mam ochotę?
– Dobrze – bąknąłem.

Na obiad Emma przygotowała kurę z plackami kukurydzianymi i obsmażonymi plasterkami bekonu, a na deser – pie z dynią. Usiedliśmy przy stole, ale mimo że wszystko było pyszne, stawało mi w gardle na widok spojrzeń mamy. Miałem uczucie, że liczy mi kęsy.
– Nie smakuje ci? – spytała Emma urażonym tonem.
Pracowała u nas, od kiedy pamiętam. Jak byłem mały, woziła mnie w wózku, a potem uczyła chodzić. Wtedy była codziennie, teraz przychodziła tylko trzy razy w tygodniu.
– Smakuje... – bąknąłem, a potem uciekłem do swojego pokoju. Słyszałem stamtąd, jak mama ją ruga.
– Prosiłam cię, żebyś mu tak nie dogadzała. Widzisz, jakie są rezultaty. Niedługo nie zmieści się w drzwiach, a ty w dalszym ciągu jesteś gotowa go karmić, jakby miał roczek...
– Pani Dora by chciała, żeby wszyscy byli chudzi. A niby dlaczego? Mnie moja tusza nigdy w niczym nie przeszkadzała! – oburzyła się Emma, stukając talerzami, a potem wetknęła głowę do mojego pokoju.
– Nie przejmuj się – szepnęła. – Wszystkie moje dzieci są grube, i dobrze. Grubi mają zwykle lepsze charaktery... – mrugnęła do mnie i potoczyła się do wyjścia.
Nie byłem dzieckiem Emmy i wcale nie czułem, żebym miał dobry charakter. Nie wiedziałem, czy jest dobry, czy zły. Wydawał mi się nijaki. Nie byłem też ani dobrym, ani złym uczniem. Trochę mnie w szkole przezywali, ale było jeszcze paru grubasów, więc jakoś się to rozkładało.
Patrzyłem przez okno, jak rodzice wynoszą na taras jakieś plany i dokumenty, pochylają się nad nimi, dyskutują zawzięcie. Ze strzępu zdania domyśliłem się, że chodzi o Ohio.
Ciekawe, na jak długo mamy tam wyjechać... Dwa razy już towarzyszyłem rodzicom w takich wyprawach, raz ledwie to pamiętam, jeszcze nie chodziłem do szkoły, drugi – cztery lata temu. Wtedy były to trzy miesiące, źle wspominam tamtych kolegów, trochę tęskniłem za Emmą i w ogóle nie podobało mi się, chciałem jak najszybciej wrócić.
Fragment rozmowy rodziców postawił mnie na baczność. Uchyliłem szerzej okno, chowając się za zasłoną.
– Będzie nam tylko zawadą... Sam wiesz, jak on się zachowuje w towarzystwie. Kiedy wyobrażam sobie te wszystkie barbecie, na które będziemy zapraszani razem z nim, to, jak się będą na niego gapić i obgadywać nas za plecami, nie mam na to ochoty. A zresztą zmiana szkoły na pół roku to też nie jest dobry pomysł...
Wstydzą się mnie, przemknęło mi przez głowę i nie wiadomo dlaczego poczułem głupią satysfakcję. A więc zostanę w domu, nikt nie będzie mnie wpędzać na wagę, zmuszać do spotykania się z ludźmi, którzy nic mnie nie obchodzą, i do uprawiania sportu. Będę mógł jeść tyle, ile chcę, i o dowolnych porach. Życie przez moment wydało mi się piękne. Byli w dalszym ciągu pogrążeni w dyskusji, ojciec miał jakieś obiekcje, mama go przekonywała, co będzie najlepsze dla nich, no i naturalnie dla mnie.
Korzystając z ich nieuwagi, potruchtałem do kuchni. Do pudełka po lodach schowałem kawał sera, kiełbaski i sporą porcję paja, a potem wszystko to ukryłem pod łóżkiem, aby zapełnić czarną dziurę, kiedy obudzi mnie w nocy.
– Sam nie może zostać w żadnym razie – perorowała matka.
Leżąc wciąż na podłodze, podsunąłem się bliżej okna, aby nie uronić ani słowa.
– Jesteś pewna, że Emma nie wchodzi w grę?
– Najzupełniej.
– Mogę spytać ojca...
Zaległa cisza. Mój dobry nastrój ulotnił się już kompletnie. O dziadku miałem mgliste pojęcie. Widywaliśmy się tylko z okazji świąt, wydawał mi się dziwaczny, śmiał się nie wiadomo z czego, zadawał pytania, które wszystkich wprawiały w konsternację, i miał najbardziej poobijany samochód, jaki widziałem w życiu.
– Myślisz, że by się zgodził?
– Dlaczego nie? Pomieszkałby sobie trochę w przyzwoitych warunkach.
– A co z jego menażerią?
– Bez zwierząt się nie ruszy... – W głosie ojca zabrzmiało wahanie. – Musiałby z nimi...
– Widziałeś, jak u niego wyglądają fotele? Wszystko w strzępach! Chcesz, żeby koty ostrzyły sobie pazury o nasze skórzane kanapy?!! – matka podniosła głos. – No i ten smród!
– Nie krzycz – powiedział ojciec. – To była tylko propozycja. Jeśli masz lepszy pomysł...
– Zrób mi drinka – poprosiła matka.
Słyszałem, jak ojciec wchodzi do domu, jak grzechoczą kostki lodu, a z ogrodu dobiega głośny plusk. Podniosłem się. Matka przepłynęła kilka długości basenu, a potem usiadła na brzegu, mocząc nogi. Ojciec podał jej wysoką szklankę ze słomką, a sam położył się obok, na leżaku. Teraz nie słyszałem już, o czym mówią.
Lekki wiatr przesuwał na tarasie plany przedsiębiorstwa z Ohio, zjadłem tabliczkę czekolady i włączyłem telewizor.  


DZIESIĘĆ STRON ŚWIATA - Anna Onichimowska

Dziesięć stron świata i dziesięć historii. Losy piętnastolatków żyjących w różnych miejscach na ziemi: w Indiach, na Ukrainie, w Finlandii, w Stanach Zjednoczonych czy w Senegalu.
Kolumbijka Cesaria jest prostytutką zamieszaną w handel narkotykami, ale marzy, by zostać tancerką samby.
Mieszkający w USA Palestyńczyk Madżid wbrew swojej woli jest przygotowywany do zamachu terrorystycznego.
Japończyk Aki pomaga swojemu bratu uzależnionemu od Internetu i żyjącemu w izolacji od świata.
Ślub matki z wieloletnią przyjaciółką to problem, z jakim musi sobie poradzić Dunka Emma.
Wśród młodych bohaterów jest także Piotrek z Warszawy, którego chęć zdobycia szybkich pieniędzy skłania do złamania własnych zasad.

Anna Onichimowska, poetka, prozaik, autorka książek dla dzieci i młodzieży, przewodnicząca polskiej sekcji IBBY (International Board on Books for Young People), także członek Kapituły Konkursu. Za książkę Dobry potwór nie jest zły otrzymała Literacką Nagrodę im. Kornela Makuszyńskiego dla najlepszej książki dla dzieci roku 1995. Jej Hera, moja miłość (2002) długo utrzymywała się na listach bestsellerów. Onichimowska jest również autorką wielu słuchowisk dla Teatru Radiowego, zbiorów wierszy dla dzieci, utworów dla dorosłych.
Mieszka w Warszawie, bardzo wiele podróżuje.

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin