Danielle Steel Palomino PWZN "Print 6" Lublin 1995 Adaptacja na podstawie ksi��ki pod tym samym tytu�em. UWAGA! Brakuje pocz�tkowych rozdzia��w. Tekst zaczyna si� mniej wi�cej w po�owie rozdzia�u sz�stego. Galopowa�a przez pola na najwspanialszym wierzchowcu, jakiego mog�a sobie wyobrazi�, i jej twarz opromieni� u�miech. Czu�a si� absolutnie wolna, gdy p�yn�li razem w�r�d p�l, ko� i je�dziec zespoleni w jedn� ca�o��. Zdawa�o jej si�, �e min�y godziny, kiedy zwalniaj�c, zawr�ci�a ku stajniom. Zamierza�a normalnie pracowa� i galop na Black Beauty odby�a kosztem �niadania, teraz musia�a wr�ci� i do��czy� do grupy. Znajdowa�a si� o �wier� mili od g��wnych zabudowa�, gdy uleg�a pokusie, by skoczy� przez w�ski strumyk. Ko� pokona� go z �atwo�ci�. Zauwa�y�a nie opodal Tate'a Jordana, kt�ry jecha� na swoim czarno-bia�ym pinto i obserwowa� j�. �ci�gn�a nieco wodze i skr�ci�a ku niemu. Korci�o j�, by go dogoni� i udowodni�, jak dobrze je�dzi. Zamiast tego pogalopowa�a swobodnie w jego kierunku, mocno siedz�c w siodle. Zwolni�a do k�usa i Black Beauty ta�czy� pod ni� rado�nie, gdy dotarli do Tate'a. - Dzie� dobry! Przejedzie si� pan z nami kawa�ek? - spyta�a, patrz�c na niego zwyci�sko. Jego oczy p�on�y w�ciek�o�ci�. - Co pani, do diab�a, robi na tym koniu? - Karolina pozwoli�a mi na nim je�dzi� - odpali�a opryskliwym tonem. Zwolni�a nieco i Tate zr�wna� si� z ni�. Pami�ta�a wszystko, co wczoraj powiedzia�, i upaja�a si� chwil� triumfu, podczas gdy on kipia� ze z�o�ci. - Wspania�y, nieprawda�? - O, tak. A gdyby potkn�� si� przy strumieniu, mia�by wspaniale po�amane nogi. Nie pomy�la�a pani o tym, kiedy wypuszcza�a go pani do skoku? Nie widzia�a pani tych kamieni na brzegu, do diab�a? Nie wie pani, jak �atwo m�g� si� po�lizgn��? - Jego g�os odbija� si� echem w porannej ciszy. Samantha spojrza�a na niego z irytacj�. - Wiem, co robi�, Jordan. - Na pewno? - Spojrza� z hamowan� furi�. - W�tpi�. Pani zwyczajnie si� popisuje i je�dzi tak g�upio, jak tylko pani potrafi. W ten spos�b mo�e pani zmarnowa� wiele koni. Nie m�wi�c ju� o tym, co pani mo�e zrobi� sobie. Mia�a ochot� krzycze�. - Pan naprawd� my�li, �e wszystko wie lepiej?! - Mo�e wiem przynajmniej tyle, �eby nie pr�bowa�. To jest ko� wy�cigowy. Nie powinien by� na ranczo. Nie powinien by� uje�d�any przez kogo� takiego jak pani, ja czy pani Karolina. Powinien by� uje�d�any przez fachowc�w albo wcale. - Powiedzia�am ju� panu. Wiem, co robi�. - W jej g�osie zabrzmia� jednak niepok�j. Bez ostrze�enia Tate z�apa� jej wodze. Zatrzymali si� prawie r�wnocze�nie. - Powiedzia�em ci wczoraj, �eby� na nim nie je�dzi�a. Zniszczysz go albo sama si� zabijesz. - No i co? - zapyta�a gniewnie. - Zabi�am si�? - Mo�e nast�pnym razem. - Nie chcesz przyzna�, �e kobieta je�dzi r�wnie dobrze, jak ty! To ci� boli, tak? - Id� do diab�a! G�upia miejska panienko, przyje�d�asz tu, by sp�dzi� mi�o czas i udawa� przez kilka tygodni dziewczyn� z rancza, je�dzisz na takim koniu, skaczesz przez przeszkody. Do jasnej cholery, nie wiesz, dlaczego ludziom si� nie podoba, �e jeste� tu, gdzie jest ich miejsce?! To nie twoje miejsce! Nie rozumiesz tego? - Rozumiem doskonale. A teraz pu�� mojego konia. - Trzymaj, do cholery. Rzuci� jej wodze i odjecha�. Samantha ruszy�a do stajni, ale ju� spokojniej. Mia�a niejasne wra�enie, �e wi�cej przegra�a, ni� zyska�a. Te s�owa zrani�y j�, cho� nie bardzo jeszcze rozumia�a, dlaczego. W jego kazaniu by�o ziarno prawdy. Zrobi�a b��d, skacz�c na �eb, na szyj� przez strumie�. Nie zna�a terenu, a przynajmniej nie na tyle, by bra� takie przeszkody. Z drugiej strony jednak to cudowne uczucie, p�dzi� na koniu szybko jak wiatr, nie potrafi�a si� powstrzyma� - ani �a�owa�, �e to zrobi�a. Ujrza�a m�czyzn zbieraj�cych si� na podw�rzu i po�pieszy�a odstawi� Black Beauty. Zamierza�a nakry� go pledem i zostawi�. Chcia�a podzi�kowa� mu wieczorem. Gdy dotar�a do boksu, czeka� tam ju� Tate Jordan, z oczyma jak szmaragdowe ognie i zaci�t� twarz�. Wydawa� si� wy�szy i przystojniejszy ni� inni kowboje i przemkn�a jej przez g�ow� ob��kana my�l o reklamie samochod�w dla agencji. By�by doskona�y jako model-kowboj. Ale to nie reklam�wka, nie Nowy Jork... - Co pani teraz zamierza zrobi� z tym koniem? - zabrzmia� silny, niski g�os. - Rozciera� go chwil� i okry�. - I to wszystko? - S�uchaj... - Jej twarz sp�on�a rumie�cem. - Wr�c� p�niej i zajm� si� nim. - Kiedy? Za dwana�cie godzin? Do diab�a, jak si� pani nim zajmie, panno Taylor? Je�li chce pani je�dzi� na takich koniach, radz� pani nauczy� si� odpowiedzialno�ci. Pospacerowa� z nim, �eby och�on��, pog�aska�, uspokoi�. Rozmasowa� mu mi�nie. Nie chc� pani widzie� przez nast�pn� godzin�. Jasne? Wiem, �e pani nie jest sk�onna do s�uchania rad. To jest rozkaz. Rozumie pani? Mia�a ochot� go uderzy�. Co za znienawidzony typ! Lecz by� to cz�owiek, kt�ry kocha� konie i, niestety, mia� racj�. Mia� cholern� racj�. - Tak jest. Zrozumia�am. - Spu�ci�a oczy, wzi�a wodze i przygotowa�a konia do spaceru. - Jest pani pewna? - Tak, do cholery! Tak! - Odwr�ci�a si�, krzycz�c na niego. Dziwnie patrz�c, skin�� jej g�ow�. Przywi�za�a wodze Black Beauty do jednego z zewn�trznych s�upk�w i si�gn�a po wiechcie s�omy, �eby rozetrze� dr��ce mi�nie konia. - A swoj� drog�, gdzie b�dziecie dzi� pracowa�? - Nie wiem - rzuci�, przechodz�c obok niej. - Znajd� nas. - Jak? - Po prostu przegalopuj przez ranczo. Przecie� to uwielbiasz. - U�miechn�� si� drwi�co i odjecha�. Samantha zacz�a �a�owa�, �e nie jest m�czyzn�. Strzeli�aby go w twarz, ale by�o ju� za p�no. Zreszt�, musia�a zaj�� si� koniem. Odnalezienie grupy zaj�o jej dwie godziny. Dwie godziny b��dzenia po zaro�lach, pod��ania za znajomymi �ladami, gubienia si� na innych. Zacz�a si� nawet zastanawia�, czy Tate rozmy�lnie nie wybra� pracy w bardziej oddalonych miejscach, by nie mog�a ich odnale��. W ko�cu znalaz�a. Pomimo grudniowego powietrza by�o jej ciep�o w delikatnym zimowym s�o�cu, rozgrza�a j� ta jazda po pastwiskach, wsz�dzie, gdzie tylko przysz�o jej do g�owy ich szuka�. Znalaz�a jeszcze dwie inne grupy, jedn� wi�ksz�, lecz nie by�o tam Tate'a. Czeka� na ni� w jej grupie. - Przyjemnie si� je�dzi? - zapyta� rozbawiony, kiedy si� zatrzyma�a. Navajo bi� kopytem w ziemi�. - Czaruj�co, dzi�kuj� - odpar�a. Nie czu�a rado�ci zwyci�stwa, cho� ich znalaz�a i cho� zn�w patrzy�a w migocz�ce w s�o�cu zielone oczy. Bez s�owa przy��czy�a si� do innych. Kilka minut P�niej zeskoczy�a z konia, by pom�c innym nie�� nowo narodzone ciel� w ko�ysce sporz�dzonej z derki. Jego matka zdech�a jakie� dwie godziny temu i ciel� wygl�da�o tak, jakby wybiera�o si� w jej �lady. Jeden z pracownik�w ulokowa� ma�e, ledwie oddychaj�ce stworzonko przed sob� na siodle i pojecha� do obory, by pod�o�y� je innej krowie w nadziei, �e zast�pi mu matk�. P�niej Samantha pierwsza spostrzeg�a nast�pne ciel�tko, jeszcze mniejsze ni� poprzednie. Matka zapewne pad�a kilka godzin wcze�niej. Tym razem zrobi�a ko�ysk� sama i umie�ci�a ciel�tko na siodle z pomoc� m�odego kowboja, kt�ry by� zreszt� zbyt zafascynowany Samanth�, by by� naprawd� u�ytecznym. Nie czekaj�c na instrukcje, skierowa�a si� ostro�nie w stron� g��wnej obory. - Poradzisz sobie sama? - Zaskoczona ujrza�a Tate'a Jordana podje�d�aj�cego do niej. Smuk�y czarno-bia�y pinto tworzy� �adn� par� z jej br�zowo-bia�ym appaloosa. - Chyba tak. - Spojrza�a na zwierz�tko na przedzie siod�a. My�lisz, �e ono prze�yje? - W�tpi� - odpar� oboj�tnie. - Ale zawsze warto spr�bowa�. - Skin�a g�ow� i pojecha�a dalej. Tate Jordan zawr�ci�. Dotar�a do obory i przekaza�a osierocone ciel�tko w r�ce specjalisty, kt�ry trudzi� si� nad nim ponad godzin�, lecz ciel� pad�o. Kiedy wraca�a do Navajo czekaj�cego cierpliwie na zewn�trz, czu�a piek�ce �zy w oczach, i gdy wsiad�a na siod�o, ogarn�� j� gniew, �e go nie uratowali. Biedne, ma�e stworzonko. Wiedzia�a, �e s� jeszcze inne ciel�ta, kt�rych matki zmar�y po porodzie w zimn� noc. Wprawdzie pracownicy starali si� pom�c zwierz�tom b�d�cym w opa�ach, ale kilka sztuk, kt�re oddzieli�y si� od stada, zwykle co roku gin�o. Dla ciel�t, kt�re rodzi�y si� w zimie, zawsze istnia�o ryzyko. Inni godzili si� z tym, ale nie Samantha. Osierocone ciel� sta�o si� dla niej symbolem dziecka, kt�rego ona sama nie mog�a mie�, i z zaciek�� determinacj� wr�ci�a do grupy, by ratowa� nast�pne. Tego dnia przywioz�a do obory jeszcze trzy owini�te w koce ciel�tka, galopuj�c jak szatan. M�czy�ni patrzyli z podziwem na t� pi�kn� kobiet�, pochylon� nisko nad ko�skim karkiem, kt�ra je�dzi�a tak jak �adna inna kobieta na ranczo, lepiej nawet ni� Karolina Lord. Gdy patrzyli na jej galop przez wzg�rza, Navajo wydawa� im si� tylko br�zow� smug�, kt�ra nikn�a na horyzoncie. Widzieli, �e by�a dobra, �e by�a z�yta z ko�mi. Kiedy razem wracali ze stajni, kowboje �artowali i rozmawiali z ni� przyja�nie jak nigdy przedtem. - Zawsze tak je�dzisz? - spyta� Tate Jordan. Ciemne w�osy falowa�y, oczy l�ni�y, rondo Stetsona ocienia�o twarz przed �un� zachodz�cego s�o�ca. Typ urody zazwyczaj zmusza� kobiety do zatrzymania si� na jego widok, jakby przez chwil� nie mog�y z�apa� tchu. Samantha nie cierpia�a na t� dolegliwo��. Dra�ni� j� spos�b, w jaki si� porusza�, bo ukazywa� wielk� pewno�� siebie Tate'a Jordana. Po chwili milczenia skin�a g�ow� z lekkim u�miechem. - Je�li mam wa�ny pow�d. - A dzisiaj rano? - "Dlaczego si� znowu czepia?", zastanawia�a si�, O co mu chodzi. - Rano te� mia�am wa�ny pow�d. - Mia�a�? - Zielone oczy patrzy�y badawczo. Tym razem Samantha popatrzy�a nie niego spokojnie i powiedzia�a szczerze: - Tak, mia�am. Dzi� rano powr�ci�am do �ycia, panie Jordan. Nie czu�am s...
Filmy2026